Krajanka ze szparagami, ziemniakami i boczkiem z patelni

Aga Sz. PRZEPISY, Strona glowna banner, wytrawne 0 Comments

krajanka ze szparagami, szparagi z patelni, szybkie danie ze szparagami

Ten sposób serwowania szparagów, polegający na pocięciu ich w kawałki i podduszeniu w towarzystwie ziemniaczków, cebuli i boczku, podpatrzyłam u Ani z bloga Strawberry from Poland zmieniając nieco ilości i proporcje składników. Danie jest proste i szybkie w przygotowaniu, a efekt bardzo smaczny. Ania dodatkowo serwuje do niego sadzone jajka i uważam, że to świetny pomysł, a wręcz wskazany, w sytuacji, gdy rezygnujemy z dodatku boczku.

Składniki:

(na widoczną na zdjęciu patelnię)

  • ok. 10-12 ziemniaków
  • 50 dag boczku
  • pęczek zielonych szparagów
  • 1 duża cebula

Boczek pokroić słupki i podsmażyć na chrupko na patelni. Jeśli ma choć trochę tłuszczu, nie trzeba dodawać dodatkowego, ten z niego się wytopi i mięso się usmaży, jeśli jest bardzo chudy można dodać kawałek klarowanego masła lub łyżkę, dwie oleju.

W tym czasie ziemniaki obrać i pokroić w niedużą kostkę.

Podsmażony na chrupko boczek przełożyć na talerz, a na tej samej patelni podsmażać przed ok. 15 minut ziemniaki, mieszając od czasu do czasu. Mają się zezłocić z każdej strony, ale pozostać al dente, czyli półtwarde.

Szparagi umyć, pozbawić zdrewniałych końcówek i pokroić na ok. 3 cm kawałki.

Cebulę obrać, posiekać w piórka.

Po kwadransie dorzucić do ziemniaków cebulę i całość ponownie podsmażyć przez kolejne 2-3 minuty.

Następnie dodać przygotowany boczek i szparagi, posolić, popieprzyć i dusić pod przykryciem do momentu, aż szparagi zmiękną (w zależności od ich grubości 6-8 min.). Jeśli tłuszczu jest mało, warto raz, czy dwa ostrożnie przemieszać.

Można serwować od razu, ale odgrzane smakuje równie dobrze.

krajanka ze szparagami, szparagi z patelni, szybkie danie ze szparagami
krajanka ze szparagami, szparagi z patelni, szybkie danie ze szparagami
krajanka ze szparagami, szparagi z patelni, szybkie danie ze szparagami

Smacznego!

Słodkie i zdrowe sny, czyli jak wybrać najlepszy materac do spania dla dziecka.

Aga Sz. DZIECI, NASZ DOM, RECENZJE, sprzęty, Strona glowna banner 0 Comments

Magniflex, materace Magniflex

W kwestii naszych domowych, wnętrzarskich zmian, tematem numer jednej jest obecnie pokój Małgosi. Już niebawem, w osobnym poście pokażę Wam, co w nim zmieniliśmy i jak obecnie wygląda. Ponieważ zmiany te wiązały się również ze zmianą mebli, w tym łóżka, konieczny był także wybór nowego materaca. Temat wydał mi się na tyle ważny, że zagłębiłam się w niego nieco bardziej i dziś postaram się w pigułce przekazać co jest istotne w kwestii doboru materaca dla przedszkolaka, czy dziecka w wieku szkolnym.

Dzięki uprzejmości marki Magniflex, największego włoskiego producenta materacy obecnego w 100 krajach, odwiedziłam też z dziećmi w Katowicach showroom tej marki. Nie wyobrażam sobie bowiem wyboru materaca bez jego wcześniejszych testów (bitwy na poduszki, jak się okazało, nie wyłączając…)

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Materac to taka rzecz, którą często bagatelizujemy. Kupujemy piękne łóżka, dbamy o śliczną pościel, ozdobne poduszki, nad łóżkami w pokojach dzieci wieszamy modne, lniane baldachimy, a materac traktujemy jako konieczny dodatek, przy wyborze którego, jedynym wyznacznikiem okazują się być jego wielkość, cena i twardość.

Przesypiamy 1/3 swojego życia, a w okresie niemowlęcym, dziecięcym w pozycji leżącej spędzamy go znacznie więcej niż kiedykolwiek później. To właśnie w tym czasie, ciało człowieka rośnie i potrzebuje odpowiedniego, ortopedycznego podparcia, by organizm mógł się zdrowo rozwijać.

Magniflex, materace Magniflex

To, że materac dla każdego powinien być twardy, nie jest prawdą. Bardzo twardy, niczym deska materac uniemożliwia wygodne ułożenie się i uciska kręgosłup, mięśnie i nerwy. Dobry materac powinien stanowić dla całego ciała solidną podporę, pozytywnie wpływać na zdrowy rozwój szkieletowo- kostny, ale jednocześnie komfortowo dopasować się do kształtu ciała, nie odkształcać się. Taki materac umożliwi regenerację dziecięcego ciała, bez względu na pozycję w jakiej dziecko zasypia i jak często zmienia ją podczas snu. Ale nie może być zbyt miękki. Specjaliści mówią, że dla dzieci zaleca się twardsze materace, aby właśnie dawały mocne podparcie dla prostego naturalnego kształtowania się sylwetki. Im człowiek starszy to zaleca się średnie i miękkie materace, aby dawały ulgę zmęczonemu ciału i układowi kostnemu, nie powodowały ucisku.

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Wybierając materac dla dziecka napotkamy wiele ich typów: lateksowy, kokosowy, gryczany, sprężynowy, piankowy. Po przestudiowaniu wzdłuż i wszerz internetu, rozmowach ze specjalistami i (niestety) własnych doświadczeniach, wyszło mi na to, że najlepszym wyborem będzie materac piankowy, wykonany ze specjalistycznych opatentowanych pianek m.in. wysokoelastycznej i termoplastycznej, tzw. z pamięcią kształtu. Pianki to najlepsze rozwiązanie dające różne rodzaje komfortu i twardości.

