ciasteczka z wróżbą

Andrzejkowe ciasteczka z wróżbą

Aga Sz. ciasteczka, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

ciasteczka andrzejkowe z ukrytą wrózbą

Kiedy jesteś  mamą dzieci w wielu szkolno-przedszkolnym, które w swoich klasach urządzają zabawy andrzejkowe, to z pewnością ten przepis na ciasteczka z wróżbą warto mieć na podorężu. Te są gwarancją świetnej zabawy i ekscytacji przy losowaniu i otwieraniu ciasteczek i dobrze smakują. A przepis sprawdzony, jako matka trójki miałam przyjemność w tym tygodniu upiec ich już sto sztuk…

ps. Jak diabeł wody święconej boje się wszelakich konkursów przedszkolnych na eko-stwory z plastiku i makulatury tudzież zwierzątka z warzyw tak więc nadrabiam ciastkami kiedy tylko się da, póki co skutecznie ratują mi tyłek w oczach pań wychowawczyń… 😉

Składniki:

  • 300 g mąka pszennej
  • 2-3 łyżki cukru pudru
  • 2 żółtka
  • 1 białko
  • laska wanilii – 1 szt.
  • 10 g świeżych drożdży
  • 30 g oleju kokosowego (lub miękkiego masła)
  • 60ml (lub mleka)
  • pół łyżeczki cynamonu (opcjonalnie)
  • szczypta soli
  • pół łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • cukier trzcinowy

Przygotowanie zaczynamy od przygotowania 30 paseczków z wróżbami . Można wypisać je oczywiście ręcznie długopisem, albo  tak jak ja skorzystać z drukarki (wydrukowane nazwy jedna pod drugą czcionką o rozmiarze 12 i są w sam raz).

Jeśli ciasteczka pieczemy dla dzieci fajnie zamiast klasycznych wróżb sprawdzą się  zawody (co może w przypadku młodszych dzieci mieć wymiar edukacyjny, dowiedzą się kto to jest architekt albo czym zajmuje się florysta…)

Wykonania ciasteczek:

Mąkę przesiać do misy miksera, dodać cukier, cynamon i sól, wymieszać.

Dodać rozkruszone drożdże, olej kokosowy, żółtka i wodę, całość chwilę miksować, a następnie przełożyć na stolnice oprószoną mąka i wyrabiać dłońmi, aż powstanie miękkie elastyczne ciasto.

Ciasto rozwałkować (pamiętając by oprószyć mąka stolnice i wałek) i wykrawać foremką lub kieliszkiem/szklanką kółeczka o średnicy ok 6 cm.

każde kółeczko porozciągać delikatnie w palcach umieścić na środku poskładaną karteczkę i zakleić jak pieroga, dociskając brzegi końcem małego widelczyka.

Ciasteczka układać w odstępach na blachach do pieczenia wyłożonych papierem do pieczenia.

Każde ciasteczko posmarować białkiem i posypać szczyptą brązowego cukru.

Piec w piekarniku nagrzanym do 175 stopni C. (termoobieg) przez 10-12 min., aż ciasteczka się zarumienią.

Odstawić do ostygnięcia.

ciasteczka z wróżbą

Miłego pieczenia i samych pomyślnych wróżb…

 

lalka natalia kuchareczka

Pieczemy ciasteczka z lalką Natalią

Aga Sz. ciasteczka, DZIECI, gry & zabawy, NASZ DOM, PRZEPISY, RECENZJE, Strona glowna banner 0 Comments

Małgosia jest dziewczynką, która ponad wszystkie zabawy najbardziej lubi te lalkami ,,w dom”.  No może na równi z rysowaniem. Dlatego, kiedy dostała lalkę Natalię słodką kuchareczkę, była zachwycona. Zabawa lalkami uczy opiekuńczości, rozwija empatię i wrażliwość, a także kształtuje zdolności manualne dziecka (ubieranie lalki). Uwielbiam przysłuchiwać się zabawie Małgosi, która za każdym razem nieświadomie udowadnia mi, jak wiele czerpie z moich codziennych zachowań i utwierdza mnie w przekonaniu, że bez względu kim będzie w życiu, co osiągnie na polu zawodowym, to z pewnością będzie dobrą mamą i gospodynią. Lalka po naciśnięciu na brzuszek wypowiada aż czternaście fraz i śpiewa piosenkę. Ponieważ w zestawie znalazłyśmy także książeczkę z przepisami i foremki, pierwsze wolne przedpołudnie, kiedy reszta rodzeństwa wybrała się z tatą na basen, upiekłyśmy z Natalią kruche, maślane maślane ciasteczka z jej przepisu. Wyszły pyszne (przepis pod zdjęciami)…

Jak widzicie śmiechu i zabawy było co nie miara.

Jeśli macie w domu małe adeptki sztuki kulinarnej, które chętnie pomagają w kuchni, to lalka Natalia słodka kuchareczka jako prezent pod choinkę może się okazać strzałem w dziesiątkę.

Polecić mogę również Natalkę Aniołka (śpiewa kolędy i bardziej świątecznej lalki nie widziałam), a także Natalię nauczycielkę angielskiego (bardzo wysoka i naprawdę sporo potrafi nauczyć) oraz Natalię księżniczkę ze świecącymi włosami (prześliczna, podobna do aniołka, tylko bardziej uniwersalna), te dwie ostatnie wybrałam już jako prezenty dla kuzynek Małgosi pod choinkę…

Natalię słodką kuchareczkę znajdziecie w sklepie Kup zabawkę pl

Na koniec obiecany, bardzo prosty i dobry przepis na kruche, maślane ciasteczka wg. przepisu Natalii słodkiej kuchareczki… 😉

Składniki:

  • pół kostki( 100g) zimnego masła
  • 3 łyżki cukru pudru
  • szklanka mąki
  • aromat waniliowy (u nas pół łyżeczki ekstraktu waniliowego)

Podane składniki umieścić w misce i wyrobić dłońmi (lub mikserem) na gładkie ciasto.

Uformować z niego kulę, owinąć folią spożywczą i odłożyć do lodówki na godzinę. Jeśli jesteście niecierpliwi tak jak my, na kwadrans do zamrażalnika też wystarczy… 😉

Po tym czasie ciasto rozwałkować na posypanej mąką deseczce, pamiętając by oprószyć tez wałek do ciasta. Wykrawać foremkami ciasteczka, a następnie przełożyć je na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę. Piec w piekarniku rozgrzany do 180 stopni C. przez ok 10 min., aż będą rumiane.

Odstawić do ostygnięcia. Podzielić się z tymi, których kochacie…

Pozdrawiam Was słodko i życzę wielu słodkich chwil z dziećmi w kuchni…

Przepis powstał przy współpracy z firmą Artyk

ciasto na piernik staropolski

Piernik staropolski

Aga Sz. Boże Narodzenie, ciasta, pierniki & pierniczki, PRZEPISY, Strona glowna banner

ciasto na piernik staropolski

Piernik staropolski, oprócz dobrego smaku jedna podstawowa zaletę, ciasto na ten wypiek należy przygotować już kilka tygodni przed świętami, by w spokoju i chłodzie dojrzał. Piecze się go na tydzień przed świętami. Kiedy więc trwa w najlepsze przedświąteczna gonitwa i nie wiemy w co włożyć ręce, jedno (sporej wielkości) ciasto mamy już gotowe. Rewelacja, prawda?

Z podanego przepisu można upiec 3 blaty ciasta, które następnie można przełożyć powidłami śliwkowymi lub ulubiona masa tj. marcepanowa czy orzechowa, a z wierzchu polać np. polewa czekoladową. Można również część ciasta przeznaczyć do wypieku małych, grubszych, puchatych pierniczków.

Dziś podaje sam przepis na ciasto, sposób jego pieczenia i jego finalny wygląd podam i pokażę tydzień przed świętami.

Ciasto na piernik staropolski najlepiej zagnieść 4 – 6 tygodni przed świętami (lecz podobno zagniecione 2 tygodnie przed świętami będzie równie smaczne).

Składniki:

  • 500 g miodu (naturalnego!)
  • 1,5 szklanki cukru (dałam trochę mniej)
  • 250 g masła
  • 1 kg mąki pszennej
  • 3 jajka
  • 3 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 125 ml mleka
  • 80 g przyprawy korzennej do piernika
  • pół łyżeczki soli

Miód, masło i cukier podgrzać na małym ogniu aż do wrzenia, mieszając, tak by cukier całkiem się rozpuścił.

Odstawić do ostudzenia.

Sodę wymieszać w mleku i wraz z mąką, jajkami i przyprawą do piernika dodać do ostudzonej mieszaniny miodu, masła i cukru.

Całość dokładnie wyrobić (ciasto będzie dość rzadkie, po leżakowaniu stężeje), a następnie przełożyć do naczynia (kamionkowy, szklany lub emaliowany garnek).

Przykryć bawełnianą/lniana ściereczką i odstawić zimne miejsce (lodówka, garaż) na 4-6 tyg.

