Funky Lama (nowość Natalia Collection)

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, NASZ DOM, Strona glowna banner 0 Comments

Jako że lada moment, zacznie obowiązywać hasztag #corazbliżejświeta, jak co roku przyjrzałyśmy się z Małgosią zabawkowym nowościom w ofercie marki Natalia Collection.

Choć kilka westchnień córeczki odnotowałam, kiedy oglądałyśmy lalki Natalki, to finalnie jej wybór padł na inną zabawkę- uroczą Lamę o imprezowej nazwie ,,Funky Lama”. A że fanów lamy, jak pamiętacie być może z tego wpisu (klik) u nas nie brakuje, to i ta koleżanka szybko się w pokoju Małgosi zaklimatyzowała.

Funky Lama oprócz tego, że jest przesłodka, ma przyjemne w dotyku, mięciutkie futerko i potrafi zauroczyć swoimi dużymi, niebieskimi oczkami, to po włączeniu, za pomocą ukrytego z boku przycisku, tańczy, obraca się i rusza zadkiem w rytm wydawanej muzyki.

Sprawdzi się zatem zarówno jako maskotka, towarzyszka podróży czy maskotka do zasypiania, jak i (po uruchomieniu) partnerka do szalonych zabaw i dziecięcych imprez.

Pozdrawiamy ciepło

Małgosia, Funky Lama (którą zamówicie tutaj: klik)

&

*Post powstał przy współpracy z marką Artic

Książki dla dzieci na czas Adwentu (3)

Aga Sz. DZIECI, książek, KSIĄŻKI, książki, Strona glowna banner 0 Comments

Grudzień uparcie puka do naszych drzwi, nie pozostaje więc chyba nic innego, jak mu je otworzyć, powyciągać miękkie poduchy, puchate koce, przygotować gorące kakao, zapalić świece i przejrzeć co też wydawnictwa przygotowały pięknego do czytania dzieciom, na te najbliższe, przedświąteczne tygodnie.

Zapraszam, na tradycyjny już, coroczny przegląd książek na czas Adwentu…

,,Jak ratowaliśmy Wigilię” (klik)

tekst: Ellen Karlsson:
ilustracje: Cecilia Heikkilä wydawnictwo: Zakamarki

Nie ukrywam, że na zakamarkowe książki o bożonarodzeniowej tematyce, każdego roku czekam nie mniej, niż moje dzieci na pierwszą gwiazdkę. Nigdy mnie bowiem nie zawiodły zarówno w kwestii tekstu, przekazu, jak i pięknego wydania. Podzielone na dwadzieścia pięć rozdziałów tak, by niczym z kalendarza z czekoladkami, wydobywać z nich kolejne fragmenty opowiadań. Idealnych do czytania w przedświątecznym czasie.

Tegoroczna książka nosi tytuł ,,Jak ratowaliśmy Wigilię”. Opowiada o tym, jak w zerówce, do której uczęszczał Tim- główny bohater, każdego dnia, kolejni uczniowie zrywali kartki z kalendarza. Wychowawczyni, zaznaczyła jednak, że ten komu w udziale przypadnie kartka z dwudziestym czwartym grudnia, musi jej dobrze pilnować, gdyż jeśli ją zgubi, Święta się nie odbędą. Timowi bardzo zależało na tym, by ów karta trafiła w jego ręce, uważał bowiem, że tylko on będzie w stanie odpowiednia o nią zadbać. Splot wydarzeń sprawił, że Święta stanęły pod znakiem zapytania. Tim wraz ze swoją koleżanką Esme, musieli się nieźle nagimnastykować, by je ratować.

,,Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie” (klik)

tekst: Monika Utnik-Strugała
ilustracje: Ewa Poklewska-Koziełło wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Książka tę, kojarzyć możecie z czerwonej okładki, o bardzo podobnej grafice i tym samy tytule wydanym w ubiegłym roku. Tegoroczne, niebieskie wydanie jest rozszerzone o 48 stron, czyli kilka rozdziałów (m.in zawiera dodatkowo teksty najbardziej znanych kolęd, rozdziały o Chanuce, bożonarodzeniowych hitach filmowych i muzycznych i chińskim Nowym Roku).

Książka inna, niż wszystkie, jest bowiem zbiorem opowiadam o bożonarodzeniowych tradycjach na całym świecie. Wyjaśnia symbole, pełna jest ciekawostek, a wszystko to przekazane czytelnikowi w sposób zrozumiały i ciekawy. Dowiadujemy się z niej dlaczego Boże Narodzenie obchodzimy 25 grudnia, czy dzieci na całym świecie dostają w tym dniu prezenty. Kto wymyślił szklane bombki, dlaczego organizuje się jarmarki bożonarodzeniowe i po co właściwie ubieramy choinkę. Cudowna, pouczająca lektura na czas oczekiwania Świąt!

,,Mikołajek. Kochany Święty Mikołaju”(klik)

tekst: René Goscinny
ilustracje: Jean-Jacques Sempé wydawnictwo: Znak emotikon

Któż nie zna rozbrykanego Mikołajka, bohatera, który swoimi psotami i poczuciem humoru, bawi kolejne pokolenia czytelników. Tym razem książka zawiera opowiadania w świątecznych klimach.

,,Poszliśmy na strych po pudełko z bombkami, łańcuchami i lampkami, a potem wzięliśmy się do roboty. Tata postawił drzewko w jadalni i zaczął wieszać bombki, które zostały po tym, jak pudełko upadło nam na schodach.”

Zabawne perypetie tytułowego bohatera, który przygotowuje się do Świąt rozbawią czytelnika w każdym wieku. Poręczna, kwadratowa książka w twardej okładce, o nieco większej czcionce, idealna dla dzieci, które zaczynają samodzielnie czytać książki. Mojemu synowi daleko do mola książkowego, ale po Mikołajka czytał z przyjemnością. Z tą lektura uśmiech i dobra zabawa podczas czytania są bowiem gwarantowane!

,,Kuku zostaje Świętym Mikołajem” (klik)

tekst: Monika Kamińska
ilustracje: Andrzej Tylkowski wydawnictwo: Mamania

Urocza, świąteczna lektura dla najmłodszych czytelników, skierowana do przedszkolaków. Główny bohater Kuku, znany zapewne części z Was z książki ,,Kuku i historia pępka”, tym razem przygotowuje się do Świąt.

Wraz z dziadkiem, odwiedza dom opieki, w którym przebywają starsze osoby i dzięki swojej dobrej woli, chęciom, pomysłowości i pracy umila jego mieszkańcom Święta.

Wzruszająca opowieść o tym, że dawanie prezentów, potrafi być równie miłe jak ich otrzymywanie. Książka rozbudza w młodym czytelniku empatię i przypomina, co w życiu ma prawdziwą wartość. Prosta kreska autora ilustracji, wspaniale współgra z lekkim, oszczędnym, ale poruszającym tekstem autorki. Piękna pozycja książki na Mikołaja czy Święta dla najmłodszych.

Dorzucicie coś do mojej tegorocznej, świątecznej książkowej listy?

Ściskam mocno

Nowy przyjaciel domu -oczyszczacz Stadler Form (recenzja)

Aga Sz. kobiecym okiem, NASZ DOM, RECENZJE, sprzęty, Strona glowna banner 2 Comments

oczyszczacz Roger Stadler Form

Od kilku sezonów, niczym bumerang wracał w naszym domu temat oczyszczacza powietrza. Że musimy rozeznać. Temat parametrów przyswoić. Wybrać model najodpowiedniejszy dla nas. Bo to, że zasadnym jest jego posiadanie, co do tego, nikt z nas wątpliwości nie miał.

Mieszkamy na Śląsku, który jak wiadomo, z racji chociażby kopalni, bryluje na mapie Polski w ilości wytwarzanego smogu. I Choć nasz dom umiejscowiony jest w głębi lasu, nie zmienia to faktu, że otoczeni jesteśmy domami, które ogrzewane są starymi piecami i widok czarnego dymu z komina to niestety standard. Mamy nawet sąsiadów, którzy palą śmieci i plastiki! Latem również. Dramat.

Myślę, że najlepszym rozwiązaniem problemu smogu, byłby zakaz palenia węglem. Tylko to przyniosłoby odczuwalną poprawę tematu. Drugą sprawą, nie mniej ważną, myśląc przyszłościowo jest edukacja dzieci. To, podobnie jak z wyrzucaniem papierków na ziemię. Zawsze powtarzam, że rowerzyści zaśmiecający nasz las, to nikt inny, a dzieci, którym nikt nie wpajał w dzieciństwie do głowy, że tak nie wolno, że to złe i głupie. Podobnie jest z paleniem w piecach. Dopóki dziadkowie, rodzice sami nie zrozumieją, że czarny dym z kominów ich domów to zło, trudno będzie przekonać kiedyś ich dzieci i wnuki.

,,W smogowej czołówce najbrudniejszych miast Unii Europejskiej znajduje się aż 36 polskich miast… Za fatalny stan powietrza w naszym kraju odpowiada w głównej mierze niska emisja ze spalania węgla w domowych piecach. Konsekwencje zdrowotne zaniechań ponoszą m.in. szczególnie narażone na skutki smogu dzieci. Powietrze w sąsiedztwie aż 62% przedszkoli w Polsce przekracza dopuszczalne dobowe normy dla pyłu PM10 przez ponad 35 dni w roku, czyli dłużej niż zezwala prawo. Niestety polski rząd wciąż nie wywiązuje się z planu walki ze smogiem” czytamy na stronie Greenpeace.

,,Dzieci wdychają więcej zanieczyszczeń powietrza w przeliczeniu na masę ciała niż osoby dorosłe. Mają też nie w pełni wykształcony system odpornościowy, a ich płuca rosną i się rozwijają. Te czynniki w połączeniu z dużą aktywnością ruchową sprawiają, że podatność dzieci na zanieczyszczenia powietrza jest wyjątkowo duża .” dr hab. Tadeusz Zielonka.