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Absolutnym priorytetem dla mnie (Małgosia, jest alergiczką, a na liście jej alergenów znajdują się roztocza) było to, by materac dla niej był higieniczny i antyalergiczny. Na sama myśl o tym, że w materacu z gryką czy sprężynowym może gromadzić się pleśń (a podobno nawet robaki!), robi mi się słabo.

Możliwość zdejmowanego pokrowca, wykonanego z dobrego, przepuszczającego powietrze materiału, była czynnikiem, który również bardzo mocno uwarunkował nasz wybór.

Dobra wiadomość jest natomiast taka, że dziecko nie potrzebuje wypasionego materaca z podziałem na strefy twardości, albo z pilotem, który to nie ukrywając, podczas testowania był niekwestionowanym hitem i zapewne marzeniem niejednego mola książkowego…

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Firma Magniflex to pochodząca z Toskanii marka z 60-letnią tradycją, która swoją jakością, estetyką wykonania, wzornictwem oraz dbaniem o środowisko naturalne, zyskała sobie sympatię i zaufanie Włochów, stając się czołowym producentem materacy w tym kraju. Jako miłośniczka Italii, nie ukrywam, że już sama nazwa niektórych kolekcji, tj. Dolce Vita czy Toscana, sprawiła, że zapragnęłam zapoznać się z ich ofertą bliżej…

Magniflex, materace Magniflex

Spośród szerokiej oferty firmy, po uwzględnieniu wagi Małgosi, perspektywy, że materac będzie jej dzielnie służył przez nawet kolejne 10 lat, a także tego, że jest alergiczką, wybór padł na model z kolekcji Vitale, a dokładnie materac Vitale Rilassante. To certyfikowany medycznie materac z pianki wysokoelastycznej i termoelastycznej w pokrowcu antybakteryjnym i antyalergicznym z włóknami srebra (idealny dla alergików).

Cudowny w dotyku, prawdę mówiąc, pod tym względem Małgosia wybrała go sobie sama.

Warto wspomnieć, że materace tej marki można zamówić na dowolny wymiar, nie ma tu ograniczeń. O ile łóżko Małgosi, będzie w klasycznym rozmiarze 90x 200 cm, to już materac do szuflady ma tylko 190 cm długości, co już nie jest w Polsce standardem. Przedłużona do ośmiu lat gwarancja na wybrany przez nas materac, daje mi też poczucie spokoju.

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Listę sklepów, w których znajdziecie materace Magniflex jest tutaj (klik) .

Jeśli stoicie przed wyborem materaca dla dziecka, to bez względu na to jaką markę materaca wybierzecie, nie bagatelizujcie kwestii o których napisałam. Ten, często niewidoczny na pierwszy rzut oka element pokoju dziecka, okazuje się być jednym z najważniejszych dla jego zdrowia.

Słodkich snów…

Babeczki z marcepanem

Aga Sz. babeczki & muffinki, PRZEPISY, Wielkanoc 0 Comments

Motywem przewodnim naszych tegorocznych ,wielkanocnych babeczek został marcepan, który uwielbiamy całą rodziną, zgodnie wszyscy. Masa marcepanowa ukryta jest w ich wnętrzu, nadaje im delikatnej, migdałowej słodyczy, a wykorzystana również do pokrycia wierzchu babeczek, służy jako ich dekoracja. Babeczki są proste w wykonaniu, pyszne w smaku, a za sprawą odpowiedniego ich przystrojenia (u mnie zestaw marki Meri Meri ) również urocze.

Składniki:

(wszystkie składniki w temp. pokojowej)

  • 120 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 120 g masła
  • 100 g cukru
  • 50 g masy marcepanowej
  • 2 jajka
  • 2 łyżki mleka

Masę marcepanową rozdrobnić w palcach na okruszki.

Wszystkie składniki oprócz mleka umieścić w misie miksera i zmiksować.

Dodać mleko i ponownie zmiksować, aż do uzyskania gładkiego ciasta.

Ciasto przełożyć do foremek. Miękkie papilotki umieścić w formie do muffinek, sztywne wystarczy poustawiać na blaszce do pieczenia.

Piec w temp. 180 st. C przez ok. 20 min. (aż się zarumienią, a wbity w nie patyczek będzie po wyciągnięciu suchy).

Odstawić do ostygnięcia

Do ozdoby:

  • 50 g masy marcepanowej
  • 2 łyżki cukru pudru

Masę marcepanową rozwałkować (podsypując uprzednio deseczkę na której będziemy ją wałkować i wałek cukrem pudrem, zapobiegnie to przyklejaniu się masy do nich), na grubość kilku milimetrów. Wykrawać z masy wybrane kształty, najlepiej kwiatuszki, serduszka itp.

Przygotowane ozdoby delikatnie, od spodu zwilżyć za pomocą pędzelka wodą i przykleić na wierzch wystudzonych babeczek.

Ozdobić według uznania wiosennymi topperami.

Kochani, pogodnych, a w tym roku przede wszystkim zdrowych Świąt Wielkiej Nocy

Pozdrawiam wiosennie

#zostańwdomu (i konkurs)

Aga Sz. kobiecym okiem, NASZ DOM, RECENZJE, Strona glowna banner 0 Comments

Znudzenie, zmęczenie, obawa, niepewność, monotonią, rozgoryczenie, bezsilność. Myślę, że każdy z nas, po miesiącu pobytu w domu i narzuconych przez państwo ograniczeniach, w tej palecie odczuć, odnajdzie swoje własne. Kwarantanna- najważniejsze zadanie, jakie postawił przed nami, jako społeczeństwem los, od kiedy pamiętam.

