Piłkarskie urodziny Antka

Aga Sz. DZIECI, NASZ DOM, przyjęcia, Strona glowna banner 1 Comment

piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej

Piłkarskie urodziny Antka. Marzył o nich od kilku lat. Nie tyle nawet o piłce nożnej, jako o motywie przewodnim urodzin, jak o zaproszeniu wszystkich przyjaciół, by wspólnie z nim świętować ten dzień. Pechowo bowiem, w ostatnich latach urodziny wypadały mu podczas naszych wyjazdów wakacyjnych. W tym roku miało być podobnie, wirus zdecydował jednak inaczej, krzyżując nam plany, ale jak to mówią ,,nie ma tego złego…”

Urodziny o tematyce piłkarskiej, z racji tego, że Antek trenuje ten sport i bardzo go lubi, były dość naturalnym jego wyborem. Taka impreza urodzinowa jest stworzona do tego, by zorganizować ją w plenerze, wówczas piłka ma szanse być obecna nie tylko na słodkim stole, ale i na trawie w akcji…

piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej, babeczki z trawą, babeczki piłkarskie, soccer cupcake
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej, babeczki z trawą, babeczki piłkarskie, soccer cupcake
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej, babeczki z trawą, babeczki piłkarskie, soccer cupcake

Tort zastąpiłam tym razem ,,piłkarskimi babeczkami” (przepis wkrótce). Czekoladowe babeczki z zielonym kremem (który miał przypominać trawę) z wbitymi w nie świeczkami w kształcie piłki sprawdziły się jako zamiennik tortu świetnie. Po zdmuchnięciu świeczek, dzieci wzięły je sobie do ręki i nie musiały zawracać sobie głowy siedzeniem przy stole, talerzykami czy widelczykami.

piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej

Popcorn w pudełeczkach z motywem piłki nożnej (ze sklepu Partymika), jak zwykle cieszył się dużym powodzeniem, podobnie jak zielone żelki i winogrona (oczywiście zielone).

W czarno-białych kadrach natomiast, postanowiłam tym razem uwiecznić na zdjęciach dzieci…

piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej

Deser z galaretki, to kolejny pewniak na dziecięcych imprezach. Na spód szklanek pokruszyłam ciasteczka Oreo (pozbywając je kremu), które w zamyśle miały imitować ziemię (chyba dość realistycznie, bo dzieci pytały, czy to przypadkiem nie ona). Taki deser to banalna w przygotowaniu sprawa, a znika zawsze, to gwarantuję. Pamiętajcie tylko, by użyć trochę mniej wody, niż sugeruje przepis na opakowaniu, wtedy pokrojone kostki galaretki będą twardsze, stabilniejsze.

Balony: Partymika

piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej, ciasteczka piłki nożne, ciasteczka piłkarskie, soccer cookies
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej,  ciasteczka piłki nożne, ciasteczka piłkarskie, soccer cookies
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej,  ciasteczka piłki nożne, ciasteczka piłkarskie, soccer cookies

Ciasteczka na naszych urodzinach to już taka mała tradycja. Obowiązkowo muszą być! Bywało już tak, że foremki na te okoliczności sprowadzałam z zagranicy i przyznam, tym razem też byłam bliska rozpoczęcia poszukiwań foremek w kształcie piłkarskich koszulek, butów-korków i pucharów, ale potem wpadłam na pomysł, który zaoszczędził mi dekorowania lukrem ciastek (czytaj mnóstwa czasu i pracy). Upiekłam klasyczne, maślane ciasteczka w kształcie kółek, które posmarowałam maślanym kremem (tym samym , którym był na babeczkach, tylko bez barwnika), a następnie przyłożyłam do nich jadalny opłatek ze wzorem piłki nożnej, które zamówiłam na Allegro (tutaj). Polecam, bo są świetne jakościowo, a kontaktując się za pomocą formularza z Panią Joasią, która je sprzedaje, można podać potrzebną nam wielkość i zamówić opłatki na dokładny wymiar foremki, którą planujemy wyciąć ciasteczka. Czyż nie genialne? Część ciasteczek, z dużą radością przygotowały dziewczynki, w czasie gdy chłopcy rozgrywali mecz . Przepis na ciasteczka podam na dniach.

piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej
piłkarskie urodziny, soccer party, inspiracje urodzinowe dla dzieci, pomysł na urodziny, urodziny z motywem piłki nożnej

Urodziny trwały kilka dobrych godzin i zaliczam je do bardzo udanych, ale jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że mój syn otacza się tak fajnymi, młodymi ludźmi. Mam nadzieję, że te zdjęcia będą dla nich po latach uroczą pamiątką. Kto wie, może wylądują wyświetlone na ekranie z rzutnika na ich osiemnastkach…

Pastelowe lizaki bezowe

Aga Sz. bezowe, małe słodkości, PRZEPISY, Strona glowna banner 2 Comments

lizaki bezowe, pastelowe lizaki, lizaki na słodki stół, jak zrobić lizaki bezowe

Lizaki bezowe… Prawdziwy hit wśród słodyczy domowych dla dzieci. Na ich widok na buziach dzieci automatycznie pojawia się uśmiech. Posiadają one także magiczną moc umilania kinderbali i uatrakcyjniania słodkich stołów.