Cdn. 🙂

źródło przepisu: ,,W staropolskiej kuchni i przy polskim stole” Maria Lemnis, Henryk Vitry. , a znalazłam go na stronie Moje Wypieki tutaj (klik)

muffinki czekoladowe Nigelli Lawson

Czekoladowe muffinki Nigelli Lawson

Aga Sz. babeczki & muffinki, czekoladowe, PRZEPISY, Strona glowna banner 2 Comments

muffinki czekoladowe Nigelli Lawson

Muffiny z czekoladą. Klasyka. Niezastąpione na deszczowe dni, chandrę i kiermasz w przedszkolu. Kiedy chcemy łatwo, szybko, pysznie i z czekoladą. Każdy z nas ma na coś przepis, z którego korzysta od lat i nie szuka innego, bo ten który ma jest świetny. Poniższy przepis Nigelli Lawson, znany w oryginale jako ,,chcolate chips muffin” jest dla mnie właśie jednym  takich niezawodnych, sprawdzonych przepisów.

Składniki:

Na ok. 12-14 muffinek

(wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej)

  • 250 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 łyżki kakao
  • 175 g drobnego cukru
  • 150 g  czekoladowych groszków lub drobno posiekanej czekolady (u mnie pół na pół gorzka z mleczną)
  • 250 ml mleka (najlepiej 3,2%)
  • 90 ml oleju (rzepakowy, słonecznikowy)
  • 1 duże jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

Mąkę, kakao, proszek do pieczenia, sodę, kakao i cukier, kakao i większość (2 garści zostawić), czekolady umieścić w  jednej misce i wymieszać.

W drugiej miseczce umieścić wszystkie mokre składniki, tj. jajko, mleko, olej, ekstrakt wanilii i wymieszać je widelcem/trzepaczką.

Mokre składniki przelać do suchych, i przemieszać do połączenia się składników, tak by nie było widać mąki.

Formę do muffinów wyłożyć papilotkami.

Każdą papilotkę napełnić ciastem do około 3/4 wysokości foremki.

Na górę każdej muffinki powtykać po resztę kawałków czekolady

Piec przez około 20 minut w temperaturze 190 – 200°C (najlepiej grzałka góra-dół)

Wyjąć, wystudzić na kratce.

Dużo dobrej czekolady i samych niezawodnych przepisów tej jesieni Wam życzę…

książki o uczuciach i emocjach dla dzieci

Najpiękniejsze książki dla dzieci o uczuciach

Aga Sz. DZIECI, książek, KSIĄŻKI, książki, RECENZJE, Strona glowna banner 0 Comments

Uczucia i emocje.  Zarówno te dobre, jak i te przykre, towarzyszą nam każdego dnia. Radość, ciekawość, tęsknota, strach, samotność, odwaga, duma czy wstyd spotkają na co dzień zarówno osoby dorosłe jak i przedszkolaków, dlatego tak ważne jest byśmy pomogli naszym podopiecznym emocje poznać, nazywać i oswajać ich z nimi. Im szybciej dzieci zrozumieją, że uczucia są rzeczą naturalną i będą umiały sobie z nimi radzić, tym lepiej. Dla nich i dla nas-rodziców. Książki, które wybrałam mogą w tym temacie bardzo pomóc…

,,W moim sercu” Jo Witek, ilustracje Christine Roussey, wyd. Mamania

Wydawnictwo Mamania to dla mnie zawsze gwarancja piękna, prostoty i przekazu, który trafia prosto w serce. Nie inaczej jest z tą książką. ,,W moim sercu”. Pięknie wydana, środek, grubej okładki stanowi wycięte serce, które wędruje z czytelnikiem aż do końca lektury, zmniejszając tylko swój rozmiar i kolory. Napisana ciekawym nawet dla kilku latka językiem, zabawna, przystępna dla małego czytelnika. Z racji swojej budowy zainteresuje dziecko w każdy wieku, nie mniej skierowana jest dla dzieci młodszych, od 3 roku życia.

,,Uczucia” Janusz Leon Wiśniewski, ilustracje Anna Jamróz, wyd. Tadam

Na wieść o tym, że mój ulubiony pisarz wydał (drugą notabene już, pierwsza nosi tytuł ,,Marcelinka rusza w kosmos”) książkę dla dzieci, na dodatek o uczuciach, wiedziałam, że obowiązkowo pojawić się musi ona w naszej biblioteczce. I cudownie, że tak się stało, okazuje się bowiem, że magister fizyki, doktor informatyki i doktor habilitowany chemii, który tak doskonale zna się na kobiecych emocjach, co udowadnia regularnie w swoich książkach dla dorosłych czytelników, potrafi pięknie i mądrze opowiedzieć o nich także dzieciom.

Duże brawa dla wydawnictwa Tadam za niebanalną oprawę graficzną książki, z całym mnóstwem celowych wycięć, zagięć, okienek.

,,Czy szczęście ma swój kolor i jak smakuje? Dlaczego czekać to nie to samo co tęsknić? Czy z ciekawości może burczeć w mózgu? Jak wielkie oczy może mieć strach i co się stanie, gdy staną się zbyt wielkie? Dlaczego zemsta zawsze jest najgorszym doradcą? Czy można popłakać się z wdzięczności?

Wrażliwy chłopiec w różnych momentach swojego życia przeżywa dwanaście najważniejszych ludzkich emocji. Na swój dziecięcy sposób stara się je opowiedzieć.
I przede wszystkim zrozumieć…

Dziecięce opowieści o tym, co dorośli uważają za dziecinnie proste.”

Bardzo. Bardzo polecam…

„Uczucia, co to takiego?”, książka z serii Dzieci Filozofują, autor Oscar Brenifier, ilustracje Serge Bloch, wyd. Zakamarki

To propozycja dla troszkę starszych dzieci, które jak wiadomo uwielbiają zadawać pytania. I książka ta  skonstruowana jest właśnie na zasadzie dialogu dzieci i dorosłych. Pomaga w rozmowie z dzieckiem, kształtuje analityczny sposób myślenia, poszerza horyzonty. Tom ,,Uczucia” podobnie jak pozostałe z serii, zawiera sześć ważnych pytań, a każde z nich prowadzi do sześciu możliwych odpowiedzi, których mogłoby udzielić dziecko. Każda z odpowiedzi umożliwia z kolei zadanie kilku nowych pytań, które potrafią podważyć wcześniejszą odpowiedź. A wszystko to dotyczy codziennych, przystępnych tematów. Z pomocą książki można podjąć próbę odpowiedzi na pytania tj.

– Skąd wiesz, że rodzice cię kochają?
– Czy jesteś zazdrosny o swoich braci i siostry?
– Dlaczego kłócisz się z tymi, których kochasz?
– Czy dobrze jest być zakochanym?
– Czy lepiej jest być samemu, czy z przyjaciółmi?
– Czy boisz się wypowiadać przed całą klasą?

Polecam książkę szczególnie tym dzieciom które uwielbiają zadawać pytania, drążyć tematy, wykazują skłonności do filozofowania, lubiących rozmawiać, ale i rodzicom, którzy chcieliby by ich dziecko było na rozmowę bardziej otwarte. Ta książka może im w tym bowiem bardzo pomóc.

,,Maja i jej świat. Uczucia” Anna Obiols, ilustracje Joan Subirana, wyd. Adamada

Nie ukrywam, że ta książka, a właściwie seria z której pochodzi, przyciągnęła moją uwagę z racji imienia zawartego w tytule, Maja to bowiem imię mojej najstarszej córki. Wiadomo, że kiedy bohaterka książki jest naszą imienniczką, jakoś tak odruchowo bardziej się z nią identyfikujemy, szczególnie gdy mamy dziesięć lat…

To urocza opowieść o dziewczynce, która wybrała się na wycieczkę. Podczas tej podróży przeżywała różne stany ducha, od ekscytacji, radości, euforii i spokoju, przez zmęczenie, głód aż po strach. Na końcu książki znajdziemy kilka ciekawych ćwiczeń dotyczących nazywania uczuć i emocji, przewodnik dla rodziców, a nawet zbiór sentencji o strachu, zaufaniu, miłości czy szczęściu. Bardzo pozytywna lektura.

,,Uczucia” Libby Walden, ilustracje Richard Jones, wyd. Zielona Sowa

Urocze, subtelne ilustracje i poetycki tekst (brawo dla pani tłumacz) to to co wyróżnia tą książkę. Mały bohater, który za sprawą okienka na każdej stronie,pojawia się zawsze w tym samym miejscu, przeżywa cały wachlarz emocji, opisanych wierszem. Poczytamy w niej więc o odwadze, smutku, złości, radości, zazdrości, samotności, wstydzie, ekscytacji, strachu i spokoju. Piękna i nastrojowa. Najpierw zachwyca okładką, a potem czaruje wnętrzem.

Z serii niedawno ukazało się również ,,Dorastanie” tego samego duetu autor- ilustrator, równie piękna.

,,A królik słuchał” Cori Doerrfeld, wydawnictwo Mamania

Raz jeszcze wydawnictwo Mamania.