Ile ludzi, tyle pomysłów na jej spędzenie. Internet kipi od pomysłów na to jak powinniśmy ten czas wykorzystać. Być może rzeczywiście można w tym czasie rozpocząć naukę jogi, medytacji o świecie, zaliczyć kurs języka włoskiego on line i wysmuklić uda z Ania Lewandowską. Przeczytać stos zaległych książek, nauczyć się szyć na maszynie i uporać się z tysiącami zdjęć na dysku, by w końcu zamówić, te niezamówione od lat paru fotoalbumy. Można, ale na szczęście nie trzeba. Równie dobrze, można po prostu spróbować we względnym spokoju, przebrnąć przez ten czas, ogarnąć nauczanie domowe dzieci (co samo w sobie jest momentami wyczynem, rodzice dzieci w wieku szkolnym z pewnością to potwierdzą). Ważne, żeby ten czas upłynął nam w zgodzie z samymi sobą, a jeśli ograniczy się to do zrobienia porządku w szafie i obejrzenia kilku seriali na Netflixie, to przecież tez będzie dobrze. Wedle uznania, dajmy z siebie tylko tyle, na ile mamy ochoty i sił, bez podwyższania poprzeczki, bo kwarantanna to nie zawody w byciu lepszą wersja samych siebie.

Początkowo żartowałam, że tak naprawdę, to ja przecież jestem na dobrowolnej kwarantannie od ponad pięciu lat, czyli odkąd wybraliśmy życie na wsi. Szczęśliwie nie odczuwam więc jakoś szczególnie, niedogodności związanych z nieustannym pobytem w domu, zamkniętymi centrami handlowymi czy kawiarniami. Jest mi oczywiście ogromnie przykro z powodu tragedii pracodawców i pracowników, których ten problem boleśnie dotkną, ale rozpatrując to wyłącznie w kategorii osobistych niedogodności, to zdecydowanie bardziej kłopotliwy jest dla mnie zakaz wstępu do lasu, który mamy tuż za domem i brak możliwości spotkań z rodziną i znajomymi. Jeszcze bardziej natomiast doceniamy ogródek, który biorąc pod uwagę temperament i ruchliwość naszych dzieci jest w zaistniałej sytuacji prawdziwym zbawieniem.

Nie wiem jak Wy, ale ja znaczącą część czasu spędzam w kuchni. Odnoszę nawet wrażenie, że moim dzieciom wydaje się, że co czterdzieści pięć minut jest przerwa i trzeba coś do zjeść. Te ich apetyty przyznam w dobie oszczędzania zasobów spożywczych, trochę mnie początkowo przerażała. Teraz w zależności od chęci, czasem w środku tygodnia jadamy, pracochłonny, ,,niedzielny” obiad ( z lampką białego wina, żeby było trochę jak w restauracji), a czasem gotowe, kupione gnocchi z pieczonymi warzywami.

Kiedy pięć lat temu przeprowadziliśmy się na wieś kupiłam książkę Jeffrey’a Hamelmana ,,Chleb” i dopiero kwarantanna zmobilizowała mnie, by przygotować zakwas. Wygląda więc na to, że to właśnie w tym czasie, powstanie mój pierwszy, prawdziwy domowy chleb.

Tradycyjnie już, zamówiłam też nasiona łąki kwietnej, bo wiem, że jej zasadzenie, to jeden z najfajniejszych pomysłów, jaki co roku realizujemy w ogrodzie. Niech chociaż pszczoły i motyle, nie odczują niedogodności związanych z wirusem. No i te polne bukiety, na stole pod dębem latem.

Wybrałam też miejsce na hortensje i nowe róże w ogrodzie…

Na polu czytelniczym, wielkich sukcesów nie odnotowałam, póki co przeczytałam tylko ,,Miłość z czasach zarazy” Gabriela Marqueza, której tytuł wydał mi się najbardziej adekwatny do sytuacji. Nie wiem czy to piękny język noblisty, czy starość, ale zauważyłam, że każde nadrobione, zaległe literackie dzieło, cieszy mnie bardziej niż książkowa nowość.

Jako, że koronawirus skutecznie przekreślił zarówno nasz rodzinny, kwietniowy wyjazd do Holandii, jak i czerwcowe wakacje na Lazurowe Wybrzeżu, niczym światełko we mgle jawi nam się już tylko Lizbona jesienią. Kierując swoje myśli, ku rzeczom dobrych, pełni nadziei, przygotowujemy z Robertem teoretycznie do tej podróży…

Poza tym nudy. Robert pomalował dzielnie osiemset pięćdziesiąt metrów kwadratowych ścian (farbę kupiliśmy szczęśliwie przez pandemią). Ja wyszorowałam natomiast fugi w płytkach podłogowych szczoteczką, przypominając sobie tym samym, że wcale nie mają koloru gorzkiej czekolady, a cappuccino. W szafce z przyprawami zwyczajowo mam porządek, ale kwarantanna sprawiła, że ułożyłam je alfabetycznie. Polecam ten patent. Bardzo ułatwia gotowanie.

Pełną parą zabrałam się też za rewolucje w pokoju Małgosi. Na wyborze najładniejszych mebli i dodatków, upłynęło mi kilka dobrych wieczorów. Efekty niebawem pokażę na blogu.

Ciekawa jestem, jak Wy odnajdujecie się w tej nowej, nietypowej rzeczywistości. Korzystając z okazji, chciałam Was także zaprosić do konkursu organizowanego przez dystrybutora win Portada , którego zadanie polega właśnie na pokazaniu, jak Wy spędzacie czas w swoim domu. Na Facebooku marki znajdziecie szczegóły (klik).

Powodzenia w konkursie, siły, zdrowia na co dzień.

Trzymajcie się ciepło i bezpiecznie!

Gnocchi z pieczonymi warzywami

Aga Sz. PRZEPISY, Strona glowna banner, wytrawne 0 Comments

pieczone gnocci z warzywami

Co tu dużo pisać, nawet jak jeśli początkowo my: mamy, żony, boginie domowego ogniska, przebywające z cała rodzinną na kwarantannie, w pierwszych dniach wyobrażałyśmy sobie, że pełne wewnętrznej radości i spełnienia, odtąd każdego dnia będziemy z uśmiechem na twarzy w fartuszku lepić dzieciom pierożki z jagodami odnalezionymi w czeluściach zamrażalnika i przygotowywać do nich domową śmietanę, to podejrzewam, że w okolicy trzeciego tygodnia, ambicje nieco zelżały i są dni, kiedy nie tylko mnie wdzięcznością napełnia widok w lodówce czegoś, co umożliwi skrócenie do minimum czasu przy kuchennym blacie. Ja tak entuzjastycznie zareagowałam ostatnio na na paczkę gotowych gnocci.