Dodatkowym powodem dla którego oczyszczacz zamieszkał z nami, jest to, że cała trójka naszych dzieci ma atopowe zapalenie skóry. Szczęśliwie objawy tej dolegliwości mijają im z wiekiem, nie mniej w różnym stopniu, szczególnie zimą, dają się niestety we znaki. No i mieszkający z nami pies, jego sierść, która jak wynika z badań krwi córki, obok roztoczy, potrafi być silnym alergenem.

Reasumując, jako że, niewiele rzeczy denerwuje mnie w życiu tak jak czarny, śmierdząc dym z kominów, nie widząc innego (poza przeprowadzką) rozwiązania, zaprzyjaźniliśmy się z oczyszczaczem powietrza.

Po analizie, którą nazwałabym wnikliwą, nasz wybór padła na model Roger marki Stadler Form.

Stadler Form oczyszczacz powietrza Roger

Szwajcarska marka, solidne wykonanie, bardzo dobre parametry dotyczące filtracji i wydajności, cicha praca, ładny design. Poleciła nam go bliska osoba, która temat oczyszczaczy przerobiła rok wcześniej, a rekomendacje znajomych zawsze cenię. Stadler Form ma filtry w rozsądnej cenie, a to kwestia, która często umyka przy wyborze oczyszczacza. Warto ją przed zakupem zweryfikować, są bowiem filtry za 100 zł, ale i takie za 700 zł i choć z reguły, wymiana ich jest konieczna raz do roku (lub rzadziej, jeśli używamy oczyszczacza sezonowo), to na przestrzeni lat, kwota ta potrafi zrobić różnicę.

W doborze odpowiedniego modelu pomógł nam test na stronie (klik). Roger jest najmocniejszym urządzeniem czyszczącym w ofercie marki (potrafi oczyścić 74 m. kwadratowych pomieszczenia) i wybraliśmy go m.in ze względu na dużą, otwarta powierzchnię parteru domu.

W drugiej części dnia, przenosimy go do pokoi dzieci. Jest poręczny i ma niewielką wagę, wiec taki układ nie jest kłopotliwy. Automatyczny tryb dobiera moc działania, a kolor lampki informuje, kiedy powietrze wymaga oczyszczenia, a kiedy jest już czyste. Zresztą kiedy pokój jest oczyszczony, jest to wyraźnie odczuwalne.

Jeśli musiałabym wskazać jakieś jego minusy, to jedyne co przychodzi ma na myśl, to brak pilota zdalnego sterowania (dla wygodnych) i możliwość sterowania nim poprzez wi-fi (gdyby ktoś będąc poza domem, chciała go zdalnie uruchomić). Dla nas żadna z tych rzeczy nie była istotna, więc bezsensownym byłoby szukanie modelu, który te bajery ma.

Na koniec w ramach ciekawostki, pokaże tu rzecz, o której istnieniu jeszcze niedawno nie miałam pojęcia- aromatyzer ultradźwiękowy.

Pokochałam to urządzenie natychmiast, miłością wielką i od kilku tygodni. używam każdego dnia. Jest to substytut tradycyjnego, ceramicznego kominka, w którym podgrzewamy eteryczne olejki, z tym że tutaj, dzięki podłączeniu do USB, to nie ciepło, a ultradźwięki uwalniają olejki, w postaci mgiełki. Dwie krople olejku eterycznego sprawiają, że w pomieszczeniu pachnie natychmiast i przez długi czas. Po uruchomieniu podświetlenia, aromatyzer wygląda jakby wydobywał się niego bursztynowy płomień. Efekt niesamowity, szczególnie kiedy się ściemni. Ładnie to pokazano na tym filmiku (klik)

aromatyzer Zoe, Stadler Form

Miałam wątpliwość, czy nie okaże się on być zbędny gadżetem, ale teraz nie oddałałbym go za żadne skarby. Jeśli kochacie olejki eteryczne, wpisujcie go na listę prezentów.

Czystego, pachnącego powietrza i życzliwych ludzi wokół Wam życzę…

*Post powstał przy współpracy z marką Stadler Form

Bonusway, czyli zwrot pieniędzy za zakupy online.

Aga Sz. kobiecym okiem, kosmetyki, książek, RECENZJE, sprzęty 0 Comments

Przed nami Black Friday, dla wielu najlepszy czas w roku, by zrobić zakupy w okazyjnych cenach. Zaraz potem, nieunikniona, przedświąteczna zakupowa gorączka, która szczególnie w tych dziwnych czasach, przeniesie się zapewne znacząco z centrów handlowych do internetu. Nie bez powodu przybywam więc dziś do Was z postem, który powinien zainteresować osoby, które nie miałyby nic przeciwko temu, by część z wydanych w sklepach internetowych kwot, wracała na ich konto…

Konto w portalu Bonusway, bo o tym programie mowa, założyłam okrągły rok temu i choć naprawdę daleko mi do zakupoholiczki, to bardzo szybko nazbierałam tam (i wypłaciłam, więc gwarantuję, że program działa) pierwsze sto złotych.

Zasada jest prosta: rejestrujecie się (oczywiście bezpłatnie i nie mam tam żadnych haczyków) na stronie Bonusway (klik), a następnie korzystając z ich strony (lub aplikacji), po zalogowaniu wchodzicie na stronę wybranego sklepu, partnera (bo oferta obejmuje także noclegi a nawet bilety lotnicze!) i tak jak zawsze robicie zakupy.

Cashback dotyczy m.in sklepów takich jak: Eobuwie, Zalando, Allegro, AliExpres, Booking, Smyk, 5-10-15, Home and You, OleOle, Media Expert, Media Markt, Euro Rtv Agd, Avans, Go Sport, Pyszne.pl, Douglas, Notino, Tous, Promod, Merlin.pl, Lidl, eSky, Lot i wiele, wiele innych.

Każdy ze sklepów biorących udział w programie, określa jaki procent z kwoty wydanej na zakupów, zwraca a konto. Można to sprawdzić na stronie Bonusway.

Po zalogowaniu, w prawym górnym rogu, wyświetlać się Wam będą zebrane w wirtualnym portfelu pieniądze (najpierw oznaczone jako ,,oczekujące”, a później (gdy minie termin umożliwiający zwrot towaru), jako ,,gotowe do wypłaty”.

Po uzbieraniu min. 40 zł, w każdej chwili można zlecić przelew kwoty na swoje konto bankowe.

Ja mam już nawyk i pamiętam o korzystaniu z programu, nie mniej dla ułatwienia sprawy, można zainstalować wtyczkę, który po wejściu na stronę sklepu, który objęty jest programem, przypomni nam, by zakupy dokonać przez Bonusway.

Oprócz profitów związanych ze zwrotem określonego procentu, dostajecie też kody rabatowe i specjalne oferty promocyjne dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Bardzo Wam ten rodzaj oszczędzania polecam i pamiętajcie prawdziwa okazja jest tylko wtedy, kiedy kupujecie taniej rzecz, która była Wam na prawdę potrzebna.

Rozważnych zakupów Wam życzę…

ps. Jeśli przystąpicie do programu z mojego linku polecającego (KLIK), powinnam podobno zarobić na waciki, a waciki jak wiadomo rzecz kobiecie potrzebna, także z góry ślicznie dziękuję…

Chleb Vermont na zakwasie Jeffrey’a Hamelman’a

Aga Sz. pieczywo, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

,,Wspaniały chleb na co dzień”- tak pisze o nim Jeffrey Hamelman w swojej książce ,,Chleb”. To pierwszy chleb na zakwasie, który upiekłam i który pokochaliśmy tak bardzo, że piekę go często, zawsze dwa bochenki, by częścią się podzielić lub zamrozić.

Do jego upieczenia potrzebny jest zakwas żytni, który w banalny sposób, przygotujecie w kilka dni w domu.

Nie ma co ukrywać, że jest to przepis trochę pracochłonny, ale nie trudny, a odgłos jego krojenia, jego zapach i smak, wynagradzają wszelkie niedogodności (te związane z myciem miski po mące żytniej również).

Oryginalny przepis nie zawiera dodatku pestek, my uwielbiamy go z pestkami dyni, których zawsze dodaje dwie garści.

Levain (czyli zaczyn):

Wszystkie składniki na zaczyn wymieszać w naczyniu, przykryć ściereczką i pozostawić na noc (12-16 godzin.) w temperaturze pokojowej.

Składniki na ciasto właściwe:

  • 680 g mąki pszennej chlebowej
  • 90 g mąki żytniej pełnoziarnistej
  • 420 g wody
  • 1 łyżka soli
  • 1-2 garście pestek dyni
  • cały wcześniejszy zaczyn

Wszystkie składniki na ciasto właściwe, poza solą, wymieszać. Przykryć szczelnie i pozostawić na 20 – 60 minut w temperaturze pokojowej.

Po tym czasie dodać sól i zmiksować ciasto przez 2 minuty. Odstawić przykryte w ciepłe miejsce na 2 godziny, do wyrośnięcia i w tym czasie ciasto dwukrotnie zagnieść.

Ciasto uformować na kształt bochenka (lub dwóch, jeśli wolimy dwa mniejsze chleby). Przełożyć do koszyka do wyrastania, przykryć ściereczką 2 godziny do wyrośnięcia.

Można również zostawić do wyrośnięcia w temperaturze 10ºC na 6 godzin lub temperaturze 6ºC na maksymalnie 18 godzin. Wtedy rano robimy zaczyn, wieczorem ciasto zagniatamy, chleb wstępnie wyrasta, a potem ,,leżakuje” w koszyczku w nocy i rano możemy go piec.

Przed pieczeniem nacinam delikatnie chleby i spryskuje je wodą.

Piekę go w temp. 220º C na grzałce góra dół, a jeśli piekę dwa bochenki t na termoobiegu.

W celu zaparowania piekarnika, wraz z chlebem na dno piekarnika wrzucam kika kostek lodu).

Piec w temperaturze 235ºC na kamieniu do pieczenia lub w garnku żeliwnym przez 40 – 45 minut, z parą wodną. Jeśli pieczony jest w garnku żeliwnym, to na 15 – 20 minut przed końcem pieczenia zdjąć z garnka pokrywkę. Wyjąć, wystudzić na kratce.