Przepiękna, prosta historia o chłopcu, który postanowił zbudować coś z klocków. Pomysł zrealizował, jednak budowlę zburzył niespodziewanie podmuch wiatru. Różne zwierzątka przychodziły do niego z radami, pomysłami co powinien zrobić, lecz dopiero królik, który o nic nie pytał i nie dawał mu złotych rada, a jedynie był przy nim, okazał się tym, który najbardziej mu pomógł. Dopiero przy nim nasz bohater się otworzył, chciał porozmawiać o tym co się wydarzyło, uwolnił całą swoją paletę uczuć i emocji, które nim w środku targały, a finalnie to właśnie z królikiem zdecydował się odbudować zburzoną budowlę.

Książka idealna nawet dla najmłodszych czytelników.

Ciepła, urocza opowieść o empatii, prawdziwej przyjaźni i o tym, że czasem czyjaś obecność znaczy więcej niż słowa. Jedna z tych książek, do których dzieci chcą nieustannie wracać. Przepiękna…

Miłej lektury i niech spotyka Was tylko to co dobre i miłe…

 

Tort bezowy Dacquoise z daktylami i orzechami włoskimi

Aga Sz. bezowe, Boże Narodzenie, ciasta, PRZEPISY, Strona glowna banner, torty 0 Comments

Słodkie bezowe blaty o chrupiąca z wierzchu i miękkim, puszystym wnętrzu, pokryte masa z bitej śmietany, kajmaku i mascarpone. Wszystko to z dodatkiem daktyli i orzechów włoskich.

Jak dotąd bezowe torty najchętniej podawałam z kwaśnymi owocami, tj., wiśnie, maliny czy pestki granatu, niemniej ten przepis intrygował mnie od wielu lat. Możecie znać ten tort z cukierni Sowa. Jeśli nie przesadzimy z wielkością kawałka i podarujemy sobie słodzenie kawy do tego deseru kawy, zapewniam, że będzie idealnie błogo…

Z pewnością wrócę do tego przepisu.

Składniki:

Bezowe blaty:

(składniki w temperaturze pokojowej)

  • 6 dużych białek
  • szczypta soli
  • 300 g drobnego cukru
  • 2 łyżki cukru trzcinowego demerara (najlepiej drobny)
  • 1 łyżeczka octu winnego lub soku z cytryny
  • 8-10 suszonych daktyli (używam miękkich, bez dwutlenku siarki)

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Dwie blachy do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia, odrysować na nich dwa 23 cm okręgi. Jeśli macie duży piekarnik ( i blachę, na której zmieszczą się bezy obok siebie to wystarczy jedna blacha oczywiście)

Białka ubić w metalowej lub szklanej misie (plastik odpada, serio), ze szczyptą soli, na sztywną pianę.

Stopniowo dosypywać, po łyżce do białka oba rodzaje cukru, cały czas ubijając, aż do uzyskania sztywnej, błyszczącej piany.

Dodać octu winnego lub soku z cytryny i ponownie całość zmiksować.

Daktyle pokroić, dodać do masy i delikatnie całość przemieszać szpatułką.

Masę wyłożyć po równo na odrysowane na papierze okręgi, wyrównać.

Wstawić do nagrzanego do 180ºC piekarnika.

Po 5 minutach zmniejszyć temperaturę do 140ºC i piec przez 90 minut (gdyby rumieniły się za bardzo, zmniejszyć do 130ºC.)

Gotowe bezy powinny być zarumienione, suche i chrupkie z zewnątrz.

Po wyłączeniu piekarnika, uchylić odrobinę jego drzwiczki i zostawić do wystygnięcia na kilka godzin, a najlepiej całą noc.

Składniki kremu:

  • 250 g serka mascarpone, schłodzonego
  • 300 ml śmietany kremówki 30%, schłodzonej
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 150 g masy kajmakowej z puszki
  • pół szklanki orzechów włoskich
  • 10 daktyli

Orzechy i daktyle posiekać.

Mascarpone wymieszać z masą kajamkową na gładką, jednolitą masę (uda się ręcznie, ale można użyć miksera i zmiksować składniki na wolnych obrotach)

Śmietanę kremówkę (schłodzoną!) i cukier puder umieścić w misie miksera i ubić na sztywno.

Ubitą śmietanę wmieszać (dodając ją stopniowo) do masy z mascarpone, dodać daktyle i orzechy włoskie i całość delikatnie wymieszać szpatułką.

Na paterze ułożyć jeden z blatów bezowych (jeśli upiekły się ciut różne to jako pierwszy wybierzmy ten szerszy, grubszy).

Posmarować połową  kremu i przykryć drugim blatem bezowym i posmarować drugą częścią kremu.

W oryginalnej wersji pierwszy blat przekładamy całym kremem, a górę posypujemy naturalnym kakao i cukrem pudrem.

Uwagi:

Składniki bezy przed pieczeniem powinny być w temp.pokojowej, a kremu (śmietana, mascarpone i kajmak) z lodówki.

Jeśli pieczemy blaty na dwóch blachach, a więc dwóch różnych wysokościach w piekarniku korzystamy z funkcji termoobiegu, jeśli na jednym poziomie to z funkcji góra- dół.

Blaty najlepiej upiec dzień wcześniej wieczorem i przechowywać je w piekarniku, a nie w lodówce, bo nabiorą wilgoci i zmiękną.

Kremem posmarować bezę najlepiej godzinę przed podaniem i do czasu podania przechowywać w chłodzie/lodówce.

Przepis pochodzi z bloga Moje Wypieki (klik)

Słodkiej jesieni Wam życzę…

Prosta szarlotka bezglutenowa

Aga Sz. ciasta, ciasta z owocami, fit, PRZEPISY 0 Comments

Przyznam, że miałam mały dylemat czy przepis ten opublikować, ponieważ nie ma się co oszukiwać, szarlotka ta nie tak smaczna jak klasyczna szarlotka z mąka pszenną i masłem. Jest jednak zjadliwa, a dla osób nietolerujących glutenu, przyzwyczajonych do ciast na bazie innych mąk może i zbawienna, tak więc koniec końców zdecydowałam, że przepis podam. Synowie autorki przepisu za nią przepadają, więc może mój sceptycyzm nie jest uzasadniony…

Składniki:

(Przepis na blaszkę max. 23x 23 cm)

do odmierzania używam zawsze szklanki o szklanka o pojemności 250 ml

  • 1/2 szklanki mąki kokosowej
  • 1/2 szklanki mąki ryżowej
  • 1/4 szklanki ksylitolu (użyłam cukru kokosowego)
  • 1/2 szklanki wody
  • ziarenka wanilii (użyłam pół łyżeczki ekstraktu waniliowego)
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki nasion chia rozmoczonych w 2 łyżkach wody (przepis zakłada zastępczo 1 jajka przepiórki)
  • 2 łyżki masła klarowanego

wierzch:

  • 5 lub więcej jabłek ( warto dać więcej)
  • solidna garść rodzynek (dodają ciastu słodyczy, jesli chcecie je pominąć, dodajcie do jabłek trochę cukru)
  • solidna garść wiórków kokosowych
  • łyżka mąki ziemniaczanej
  • sok z połowy limonki (opcjonalnie)

Wszystkie składniki spodu ciasta połączyć, zagnieść, owinąć w folię i schować do lodówki. Ciasto będzie miało konsystencję mokrego piasku i takie ma być (na etapie pieczenia sok z jabłek ładnie je sklei).

Jabłka umyć, obrać, pokroić w kostkę i podsmażyć na patelni. Kiedy puszczą sok posypać je mąką ziemniaczaną (jeśli użyty gatunek jabłka nie puszcza soku, dolać troszkę wody) i starannie wymieszać.

Dodać rodzynki  i jeśli jabłka nie są kwaśne dodać sok z limonki.

Foremkę wyłożyć papierem do pieczenia, a następnie wyłożyć na nią ciasto, ugniatając palcami lub zewnętrzną strona łyżki.

Ciasto posypać połową wiórków kokosowych i piec w piekarniku rozgrzanego  do 190 stopni C.   do zarumienienia, ok. 15 min.

Przepis pochodzi z książki Hanki Ciężadło ,,Survival dla alergików” wyd. Mando

Pięknej jesieni Wam życzę, niech pachnie szarlotką…

,,Chwila” Iwona Wiśniewska

Aga Sz. książek, KSIĄŻKI, RECENZJE, Strona glowna banner 1 Comment

Życie. To, które mam. To, w którym otwieram rano oczy i szukam kapci stopami po omacku. W którym popsuł się zlew, odpadła korona z zęba, zachorowała teściowa, nakrzyczała jedna na drugą. To, od którego dużo oczekuję. W którym można wykrzyczeć żal, gdy jest się wściekłym. W którym należy zawsze, bez wyjątku wysłuchać drugiego człowieka. W którym czerwiec pachnie dżemem. W którym trzeba na gwałt wymienić kran w łazience. W którym okruchy, błoto, banan wgnieciony w dywan nie są ani powodem, ani przeszkodą. Życie pełne chwil. Kruchych jak lód. Chwil, które nauczyłam się czytać pomiędzy wierszami naszych intensywnych dni. Właśnie o tym jest ta książka. O tych wszystkich zbędnościach świata współczesnego, które na zdrowy rozum można pominąć i nie zawracać sobie nimi głowy. Ja jednak zawracam sobie głowę nieustannie. Każdą z tych chwil.”