Takie lizaki wbite w tort, mogą stanowić świetną jego ozdobę, a wręczone małym gościom na pożegnanie, będą z pewnością miłym, słodkim akcentem na koniec imprezy.

Oczywiście z racji cukru, który zawierają, przygotowuje je tylko okazjonalnie. Dzisiejszy Dzień Dziecka był idealnym pretekstem by je przygotować…

Kilka białek, trochę cukru, garść kolorowej posypki cukrowej i gwarantuje Wam, że dzieci będą bardzo szczęśliwe. Moje zawsze są…

Można przygotować takie lizaki z klasycznej bezy tzw. francuskiej, gdzie do ubitych białek dosypujemy stopniowo cukier, lub (co wymaga tylko odrobinę więcej pracy, polegającej na podgrzaniu białek z cukrem w kąpieli wodnej), na bazie bezy szwajcarskiej. Piekłam z obu sposobów i rekomenduję ten drugi sposób. Masa na lizaki przygotowana jest po upieczeniu stabilniejsza i nie pęka po upieczeniu.

Składniki:

Poniższy przepis wystarczy do przygotowania ok. 10 lizaków, ale waga jest tu orientacyjna, zasada jest taka, że cukier ma ważyć dwukrotnie więcej niż ważą białka jaj, które wykorzystamy.

  • 130 g białek (u mnie to 4 szt.)
  • 260 g cukru (najlepiej drobnego
  • Barwniki spożywcze (opcjonalnie)
  • kilka łyżek posypki cukrowej

Dodatkowo do przygotowania potrzebne będą również patyczki, w roli których świetnie sprawdzą się kolorowe papierowe rurki, albo patyczki do szaszłyków.

Wykonanie:

Białka i cukier umieścić w rondelku, całość podgrzewać w kąpieli wodnej (rondelek umieścić nad garnkiem napełnionym wodą, nie dotykała ona dna rondelka gotując się).

Całość podgrzewać, mieszając od czasu do czasu trzepaczką, aż cukier się całkiem rozpuści. Czy tak się stało, łatwo sprawdzimy, rozcierając powstałą masę pomiędzy palcami. Jeśli cukier nie będzie wyczuwalny, oznacza to, że jest gotowa.

Osoby posiadające termometr spożywczy, mogą z niego skorzystać, gdy termometr wskaże 60 stopni, cukier z pewnością się rozpuści.

Tak przygotowaną masę, przelewamy do misy miksera i ubijamy przez ok. 10-15 min., aż stanie się sztywna i błyszcząca. Lepiej ubić kilka minut dłużej, niż za krótko. Masa musi być porządnie ubita.

Jeśli chcemy, by lizaki były kolorowe na tym etapie rozdzielamy do tylu miseczek ile kolorów chcemy uzyskać i dodajemy barwniki , pamiętając by dodawać je stopniowo, by kolor nie wyszedł zbyt intensywny. Dokładnie mieszamy do ujednolicenia koloru.

W zależności od wielkości lizaków, przygotowujemy 2-3 blachy, wykładamy je papierem do pieczenia (warto go w kilku miejscach od spodu podkleić masłem, czy masą bezową, by się nie zwijał).

Przygotowujemy nasze patyczki do lizaków. Jeśli korzystacie z papierowych rurek, to warto je o kilka centymetrów skrócić.

Każdą z przygotowanych mas umieszczamy w woreczku cukierniczym zakończonym tylką (najlepiej metalową) , Ja użyłam Wiltona 1M (lizaki różowe), 1B (brzoskwiniowe)- różnica wizualnie niewielka, ale jeśli taka macie to polecam, lizaki nią wyciśnięte są grubsze), oraz nr. 32 (lizaki żółte)

Pamiętając, że beza ciut urośnie, w odpowiednich odstępach wyciskamy niewielkie ,,kleksy” z masy. Wyznaczą one środki naszych lizaków. Dobrze robić to naprzemiennie, tj, każdy lizak będzie sąsiadował na blaszce z nóżką drugiego. Na powstałych kleksach kładziemy rurki, zanurzając je w masie, a następnie zaczynając od środka (pokrywając od góry zanurzoną częściowo w masie rurkę), zataczamy kremem ,,ślimaczki”, tworząc okrąg.