Wielu chrupiących piętek własnego, domowego chleba Wam życzę…

,,O siedmiu krasnoludkach, które nigdy nie spotkały królewny Śnieżki” E. Wojdyło, J.L Wiśniewski

Aga Sz. DZIECI, książek, KSIĄŻKI, książki, RECENZJE, Strona glowna banner 0 Comments

,,O siedmiu krasnoludkach, które nigdy nie spotkały Królewny Śnieżki”, to książka Janusza Leona Wiśniewskiego, który od lat plasuje się na szczycie moich ulubionych pisarzy współczesnych, oraz Ewelinę Wojtyło- jego życiową partnerkę, o której w jednym z wywiadów, pisarz powiedział, że jest ,,niebezpiecznie oczytaną polonistką”. Taki duet autorów: inteligentnego, doświadczonego życiowo pisarza-ojca i kobiety-mamy, otoczonej całe życie ładnym słownictwem, musiał zaowocować dobrą książką. I zaowocował…

Książka ta, która z założenia napisana została dla dzieci, jest jedną z tych lektur, które z całą pewnością zaskarbią sobie również sympatię dorosłego czytelnika. Wysoce prawdopodobne bowiem, że czytając ją dziecku, niejednokrotnie uchwyci on w tych opowiadaniach, odniesienia do własnego życia, dzieciństwa, co z kolei skłoni do swoistej retrospekcji i powrotu do lat dziecinnych.

J.L Wiśniewski i E. Wojdyło, sięgając do zakamarków pamięci, niczym do starej skrzyni na strychu, wyciągają historie, które (zapewne z racji ich sentymentalnego ładunku), utkwiły w ich pamięciach.

Szesnaście opowiadań, które autorzy misternie utkali z nitek osobistych wspomnień, zarówno swoich, jak i tych z dzieciństwa swoich córek i synów. Niczym z puchatego kłębka wełny, z każdego opowiadania wysnuwamy przekazy pełne są czułości, empatii, i tej ulotnej niezwykłości zarezerwowanej dla najmłodszych dziecięcych lat.

Każda z historii opatrzona jest komentarzem jej twórcy. Ten, moim zdaniem, absolutnie genialny zabieg, niejednokrotnie opisaną historię wzbogaca, podkreśla jej rangę, a czasem dodaje otuchy. Co ciekawe, autorka, zdecydowanie częściej w komentarzach, skłania czytelnika do przemyśleń, uruchamia wyobraźnie, zachęca do podjęcia działań mających na celu pielęgnowanie, w każdym bez względu na wiek, tej niewinnej, dziecięcej cząstki, która przecież każdy z nas w sobie nosi. Autor z kolei, w sposób charakterystyczny dla swojej twórczości, często jednym zdaniem, porusza w czytelniku strunę tak, że na chwile zatrzymuje jego świat.

Z kolejnych opowiadań dowiemy się nie tylko tego, dlaczego tytułowe krasnoludki nie znalazły Królewny Śnieżki, ale przeczytamy także, o sile dobra, o tym jak ważne w życiu młodego człowieka są marzenia, kontakt ze zwierzętami i przyrodą oraz jak cenne i niezapomniane mogą się okazać relacje z dziadkami. Książka pomaga pielęgnować dziecięcą empatię, docenić ukochane przedmioty z dzieciństwa, pielęgnować w pamięci ulotne chwile, takie jak wakacje u babci czy Święta (nawet te w czasie pandemii).

Na głęboki ukłon i uznanie za ilustracje do tej książki, zasługuje Ania Jamróz. W pięknych sposób zobrazowała treść tej książki. Twórczość tej ilustratorki, znane są już m.in. z poprzednich książek dla dzieci Janusza Leona Wiśniewskiego ( ,,Marcelinka rusza w kosmos. Bajka trochę naukowa” i przepiękne ,,Uczucia”, o których pisałam tutaj (klik)), te w opisywanej dziś książce, z racji większej ilości koloru, przecudnych użytych pastelowych barw, podobają mi się jeszcze bardziej.

Porządne wydanie, solidna okładka, wygodny format, to z kolei zasługa Wydawnictwa Tadam. Nie bez powodu zapewne, wszystkie książki dla dzieci, Janusz Leon Wiśniewski, wydaje właśnie we współpracy z tym wydawnictwem.

Miłej lektury…

,,O siedmiu krasnoludkach, które nigdy nie spotkały Królewny Śnieżki", Janusz Leon Wiśniewski, Ewelina Wojdyło

Sernik z kokosem (najlepszy)

Aga Sz. Boże Narodzenie, ciasta, PRZEPISY, serniki, Strona glowna banner, Wielkanoc 1 Comment

Nie będę się tu może się rozpisywać, rozpływać w zachwycie, używać górnolotnych, chwalebnych epitetów i napiszę po prostu, że to najlepszy sernik jaki upiekłam (ale także kiedykolwiek jadłam) w moim życiu.

Pierwszy raz skosztowałam go, gdy przywiozła go do mnie przyjaciółka, która dostała go od cioci. Pamiętam, że kiedy go skosztowałam, zatkało mnie z wrażenia. Pomyślałam, że tak smakuje sernik idealny.

Bez konieczności delikatnego dodawania białek, zabawy z pieczeniem w kąpieli wodnej i chuchania, by po upieczeniu nie opadł. Ba nawet bez podpiekania spodu, z poniższego przepisu otrzymujemy sernik, który swoją idealną, kremową konsystencją, wyważonym smakiem, nienachalną słodyczą kokosowych wiórków, tworzą całość, która pozostawia wrażenie na długi, długi czas…

Pani Urszulo z całego serca dziękuję za udostępnienie przepisu. To dobry pomysł, by dzielić się tym co dobre…

Przed Wami przepis na najsmaczniejszy sernik na tym blogu…

Na okrągła formę o przekroju od 24-30 cm.

Ciasto na spód:

  • 1 jajko  
  • 7 dkg cukru 
  • 7 dkg margaryny  (zastąpiłam masłem)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia  
  • 20 dkg mąki  

Masa serowa:

(dobrze, gdyby składniki były w temperaturze pokojowej)

  • ½ kg białego, mielonego sera (kremowego w miarę tłustego) u mnie Piątnica z wiaderka, super będzie też ,,Mój ulubiony” z Wielunia czy polecany przez autorkę przepisu ,,Imperial”
  • 15 dkg cukru
  •  1 cukier waniliowy  (zastąpiłam łyżeczką pasty waniliowej)
  • 2 łyżki oleju
  • 3 żółtka  
  • ½ litra mleka
  • 1 opakowanie budyniu waniliowego   

Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia, boki posmarować masłem i oprószyć mąką.

Z podanych składników na spód, wyrobić ciasto.

Wyłożyć nim okrągłą formę tworząc możliwie wysokie brzegi.

Odstawić do lodówki, na czas przygotowania reszty.

Składniki masy serowej (oprócz mleka) dokładnie zmiksować.

Miksując na wolnych obrotach, dolewać mleko. Masa będzie dość płynna.

Wlać masę na przygotowane ciasto w temp. 180°C przez ok. 45 min.

Im mniejsza średnica formy, tym pieczemy sernik dłużej, ważne by wierzch był na tyle stabilny, by utrzymał warstwę kokosową.

 Przed upływem tego czasu, ubić 3 białka, dodając stopniowo 4 łyżki cukru. ubite białka wymieszać szpatułką z 100 g wiórek kokosowych.

Masę wyłożyć na podpieczone ciasto i piec jeszcze ok. 15-20 min.  

Po ostudzeniu przechowywać najlepiej w lodówce, bo jak twierdzi autorka ,,zimny jest najlepszy“…

Jedynym minusem tego sernika może być fakt, iż poddaje wątpliwości, bym w najbliższym czasie upiekła jakikolwiek inny.

Obiecuję, że to będzie najlepszy sernik jaki upiekliście…

Smacznego!

Brownie z orzechami pekan

Aga Sz. ciasta, czekoladowe, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

Są takie dni, kiedy człowiek potrzebuje intensywnego, czekoladowego ciasta. Sprawy nie załatwi wówczas lekki, puszysty, kakaowym biszkopt (choć ten z tego przepisu: (klik) jest wspaniały!), potrzebne jest takie, gdzie rolę główną gra dobra, gorzka, min. 70% czekolada, masło, cukier i kalorie. Na przykład brownie. I choć nasuwa się tu na myśl cytat ,,Gdy w grę wchodzi ciasto, ludzie tracą poczucie wstydu”, to myślę, że odrobinę gracji dodamy sobie krojąc je na na szesnaście malutkich, eleganckich kwadracików, a każdy uwieńczymy orzechem…

Składniki:

  • 200 g masła
  • 200 g  czekolady deserowej ( u mnie 74%)
  • 150 g cukru
  • 3 duże jajka
  • 3 kopiaste łyżki mąki tortowej
  • kieliszek likieru orzechowego (u mnie Frangelico, można pominąć)
  • 16 szt. orzechów pekan

Do rondelka wrzucić połamaną na kawałki czekoladę i masło. Rondelek umieścić nad garnkiem z gorącą wodą, tak by swym dnem nie dotykał wody i podgrzewać, mieszając od czasu do czasu, do momentu, aż powstanie jednolita czekoladowa, płynna masa.

Odstawić, by całość trochę przestygła.

Jajka ubić z cukrem, dodać likier orzechowy.

Stopniowo wmieszać rozpuszczoną czekoladę z masłem do masy jajecznej i wymieszać.

Dodać przesianą mąkę i całość delikatnie, najlepiej za pomocą szpatułki przemieszać, tak by mąka połączyła się z masą.

Ciasto wylać na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę o wymiarach 20 cm x 20cm i piec w temp. 200°C przez ok. 15 min. Ciasto po upieczeniu nie może być płynne, ale też nie wolno go przesuszyć.

ps. W przypadku brownie, nie sprawdzi się metoda sprawdzenia stanu upieczenia ciasta, poprzez wbicie w niego drewnianego patyczka.

Smacznego!

Huśtawka, biel i słoneczniki

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, moda, NASZ DOM, Strona glowna banner 0 Comments

,,Te słoneczniki po burzy są jak ty, córciu, coraz silniejsze i piękniejsze.”