Zacząć powinnam chyba od tego, że dwa lata temu miałam przyjemność, nie znając jeszcze osobiście Iwony, napisać na blogu kilka ciepłych słów o jej pierwszej książce ,,Ona ma siłę” (tutaj)

W tym roku Iwona napisała do mnie by zapytać, czy mogłaby mi wysłać egzemplarz swojej nowej książki ,,Chwila”. Ot tak, taka miła forma podziękowania za poprzedni post zapewne. I tak od słowa do słowa ustaliłyśmy, że książka będzie drukowana w Polsce, a ponieważ ona w Ameryce mieszka, nie będzie mogła niestety zobaczyć jak się drukuje. A być obecnym w drukarni, w dniu kiedy drukuje się książka, zobaczyć ją w niezłożonej jeszcze całości, musi być dla autora rzeczą jak sądziłam niezwykle miłą.  Zaproponowałam więc, że może mogłabym pomóc, zdjęcia w drukarni zrobić czy filmik jej nakręcić jak z druku schodzi,  zawsze to jakaś namiastka tego wydarzenia dla niej. Ucieszyła się bardzo i faktycznie w pewien kwietniowy poranek razem z Julią Rozumek (która drukowała w tym samym czasie książkę swojego wydawnictwa) pojechałyśmy… Zdjęcia możecie zobaczyć u Iwonki (klik)

Kiedy książka się ukazała i Iwona przyleciała do Polski na spotkania autorskie, ja byłam z rodziną na wakacjach i nijak nie dało się tego pogodzić i być choć na jednym z nich. Udało nam się jednak spotkać z Nią w ostatniej chwili, zjeść wspólne śniadanie u Julii, poznać ja trochę bardziej. Drobna kobieta, ciepła ogromnie, serdeczna, otwarta, najnormalniejsza w świecie w dresiku szarym z kubkiem kawy. Taka z która chciałoby się gadać godzinami.

A książka? Podobnie jak poprzednia, to piękny zbiór myśli, opowiadań ubrany w słowa Iwony. Kobiety. Matki. Żony. O chwilach, momentach, które budują nasze życie. O drobiazgach dla których warto żyć. Każda kobieta odnajdzie w tych wpisach cząstkę siebie. Przystanie na moment. Pochyli się nad jej słowami i zachowa z nich coś dla siebie. Na zawsze…

Bardzo, bardzo polecam szczególnie na jesienne wieczory…

Na koniec coś czego nie spodziewałam się w ogóle. Leżąc przed snem w łóżku obok męża, dopijając herbatę z ulubionego kubka i kończąc tą piękną, wartościową książkę dotarłam do podziękowań…

Iwonko dziękuję Ci za zaufanie i raz jeszcze z całego serca gratuluję tej książki.

Nigdy nie przestawaj zapisywać sowich myśli.

A ja już czekam na kolejną książkę…

Kochani, książkę ,,Chwila”a także poprzednią ,,Ona ma siłę” możecie zamówić u Iwony tutaj: (klik),

a jeśli macie w planach zakup książek Julki Rozumek, to także u niej: (klik)

Uściski

ciasto orkiszowe z gruszkami

Orkiszowe ciasto z gruszkami

Aga Sz. ciasta, ciasta z owocami, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

ciasto orkiszowe z gruszkami

To orkiszowe ciasto z gruszkami powstało na bazie przepisu na rustykalne ciasto z jabłkami (klik), które znalazłam kiedyś w książce z włoskimi przepisami, zmieniłam tylko część mąki pszennej na orkiszową, biały cukier na brązowy, a gotowe ciasto posmarowałam galaretka brzoskwiniową, dzięki czemu zyskało brzoskwiniowy posmak i się ładnie się błyszczy.

Lubiane przez dzieci, które w naszym przypadku zarówno chętnie pomagają w jego pieczeniu, co potem je jedzą.

Szybkie i proste w wykonaniu, bez wyszukanych składników, takie z gatunku raz dwa i mamy coś na jesienny podwieczorek.

Składniki:

(szklanka o pojemności 250 ml)

  • 125 g masła
  • 100 g (pół szklanki) brązowego cukru (kokosowy tez będzie super)
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 2 jaja
  • szczypta soli
  • 1 szklanka mąki pszennej zwykłej
  • 2/3 szklanki maki orkiszowej
  • 90 ml ( 1/3 szklanki) mleka
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 4-5 gruszek
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 2-3 łyżki gładkiego dżemu/galaretki z brzoskwiń/moreli (opcjonalnie)

Masło, cukier i skórkę z cytryny ubić mikserem na kremową masę.

Dodawać po kolei jajka, a następnie dosypać sól i przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia.

Całość dokładnie wymieszać (lub zmiksować).

Przełożyć ciasto do wysmarowanej masłem i oprószonej mąką tortownicy o średnicy ok. 25 cm. Nie będzie go dużo, spokojnie, piekąc się urośnie.

Gruszki obrać, przekroić na pół lub ćwiartki, usunąć gniazda nasienne i skropić sokiem z cytryny.

Nożem naciąć na wypukłych stronach owocu kratkę i układać płaską częścią na cieście.

Piec w nagrzanym do 180°C przez około 40 min.

Upieczone ciasto posmarować dżemem i podawać.

Jeśli nie macie dżemu warto oprószyć je cukrem pudrem.

orkiszowe ciasto z gruszkamiciasto orkiszowe z gruszkamiciasto orkiszowe z gruszkami

Smacznego!

Wakacje w ogródku

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, NASZ DOM, Strona glowna banner 0 Comments

Dziś w ramach fotograficznych wspomnień, garść kadrów, które uchwyciłam latem wokół domu. Jako, że wakacyjny wyjazd przypadł nam już w czerwcu, to większość lipca i sierpnia dzieci spędziły właśnie tu. Niektóre z tych zdjęć mogliście widzieć na moim Instagramie (klik), bo tam zdecydowanie więcej naszej codzienności niż na blogu.

To pierwsze lato, które spędziliśmy wspólnie z naszym przygarnięty ze schroniska Colinem, który każdego dnia coraz bardziej nam ufał i obdarowywał psią miłością, dając poczucie, że dopiero teraz jesteśmy rodziną w komplecie.

W tym roku zasialiśmy po raz pierwszy łąkę kwietną, która przez całe lato cieszyła nas kolejno kwitnącymi kwiatami i zwabiała wszystkie mam wrażenie motyle i pszczoły  z okolicy. Maliny obrodziły w końcu tak bardzo, że aż nie chciało się ich zbierać.  Tego lata także uznaliśmy, że stół i ławki ogrodowe powinny stać pod dębem i że nie chcemy jednak murowanego grilla, a miejsce ogniskowe.

Dla dzieci były to także wakacje pod znakiem przyjaźni, bo mieliśmy kilkoro cudownych gości. Daria przyjechała na kilka dni do Mai i dziewczyny śmigały całymi dniami na rowerach, udając bliźniaczki, bo nawet rowery miały takie same. Mieszkał też u nas troszkę mój chrześniak Tymon, a potem także jego brat Hugo i ich mama, moja przyjaciółka.

Dzieci urzędowały też od świtu do zmroku z prawnukami sąsiadów, a to przybiegały umorusane z cukru pudru, bo jadły u sąsiadki racuchu, a to wpadały jak burza do nas na kompot czy lody. Antek swoją pomysłowością rozbrajał każdego dnia, nieustannie budując swoje bazy, a Małgosia która na koniec sezonu opanowała jazdę na rowerze bez bocznych kółek, nie odstępowała go na krok. Maja dorasta i trochę mniej bawiła się z młodszym rodzeństwem, choć fakt ten nie przeszkadzał im kłócić bez przerwy o wszystko.

Był to także czas dzbanków pełnych kompotu na stole,  ciast z owocami, słodkich przetworów, szaleństw w dmuchanym basenie i palenia ognisk…

I choć nie wszystko udało się tego lata zrealizować, zabrakło czasu na kilka spotkań z przyjaciółmi, na które bardzo liczyłam, a na ogródku nie stanął drewniany domek na rowery, to nie zamieniłabym tego lata na inne…

I szczerze powiem, gdy oglądam te zdjęcia, albo zwyczajnie patrze przez okno, nie potrafię wyobrazić sobie lepszego miejsca,

w którym chciałabym, żeby moje dzieci spędziły dzieciństwo, niż to w którym przyszło nam żyć.