Zamiast je ugotować lub usmażyć, upiekłam je w piekarniku, w towarzystwie warzyw, jakie akurat w lodówce były i powstał zaskakująco smaczny posiłek. Jeśli dodatkowo macie kawałek parmezanu, ozdobicie danie gałązką tymianku, to gwarantuje, nikt się nie zorientuję, ze to obiad z gatunku ,,sorry, nie chciało mi się dziś gotować” 😉

Polecam…

Składniki:

  • 600 g świeżych gnocchi (moje kupiłam w Lidlu)
  • 1 bakłażan
  • 1 cukinia
  • 1 cebula
  • 5 dużych pieczarek
  • kilka ząbków czosnku
  • kilka łyżek oliwy z oliwek
  • 3 łyżki masła
  • sól, pieprz, kilka szczypt papryki wędzonej, tymianku, albo innych ulubionych ziół i przypraw.
  • kilka łyżek tartego Parmezanu lub Grana Padano

Cukinie bakłażana i główki pieczarek umyć, pokroić na kawałki. Cebulę obrać, przekroić na ósemki, czosnek obrać. Całość przełożyć na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę. Polać oliwą z oliwek, wymieszać i piec przez 15 min. w piekarniku nagrzanym na 190°C. Po tym czasie dosypać do warzyw gnocchi, przemieszać całość, na górę, w kilku miejscach położyć odrobinę kawałki masła (lub polać jeszcze kilkoma łyżkami oliwy), piec kolejny kwadrans.

Gotowe danie, po przełożeniu do miseczek posypać tartym Parmezanem lub Grana Padano.

Warzywa użyte przeze mnie to tylko sugestia, po prostu takie akurat miałam w szufladzie lodówki. Jeśli nie macie pieczarek, albo nie lubicie czosnku, to je pomińcie. Dobrym pomysłem natomiast, będzie z pewnością dodanie pomidorów.

I naprawdę, nie miejcie wyrzutów sumienia, że nie zrobiłyście domowych gnocchi. Ja nie mam! Nie zawsze można być przed południem włoską mammą i jednocześnie praktykować domowe nauczanie dzieci.

Smacznego!

Gry dla dzieci na czas kwarantanny

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, Strona glowna banner 0 Comments

Jednym z kluczowych sposobów, by przetrwać kwarantannę domową z dziećmi bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym, jest plan dnia i kreatywność rodziców. Te dwie rzeczy, mają szansę zaowocować tym, że dzieci nie będą leżeć przed telewizorem do południa i marudzić, że muszą odrobić przesłane przez nauczyciela zadania. Plan dnia to godzinowy podział na posiłki, czas wolny, naukę, zabawę, pomoc w domu czy wyjście do ogródka. Nadaje mam wrażenie rytmu i ułatwia organizacja, zmusza do mobilizacji, nawet jeśli w praktyce jest dość elastyczny.

Ubolewam, ale nie jestem mamą, skłonną przygotowywać domowy piasek kinetyczny, nie mam w sobie również werwy i kreatywności, by tworzyć kolaże z makaronów. No sorry. Nigdy też nie byłam fanką tabletów, a że nasz zakończył swój żywot w sylwestrowa noc, lądując z rąk Antka prosto na płytki podłogowe w salonie przyjaciół, to ku chwale mojego ulubionego hashtagu #dzieciństwobezprądu, w dużym stopniu ratują (dzieci przed nudą, mnie przed załamaniem nerwowym) w ostatnich tygodniach gry planszowe i karciane. Swoją drogą, to chyba najlepszy znany mi sposób, by dzieci się wyciszyły i uruchomiły swoje szare komórki, a wszystko podczas fajnej zabawy.

Pokażę dziś te gry, w które w tym ostatnim czasie dzieci sięgają najczęściej i najchętniej.

Rummikub (klik)

Rummikub
rummikub

Rummikub przypomina karciana grę w Remika, z tą różnica, że zamiast kart, mamy tu cegiełki z cyferkami i stojaczki, na których uczestnicy mogą je sobie wygodnie wykładać.

Celem zabawy jest zgromadzenia a następnie wyłożenie na środek ciągu tych samych liczby, ale w różnych kolorach, albo liczby (min. 3 szt.) występujących kolejno po sobie, np. 5, 6, 7. Kolejny uczestnik, wykłada swoje cegiełki albo uzupełniają brakujące fragmenty do już wyłożonych, a jeśli nie jest w stanie cegiełkami, które ma wykonać żadnego ruchu, dobiera sobie jedną.

Pozornie łatwa gra staje się emocjonująca i wymaga spostrzegawczości oraz logicznego myślenia w momencie nastania manipulacji. Kiedy kilku graczy wyłoży swoje płytki należy rozpocząć kombinacje przestawiania kostek na planszy. Rozdzielanie i przesuwanie kostek stwarza nowe, unikalne układy na planszy, do których należy się dopasować. Każdy z graczy ma narzucony reżim czasowy, który przyspiesza tempo gry i nie pozwala na długie zastanawianie się.

Za wszystko są oczywiście przyznawane punkty, nie mniej ponieważ w grę tą gra nawet nasza najmłodsza, sześcioletnia Małgosia, u nas po prostu chodzi o to, by pozbyć się wszystkich cegiełek.

Gra uczy spostrzegawczości, logicznego myślenia, najmłodszych oswaja z kolejności cyfr. Przyjemna gra, partyjka trwa ok 15 min. i obywa się bez najmniejszych kłótni, co rodzice z pewnością docenią…

Uno (klik)

uno, gra uno
gra Uno
uno gra
uno
Uno spiele, uno gra, uno Matel
Uno matel

Uno to bestsellerowa gra karciana, w dopasowanie kolorów i cyfr, od ponad 40 lat cieszy i bawi nowe pokolenia graczy. I choć znana moim dzieciom od dawna ( grali w nią w szkole i u kolegów), to trafiła do nas dopiero niedawno (choć eksploatowana jest tak, że pudełko nie nadawało się do pokazania, co w sumie tylko dobrze o niej świadczy.