Ewelina Maria Mantycka

Tak właściwie, to nie było żadnego powodu, by te zdjęcia powstały. Miałyśmy co prawda zrobić kilka ujęć dla dziewczyn z Bohemian youngster, ale nie tego dnia, i nie na bloga. Kiedy jednak po powrocie z przedszkola, Małgosia przebrała się w ten biały komplet i zaczęła huśtać boso na huśtawce hamakowej, poczułam, że powinnam sięgnąć po aparat…

Ale też, czy szczególne okazje i preteksty są do zrobienia sesji zdjęcowej potrzebne? Czy nie wystarczającym powodem są ostatnie, ciepłe wrześniowe dni? Pierwsze żołędzie na deskach pod huśtawką? Słońce, które już niżej na niebie osiada, niż jeszcze tydzień temu? Czy sama świadomość, że kiedy następnym razem te bose stópki będą biegały po trawie, będą już rozmiar większe, rączki pomieszczą więcej kwiatuszków, a słoneczniki w ogrodzie będą dla niej ciut niższe, nie powinny być wręcz mobilizacją, by je zrobić…?

Fotel hamakowy marki Koala (klik)

Bluzka (klik) i spódniczka (klik) : Bohemian youngster

Bransoletka: LoopedLab

Miłego dnia

Wycieczka po Lanckoronie (i konkurs)

Aga Sz. PODRÓŻE, Strona glowna banner 0 Comments

Chociaż mija już pół roku, odkąd tkwimy w tej dziwnej, koronawirusowej rzeczywistości, to nadal trudno uwierzyć, że jakiś wirus mógł tak bardzo wpłynąć na nasze życia, pokrzyżować tyle planów, poodwoływać śluby czy pozmieniać wakacyjne kierunki. Zupełnie inaczej miały wyglądać nasze tegoroczne wakacje. Tradycyjne wakacje z biurem Eurocamp byliśmy zmuszeni zamienić na krótkie, weekendowe i jednodniowe wycieczki po Polsce. Piękno naszego kraj, wynagrodziło nam to jednak, najpiękniej jak mogło. Łańcut, Wrocław, Wadowice, Międzyzdroje, czy Lanckorona, o której dziś opowiem, pokazały nam się ze swoich najpiękniejszych stron.

Do napisania tego tekstu zachęcił mnie producent win Cono Sur , który postanowił stworzyć listę, magicznych miejsc w Polsce. Zorganizował w tym celu konkurs ( z genialnymi nagrodami), w którym zadaniem konkursowym jest opisanie ulubionego miejsca, zabytku lub atrakcji w Polsce. Założę się, że nie jedno takie miejsce macie w okolicy (bądź pamięci)…

Ja spośród zdjęć w aparacie, wybrałam te z Lankorony, do której wybraliśmy się z przyjaciółmi w pewno sierpniowe popołudnie.

Lanckorona to urocza wieś, położona w województwie małopolskim, kilka kilometrów od Kalwarii Zebrzydowickie i ok. 30 km od Krakowa.

To urocze miasteczko, o niesamowitym klimacie, przywodzi na myśl skansen. Zabudowa z końca XIX wieku, kolorowe, drewniane chaty, wiejskie detale sprawiają, że mamy wrażenie, że czas się tam zatrzymał.

Nad rynkiem góruje kościół Narodzenia św. Jana Chrzciciela. W XIV wieku, ofiarował go miastu Kazimierz Wielki. Bryła świątyni była na przestrzeni lat zmieniana, a ta obecna sięga początku XX wieku

Powyżej kościoła, na górze Lanckorońskiej znajdują się ruiny zamku (które przypadły do gustu dzieciom, bo można się po nich powspinać…), a przez samą górę prowadzą dwie aleje: Aleja Cichych szeptów i Aleja zakochanych, trzeba przyznać, że trudno o romantycznie nazwy.

Najpopularniejszą kawiarnią, w której można także co nie co w Lanckoronie przekąsić jest Arka Cafe. Piękne wnętrze (a także ogród), świetny klimat, pyszna pomidorowa, niezłe pierogi i kuszące w witrynie ciasta sprawiają, że warto tu wstąpić.

W Lanckoronie znajdziecie też Muzeum im. Antoniego Krajewskiego , które przypomina mini skansen i pełne jest przedmiotów, które pamiętają dawne czasy. Sklepy z ceramiką, typową dla tej wsi i piekarnię Siwek, ze stu letnią tradycją wypiekania pieczywa.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was trochę, by odwiedzić tą uroczą wieś, a także do odświeżenia w pamięci miejsc, które być może nie są szczególnie topowe na turystycznych listach, a z racji np. panującego w nich klimatu, warto je odwiedzić.

Raz jeszcze zachęcam (osoby pełnoletnie) do wzięcia udziału w konkursie producenta win Cono Sur, więcej szczegółów tutaj: konkurs Cono Sur

Dodam, że nagrodami jest voucher do internetowej platformy rezerwacyjnej Slowhop.pl o wartości 2500 zł, bon do sklepu rowerowego Kross o wartości 1500 zł oraz zestawy win Cono Sur.

Trzymam kciuki, za biorących udział

Serdeczności

Proste ciasto ze śliwkami na śmietanie

Aga Sz. ciasta, ciasta z owocami, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

Nie pamiętam dlaczego, w pewną sierpniową sobotę, upiekłam właśnie to ciasto z przepisu zapisanego nieznanym mi pismem, na pożółkłej kartce znalezionej w kuchennej szufladzie. Podejrzewam, że skłoniło mnie do tego ostatnie zdanie, które brzmiało ,,Jeszcze gorące ciasto posypać cukrem pudrem”. Tak myślę, że to dlatego…

Najprostsze na świecie, ucierane ciasto, gdzie miarą jego składników (obecnych w każdej lodówce) jest szklanka. Nieskomplikowane, świetne na co dzień, na podwieczorek, zamiast sklepowych ciastek.

Składniki:

(szklanka o pojemności 250 ml.)

  • 3 szklanki mąki pszennej (użyłam tortowej)
  • 1/2 szklanki oleju (rzepakowy, słonecznikowy) lub 15 dag masła
  • 2 jajka
  • 1 szklanka śmietany (12%-18%)
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ekstrakt cytrynowy lub pomarańczowy (ja użyłam łyżeczke pasty waniliowej)
  • ok. 1 kg śliwek

Jaja z cukrem ubić na jasną, puszysta masę.

Ciągle ubijając na wolnych obrotach, dolewać stopniowo olej (lub stopione, przestudzone masło).

Do osobnego naczynia przesiać mąkę, dodać do niej proszek do pieczenia i wymieszać.

Do jajek z tłuszczem dodać aromat i ciągle mieszając (na tym etapie jeśli dotąd używaliście końcówki do ubijania, warto ją zmienić na tzw. mieszadło) naprzemiennie, stopniowo śmietanę i mąkę. Na koniec dodać resztę mąki (śmietana skończy się szybciej).

Formę do pieczenia posmarować w kilku miejscach masłem i rozłożyć wyłożyć papierem do pieczenia (dzięki masłu, papier będzie lepiej przylegał do formy).

Śliwki umyć, pozbawić pestek, przekroić każda na pół.

Ciasto wylać do formy, poukładać na nim połówki śliwek, środkami do góry.

Piec ok. 45-50 min. w temp. 175 stopni Celsjusza.

,,Jeszcze gorące ciasto, posypać cukrem pudrem”…

Smacznego sezony śliwkowego, wykorzystajcie go dobrze…

,,Sierpień” Julia Rozumek

Aga Sz. książek, KSIĄŻKI, RECENZJE, Strona glowna banner 0 Comments

Julia Rozumek ,,Sierpień", recenzja ,,Sierpień",

,,Twoja skóra pachnie jak ostatnie dni wakacji” śpiewa Taco Hemingway, a ja mam wrażenie, że tak pachnie też najnowsza książka Julii Rozumek…

,,Sierpień” to książka niezwykła, choć oparta na tym, co zdawać by się mogło najprostsze. Opowiada o życiu polskiej wsi wczesnych lat siedemdziesiątych. Każdy rozdział opisuje jeden z sierpniowych dni, podczas których towarzyszymy bohaterom, dzieląc z nimi ich radości, zmartwienia, uczucia i rozterki. Nawet najzwyklejsze, codzienne sprawy, wydarzenia, stają się pretekstem do rozważań o rzeczach ogromnie w życiu ważnych.

Julia Rozumek ,,Sierpień", recenzja ,,Sierpień",

Książka jest wyrazem szacunku dla relacji człowiek- natura, niskim ukłonem w stronę pracy fizycznej człowieka, ale przede wszystkim hołdem dla relacji międzyludzkich. Tych najprostszych, najpiękniejszych, opartych na bezpośredniej rozmowie z drugim człowiekiem, wspólnocie z bliskimi, sąsiadami. Na tym, co najcenniejsze, a tak bardzo w dzisiejszych czasach zaniedbywane.

Julia Rozumek ,,Sierpień", recenzja ,,Sierpień",

Sierpień na stronach tej książki pachnie ciepłym zbożem, słońcem na rozgrzanej skórze, śliwkowym kompotem, przyjaźnią, młodzieńczą siłą, radością i beztroską. Niewinnymi, pierwszymi miłościami, ale także dojrzałością i mądrością prostych ludzi.

Czytając tą książkę miałam wrażenie, że siedziałam w jednej z tych wiejskich kuchni, przysłuchując się toczącym się rozmowom, że chodziłam z Janką i Basią na ognisko i odpust, że piłam oranżadę z butelki w upalne dni. Wyraźnie słyszałam motor Janka (w którym zresztą jak wszystkie dziewczyny ze wsi trochę się kochałam).

Julia Rozumek ,,Sierpień", recenzja ,,Sierpień",

Julia Rozumek to dla mnie Wiesław Myśliwski w spódnicy. Tyle, że w wersji lżejszej, bardziej przystępnej, często zabawniejszej. Niczym schłodzony kompot w upalny dzień, serwuje nam na tacy wiele pięknych, głębokich życiowych prawd i przemyśleć. O życiu, miłości, rodzinie, pracy. O tym co ważne ogromnie, choć nie raz na starość człowiek zdaje sobie z tego sprawę.