Oby kolejne lato było dla nich ( i dla nas wszystkich kochani) tak samo łaskawe…

Uściski

Kokosowe batoniki z amarantusem

Aga Sz. ciasteczka, czekoladowe, fit, małe słodkości, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

kokosowe batoniki z amarantusem

Błyskawiczne w przygotowaniu, pełne zdrowych składników, intrygująco czekoladowe z wyczuwalna kokosowa nutą. Karob to świetny zamiennik kakao, szczególnie dla alergików i dzieci, ponieważ w odróżnieniu od kakao nie zawiera kofeiny. Bardzo je lubię, jako małe co nie co do kawy…

Składniki:

szklanka o pojemności 250 ml

  • 1 szklanka preparowanego amarantusa
  • 1/2 szklanki oleju kokosowego (najlepiej nierafinowanego, bo tylko ten ma wyczuwalny kokosowy smak)
  • 1/4 szklanki karobu (lub 1/2 szklanki gorzkiego kakao)
  • 3 łyżeczki syropu z agawy, klonowego lub miodu
  • łyżka musu kokosowego (opcjonalnie, jeśli macie i chcecie by smak kokosowy był jeszcze bardziej intensywny)
  • kilka łyżek wiórków kokosowych

Olej podgrzać w rondelku, dodać karob, wymieszać, aż składniki się połączą.

Ściągnąć z ognia dodać syrop,ewentualnie mus kokosowy i wymieszać.

Dosypać preparowany amarantus i dokładnie wymieszać, tak by masa dokładnie go obkleiła.

Całość przełożyć do foremki (u mnie 20 x 20 cm) wyłożonej papierem do pieczenia i zewnętrzną stroną łyżki lub dłońmi dociskając wyłożyć dno.

Całość posypać wiórkami kokosowymi i odstawić do lodówki aż masa stwardnieje (ok. 2 godz.)

Gotowe batoniki pokroić w kwadraty lub prostokąty.

Przechowywać w lodówce.

pozdrawiam kokosowo…

Burgery jaglane ze słonecznikiem, pestkami dyni, marchwią i sezamem

Aga Sz. fit, PRZEPISY, Strona glowna banner, wytrawne 0 Comments

burgery jaglane ze słonecznikiem, pestkami dyni marchwią i sezamem

Jaglane burgery to świetny substytut tradycyjnych kotletów. Smakują na ciepło, ale sprawdzają się także jako przekąska na zimno. Jest z nimi trochę pracy, ale efekt smakowy i ilość dobra  jakie w sobie kryją sprawia, że warto poświęcić czas i je przygotować…

Oczywiście wymienione przyprawy nie są konieczne, jeśli nie jesteście przyzwyczajeni do ich smaku, można je pominąć.

Składniki:

  • 2 szklanki kaszy jaglanej (ugotowanej na sypko)
  • 2 szt. marchwi (lub 1 marchew plus 1 pietruszka)
  • 1 szt. cebuli
  • 2 szt. jabłko
  • 1 szklanka łuskanych pestek słonecznika
  • 1/2 szklanki łuskanych pestek dyni
  • 1/3 szklanki dowolnej skrobi (np. mąka ziemniaczana, kukurydziana)
  • 1 łyżeczka mielonego rzymskiego kminu
  • szczypta mielonych nasion kozieradki (opcjonalnie)
  • 1/2 łyżeczki kurkumy w proszku
  • sól/pieprz (dla smaku)
  •  2/3 ząbki czosnku (dla smaku)
  • masło klarowane/olej kokosowy
  • ziarna jasnego sezamu (lub dowolne drobne płatki, np. z amarantusa)

Pestki dyni i słonecznika delikatnie podpraż na suchej patelni.

Połowę pestek słonecznika i pestki dyni zmiksuj (drobno, ale nie koniecznie aż na mąkę).

Cebule obierz, posiekaj i podduś na niewielkiej ilości oleju.

Marchew zetrzyj na tarce i dodaj do cebuli, podsmaż by były półmiękkie.

Obierz jabłka i zetrzyj na drobnej tarce (albo zmiksuj na papkę pozbywając wcześniej gniazda nasiennego).

Do miski przełóż dwie szklanki ugotowanej na sypko kaszy jaglanej, dodaj cebulę z marchwią, zmielone pestki dyni i słonecznika, starte jabłka, 3 łyżki oleju oraz skrobię i bardzo dokładnie wymieszaj.

Za pomocą blendera część masy (ok. 1/5) zmiksuj na papkę (kotlety będą dzięki temu bardziej zwarte).

Dodaj zmiksowaną część ponownie do masy, dodaj zmiażdżony czosnek, resztę ziaren słonecznika oraz sól i pieprz do smaku. Całość wymieszaj.

Z masy formuj kotlety, kolejno obtaczaj je w sezamie i przekładaj na blachę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia. Dobrze od czasu do czasu zwilżyć dłonie wodą, masa mniej się wtedy do nich klei.

Piec w rozgrzanym do 160 stopni C. godzinę (lub trochę krócej jeśli nie chcesz by były wypieczone). W połowie pieczenia odwrócić je na druga stronę.

burgery jaglane ze słonecznikiem pestkami dynii marchwią i sezamem

Przepis pochodzi z książki Iwony Zasuwa ,,Smakoterapia”, bardzo polecam szczególnie osobom, którym nie po drodze w życiu z glutenem, nabiałem i cukrem, ale oczywiście nie tylko tym, a wszystkim dla których ważne jest by jeść zdrowo…

Smacznego i na zdrowie!

Świat wokół nas (gry edukacyjne)

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy 0 Comments

Latem jakoś niespecjalnie po drodze nam z grami planszowymi, każdą wolna chwilę dzieciaki spędzają na ogródku i w lesie, trafiły do nas jednak gry, którym udało się zaskarbić sympatie moich dzieci i w które chętnie w przerwie ogrodowych szaleństw grają. Mam tu na myśli gry edukacyjne memo z serii ,,Świat wokół nas”marki Jakobsony.

Z serii  znajdziecie: kwiaty polne, drzewa, grzyby, owady, ptaki i ssaki. Są także dinozaury, których nie posiadamy jeszcze, a w wkrótce pojawia się motyle (na które bardzo czekamy).

Każda gra zawiera 20 par kartonowych żetonów z obrazkami przedstawicieli danej grupy. Dzieci uczą się ich nazw, a także ćwiczą cierpliwość i spostrzegawczość. Z założenia to klasyczna gra memory, ale bawić się nimi można w dowolny sposób, starsze dzieci ćwiczą czytanie i przyswajają nazwy, młodsze szukają par, pytając starszych co to za roślina/zwierzątko. Gra jest świetna baza do rozmów o przyrodzie i poszerzania wiedzy na ten temat i to nie tylko dzieci.

Polecamy nie tylko latem…

To z kolei tekturowe robaki, które dziecko samodzielnie, według instrukcji składa. Gruba solidna tektura, gwarancja fajnej zabawy oraz estetyczna rzecz na biurku czy komodzie. Antek ma owady biedronkowate, ale w ofercie jest kilka innych.

Wszystkie gry znajdziecie tutaj: (klik)

Dużo słońca i dobrej zabawy na resztę wakacji Wam życzę

proste i pyszne ciasto z morelami na kefirze jogurcie

Proste ciasto z morelami ( na kefirze )

Aga Sz. ciasta, ciasta z owocami, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

proste i pyszne ciasto z morelami na kefirze jogurcie

Ciasto z gatunku tych prostych, domowych, sielskich, niepozornych, ale…przepysznych.

Lekkie ciasto na bazie kefiru i oleju z morelami, które po upieczenie oddają całą słodycz i charakterystyczny smak, a wszystko to przykryte słodką, maślaną kruszonką, która po upieczeniu tworzy chrupiącą skorupkę na cieście. Obłęd. Już dawno żadne ciasto nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak to…

Można oczywiście upiec z innymi owocami (piekłam z truskawkami i rabarbarem), ale wersję z morelami polecam szczególnie.

Składniki ciasta:

  • 1 szklanka kefiru lub jogurtu naturalnego
  • 2,5 szklanki mąki pszennej
  • 1 szklanka cukru
  • cukier waniliowy (użyjcie jeśli macie domowy, naturalny, ja pominęłam)
  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki oleju (rzepakowy, słonecznikowy)
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia

Kruszonka:

  • 1/2 kostki (100g) masła
  • 3/4 szklanki cukru
  • 3/4 szklanki mąki pszennej

Białka ubić, pod koniec ubijania dosypywać stopniowo cukier.

Miksując dodać kolejno żółtka i dolewać olej.

Do kefiru dodać proszek do pieczenia i wymieszać (uwaga, zrobić to w pojemniku większym niż szklanka, bo kefir zacznie buzować i nie nie zmieści się w szklance!).

Kefir z proszkiem dodać do ciasta i również zmiksować

Na koniec dodać (najlepiej przesianą) mąkę i całość wymieszać/zmiksować na wolnych obrotach.

Morele umyć, przekroić na pół, usunąć pestki.

Spód okrągłej tortownicy (ok. 26 cm) wyłożyć papierem do pieczenia, boki wysmarować masłem i oprószyć bułką tartą lub mąką.

Przełożyć ciasto do foremki, poukładać na nim (tworząc okręgi) połówki moreli (skórką do dołu).

Ze składniki kruszonki zagnieść ją palcami, a następnie posypać nią ciasto.