Cel gry jest prosty, chodzi o to by gracze jak najszybciej pozbyli się wszystkich swoich kart, dopasowując je do karty, która w danej chwili znajduje się na utworzonym stosiku. Karty funkcyjne wprowadzają do gry zamieszanie i dostarczają śmiechu i emocji oraz pomagają pokonać przeciwników. Kiedy w ręku zostaje tylko jedna karta, gracz musi krzyknąć ,,Uno!”, choć nie jest to jeszcze wcale gwarancję, że wygra daną rozgrywkę, może się zdarzyć, że długo jeszcze będzie ciągnął wiele kart,zanim znajdzie tą, która będzie mógł wyrzucić na stosik.

Dzieci grają w nią chętnie, a i dla rodziców jest to miłe spędzenie czasu. nasza sześciolatka radzi sobie z nią już świetnie, więc od tego wieku rekomenduję.

Sekretny kod (klik)

Sekretny kod (Quercetti)
Sekretny kod (Quercetti)
Sekretny kod (Quercetti)
Sekretny kod (Quercetti)

Sekretny kod to z kolei strategiczna gra dla dwóch lub większej liczby graczy, której celem jest złamanie kodu.

Pierwszy z graczy, tzw. kodujący ma za zadanie utworzyć za pomocą kolorowych koralików jak najbardziej zaawansowany kod, który ukryty jest za osłonką uniemożliwiającą zobaczenie go przeciwnikowi. Drugi (lub pozostali, jeśli graczy jest więcej) próbuje go złamać, wbijając w tablicę ciągi kolorów, które typuje jako prawidłowe. Osoba kodująca, za pomocą małych białych koralików, daje osobie łamiącej znać, czy kolor który wytypował znajduje się w kodzie a za pomocą czarnego koralika informuje, że znajduje się on również w wybranym przez odkodowującego miejscu. Wskazówki te oraz użycie sprawnego myślenia doprowadzają do odgadnięcia kodu i wygranej.

Gra ma możliwość wyboru jednego z dwóch stopni trudności, kod można utworzyć z czterech lub pięciu kolorów.

Ze swojej strony chciałam dodać rzecz, o której producent nie wspomina, a jest genialna dla młodszych dzieci, mianowicie po ściągnięciu nakładki do kodowania, mamy do dyspozycji białą planszę, na której dzieci mogą za pomocą kolorowych ,,grzybków” tworzyć mozaiki. Tego rodzaju zabawki, producent ma nawet w swojej ofercie, ale tu mamy ją niejako bonusowo.

Gra rekomendowana od 7 roku życia, ale z funkcji mozaiki mogą skorzystać dzieci po 3 roku życia.

Cortex (klik)

cortex, gra cortex

Cortex -gra, która jest hit wśród dzieci trochę starszych. Prawdziwy roller coaster dla mózgu. Pamięć, refleksu i logiczne myślenie, dostaną tu niezły wycisk. Zadaniem graczy (od 2 do 6 osób) jest jak najszybsze znalezienie odpowiedzi na dane zadanie, ukryte pod kolejna karta. Każde z zadań ćwiczy inną część ludzkiego mózgu. Są karty na których trzeba znaleźć wyjścia z labiryntów, dopasować brakujący puzzel, odkryć parę identycznych obrazków, wytypować pasujący element kostki Rubica, albo za pomocą wyłącznie dotyku, bazując na fakturze, rozszyfrować obrazek mchu czy drewna.

Jeśli znacie grę Dooble, to Cortex jest w mojej ocenie, taką jego utrudnioną, rozszerzoną wersją. Gra idealna dla naszej Mai (12 lat), póki co ogrywa ona Antka (8 lat), ale mnie również. Honor dorosłych w domu ratuje tata, który jest jedynym godnym jej przeciwnikiem.

Mam nadzieję, że w tym szybkim przeglądzie gier, znalazła się jakaś, która Was zainteresowała.

Wszystkie z opisanych gier, dostępne są w sklepie internetowym Merlin.pl

Bedzie nam bardzo miło, jeśli w komentarzu napiszecie w jakie gry Wy lubicie grać. Zapowiada się, że jeszcze trochę na tej kwarantannie wszyscy pobędziemy, więc z radością poznamy Wasze typy.

Dużo zdrowia, spokoju ducha i cierpliwości.

Trzymajcie się ciepło…

,,Polka przy garach”

Aga Sz. kobiecym okiem, książek, KSIĄŻKI, RECENZJE, Strona glowna banner 1 Comment

Dawno nie pisałam tu o kulinarnej książce, bo też w ostatnim czasie nie ukazało się nic, co wywarłoby na mnie jakieś szczególne wrażenie. Nawet jeśli trafiała w moje ręce książka, która oczarowała mnie zdjęciami czy pięknym wydaniem, to w praktyce okazywało się, że skorzystałam z jednego, czy dwóch przepisów w niej zawartych i jedyną wartość jaką obecnie stanowi, to ta wizualna na półce, a to przecież to nie powód, by poświęcać im czas i uwagę.

Zdecydowanie inaczej było jednak z książką ,,Polka przy garach”, o której dziś napiszę. Ta z impetem wskoczyła na moje prywatne podium ukochanych książek kulinarnych i do dziś grzeje sobie tam miejsce w najlepsze, daremnie póki co, wypatrując konkurencji. Pochłonęła mnie totalnie i bez reszty. Oczarowała wydaniem, zdjęciami, szatą graficzną, tekstami no i co najistotniejsze- przepisami (których wykorzystałam już kilkanaście!). Dała inspirującego, kopa w sytuacjach kulinarnego znudzenia rolą gotującej mamy. Niejednokrotnie stała się źródłem inspiracji, kiedy to podane w niej przepisy przerabiałam według swojego pomysłu. Dzięki niej pytanie ,,co dziś na obiad” przestało na mnie działać jak płachta na byka.