,,Sierpień” będzie ucztą dla każdego, kto nosi w sercu umiłowanie do tzw. ,,slow life”. Z pewnością książkę tą docenią osoby, które cenią spokojne, sielskie życie, tęsknią za tym co bezpowrotnie minęło, wyparte przez coraz to nowsze technologie i nieustanny pośpiech. Spodoba się kobietą, które uwielbiają polne bukiety w wazonach, ale i myślę mężczyzną, którzy pomysł pt. ,,dom na wsi” potrafią zrozumieć, a być może nawet zrealizować. Dla starszych czytelników, którzy opisywane czasy pamiętają, będzie to z pewnością piękny, sentymentalny do nich powrót, a dla młodych powieść ta może stanowić cenny drogowskaz, że internet, YouTube, Tik Tok i Instagram to nie drogi do szczęścia w życiu.

Julia Rozumek ,,Sierpień", recenzja ,,Sierpień",
Julia Rozumek ,,Sierpień", recenzja ,,Sierpień",

Na kolejne rozdziały książki, czekałam jak ówczesna młodzież na sobotnie imprezy w remizie, dawkując ją sobie oszczędnie, mając świadomości, że każda kolejna kartka, niczym tytułowy sierpień do końca lata, przybliżała mnie niestety do jej końca.

Julio kłaniam się talentowi Twojemu nisko i podobnie jak Twoja siostra, nie mogę uwierzyć (choć już przecież kilka lat się znamy i pewnie powinnam…), że z Twojej głowy, tak piękne, mądre zdania wypłynęły. Te najcenniejsze zakreśliłam ołówkiem, by móc do nich wracać. Nie wiem czy wiesz, ale nie pozostało Ci nic innego, jak zabrać się za pisanie jedenastu kolejnych powieści, o tytułach pozostałych miesięcy. Na ,,Grudzień” czekam najbardziej…

Nie znajdziecie, bardziej wartościowej lektury na pożegnanie lata niż ,,Sierpień” Julii Rozumek.

Zamówić możecie ją tutaj: (klik)

Z całego serca polecam…

Piłkarskie babeczki

Aga Sz. babeczki & muffinki, PRZEPISY 0 Comments

Proste wykonaniu, kakaowe babeczki z ukrytymi kawałkami czekolady, pokryte zielonym kremem, który imituje trawę. Jeśli wbijemy w nie świeczki w kształcie piłki nożnej, z powodzeniem zastąpią tort, a jest to szczególnie wygodne, jeśli impreza przewidziana jest w plenerze.

Składniki babeczek:

Na ok. 12-14 muffinek

(wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej)

  • 250 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 łyżki kakao
  • 175 g drobnego cukru
  • 150 g  czekoladowych groszków lub drobno posiekanej czekolady (u mnie pół na pół gorzka z mleczną)
  • 250 ml mleka (najlepiej 3,2%)
  • 90 ml oleju (rzepakowy, słonecznikowy)
  • 1 duże jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

Mąkę, kakao, proszek do pieczenia, sodę, kakao i cukier, kakao i większość (2 garści zostawić), czekolady umieścić w  jednej misce i wymieszać.

W drugiej miseczce umieścić wszystkie mokre składniki, tj. jajko, mleko, olej, ekstrakt wanilii i wymieszać je widelcem/trzepaczką.

Mokre składniki przelać do suchych, i przemieszać do połączenia się składników, tak by nie było widać mąki.

Formę do muffinów wyłożyć papilotkami.

Każdą papilotkę napełnić ciastem do około 3/4 wysokości foremki.

Na górę każdej muffinki powtykać po resztę kawałków czekolady

Piec przez około 20 minut w temperaturze 190 (najlepiej grzałka góra-dół).

Odstawić o przestygnięcia.

Krem maślany

Kremu będzie trochę za dużo, ja wolę mieć, dla komfortu pracy więcej

  • 200 g miękkiego masła
  • 1,5 szklanki cukru pudru
  • 1-2 łyżki mleka
  • zielony barwnik spożywczy (u mnie naturalny- chlorella)
  • świeczki w kształcie piłek, lub toppery (np. piłki wycięte z papieru, przyczepione do wykałaczek)

Masło (w temperaturze pokojowej, to bardzo ważne!) i cukier puder miksować na wysokich obrotach przez kilka minut, aż krem będzie biały i puszysty.

Dodać mleko i całość ponownie zmiksować.

Dodawać stopniowo barwnik, aż do uzyskania pożądanego koloru.

Krem powinien być gładki i nie za gęsty. Gdyby był za gęsty dodać odrobinę mleka, jeśli wydawać się będzie zbyt rzadki, schłodzić przez kwadrans w lodówce.

Krem przełożyć do worka cukierniczego z metalową końcówką (u mnie Wilton nr. 233). Pokryć babeczki kremem, tworząc ,,kępy” trawy.

Babeczki można przygotować wieczorem, dzień przed imprezą.

babeczki piłkarskie, soccer cupcake, piłkarska impreza, urodziny piłkarskie

Inne pomysły na słodki, piłkarski stół, znajdziecie tutaj (klik)

Udanych wypieków i fajnej imprezy!

Ciasteczka piłki nożne

Aga Sz. ciasteczka, NASZ DOM, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

Te ciasteczka, były hitem na słodkim, urodzinowym stole podczas piłkarskich urodzin Antka. Waniliowe, kruche, ozdobione opłatkiem z nadrukiem piłki nożnej. Ciasteczka to taki słodki element, który tradycyjnie pojawia się na naszych kinderbalach, kiedy jednak wyobraziłam sobie ile pracy zajmie mi wykonane takich piłek lukrem i jak koszmarnie będą one prawdopodobnie wyglądać, wpadłam na pomysł pokrycia ich jadalnym opłatkiem. I to był strzał w dziesiątkę (albo trzymając się tematyki, w środek bramki). Ciasteczka wyglądają moim zdaniem świetnie, wymagają niewiele pracy, można je upiec kilka dni przed imprezą, a w dniu imprezy pokryć je jedynie opłatkiem, co nie ukrywam znacząco ułatwia organizację.

Kruche ciasteczka

w zależności od wielkości, ok. 24 szt.

  • 170 g miękkiego masła
  • 160 g drobnego cukru
  • 2 duże jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (niekoniecznie)
  • 400 g mąki pszennej najlepiej tortowej (plus zapas do podsypania)
  • szczypta soli

Nie używałam do nich proszku do pieczenia, ale nic nie szkodzi na przeszkodzie, by go dodać (1 łyżeczkę).

Masło zmiksować z cukrem na puszystą masę, dodać jajka i ekstrakt, wymieszać.

W drugiej misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i solą.

Wsypać suche składniki do maślano- jajecznej masy, łącząc wszystkie składniki, na wolnych obrotach miksera.

Jeśli ciasto będzie zbyt lepkie by je rozwałkować, dosypać trochę mąki.

Ciasto podzielić na dwie części, z każdej uformować dysk, owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na min. godzinę.

Po tym czasie wyjąc 1 część ciasta, posypać stolnicę i wałek odrobiną mąki, rozwałkować ciasto na grubość ok pół cm.

Wycinać za pomocą w foremek do ciasteczek, malutkich szzklaneczek itp. koła i układać je w odstępach na blachach uprzednio wyłożonych pergaminem.

Piec na termoobiegu, w temperaturze 175 stopniach C. przez 8-12 min. w zależności wielkości ciasteczek (i piekarnika), do momentu aż delikatnie zezłocą się na brzegach.

Po upieczeniu przełożyć na metalową kratkę do całkowitego ostygnięcia.

Krem maślany do pokrycia ciasteczek przed nałożeniem opłatka waflowego:

Nie wcześniej niż 2 godz. przed imprezą ciasteczka posmarować kremem maślanym i przyłożyć do nich opłatki. Po ok. godzinie opłatek przylega już gładko do ciastka.

Wykorzystałam nadwyżkę, niezabarwionego jeszcze kremu, którym pokrywałam babeczki piłkarskie, ale jeśli ich nie pieczecie to przepis poniżej)

  • 100 g miękkiego masła
  • 2/3 szklanki przesianego (bez grudek) cukru pudru
  • waflowe opłatki z nadrukiem piłki nożnej

Masło (w temperaturze pokojowej, to bardzo ważne!) i cukier puder miksować na wysokich obrotach przez kilka minut, aż krem będzie biały i puszysty.

Krem powinien być gładki i nie za gęsty. Gdyby był za gęsty dodać odrobinę mleka, jeśli wydawać się będzie zbyt rzadki, schłodzić przez kwadrans w lodówce.

Opłatki zamówiłam na Allegro, dokładnie tutaj (klik). W wiadomości do sprzedającego, możecie poprosić o konkretną ich wielkość (taką, jaką mają nasze ciasteczka).

ciasteczka piłki, ciasteczka na piłkarskie przyjęcie, soccer cookies,

Udanej imprezy!

Piłkarskie urodziny Antka

Aga Sz. DZIECI, NASZ DOM, przyjęcia, Strona glowna banner 1 Comment

piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej

Piłkarskie urodziny Antka. Marzył o nich od kilku lat. Nie tyle nawet o piłce nożnej, jako o motywie przewodnim urodzin, jak o zaproszeniu wszystkich przyjaciół, by wspólnie z nim świętować ten dzień. Pechowo bowiem, w ostatnich latach urodziny wypadały mu podczas naszych wyjazdów wakacyjnych. W tym roku miało być podobnie, wirus zdecydował jednak inaczej, krzyżując nam plany, ale jak to mówią ,,nie ma tego złego…”

Urodziny o tematyce piłkarskiej, z racji tego, że Antek trenuje ten sport i bardzo go lubi, były dość naturalnym jego wyborem. Taka impreza urodzinowa jest stworzona do tego, by zorganizować ją w plenerze, wówczas piłka ma szanse być obecna nie tylko na słodkim stole, ale i na trawie w akcji…

piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej, babeczki z trawą, babeczki piłkarskie, soccer cupcake
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej, babeczki z trawą, babeczki piłkarskie, soccer cupcake
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej, babeczki z trawą, babeczki piłkarskie, soccer cupcake

Tort zastąpiłam tym razem ,,piłkarskimi babeczkami” (przepis wkrótce). Czekoladowe babeczki z zielonym kremem (który miał przypominać trawę) z wbitymi w nie świeczkami w kształcie piłki sprawdziły się jako zamiennik tortu świetnie. Po zdmuchnięciu świeczek, dzieci wzięły je sobie do ręki i nie musiały zawracać sobie głowy siedzeniem przy stole, talerzykami czy widelczykami.

piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej

Popcorn w pudełeczkach z motywem piłki nożnej (ze sklepu Partymika), jak zwykle cieszył się dużym powodzeniem, podobnie jak zielone żelki i winogrona (oczywiście zielone).