Tak sobie teraz myślę, że jeśli macie garść czy dwie płatków migdałowych, to dodajcie je do kruszonki lub posypie nimi ciasto na koniec, mam przeczucie, że będą świetnie pasowały…

Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C. przez ok. godzinę (gdy kruszonka zacznie się rumienić najlepiej sprawdzić drewnianym patyczkiem, jeśli  po wbiciu w ciasto nie jest nim obklejony, ciasto jest gotowe)

To najsmaczniejsze ciasto jakie jadłam tego lata. Naprawdę…

Ewuś dzięki za przepis!

Spacer po Saint- Tropez

Aga Sz. DZIECI, PODRÓŻE, Strona glowna banner 0 Comments

Saint Tropez to niewielkie, portowe miasteczko, które sławę zawdzięcza impresjonistom, ale przede wszystkim  Brigitte Bardot i żandarmowi z komedii z Louis’em de Funes.

To miasto, które w każdym przewodniku widnieje na górze listy do odwiedzenia w rejonie Prowansji. Imponujące, ogromne jachty, wąskie uliczki, w których różowe i żółte fasady domów, mienią się w słońcu czy budynek filmowej żandarmerii to rzeczy warte zobaczenia. Centrum z portowym nadbrzeżem pełnym restauracji, kawiarni, sklepików z pamiątkami i stoisk z rysunkami i obrazami, któremu nie można odmówić tego, że ma swój klimat.

Składałabym jednak pisząc, że Saint- Tropez nas zauroczyło.  Ot sympatyczne miejsce do zobaczenia, przespacerować się wzdłuż portu, zrobienia ładnych zdjęć. Nie liczyłabym natomiast na spotkanie gwiazdy filmowej, czy milionerów na jachtach, choć menu restauracji, w której przystawki zaczynały się od 40 euro mogłyby wskazywać, że jednych i drugich tu nie brakuje…

Z pewnością warto odwiedzić to miasto, ale w mojej ocenie zdecydowanie bardziej poświęcając mu popołudnie, niż wakacyjny pobyt.

Ps. Antka natychmiast po przybyciu obtarły nowe trampki (i szlag cała jego skrupulatnie opracowaną stylizacje matki trafił…), trzeba więc było wracać na parking do auta po Crocs’y, ja miałam PMS, a pochmurna w tym dniu pogoda nie ułatwiała mi zdjęć, nie mniej zapraszam na migawki z naszego spaceru po Saint Tropez…

Pozdrawiam wakacyjnie

Francuskie urodziny Antosia

Aga Sz. DZIECI, przyjęcia, Strona glowna banner 0 Comments

Kochani, dziś Francja zdobyła tytuł mistrza świata w piłce nożnej, wygląda więc na to, że to dobry moment na ten post…

Tak się w tym roku złożyło, że siódme urodziny Antosia przypadło nam świętować podczas wyjazdu wakacyjnego we Francji. Jak wiecie, zawsze staram się by urodziny dzieci moich były wyjątkowe, pomysłowe i dopracowane, a tu bach! Zorganizuj kobieto urodziny na kempingu, 1500 km od domu, w obcym kraju…

I wiecie co? Okazało się, że to nic trudnego, trzeba po prostu pewne rzeczy zaplanować wcześniej, coś zabrać coś ze sobą, odpuścić wielkie pieczenie, część smakołyków zwyczajnie kupić i cieszyć się tym dniem!

Wymyśliłam, by barwy narodowe kraju w którym będziemy uczynić motywem przewodnim urodzin. Kolory niebieski, biały i czerwony towarzyszyły nam zatem tego dnia.

Notabene Wikipedia podaje, że:

,,W czasie wprowadzania obecnie obowiązującej flagi Francji interpretacja znaczenia i symboliki kolorów flagi głosiła, iż barwa biała oznacza króla, barwa niebieska – szlachtę, zaś barwa czerwona – lud; kolory te, umieszczone na fladze symbolizować miały równość tych grup społecznych i wskazywać na ich równorzędny status.”

No to teraz  zapraszam już na fotorelację…

Jeśli wyprawiamy urodziny w innym kraju, warto oczywiście na takiej imprezie podać słodkości, charakterystyczne dla danego państwa. Choć bardzo chciałam, nie udało mi się kupić makaroników w tych trzech kolorach, ale były tradycyjne babeczki magdalenki (to te które przypominają muszelki).

Z owoców wybrałam czereśnie i granat. Czereśnie, bo kojarzyły mi się z francuskim deserem clafoutis, który do końca bardzo chodził mi po głowie, pestki granatu użyłam natomiast jako kwaśny dodatek do słodkiej bezy.

Galaretka to rzecz, którą na urodziny dla dzieci (nie tylko takich w warunkach polowych) warto przygotować. Żadna z nią praca, a zawsze znika błyskawicznie. Jeśli urodziny przychodzi nam organizować w innym kraju, warto ją zabrać ze sobą, bo za granicą bywa problem z jej dostępnością…Ograniczyłam się do galaretki czerwonej, ale gdyby paski na fladze Francji ułożone były pionowo a nie poziomo z pewnością pokusiłabym się także o przygotowanie białej (na bazie jogurtu) i niebieskiej by takie galaretkowe flagi przygotowała w szklaneczkach.

Popcorn (taki do mikrofalówki), dostępny chyba wszędzie, choć ja nasz przywiozłam, bo podobnie jak galaretka szczęśliwie nie zajmował miejsca.

Jeśli nie macie problemu z podaniem dzieciom słodyczy, to one też zawsze fajnie wyglądają na słodkim stole i warto zrobić rozeznanie w tej kwestii w sklepie. Jako, że trwały mistrzostwa świata w piłce nożnej, widziałam np.  (po urodzinach stety-niestety, sama nie wiem) M&M’sy w kolorach flagi Francji.

No i te lemoniady, w tak cudnej butelce mi się trafiły, że skrzynkę do domu przywiozłam nie bacząc na brak miejsca w samochodzie i wzrok męża mego…

I choć pewnie nie do końca było idealnie, bo beza opadła, śmietanę ubijałam dwukrotnie,  babeczki były bez kremu, to było to bardzo fajne popołudnie.

Nawet goście znaleźli w swoich walizkach ubrania w barwach urodzin (Ciocia Patrycja z sukienką ze wstążeczką jak flaga Francji była najlepsza <3 )

Antoś jak zwykle mnie wyściskał, podziękował i zaskoczony był bardzo ,,Mamo skąd ty to wszystko wzięłaś!”.

Beza z tego przepisu (tylko z granatem zamiast truskawek) (klik)

Babeczki z tego przepisu tylko bez kremu (klik)

Balony, papierowe kubeczki, rurki, foremki do babeczek i toppery do nich, pudełka na popcorn i papierowe kule, serwetki, girlandy z bibuły, świeczka  jak zawsze u nas są ze sklepu Partymika (KLIK).

Kochani, warto dbać o to, by urodziny naszych dzieci były wyjątkowe, nawet jeśli przychodzi nam je obchodzić w nietypowych miejscach.

Nikt nie nauczy ich, jak ważne jest celebrowania takich dni, podobnie jak nie wyrobi w nich estetyki jeśli nie zrobimy tego my…

Uściski

 

Nasze wakacje ze Skip Hop

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, PODRÓŻE, Strona glowna banner 1 Comment

Nie jest tajemnicą naszą sympatią do marki Skip Hop, sporo z nich zabraliśmy na wakacje, by towarzyszyły nam zarówno w podróży jak i na miejscu.

Zapraszam na  przegląd naszych wakacyjnych ulubieńców tej marki…

Organizer na fotel samochodowy. Ładnie wykonany z mnóstwem przegródek, chroni by buciki małych pasażerów nie pobrudziły fotela, ale przede wszystkim pozwala przechować wszystkie podróżne ,,przydasię”dziecka. Są miejsca na bidony, przekąski, przegródki na książeczki, kolorowanki czy kredki, a nawet przezroczysta kieszonka, w której można umieścić tablet z bajką.

Przenośny organizer samochodowy.  Podczas podróży mógłby sobie leżeć na środkowym tylnym siedzeniu, w naszym przypadku (gdzie środkowe siedzenie jest również zajęte…) zastąpił mi koszyk wiklinowy, który zwykłam wozić pod nogami i na hasło ,,mama jeść”, ,,żono kawę podaj mężowi” wyczarowywać z niego  życzenia pasażerów. Nie zajmuje dużo miejsca, a mieści sporo. Ma sprytne przegródki na chusteczki, paszporty, czy mapy. Wstawki z eco skóry sprawiają, że wygląda zacnie w każdym samochodowym wnętrzu. Bardzo się z nim polubiłam podczas podróży.

Rolety przeciwsłoneczne do samochodu. Nie każdy samochód ma je w standardzie (nasz nie), a to przecież taki ,,must have” w podróży samochodem z dziećmi. Nie są duże, ale spełniają swoją rolę. Solidne, za dużo przerobiłam już tych byle jakich, na liche przyssawki z postaciami z bajek. Okazuje się, że bez robienia z samochodu Disneylandu, można oszczędzić dzieciom uciążliwych promieniami słońca. Podobnie jak pokrowce powyżej od zewnętrznej strony mają wzór ,,chevron”. Francja-elegancja i solidność.