Powtarzamy czynność, tworząc kolejne lizaki.

Na tym etapie możemy je ozdobić posypką.

Pieczemy, a właściwie suszymy lizaki w nagrzanym do 95 stopni C. piekarniku przez 1,5 godz.

Po tym czasie zostawiamy lizaki w piekarniku do ostudzenia.

Uwagi:

Lizaki można przygotować nawet kilka dni wcześniej, pd warunkiem, że do czasu podania będą przechowywane w szczelnej puszce.

Jeśli komuś wygodniej, to oczywiście lizaki można upiec bez patyczków, a dopiero po upieczeniu:

  • wbić patyczki w bezy (w tym przypadku polecam jednak do tego celu patyczki do szaszłyków, są cieńsze nie uszkodzą bezy)
  • przyczepić patyczki z tyłu bezy za pomocą np. rozpuszczonej białej czekolady

Zdecydowanie jednak polecam pieczenie z patyczkami.

lizaki bezowe, pastelowe lizaki, lizaki na słodki stół
lizaki bezowe, pastelowe lizaki, lizaki na słodki stół
lizaki bezowe, pastelowe lizaki, lizaki na słodki stół

Poszukując przepisów na potrawy dla dzieci, warto zajrzeć na stronę Przepisy.pl , gdzie znajdziecie całe mnóstwo słodkich (i nie tylko!) kulinarnych inspiracji na dania dla najmłodszych. Szczególnie podobają mi się oczywiście desery i pomysły podania lodów. Zobaczycie je tutaj (klik)

Przemiłego, słodkiego Dnia Dziecka Kochani!

Przymknijmy dziś oko na cukier i bawmy się dobrze…

Pastelowa elegancja, czyli nowy pokoik Małgosi

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, NASZ DOM, Strona glowna banner 1 Comment

Wiosna to taki, czas, kiedy mamy ochotę na gruntowne porządki, oczyszczenie przestrzeni wokół nas, pozbycie się z otoczenia rzeczy zbędnych, na powiew świeżości. Nie bez powodu najwięcej remontów odbywa się o tej porze roku. Swoją potrzebę działania w tym temacie ukierunkowałam w tym roku na pokój Małgosi. Coraz bardziej odzywała się tu bowiem potrzeba pełnowymiarowego biurka, podobnie jak większej szafy i łóżka z szufladą, dzięki któremu, po rozłożeniu można przenocować przyjaciółkę.

Do umeblowania pokoju wybrałam meble marki Bellamy, a dokładnie kolekcję Marylou. Białe, klasyczne meble, o subtelnej, eleganckiej, bardzo dziewczęcej stylistyce, uszlachetnione srebrnymi uchwytami. Od dawna miałam je na oku, a kiedy okazało się, że kolekcja poszerzyła się o trzydrzwiową szafę, która swoją szerokością idealnie pokrywa się z wnęką w pokoju Małgosi, wiedziałam, że jest idealna do jej pokoju. W skład kolekcji, oprócz szafy (również w wersji dwudrzwiowej), regału, komody, biurka i dużego łóżka, wchodzą także łóżeczka niemowlęce, skrzynia na zabawki, półka a nawet przewijak.

Meble wykonane są z wysokiej jakości płyty MDF, lakierowanej bezpieczną dla dzieci farbą, a szuflady wyposażone są w system domykający.

Nowością w pokoju Małgosi (i jednocześnie w całym naszym domu) jest tapeta. Jako wierna fanka kwiatowych rysunków Kasi SG, wybór tapety był oczywisty i padł na markę Dekornik . Sam wybór wzoru już taki prosty nie był, tyle tam bowiem kwiatowych (i nie tylko!) cudowności, ale finalnie wybrałyśmy z Małgosią tapetę o wdzięcznej nazwie Pastels in bloom.

By efekt był subtelny, pokryliśmy nią jedynie dwie ściany, dużą tuż przy wejściu oraz pasek ściany sąsiadujący z łóżkiem i zabawowym kącikiem kuchennym.

Drewniana kuchnia, pralka : Turkusowa Pracownia

Choć niejednokrotnie podziwiam kolory na ścianach w pokojach dziecięcych, to jednak jestem zwolenniczką klasycznej bieli, a tapeta sprawiła, że ściany nie są nudne. Niewiarygodne jak kilka pasków tapety może upiększyć wnętrze, nadać mu przytulnego klimatu. Dekornik przed wysyłką przygotowuje, docina tapetę według naszego projektu, przez co nie ma obawy, że będzie problem z dopasowaniem wzoru.