W czarno-białych kadrach natomiast, postanowiłam tym razem uwiecznić na zdjęciach dzieci…

piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej

Deser z galaretki, to kolejny pewniak na dziecięcych imprezach. Na spód szklanek pokruszyłam ciasteczka Oreo (pozbywając je kremu), które w zamyśle miały imitować ziemię (chyba dość realistycznie, bo dzieci pytały, czy to przypadkiem nie ona). Taki deser to banalna w przygotowaniu sprawa, a znika zawsze, to gwarantuję. Pamiętajcie tylko, by użyć trochę mniej wody, niż sugeruje przepis na opakowaniu, wtedy pokrojone kostki galaretki będą twardsze, stabilniejsze.

Balony: Partymika

piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej, ciasteczka piłki nożne, ciasteczka piłkarskie, soccer cookies
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej,  ciasteczka piłki nożne, ciasteczka piłkarskie, soccer cookies
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej,  ciasteczka piłki nożne, ciasteczka piłkarskie, soccer cookies

Ciasteczka na naszych urodzinach to już taka mała tradycja. Obowiązkowo muszą być! Bywało już tak, że foremki na te okoliczności sprowadzałam z zagranicy i przyznam, tym razem też byłam bliska rozpoczęcia poszukiwań foremek w kształcie piłkarskich koszulek, butów-korków i pucharów, ale potem wpadłam na pomysł, który zaoszczędził mi dekorowania lukrem ciastek (czytaj mnóstwa czasu i pracy). Upiekłam klasyczne, maślane ciasteczka w kształcie kółek, które posmarowałam maślanym kremem (tym samym , którym był na babeczkach, tylko bez barwnika), a następnie przyłożyłam do nich jadalny opłatek ze wzorem piłki nożnej, które zamówiłam na Allegro (tutaj). Polecam, bo są świetne jakościowo, a kontaktując się za pomocą formularza z Panią Joasią, która je sprzedaje, można podać potrzebną nam wielkość i zamówić opłatki na dokładny wymiar foremki, którą planujemy wyciąć ciasteczka. Czyż nie genialne? Część ciasteczek, z dużą radością przygotowały dziewczynki, w czasie gdy chłopcy rozgrywali mecz . Przepis tutaj: (klik)

piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej

Urodziny trwały kilka dobrych godzin i zaliczam je do bardzo udanych, ale jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że mój syn otacza się tak fajnymi, młodymi ludźmi. Mam nadzieję, że te zdjęcia będą dla nich po latach uroczą pamiątką. Kto wie, może wylądują wyświetlone na ekranie z rzutnika na ich osiemnastkach…

Pastelowe lizaki bezowe

Aga Sz. bezowe, małe słodkości, PRZEPISY, Strona glowna banner 2 Comments

lizaki bezowe, pastelowe lizaki, lizaki na słodki stół, jak zrobić lizaki bezowe

Lizaki bezowe… Prawdziwy hit wśród słodyczy domowych dla dzieci. Na ich widok na buziach dzieci automatycznie pojawia się uśmiech. Posiadają one także magiczną moc umilania kinderbali i uatrakcyjniania słodkich stołów.

Takie lizaki wbite w tort, mogą stanowić świetną jego ozdobę, a wręczone małym gościom na pożegnanie, będą z pewnością miłym, słodkim akcentem na koniec imprezy.

Oczywiście z racji cukru, który zawierają, przygotowuje je tylko okazjonalnie. Dzisiejszy Dzień Dziecka był idealnym pretekstem by je przygotować…

Kilka białek, trochę cukru, garść kolorowej posypki cukrowej i gwarantuje Wam, że dzieci będą bardzo szczęśliwe. Moje zawsze są…

Można przygotować takie lizaki z klasycznej bezy tzw. francuskiej, gdzie do ubitych białek dosypujemy stopniowo cukier, lub (co wymaga tylko odrobinę więcej pracy, polegającej na podgrzaniu białek z cukrem w kąpieli wodnej), na bazie bezy szwajcarskiej. Piekłam z obu sposobów i rekomenduję ten drugi sposób. Masa na lizaki przygotowana jest po upieczeniu stabilniejsza i nie pęka po upieczeniu.

Składniki:

Poniższy przepis wystarczy do przygotowania ok. 10 lizaków, ale waga jest tu orientacyjna, zasada jest taka, że cukier ma ważyć dwukrotnie więcej niż ważą białka jaj, które wykorzystamy.

  • 130 g białek (u mnie to 4 szt.)
  • 260 g cukru (najlepiej drobnego
  • Barwniki spożywcze (opcjonalnie)
  • kilka łyżek posypki cukrowej

Dodatkowo do przygotowania potrzebne będą również patyczki, w roli których świetnie sprawdzą się kolorowe papierowe rurki, albo patyczki do szaszłyków.

Wykonanie:

Białka i cukier umieścić w rondelku, całość podgrzewać w kąpieli wodnej (rondelek umieścić nad garnkiem napełnionym wodą, nie dotykała ona dna rondelka gotując się).

Całość podgrzewać, mieszając od czasu do czasu trzepaczką, aż cukier się całkiem rozpuści. Czy tak się stało, łatwo sprawdzimy, rozcierając powstałą masę pomiędzy palcami. Jeśli cukier nie będzie wyczuwalny, oznacza to, że jest gotowa.

Osoby posiadające termometr spożywczy, mogą z niego skorzystać, gdy termometr wskaże 60 stopni, cukier z pewnością się rozpuści.

Tak przygotowaną masę, przelewamy do misy miksera i ubijamy przez ok. 10-15 min., aż stanie się sztywna i błyszcząca. Lepiej ubić kilka minut dłużej, niż za krótko. Masa musi być porządnie ubita.

Jeśli chcemy, by lizaki były kolorowe na tym etapie rozdzielamy do tylu miseczek ile kolorów chcemy uzyskać i dodajemy barwniki , pamiętając by dodawać je stopniowo, by kolor nie wyszedł zbyt intensywny. Dokładnie mieszamy do ujednolicenia koloru.

W zależności od wielkości lizaków, przygotowujemy 2-3 blachy, wykładamy je papierem do pieczenia (warto go w kilku miejscach od spodu podkleić masłem, czy masą bezową, by się nie zwijał).

Przygotowujemy nasze patyczki do lizaków. Jeśli korzystacie z papierowych rurek, to warto je o kilka centymetrów skrócić.

Każdą z przygotowanych mas umieszczamy w woreczku cukierniczym zakończonym tylką (najlepiej metalową) , Ja użyłam Wiltona 1M (lizaki różowe), 1B (brzoskwiniowe)- różnica wizualnie niewielka, ale jeśli taka macie to polecam, lizaki nią wyciśnięte są grubsze), oraz nr. 32 (lizaki żółte)

Pamiętając, że beza ciut urośnie, w odpowiednich odstępach wyciskamy niewielkie ,,kleksy” z masy. Wyznaczą one środki naszych lizaków. Dobrze robić to naprzemiennie, tj, każdy lizak będzie sąsiadował na blaszce z nóżką drugiego. Na powstałych kleksach kładziemy rurki, zanurzając je w masie, a następnie zaczynając od środka (pokrywając od góry zanurzoną częściowo w masie rurkę), zataczamy kremem ,,ślimaczki”, tworząc okrąg.

Powtarzamy czynność, tworząc kolejne lizaki.

Na tym etapie możemy je ozdobić posypką.

Pieczemy, a właściwie suszymy lizaki w nagrzanym do 95 stopni C. piekarniku przez 1,5 godz.

Po tym czasie zostawiamy lizaki w piekarniku do ostudzenia.

Uwagi:

Lizaki można przygotować nawet kilka dni wcześniej, pd warunkiem, że do czasu podania będą przechowywane w szczelnej puszce.

Jeśli komuś wygodniej, to oczywiście lizaki można upiec bez patyczków, a dopiero po upieczeniu:

  • wbić patyczki w bezy (w tym przypadku polecam jednak do tego celu patyczki do szaszłyków, są cieńsze nie uszkodzą bezy)
  • przyczepić patyczki z tyłu bezy za pomocą np. rozpuszczonej białej czekolady

Zdecydowanie jednak polecam pieczenie z patyczkami.

lizaki bezowe, pastelowe lizaki, lizaki na słodki stół
lizaki bezowe, pastelowe lizaki, lizaki na słodki stół
lizaki bezowe, pastelowe lizaki, lizaki na słodki stół

Poszukując przepisów na potrawy dla dzieci, warto zajrzeć na stronę Przepisy.pl , gdzie znajdziecie całe mnóstwo słodkich (i nie tylko!) kulinarnych inspiracji na dania dla najmłodszych. Szczególnie podobają mi się oczywiście desery i pomysły podania lodów. Zobaczycie je tutaj (klik)

Przemiłego, słodkiego Dnia Dziecka Kochani!

Przymknijmy dziś oko na cukier i bawmy się dobrze…

Pastelowa elegancja, czyli nowy pokoik Małgosi

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, NASZ DOM, Strona glowna banner 1 Comment

Wiosna to taki, czas, kiedy mamy ochotę na gruntowne porządki, oczyszczenie przestrzeni wokół nas, pozbycie się z otoczenia rzeczy zbędnych, na powiew świeżości. Nie bez powodu najwięcej remontów odbywa się o tej porze roku. Swoją potrzebę działania w tym temacie ukierunkowałam w tym roku na pokój Małgosi. Coraz bardziej odzywała się tu bowiem potrzeba pełnowymiarowego biurka, podobnie jak większej szafy i łóżka z szufladą, dzięki któremu, po rozłożeniu można przenocować przyjaciółkę.