Lanczówka Zoo. Jak nazwa wskazuje przeznaczona jest na drugie śniadania, nie mniej przyda się także w podróży czy na wakacjach. Posiada przypięcie umożliwiające doczepienie jej do ramy wózka, czy plecaka (czy jak u nas w samochodzie do drążka do mocowania ipada). Łatwa do utrzymania w czystości (można ja spokojnie wrzucić do pralki), termoizolowane wnętrze, utrzyma odpowiednią temperaturę napojów bądź posiłków. No i jej wygląd! Urocza…

Walizka Zoo. Maja i Antek spakowali swoje zabawki i książki jak zwykle w swoje Skip- hop’owe plecaki, z których korzystają na co dzień w szkole i przedszkolu.  Małgosia natomiast jako szczęśliwa posiadaczka walizeczki spakowała się do niej. To dobry pomysł, określić dziecku za pomocą plecaka czy walizeczki ile zabawek może ze sobą zabrać. Takie pierwsze wyjazdowe dylematy, wybory powodują, że dziecko czuje się odpowiedzialne za coś, docenione, że mają na coś wpływ. A sama walizeczka wystarczająco pojemna, by spakować do niej zabawki na wyjazd, czy ubranka na weekend u babci. Ma wyciąganą rączkę, jest na kółkach, więc mały podróżnik poradzi sobie sam z jej transportem (a gdy się znudzi, rodzic może skorzystać z paska i nieść ja na ramieniu…)Sprawdzi się też jako bagaż podręczny podczas lotu samolotem. W kilku wersjach kolorystycznych, my tego lata pokochałyśmy pastelowego jednorożca. Na walizeczce w tym temacie się zresztą nie skończyło…

Ręcznik Zoo. Ma wymiary 89 cm x 89 cm więc zakładam, że przeznaczony jest dla dzieci od urodzenia do 5-6 roku życia, nie mniej gdy moja 10-cio Maja go zobaczyła, uparł się by zabrać go na zieloną szkołę i tak też zrobiła, służył jej tam podobno dzielnie. Nie wnikam. Mięciutki materiał (bawełna frotte), który dobrze wchłania wodę, cudne kolory i jakość. W kilku wariantach kolorystycznych. Pamiętajcie by wyprać przed pierwszym użyciem. Cudny!

Bidon sportowy Zoo. Z silikonowym ustnikiem to nowość w ofercie marki. Od wersji z rurką różni się (oprócz ustnika zamiast rurki)  pojemnością (ten ma 414ml, te z rurką 350 ml), zabezpieczeniem przy otwieraniu i paseczkiem który umożliwia przymocowanie go do wózka czy rowerka (tu jest gumowy, co jest w mojej ocenie lepsze niż wersja materiałowa). Nie zawiera BPA, PVC oraz ftalanów i wg. producenta jest przeznaczony dla dzieci powyżej 3 roku życia. U nas układ jest taki, że z bidonów dzieci piją tylko wodę, myślę, że to dzięki nim nauczyłam je picia wody właśnie. Nie upominają się o słodkie napoje, wiedząc, że tylko wodę mogą pić z ulubionych, kolorowych bidonów.

Termos Zoo. Z serii z jednorożcem sprawdził nam się jeszcze termosik. Małgosia delikatnie mówiąc lubi jeść, ja natomiast lubię, gdy jej starsze rodzeństwo szczupłej budowy coś je, tak więc termosik przydawał się na basenie codziennie. Czasem wlewałam do niego na zupę, czasem trzymałam w nim cieple ravioli. Jeśli chcemy by potrawa zachowała swoje ciepło kilka godzin, warto przed nałożeniem napełnić na kilka minut termos wrzątkiem. Myślę, że  świetnie się sprawdzi dla ucznia, które lubi ciepłe drugie śniadania (kasze jaglaną, czy owsiankę z owocami). W komplecie wygodna widelco- łyżeczka i uchwyt na nią.

Lunchbox Bento. No to też jest super sprawa. Widzieliście je już na początku w organizerze przenośnym w samochodzie. Zwrócił moją uwagę w ofercie ponieważ wydawało mi się, że w komplecie są trzy plastikowe (mieszczące 180 ml lub 30 g) kwadratowe pudełeczka ze szczelnie zamykanymi pokrywkami na przekąski. Jako mamie trójki dzieci, ta magiczna liczba trzy daje mi poczucie sprawiedliwości i spokoju świętego (każdy dostanie swój i obędzie się bez kłótni) Niespodzianką było, że pojemniczków w zestawie jest aż sześć, czego w rozkojarzeniu swoim nie doczytałam! Etui (zamykane na zamek) w który są zapakowane to nic innego jak mini torba lodówka, od środka posiada bowiem termoizolacyje wnętrze oraz wkład chłodzący w komplecie. Pojemniczki możemy zatem zastąpić napojem, czy trzema lodami. Pojemniczki można ze sobą łączyć. Służyły nam dzielnie i w podróży i na miejscu, przechowując owoce, bakalie, chipsy jabłkowe. Bardzo praktyczne i pomysłowe.

Wiaderka do wody. Tu nie będę się za bardzo rozpisywać, zdjęcia powyżej chyba mówią wszystko… Zapewniły dzieciakom mnóstwo fajnej zabawy i radości, pół basenu się nimi bawiło. Solidne, kolorowe, z dziurkowanymi w różny sposób spodami, wkładane jedno w drugie, więc do transportu super. Hit!

Koc piknikowy. Mata, która dobrze izoluje przed chłodem i wilgocią, więc sprawdzi się zapewne w tradycyjnych, piknikowych warunkach tj. rosa, czy chłodne podłoże, ale z racji materiału świetnie spisywała się też na basenach, bo nie wchłania wody. Po rozłożeniu ma 150 cm x 150 cm, złożona natomiast składa się w zgrabny kwadrat i  można ją wówczas nosić na dwa sposoby: tradycyjnie na ramieniu, albo jako plecak. Wyposażona w kieszonkę (można ja odpiąć) o właściwościach torby lodówki, która równie dobrze pomieści książkę, telefon, klucze i bidon. Nie zawiera BPA, ftalanów i PCV. Nasza we wzór chevron, lubiany jak widać, bo zupełnie przypadkiem mama kuzynki Małgosi miała ze sobą torbę Skip Hop do wózka w tym samym wzorze (widać ją na zdjęciu poniżej).

Pojemnik na chusteczki. Tak się czasem zastanawiam kiedy przestaniemy potrzebować mokrych chusteczek i dochodzę do wniosku, ze chyba nigdy. Te buzie wiecznie pobrudzone widzę, rączki poklejone do mnie przybiegają, a nie zawsze przecież dostęp do wody z kranu jest. Ten pojemnik to niby drobiazg taki, a ułatwia życie. Szczelny, chroni przed wyschnięciem chusteczek, a nie musimy nosić całej paczki. Z silikonowym paseczkiem umożliwiającym przyczepienie do do wózka czy torby. W trzech kolorach. Lubię go.

Plecak Main Frame Wide Open. Na koniec coś dla mamy, moja wakacyjna miłość i to od pierwszego wejrzenia 😉 Jestem zdania, że dobra torba dla mamy (z możliwością przypięcia do wózka) to skarb na lata. Ten plecak, stworzony myślę przez kobietę, bo tak doskonale przemyślany, że musiał zaprojektować go ktoś kto sam mamą był. Cytując za producentem…

  • Kieszeń główna z usztywnionym, szerokim, zamykanym na suwak otwarciem
  • Dwie zewnętrzne, zamykane na suwak kieszonki
  • Łatwo dostępna, przednia kieszonka
  • Dwie boczne, izolowane kieszenie na butelki
  • Dwie wewnętrzne, elastyczne kieszonki
  • Lekki, wodoodporny materiał
  • Regulowane szelki
  • Wygodne uchwyty do noszenia w ręku
  • Uchwyty mocujące do wózka
  • Zawiera turystyczną matę do przewijania

U mnie oprócz bidonów, chusteczek, okularów przeciwsłonecznych, kluczy, telefonów, portfeli, zapasowych t-shirtów, przekąsek, kremów do opalania, ręcznika, muszelek, kamyczków, patyków i wszystkiego innego z kategorii ,,potrzymaj mi mamo” służył jako…torba na aparat. I szczerze mówię, podejrzewam nie mielibyśmy w tym roku zdjęć robionych lustrzanką z wakacji, gdyby nie on, bo drugi raz z torebką i klasyczną torbą na aparat na ramie bym nie wytrzymała. I to jej genialne szerokie otwieranie jak w torbie lekarskiej!

Tu możecie zobaczyć filmik o tej serii. Polecam, polecam, polecam!

Wszystkie produkty marki Skip Hop znajdziecie na stronie internetowej Skip hop tutaj (klik)

Na dole w zakładce ,,gdzie kupić” znajdziecie link do oficjalnego sklepu marki na Allegro oraz listę sklepów stacjonarnych i internetowych mających markę Skip Hop w swojej ofercie.

pozdrawiam wakacyjnie

 

Fréjus

Aga Sz. DZIECI, PODRÓŻE, Strona glowna banner 0 Comments

Ten post to takie post scriptum do wpisu o wakacjach na campingu La Baume (klik), który to w miejscowości Fréjus się mieści. Pomyślałam, że jeśli ktoś planuje urlop w tym mieście/rejonie, to może zajrzy, by zobaczyć jakie to przyjemne miejsce.