Korzystając z przepisów w niej zawartych nie trzeba wybierać między gotowaniem szybkim a zdrowym, potrawami nudnym a prostym do przyrządzenia, bo ekspresowych oraz tych niewymagających wkładu pracy receptur jest w niej od groma.

Autorką ,,Polki przy garach” jest Agnieszkę Burska – Wojtkuńska, znana z pewnością części z Was jako Mrs. Polka Dot. Osobiście, zaglądam na bloga Agnieszki od paru dobrych lat i w mojej ocenie Aga to jedno z najlepszych, lifestylowych piór polskiej blogosfery. Inteligencja, połączona z genialnym, lekkim piórem z nutą dobrego humoru, a jak trzeba to i dawką zdrowego sarkazmu. Skarbnica inspiracji wnętrzarskich (w szczególności miłośnicy skandynawskiego designu będę tu usatysfakcjonowani), kosmetycznych, modowych i kulinarnych. Agencje reklamowe i magazyny kobiece powinny gorzko opłakiwać fakt, że Aga wybrała drogę pełnoetatowej blogerki, bo na moje oko, taki coopywriter to skarb, ale ale do brzegu…

Książka ,,Polka przy garach” jest naprawdę gruba, pięknie i solidnie wydana, a w środku wygląda tak:

Kluski szpinakowe (przed ugotowaniem)

,,Polka przy garach"

Gratin z cukinii i ziemniaków (przed i po upieczeniu)

Książka zawiera całe mnóstwo pomysłów na ekspresowe, zdrowe śniadania i obiady do przygotowania w tygodniu, kiedy nie każdy ma czas na gotowanie i takie idealne na leniwe weekendy, kiedy to mamy czas, by uruchomić patelnie czy gofrownicę. Znajdziecie w niej pomysły na pyszne, pożywne sałatki, kotlety na bazie kasz, jednogarnkowe, ,,samorobiące się” posiłki i przekąski, które zaserwować możemy, kiedy mamy gości.

Niezwykle wartościowy jest też obszerny wstęp do książki, który zawiera m.in. sporo praktycznych porad dotyczących codziennego gotowania, wskazówek, co warto zawsze w spiżarni mieć oraz świetny tekst na temat żywienia dzieci (Aga, podpisuję się pod każdym zdaniem, myślę i obserwuję dokładnie to samo!)

Nie przypominam sobie żebym w swoim zbiorze książek kulinarnych (a mam ich lekko licząc ponad sto), miała drugą taką z której przepisów skorzystałabym tyle razy co z tej. Serio.

Nigella Lawson napisała kiedyś ,,Czasami ludzie przepraszają mnie, że proszą o autograf nie na nowej kupionej książce, a na swoim własnym, zaplamionym egzemplarzu. Wierzcie mi, nie ma potrzeby za to przepraszać. Książki kucharskie, które z czasem, staną się zachlapane i pomazane, to jedyne książki, które mam ochotę pisać.” Aga, jeśli kiedyś dasz się namówić na spotkanie autorskie, to nastaw się na podpisywanie mocno nadwyrężonych egzemplarzy…

Bardzo Ci ,,Polki przy garach”, gratuluję. Kawał świetnej roboty!

A Wam kochani polecam, bardzo, bardzo, bardzo!!!

Książkę można ją zamówić tutaj: (klik)

Przy jej zakupie dostaniecie w gratisie e-booka ,,Polka przy garach. 40 przepisów na jesień”, a w super promocji jest teraz ,,Polka przy garach” w wersji e-book.

ps. Nie znamy się z autorka osobiście, wpis nie jest postem w żaden sposób sponsorowanym. Książkę kupiłam sobie sama, co myślę, powinno tylko dodatkowo utwierdzić Was w słuszności jej posiadania...

Tort Rocher

Aga Sz. PRZEPISY, Strona glowna banner, torty 0 Comments

Tort na bazie puszystego, kakaowego biszkoptu, nasączonego likierem orzechowym ( np. Frangelo byłby idealny) lub po prostu mocną kawą. Krem stanowi kombinacja śmietany kremówki, mascarpone i nutelli, a całość wzbogacona jest o chrupiące, prażone orzechy laskowe. Czekoladki Ferrero Rocher wieńczą dzieło, pamiętajcie jednak, by na każdy kawałek tortu przypadła jedna ich sztuka. Tort prosty w wykonaniu, idealnie sprawdzi się jako tort urodzinowy dla dorosłej osoby. Jeden z tych tortów, które smakują każdemu. Wbrew pozorom nie jest bardzo słodki!

Biszkopt:

( szklanka o pojemności 250 ml )

  • 5 jajek
  • 3/4 szklanki cukru (najlepiej drobnego)
  • 2/3 szklanki mąki pszennej tortowej
  • 1/3 szklanki kakao

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Mąkę i kakao przesiać przez sitko, wymieszać.

Białka oddzielić od żółtek, a następnie ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodawać stopniowo cukier, ciągle miksując.

Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając na niskich obrotach.

Mąkę wymieszać z kakao, przesiać je do masy jajecznej i wymieszać za pomocą szpatułki , ostrożnie, tak by białka nie opadły.

Dno tortownicy o średnicy ok. 23 cm cm wyłożyć papierem do pieczenia. Boków tortownicy nie smarujemy! Delikatnie przelać ciasto do formy, wyrównać.

Piec w temperaturze 160 – 170ºC przez około 35 – 40 minut lub do tzw. suchego patyczka.

Gorące ciasto wyjąć z piekarnika i niezwłocznie (w formie) upuścić z wysokości kolan na podłogę (warto zabezpieczyć ją deską/ręcznikiem. Wystudzić, a następnie przekroić na 3 blaty.

Po przestudzeniu, objechać dookoła ciasta nożem, wyciągnąć z formy, przekroić, tak by powstały 3 blaty.