Do umeblowania pokoju wybrałam meble marki Bellamy, a dokładnie kolekcję Marylou. Białe, klasyczne meble, o subtelnej, eleganckiej, bardzo dziewczęcej stylistyce, uszlachetnione srebrnymi uchwytami. Od dawna miałam je na oku, a kiedy okazało się, że kolekcja poszerzyła się o trzydrzwiową szafę, która swoją szerokością idealnie pokrywa się z wnęką w pokoju Małgosi, wiedziałam, że jest idealna do jej pokoju. W skład kolekcji, oprócz szafy (również w wersji dwudrzwiowej), regału, komody, biurka i dużego łóżka, wchodzą także łóżeczka niemowlęce, skrzynia na zabawki, półka a nawet przewijak.

Meble wykonane są z wysokiej jakości płyty MDF, lakierowanej bezpieczną dla dzieci farbą, a szuflady wyposażone są w system domykający.

Nowością w pokoju Małgosi (i jednocześnie w całym naszym domu) jest tapeta. Jako wierna fanka kwiatowych rysunków Kasi SG, wybór tapety był oczywisty i padł na markę Dekornik . Sam wybór wzoru już taki prosty nie był, tyle tam bowiem kwiatowych (i nie tylko!) cudowności, ale finalnie wybrałyśmy z Małgosią tapetę o wdzięcznej nazwie Pastels in bloom.

By efekt był subtelny, pokryliśmy nią jedynie dwie ściany, dużą tuż przy wejściu oraz pasek ściany sąsiadujący z łóżkiem i zabawowym kącikiem kuchennym.

Drewniana kuchnia, pralka : Turkusowa Pracownia

Choć niejednokrotnie podziwiam kolory na ścianach w pokojach dziecięcych, to jednak jestem zwolenniczką klasycznej bieli, a tapeta sprawiła, że ściany nie są nudne. Niewiarygodne jak kilka pasków tapety może upiększyć wnętrze, nadać mu przytulnego klimatu. Dekornik przed wysyłką przygotowuje, docina tapetę według naszego projektu, przez co nie ma obawy, że będzie problem z dopasowaniem wzoru.

Wycięty ze sklejki okrąg z imieniem właścicielki pokoju, ozdobiony kwiatuszkami, to wspólne dzieło marek Cut it now (która wycina napisy) i Robutki ręcznej (która odpowiada za kwiaty). Nie skłamię, jeśli stwierdzę, że to moja ulubiona ozdoba w pokoju Małgosi.

Wszystkie plakaty w pokoju Małgosi, a w tym momencie są to sarenka nad komodą i ptaszek obok szafy, pochodzą ze sklepu Mysi Ogonek i podobnie jak wzór na tapecie, są autorstwa Kasi SG. Talent autorki utrwalony na na wysokiej jakości, grubym papierze bezkwasowym odpornym na starzenie się oraz na ekspozycję światła. Powiedzieć, że sklep ten kocham, to nie powiedzieć nic i naprawdę nie chodzi mi tu o pyszne krówki dokładane do zamówień…

Lampy, zarówno sufitowa, jak i stojąca na komodzie, to kolekcja Velvet marki Lamps&Company. Już kilka lat temu, dopytywałam Anię, właścicielkę marki, czy wprowadzi lampy na litych drewnianych nogach. Doczekała się i są tak piękne jak w moich wyobrażeniach. W pokoju Gosi zagościły w kolorze ,,cream”, który jest delikatnym beżem, ale od razu dodam, że miałam w rękach również ,,pink” z tej kolekcji i jest równie uroczy. Małgosia jednak bez chwili wahania wybrała cream ponieważ, tu cytat: ,,mamo to już ma być dorosły pokój, a nie dla jakiegoś dzidziusia…”.

Jeśli miałabym wskazać produkt z tego pokoju, który chciałabym żebyście mogli dotknąć, to z pewnością byłby to dywan. Nie bez powodu nazwany ,,bunny”, w dotyku bowiem przypomina milutkie futerko króliczka. Niewiarygodnie wręcz miękki i przyjemny w dotyku. Antek, regularnie przychodzi do siostry, poleżeć sobie na nim. Dla szukających inspiracji dodam, że pasuje on doskonale kolorem i miłą w dotyku fakturą do wspomnianych lamp. Dostępny w kilku kolorach i rozmiarach (u nas 120 x 150 cm), znajdziecie go w sklepie Dywany Łuszczów.

Wszechobecne na zdjęciach króliki to ręcznie szyte Lulaki. Nie wiem dokładnie na czym polega ich fenomen, ale kto śledzi bloga, wie, że to od lat największa maskotkowa miłość moich dzieci. W kolekcji mamy takie, które na rękach mają pieczątki ,,za grzeczność”, a nawet kolegę po operacji plastycznej twarzy, tyle biedak przeżył. Kochamy mocno!

Skoro o miłości mowa, to taka przez duże M dotyczy również marki Little Light. Piękny, polski hand made z Krakowa. Lampki Patrycji podziwiam od początku powstania firmy. Ta w kształcie pierwszej litery imienia Małgosi, znalazła swoje miejsce nad jej łóżkiem. Jako, że nie jest to pierwsza lampka tej marki u nas w domu, z radością donoszę, że nowe modele mają możliwość regulacji natężenia światła, ustawienia timera i sterowane są z pilota. Produkty na lata, zdecydowanie warte swojej ceny.

Pościel i ozdobne poduszki widoczne na zdjęciach, to także marka Bellamy. Poszewki uszyte z delikatnej, lnianej tkaniny w kolorze ,,dusty pink”, ozdobione są uroczą falbanką. Oprócz atutów wizualnych, to produkt ten ma cały szereg atutów tj. właściwości antybakteryjne, antyalergiczne, wysoką chłonność wilgoci oraz przepuszczalność powietrza i przewodzenia ciepła. Chłodzi w upalne dni, a grzeje w chłodne,taka sprytna! Pościel jest odporna na ścieranie i rozciąganie, nie elektryzuje się, a częste pranie sprawia, ze zyskuje na miękkości. Jest także biodegradowalna. Dostępna w kilku rozmiarach, także w wersji z wypełnieniem.

Skoro przy łóżku jesteśmy, to słowem o materacu wspomnę. Po naprawdę solidnym zgłębieniu tematu, wybraliśmy włoski materac marki Magniflex (szerzej pisałam na ten temat tutaj: (klik) . Z tego, co wiem, marka ma teraz promocję, polegającą na tym, że przy zakupie materaca dla dorosłych, materac dla dzieci możecie kupić 50% taniej.

Tak właściwie nie wiem, czy fakt, że Małgosia ostatnio dłużej śpi zawdzięczamy nowej pościeli, materacowi, czy zaciemniającej rolecie na oknie dachowym, którą to zarządził zamontować córeczce tata. Wybrał roletę zaciemniająca dedykowaną do naszych okien Fakro. Po montażu (który trwał kilka minut), powiedział, że gdybym tam gdzieś w internecie opinie pisała, to mam napisać, że takie montowanie to on lubi i ze jakość genialna. Tak, więc piszę…Zamawiana tutaj (klik).

Wózek: Turkusowa Pracownia

Regał na książki kameleon, ten sam od lat z Bambooko, gdyby nie wisiał na wytapetowanej ścianie z pewnością wymieniłabym szufladki na te z wygrawerowanym (przez Cut it now) rysunkiem (i tu niespodzianka, również Kasi SG!) . Mamy je w nawet w domu, służą jako pojemnik na regale, w szafie a nawet w kuchni.

zawieszka: Emako

Materiałowa girlanda na oknie, to pomysł na szybką ozdobę okna, czy ściany w dziecięcym pokoju. Ta w drobne, sielskie kwiatuszki marki MeriMeri spodobała mi od razu.

zeszyty: Dekornik
Drewniana skrzynia: Wooden Story

Trzydrzwiowa szafa mieści cała garderobę Małgosi. Jest w niej drążek na wieszaki, 7 półek i 2 szuflady. W związku z tym, że przerosła ona moje wyobrażenie o pojemności, zarówno komoda, jak i szuflady regału mogą skrywać zabawki. To cały sekret porządku w tym pokoju. Mnóstwo szuflad, liczne pudełka, kuferki i ulubiony worek Play&Go.

Najśmieszniejsze w całej tej metamorfozie jest to, że miałam mocne postanowienie, że to nie będzie pokoik pastelowy. Owszem bazą miały być białe meble, ale równoważyć je miało mnóstwo naturalnego drewna, sklejki, wikliny, a nawet retro skarbów wyszperanych na Olx. No cóż, nie jest prosto uciec od przeznaczenia widocznie, kiedy serce ciągnie to przedmiotów w subtelnych kolorach.

Najważniejsze jest jednak to, że pokój idealne odwzorowuje charakter jego małej właścicielki, która go uwielbia, oraz, że pozwala zachować porządek, a w szufladach jest jeszcze mnóstwo miejsca…

Udanych wiosennych porządków oraz małych i dużych zmian w Waszych wnętrzach…

Serdeczności

Krajanka ze szparagami, ziemniakami i boczkiem z patelni

Aga Sz. PRZEPISY, Strona glowna banner, wytrawne 0 Comments

krajanka ze szparagami, szparagi z patelni, szybkie danie ze szparagami

Ten sposób serwowania szparagów, polegający na pocięciu ich w kawałki i podduszeniu w towarzystwie ziemniaczków, cebuli i boczku, podpatrzyłam u Ani z bloga Strawberry from Poland zmieniając nieco ilości i proporcje składników. Danie jest proste i szybkie w przygotowaniu, a efekt bardzo smaczny. Ania dodatkowo serwuje do niego sadzone jajka i uważam, że to świetny pomysł, a wręcz wskazany, w sytuacji, gdy rezygnujemy z dodatku boczku.