Fréjus to niewielkie, urocze, miasteczko z nadmorskim klimatem, ładnym portem, czystą, miejską plażą biegnącą wzdłuż głównej ulicy i wieloma restauracjami, lodziarniami i sklepikami (niech żyją magnesy na lodówkę i lawenda we wszelkiej postaci…), a nawet kołem młyńskim z którego roztacza się widok na całe miasto (moje chłopaki nie byłyby sobą, gdyby na nim nie wylądowali…). Gdy po raz pierwszy odwiedziliśmy Fréjus kropił deszcz, więc zwiedziliśmy je tylko z samochodu, ale potem byliśmy jeszcze na plaży i na piękny spacerze, gdy zachodziło w porcie słońce…

pozdrawiam serdecznie

Camping La Baume (Lazurowe Wybrzeże) z Eurocamp

Aga Sz. DZIECI, PODRÓŻE, Strona glowna banner 2 Comments

W tym roku, podobnie zresztą jak w ubiegłym, wakacyjny wyjazd zaplanowaliśmy z biurem podróży Eurocamp, tym razem jako cel wybierając Lazurowe Wybrzeże.

Gwarancja udanej pogody, bliskie sąsiedztwo wielu miast i miejsc wartych odwidzenie, tj. Saint-Tropez, Nicea, Cannes, Monaco czy Kanion Verdon (a także perspektywa bagietek i croissantów na śniadanie) spowodowały, że wybraliśmy ten właśnie rejon Europy.

Ponieważ nawet dla nas, mieszkańców Śląska pokonanie samochodem drogi na Lazurowe Wybrzeże (w naszym przypadku 1500 km) byłoby za dużym wyzwaniem, zarówno jadąc do jak i wracając zarezerwowaliśmy sobie noclegi we Włoszech nad Jeziorem Garda (na campingu San Vito w Cisano di Bardolino) i bardzo polecam taką opcje podzielenia sobie podróży. Taki przystanek to oprócz odpoczynku w podróży także możliwość zwiedzenia nowego miejsca, szaleństw na innych basenach, spędzenia odrobiny czasu we Włoszech.

Docelowo jednak spędziliśmy osiem dni na campingu La Baume w miejscowości Frejus (samo miasto pokazałam w osobnym poście tutaj klik ).

To jeden z najbardziej polecanych campingów w ofercie Eurocamp, a pięć gwiazdek na jakie został oceniony,  gwarantowały czystości, zadbany teren, mnóstwo roślinności i atrakcji.

Przy wjeździe recepcja, a w niej sympatyczny Polak, pan Robert, więc jak ktoś z angielskim na bakier, to duża szansa, że języka nie będzie musiał łamać i po polsku sobie porozmawia.

W tym roku mieszkaliśmy w domku Esprit z 3 sypialniami. Był czysty, zadbany i niczego w nim nie brakowało. Należy jednak pamiętać, że wybierając taki mobil home musimy zabrać ze sobą poszewki na pościel i ręczniki.

W domku jest oczywiście duży stół z krzesłami, ale w praktyce chyba każdy jada na tarasie…

Camping La Baume to nic innego jak basenowy raj i to dla każdego zarówno kilkumiesięcznego bobasa, jak i przedszkolaka, nastolatka po dorosłego włącznie. Obiekt posiada kilka otwartych basenów i jeden kryty. Ten dla najmłodszych (na zdjęciu poniżej), kolorowy z brodzikiem i powierzchnią wykorzystaną tak by zapewnić maksimum atrakcji maluchom, posiadał fajną zjeżdżalnie, więc i starszaki chętnie szalały tam zjeżdżając na dmuchanych zabawkach…

Tuż przy nim znajdował się, głębszy basen z niego korzystały dzieci w dmuchanych kółkach i dorośli, a obok taki z trzema zjeżdżalniami oraz kryty.

Jakby komuś było mało basenów to w bezpośrednim sąsiedztwie znajdzie jeszcze taki, otoczony palmami (tu znajdziecie cień), a to jeszcze nie koniec…

Camping posiada oczywiście place zabaw, boiska, korty oraz skate park do szaleństw na deskach czy rolkach. Jeśli wasze dzieci korzystają z hulajnóg, to polecam je ze sobą zabrać, przydają się do jeżdżenia po terenie campingu.

Wracając do basenów, na koniec mój faworyt, piękny, umiejscowiony w innej części campingu niż reszta, z mnóstwem palm, miało się tu wrażenie, że jest się gdzieś znacznie dalej niż we Francji. Oprócz czystości, ciepłej wody, pięknego otoczenia, ogromnym atutem wszystkich basenów tego campingu była bezproblemowa dostępność (mówię tu końcówce czerwca) bezpłatnych leżaków. Bez znaczenia było czy przyszliśmy na basen o dziesiątej, dwunastej czy szesnastej zawsze czekało na nas kilka, a często kilkanaście leżaków do wyboru. Było ich naprawdę sporo.

Na terenie campingu jest oczywiście restauracja, supermarket, sklep z pamiątkami, pralnia. Do Lidla (mąż żartuje, że bez obecności tego sklepu w pobliżu nigdzie się nie ruszam) tylko kilka minut drogi.

Fakt, że Saint- Tropez, Cannes, Nicea czy Monaco to kwestia przebycia 40-80 km powoduje, że nie trzeba poświęcać całego dnia pobytu (i ku rozpaczy dzieci rezygnując z basenów), można na spokojnie przedpołudniem bawić się na basenach, a po obiedzie wybrać do któregoś z tych miast.

Podsumowując  gorąco polecam ten camping szczególnie osobom z dziećmi, bo baseny są absolutnie fantastyczne! Te kilka kilometrów do plaży w centrum Frejus nie jest absolutnie żadnym problemem i warto się oczywiście wybrać nad morze, ale przy basenach jakie oferuje ośrodek i wygodzie za tym idącą, myślę, że to z nich częściej będziecie korzystali.

Na koniec tradycyjnie nasze wakacyjne selfie z telefonu 😉

Samych pięknych wakacyjnych wyborów i ślicznej pogody Wam życzę, a Eurocamp Polska dziękujemy za kolejne już, udane i niezapomniane rodzinne wakacje…

Ofertę wszystkim campingów Eurocamp znajdziecie tutaj (klik)

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało, chętnie odpowiem…

Słoneczne uściski

Na zdjęciach mogliście zobaczyć również…

Okularki przeciwsłoneczne, które chroniły oczy dzieci przed słońcem są marki Babiators (Małgosia- Wicked white 3-7 lat, Maja-Aces Navigator, galactic gray pink lenses, Antoś- Aces Aviator, black ops black blue lenses) ze 100% ochroną UVA i UVB, mięciutkie, wygodne, modniarskie, dzieciaki nie chciały ich ściagąć. Znajdziecie je tutaj (klik)

Sandałki dziewczynek widoczne na zdjęciach to Ria Menorca (Maja- Siria, Małgosia- Peach glitter) ze sklepu El Pomelo (kilk)

Przewodniki o Lazurowym Wybrzeżu zamawiałam w księgarni internetowej Profit24.pl  (klik)

Crumble owsiano- kokosowe z rabarbarem

Aga Sz. ciasta z owocami, desery, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

Doczekałam się rabarbaru w ogródku, więc dziś przepis na banalnie prosty, szybki deser z rabarbarem w roli głównej właśnie. Ciepły, miękki, maślany, kwaskowaty rabarbar okryty, chrupiąca kruszonką na bazie płatków owsianych i kokosa. Jeśli macie pod ręką truskawki, śmiało dorzućcie ich też garść, będzie jeszcze pyszniej. Dla nie to idealny czerwcowy deser…

Składniki:

  • kilka łodyg rabarbaru
  • 120 g masła (a jeszcze lepiej 100 gram masła i 20 gram oleju kokosowego nierafinowanego)
  • 5 łyżek mąki pszennej
  • 1 łyżka mąki kokosowej
  • 20 g mąki kokosowej
  • szczypta soli
  • 7 łyżek płatków owsianych
  • 6 łyżek wiórków kokosowych
  • 3 łyżki pestek słonecznika
  • 5 łyżek cukru (najlepiej kokosowego, brzozowego ale brązowy i zwykły też mogą być)

Rabarbar umyć, obrać, pokroić w kilkucentymetrowe słupki i rozłożyć na dnie naczynia, w którym będziemy go zapiekać.

Pozostałe składniki wymieszać dokładnie w miseczce palcami, tworząc kruszonkę.

Posypać nią równomiernie rabarbar.

Piec w piekarniku nagrzanym do temp. 200 stopni C. przez ok 15-20 min., aż kruszonka się zarumieni i będzie chrupiąc

Najlepiej smakuje na ciepło, podane z lodami.

Smacznego!