Krem:

  • mały słoiczek Nutelli (230 g)
  • 200 g mascarpone
  • 500 g śmietany kremówki (schłodzonej)
  • 100- 150 g orzechów laskowych

Śmietanę i mascarpone ubić na puszysty krem. Stopniowo, po łyżce dodawać nutellę.

Krem może wydawać się ciut za płynny, spokojnie nutella, która jest w składzie, w lodówce stwardnieje i usztywni całość.

Do nasączenia:

  • kilka łyżek likieru orzechowego, kawowego, lub mała filiżanka mocnej kawy

Do ozdoby:

  • czekoladki Ferrero Rocher (w ilości odpowiadającej ilości kawałków, na jaki chcemy tort pokroić, u mnie 12 szt.)

Orzechy wysypać na suchą patelnie i prażyć przez kilka minut, a następnie przełożyć do szmatki, owinąć i pocierać nimi jeden o drugi, by w ten sposób pozbyć się brązowych łupinek.

Tak przygotowane orzechy laskowe posiekać.

Pierwszy blat (najlepiej ten, który wydaje się najgrubszy), nasączyć kilkoma łyżeczkami kawy/likieru. Nałożyć na niego 5 pełnych łyżek kremu, posypać dwoma łyżkami siekanych orzechów, przykryć kolejnym blatem i czynność powtórzyć. Na ostatni blat nałożyć resztę kremu, i rozsmarować nim również boki wypieku.

Tort obsypać resztą posiekanych orzechów i ozdobić czekoladkami Ferrero Rocher.

Gotowy tort przechowywać w lodówce.

Sprytnym patentem, by nie wybrudzić patery obsypując boki orzeszkami, jest pocięcie z pergaminu prostokątów (np. ok, 10 cm x 5 cm) i wetknięcie ich pod blat ciasta, dookoła. Kiedy skończymy tort ozdabiać, wystarczy wysunąć te kawałki i mamy czystą paterę/ tortownicę, a nie musimy siłować się z papierem rozłożonym pod całą podstawą tortu.

Migdałowe ciasteczka z lukrowanymi łabędziami

Aga Sz. ciasteczka, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

łabędziowe ciasteczka, ciasteczka łabędzie, swan cookies, łabędziowe przyjęcie, przyjęcie z łabędziami

Maślane ciasteczka to smakołyk, po które małe raczki na kinderbalach sięgają, z tego co zdążyłam niejednokrotnie zauważyć, wyjątkowo chętnie. A piekąc je w domu, oprócz pewności, co do jakości użytych składników, zyskujemy także bonus w postaci wewnętrznej satysfakcji i rzecz bezcenną jaka jest radości dzieci, że to specjalnie dla nich mama zrobiła takie cuda (nawet, jeśli tak jak w moim przypadku, ciasteczka dalekie są one od cukierniczego ideału…).

Do łabędzi pasowała mi migdałowa nuta, stąd dodatek migdałowej mąki i esencji.

Zakładając, że foremkę w kształcie serca, osoby piekące pierniczki, czy ciasteczka posiadają, omija nas także poszukiwanie foremki w kształcie łabędzia, którego, umówmy się nie użyjemy już potem nigdy więcej. Potrzebna nam będzie jedynie tylka z dość drobnym otworem (nr. 2,3), woreczek cukierniczy i jadalne flamastry (te, natomiast, przydadzą się jeszcze nie raz z pewnością)

Składniki:

Ciasteczka migdałowe:

  • 170 g miękkiego masła
  • 160 g drobnego cukru
  • 2 duże jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu migdałowego (ewentualnie kilka kropel olejku migdałowego)
  • 300 g mąki pszennej (plus zapas do podsypania)
  • 100 g mąki migdałowej (czyli mielonych migdałów)
  • szczypta soli

Nie używałam do nich proszku do pieczenia, ale nic nie szkodzi na przeszkodzie, by go dodać (1 łyżeczkę).

Masło zmiksować z cukrem na puszystą masę, dodać jajka i ekstrakt, wymieszać.

W drugiej misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i solą.

Wsypać suche składniki do maślano- jajecznej masy, łącząc wszystkie składniki, na wolnych obrotach miksera.

Jeśli ciasto będzie zbyt lepkie by je rozwałkować, dosypać trochę mąki.

Ciasto podzielić na dwie części, z każdej uformować dysk, owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na min. godzinę.

Po tym czasie wyjąc 1 część ciasta, posypać stolnicę i wałek odrobiną mąki, rozwałkować ciasto na grubość ok pół cm.

Wycinać za pomocą w foremek do ciasteczek (które każdorazowo dobrze jest zanurzyć w mące) i układać je w odstępach na blachach uprzednio wyłożonych pergaminem

Piec na termoobiegu, w temperaturze 175 stopniach C. przez 8-12 min. w zależności wielkości ciasteczek (i piekarnika), do momentu aż delikatnie zezłocą się na brzegach.

Po upieczeniu przełożyć na metalową kratkę do całkowitego ostygnięcia.

Lukier:

  • białko jaja kurzego
  • 1-2 szklanki cukru pudru
  • kilka kropel soku z cytryny

Białko na wolnych obrotach ubić do białości, dosypywać stopniowo cukier puder. Jego ilość zależna będzie od wielkości białka, wilgotności cukru, ale z pewnością, szklanka okaże się minimum. Lukier powinien być idealne gładki, bez grudek i na tyle płynny, by dało się go wycisnąć przez tylkę, tak by dobrze się nim pracowało, a narysowane nim kontury się nie rozlewały się na boki.

Gdyby okazało się, że jest zbyt lejący, wystarczy dodać, miksując łyżkę czy dwie cukru pudru, gdybyście z kolei przesadzili z ilością cukru pudru, i lukier był za gęsty dodajecie ciut więcej soku z cytryny (a jeśli i to za mało, raz jeszcze ubijcie białko i dodajcie jego część do lukru).