Składniki:

(na widoczną na zdjęciu patelnię)

  • ok. 10-12 ziemniaków
  • 50 dag boczku
  • pęczek zielonych szparagów
  • 1 duża cebula

Boczek pokroić słupki i podsmażyć na chrupko na patelni. Jeśli ma choć trochę tłuszczu, nie trzeba dodawać dodatkowego, ten z niego się wytopi i mięso się usmaży, jeśli jest bardzo chudy można dodać kawałek klarowanego masła lub łyżkę, dwie oleju.

W tym czasie ziemniaki obrać i pokroić w niedużą kostkę.

Podsmażony na chrupko boczek przełożyć na talerz, a na tej samej patelni podsmażać przed ok. 15 minut ziemniaki, mieszając od czasu do czasu. Mają się zezłocić z każdej strony, ale pozostać al dente, czyli półtwarde.

Szparagi umyć, pozbawić zdrewniałych końcówek i pokroić na ok. 3 cm kawałki.

Cebulę obrać, posiekać w piórka.

Po kwadransie dorzucić do ziemniaków cebulę i całość ponownie podsmażyć przez kolejne 2-3 minuty.

Następnie dodać przygotowany boczek i szparagi, posolić, popieprzyć i dusić pod przykryciem do momentu, aż szparagi zmiękną (w zależności od ich grubości 6-8 min.). Jeśli tłuszczu jest mało, warto raz, czy dwa ostrożnie przemieszać.

Można serwować od razu, ale odgrzane smakuje równie dobrze.

krajanka ze szparagami, szparagi z patelni, szybkie danie ze szparagami
krajanka ze szparagami, szparagi z patelni, szybkie danie ze szparagami
krajanka ze szparagami, szparagi z patelni, szybkie danie ze szparagami

Smacznego!

Słodkie i zdrowe sny, czyli jak wybrać najlepszy materac do spania dla dziecka.

Aga Sz. DZIECI, NASZ DOM, RECENZJE, sprzęty, Strona glowna banner 0 Comments

Magniflex, materace Magniflex

W kwestii naszych domowych, wnętrzarskich zmian, tematem numer jednej jest obecnie pokój Małgosi. Już niebawem, w osobnym poście pokażę Wam, co w nim zmieniliśmy i jak obecnie wygląda. Ponieważ zmiany te wiązały się również ze zmianą mebli, w tym łóżka, konieczny był także wybór nowego materaca. Temat wydał mi się na tyle ważny, że zagłębiłam się w niego nieco bardziej i dziś postaram się w pigułce przekazać co jest istotne w kwestii doboru materaca dla przedszkolaka, czy dziecka w wieku szkolnym.

Dzięki uprzejmości marki Magniflex, największego włoskiego producenta materacy obecnego w 100 krajach, odwiedziłam też z dziećmi w Katowicach showroom tej marki. Nie wyobrażam sobie bowiem wyboru materaca bez jego wcześniejszych testów (bitwy na poduszki, jak się okazało, nie wyłączając…)

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Materac to taka rzecz, którą często bagatelizujemy. Kupujemy piękne łóżka, dbamy o śliczną pościel, ozdobne poduszki, nad łóżkami w pokojach dzieci wieszamy modne, lniane baldachimy, a materac traktujemy jako konieczny dodatek, przy wyborze którego, jedynym wyznacznikiem okazują się być jego wielkość, cena i twardość.

Przesypiamy 1/3 swojego życia, a w okresie niemowlęcym, dziecięcym w pozycji leżącej spędzamy go znacznie więcej niż kiedykolwiek później. To właśnie w tym czasie, ciało człowieka rośnie i potrzebuje odpowiedniego, ortopedycznego podparcia, by organizm mógł się zdrowo rozwijać.

Magniflex, materace Magniflex

To, że materac dla każdego powinien być twardy, nie jest prawdą. Bardzo twardy, niczym deska materac uniemożliwia wygodne ułożenie się i uciska kręgosłup, mięśnie i nerwy. Dobry materac powinien stanowić dla całego ciała solidną podporę, pozytywnie wpływać na zdrowy rozwój szkieletowo- kostny, ale jednocześnie komfortowo dopasować się do kształtu ciała, nie odkształcać się. Taki materac umożliwi regenerację dziecięcego ciała, bez względu na pozycję w jakiej dziecko zasypia i jak często zmienia ją podczas snu. Ale nie może być zbyt miękki. Specjaliści mówią, że dla dzieci zaleca się twardsze materace, aby właśnie dawały mocne podparcie dla prostego naturalnego kształtowania się sylwetki. Im człowiek starszy to zaleca się średnie i miękkie materace, aby dawały ulgę zmęczonemu ciału i układowi kostnemu, nie powodowały ucisku.

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Wybierając materac dla dziecka napotkamy wiele ich typów: lateksowy, kokosowy, gryczany, sprężynowy, piankowy. Po przestudiowaniu wzdłuż i wszerz internetu, rozmowach ze specjalistami i (niestety) własnych doświadczeniach, wyszło mi na to, że najlepszym wyborem będzie materac piankowy, wykonany ze specjalistycznych opatentowanych pianek m.in. wysokoelastycznej i termoplastycznej, tzw. z pamięcią kształtu. Pianki to najlepsze rozwiązanie dające różne rodzaje komfortu i twardości.

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Absolutnym priorytetem dla mnie (Małgosia, jest alergiczką, a na liście jej alergenów znajdują się roztocza) było to, by materac dla niej był higieniczny i antyalergiczny. Na sama myśl o tym, że w materacu z gryką czy sprężynowym może gromadzić się pleśń (a podobno nawet robaki!), robi mi się słabo.

Możliwość zdejmowanego pokrowca, wykonanego z dobrego, przepuszczającego powietrze materiału, była czynnikiem, który również bardzo mocno uwarunkował nasz wybór.

Dobra wiadomość jest natomiast taka, że dziecko nie potrzebuje wypasionego materaca z podziałem na strefy twardości, albo z pilotem, który to nie ukrywając, podczas testowania był niekwestionowanym hitem i zapewne marzeniem niejednego mola książkowego…

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Firma Magniflex to pochodząca z Toskanii marka z 60-letnią tradycją, która swoją jakością, estetyką wykonania, wzornictwem oraz dbaniem o środowisko naturalne, zyskała sobie sympatię i zaufanie Włochów, stając się czołowym producentem materacy w tym kraju. Jako miłośniczka Italii, nie ukrywam, że już sama nazwa niektórych kolekcji, tj. Dolce Vita czy Toscana, sprawiła, że zapragnęłam zapoznać się z ich ofertą bliżej…

Magniflex, materace Magniflex

Spośród szerokiej oferty firmy, po uwzględnieniu wagi Małgosi, perspektywy, że materac będzie jej dzielnie służył przez nawet kolejne 10 lat, a także tego, że jest alergiczką, wybór padł na model z kolekcji Vitale, a dokładnie materac Vitale Rilassante. To certyfikowany medycznie materac z pianki wysokoelastycznej i termoelastycznej w pokrowcu antybakteryjnym i antyalergicznym z włóknami srebra (idealny dla alergików).

Cudowny w dotyku, prawdę mówiąc, pod tym względem Małgosia wybrała go sobie sama.

Warto wspomnieć, że materace tej marki można zamówić na dowolny wymiar, nie ma tu ograniczeń. O ile łóżko Małgosi, będzie w klasycznym rozmiarze 90x 200 cm, to już materac do szuflady ma tylko 190 cm długości, co już nie jest w Polsce standardem. Przedłużona do ośmiu lat gwarancja na wybrany przez nas materac, daje mi też poczucie spokoju.

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Listę sklepów, w których znajdziecie materace Magniflex jest tutaj (klik) .

Jeśli stoicie przed wyborem materaca dla dziecka, to bez względu na to jaką markę materaca wybierzecie, nie bagatelizujcie kwestii o których napisałam. Ten, często niewidoczny na pierwszy rzut oka element pokoju dziecka, okazuje się być jednym z najważniejszych dla jego zdrowia.

Słodkich snów…

Babeczki z marcepanem

Aga Sz. babeczki & muffinki, PRZEPISY, Wielkanoc 0 Comments

Motywem przewodnim naszych tegorocznych ,wielkanocnych babeczek został marcepan, który uwielbiamy całą rodziną, zgodnie wszyscy. Masa marcepanowa ukryta jest w ich wnętrzu, nadaje im delikatnej, migdałowej słodyczy, a wykorzystana również do pokrycia wierzchu babeczek, służy jako ich dekoracja. Babeczki są proste w wykonaniu, pyszne w smaku, a za sprawą odpowiedniego ich przystrojenia (u mnie zestaw marki Meri Meri ) również urocze.

Składniki:

(wszystkie składniki w temp. pokojowej)

  • 120 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 120 g masła
  • 100 g cukru
  • 50 g masy marcepanowej
  • 2 jajka
  • 2 łyżki mleka

Masę marcepanową rozdrobnić w palcach na okruszki.

Wszystkie składniki oprócz mleka umieścić w misie miksera i zmiksować.

Dodać mleko i ponownie zmiksować, aż do uzyskania gładkiego ciasta.

Ciasto przełożyć do foremek. Miękkie papilotki umieścić w formie do muffinek, sztywne wystarczy poustawiać na blaszce do pieczenia.

Piec w temp. 180 st. C przez ok. 20 min. (aż się zarumienią, a wbity w nie patyczek będzie po wyciągnięciu suchy).

Odstawić do ostygnięcia

Do ozdoby:

  • 50 g masy marcepanowej
  • 2 łyżki cukru pudru

Masę marcepanową rozwałkować (podsypując uprzednio deseczkę na której będziemy ją wałkować i wałek cukrem pudrem, zapobiegnie to przyklejaniu się masy do nich), na grubość kilku milimetrów. Wykrawać z masy wybrane kształty, najlepiej kwiatuszki, serduszka itp.

Przygotowane ozdoby delikatnie, od spodu zwilżyć za pomocą pędzelka wodą i przykleić na wierzch wystudzonych babeczek.

Ozdobić według uznania wiosennymi topperami.

Kochani, pogodnych, a w tym roku przede wszystkim zdrowych Świąt Wielkiej Nocy

Pozdrawiam wiosennie