Lukier przełożyć do woreczka cukierniczego, zakończonego metalową tylko z nr. 2 lub 3. Obrysować kontury łabędzi, odstawić do przeschnięcia (min. 15 min.) reszta lukru wypełnić jego środek. Nie trzeba tego robic dokładnie wystarczy nałożyć dość gęsto esy-floresy, a potem za pomocą np. wykałaczki, całym jej bokiem rozprowadzić lukier aż do obrysowanych brzegów. Sprawa jest tu prosta, gdyż nie zależy nam by lukier był idealnie gładki, wszelkie jego nierówności fajnie imitują upierzenia naszych białych bohaterów.

Jeśli (tak jak było u mnie) okaże się, że rysując kontury zrobiliście zbyt grube, okrągłe dziobki, na tym etapie (gdy lukier nie zasechł), spokojnie ,,wyrzeźbicie” ich pożądany kształt, usuwając nadmiar lukru czubkiem wykałaczki.

Po kilu godzinach, a najlepiej następnego dnia, gdy lukier całkiem wyschnie, za pomocą czarnego, jadalnego flamastra, rysujemy oczy, a złotą jadalną farbką (u mnie flamaster z pędzelkiem) końcówki dziobków.

Linki do sklepu, w którym zamówiłam flamastry i tylki, znajdziecie na dole postu z ciasteczkami jednorożcowymi (klik).

łabędziowe ciasteczka, ciasteczka łabędzie, swan cookies, łabędziowe przyjęcie, przyjęcie z łabędziami
łabędziowe ciasteczka, ciasteczka łabędzie, swan cookies, łabędziowe przyjęcie, przyjęcie z łabędziami

Więcej pomysłów na zorganizowanie łabędziowego przyjęcia przyjęcia znajdziecie w tym poście (klik)

Miłych chwil na zabawie z lukrem i udanego przyjęcia…

Serdeczności

Tort bezowy z lemon curd

Aga Sz. bezowe, PRZEPISY, torty, Wielkanoc 2 Comments

tort bezowy z lemon curd, lemon curd Pavlova

Nie znam osoby, która nie lubi tortu bezowego. Znam za to wielu, którzy potrafili by zjeść cały. Ten tort powstał na potrzeby łabędziowego przyjęcia mojej córeczki Małgosi. Godnie zastąpił planowany przez chwilę tort z szyją łabędzią z masy cukrowej, okryty piórami z białej czekolady. Wbite w niego ozdobne toppery, zaoszczędziły mi jak sądzę dwie godziny pracy…

Biorą pod uwagę kolorystkę przyjęcia, lekkość dekoracji i klimatu jaki nasuwają łabedzie, jako owocowy dodatek do bezy wybrałam cytryny, a dokładniej lemon curd, czyli słodko-kwaśny, aksamitny, kremowy krem na bazie cytryn, żółtek i masła. Pyszny! Nie tylko zresztą do tortu.

Składniki:

Bezowe blaty:

  • 6 dużych białek
  • szczypta soli
  • 300 g drobnego cukru
  • łyżka mąki ziemniaczanej (lub kukurydzianej)
  • soku z cytryny

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Dwie blachy do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia, odrysować na nich (np. od talerzyka, spodu tortownicy) dwa 20 cm okręgi. Jeśli macie duży piekarnik ( i blachę, na której zmieszczą się bezy obok siebie to wystarczy jedna blacha oczywiście).

Białka ubić w metalowej lub szklanej misie (plastik odpada, serio), ze szczyptą soli, na sztywną pianę.

Stopniowo dosypywać, po łyżce cukier, cały czas ubijając, aż do uzyskania sztywnej, błyszczącej piany.

Dodać soku z cytryny i ponownie całość zmiksować.

Przesiać mąkę mąkę i delikatnie, za pomocą szpatułki, wmieszać ją do masy.

Całość wyłożyć po równo na odrysowane na papierze okręgi, wyrównać.

Wstawić do nagrzanego do 180ºC piekarnika.

Po 5 minutach zmniejszyć temperaturę do 120ºC i piec przez godzinę i kwadrans.

Gotowe bezy powinny być zarumienione, suche i chrupkie z zewnątrz, ale zachować miękki środek.

Po wyłączeniu piekarnika, uchylić odrobinę jego drzwiczki i zostawić do wystygnięcia na kilka godzin, a najlepiej całą noc.

Lemon curd

  • 2 duże jajka
  • 2 żółtka
  • 160 g drobnego cukru
  • 80 g masła
  • 2 cytryny (najlepiej ekologiczne, niewoskowane)

Cytryny wyszorować szczoteczką, jeśli nie są bio, to także wyparzyć, a następnie zetrzeć z nich (na drobnych oczkach) skórkę, a potem wycisnąć sok.

W rondelku roztrzepać jajka, żółtka i cukier (ręczną trzepaczka uda się to bez problemu), tak, by całość się połączyła. Najbezpieczniejsza metodą przygotowania lemon curd jest przygotowanie tego kremu na parze. W tym celu w garnku umieszczamy trochę wody, stawiamy na nim rondelek (woda z garnka nie może go dotykać) i w ten sposób podgrzewamy krem.

Do ciepłej masy dodać masło, sok i skórki z cytryny. Mieszać, aż krem się zagotuje i zgęstnieje. Odstawić do ostudzenia.

Na wierzch i do przełożenia potrzebne będzie także:

  • 300-400 ml śmietany kremówki.

Schłodzoną śmietanę ubić na sztywno. Połowę jej ilości

Blat, który upiekł nam się większy, solidniejszy, wybrać jako podstawę tortu. Nałożyć na niego i delikatnie rozsmarować połowę kremu lemon curd, a następnie pokryć go połową ubitej śmietany.

Przykryć drugim bezowym blatem i czynności powtórzyć.

Opcjonalnie można górę posypać podprażonymi płatkami migdałów

tort bezowy z lemon curd, lemon curd Pavlova

Więcej pomysłów na łabędziowe przyjęcie znajdziecie tutaj (klik).

Toppery , świeczki i balon: Partymika

Aż Wam zazdroszczę, jeśli zdecydowaliście się ją upiec…

Serdeczności