Wycięty ze sklejki okrąg z imieniem właścicielki pokoju, ozdobiony kwiatuszkami, to wspólne dzieło marek Cut it now (która wycina napisy) i Robutki ręcznej (która odpowiada za kwiaty). Nie skłamię, jeśli stwierdzę, że to moja ulubiona ozdoba w pokoju Małgosi.

Wszystkie plakaty w pokoju Małgosi, a w tym momencie są to sarenka nad komodą i ptaszek obok szafy, pochodzą ze sklepu Mysi Ogonek i podobnie jak wzór na tapecie, są autorstwa Kasi SG. Talent autorki utrwalony na na wysokiej jakości, grubym papierze bezkwasowym odpornym na starzenie się oraz na ekspozycję światła. Powiedzieć, że sklep ten kocham, to nie powiedzieć nic i naprawdę nie chodzi mi tu o pyszne krówki dokładane do zamówień…

Lampy, zarówno sufitowa, jak i stojąca na komodzie, to kolekcja Velvet marki Lamps&Company. Już kilka lat temu, dopytywałam Anię, właścicielkę marki, czy wprowadzi lampy na litych drewnianych nogach. Doczekała się i są tak piękne jak w moich wyobrażeniach. W pokoju Gosi zagościły w kolorze ,,cream”, który jest delikatnym beżem, ale od razu dodam, że miałam w rękach również ,,pink” z tej kolekcji i jest równie uroczy. Małgosia jednak bez chwili wahania wybrała cream ponieważ, tu cytat: ,,mamo to już ma być dorosły pokój, a nie dla jakiegoś dzidziusia…”.

Jeśli miałabym wskazać produkt z tego pokoju, który chciałabym żebyście mogli dotknąć, to z pewnością byłby to dywan. Nie bez powodu nazwany ,,bunny”, w dotyku bowiem przypomina milutkie futerko króliczka. Niewiarygodnie wręcz miękki i przyjemny w dotyku. Antek, regularnie przychodzi do siostry, poleżeć sobie na nim. Dla szukających inspiracji dodam, że pasuje on doskonale kolorem i miłą w dotyku fakturą do wspomnianych lamp. Dostępny w kilku kolorach i rozmiarach (u nas 120 x 150 cm), znajdziecie go w sklepie Dywany Łuszczów.

Wszechobecne na zdjęciach króliki to ręcznie szyte Lulaki. Nie wiem dokładnie na czym polega ich fenomen, ale kto śledzi bloga, wie, że to od lat największa maskotkowa miłość moich dzieci. W kolekcji mamy takie, które na rękach mają pieczątki ,,za grzeczność”, a nawet kolegę po operacji plastycznej twarzy, tyle biedak przeżył. Kochamy mocno!

Skoro o miłości mowa, to taka przez duże M dotyczy również marki Little Light. Piękny, polski hand made z Krakowa. Lampki Patrycji podziwiam od początku powstania firmy. Ta w kształcie pierwszej litery imienia Małgosi, znalazła swoje miejsce nad jej łóżkiem. Jako, że nie jest to pierwsza lampka tej marki u nas w domu, z radością donoszę, że nowe modele mają możliwość regulacji natężenia światła, ustawienia timera i sterowane są z pilota. Produkty na lata, zdecydowanie warte swojej ceny.

Pościel i ozdobne poduszki widoczne na zdjęciach, to także marka Bellamy. Poszewki uszyte z delikatnej, lnianej tkaniny w kolorze ,,dusty pink”, ozdobione są uroczą falbanką. Oprócz atutów wizualnych, to produkt ten ma cały szereg atutów tj. właściwości antybakteryjne, antyalergiczne, wysoką chłonność wilgoci oraz przepuszczalność powietrza i przewodzenia ciepła. Chłodzi w upalne dni, a grzeje w chłodne,taka sprytna! Pościel jest odporna na ścieranie i rozciąganie, nie elektryzuje się, a częste pranie sprawia, ze zyskuje na miękkości. Jest także biodegradowalna. Dostępna w kilku rozmiarach, także w wersji z wypełnieniem.

Skoro przy łóżku jesteśmy, to słowem o materacu wspomnę. Po naprawdę solidnym zgłębieniu tematu, wybraliśmy włoski materac marki Magniflex (szerzej pisałam na ten temat tutaj: (klik) . Z tego, co wiem, marka ma teraz promocję, polegającą na tym, że przy zakupie materaca dla dorosłych, materac dla dzieci możecie kupić 50% taniej.

Tak właściwie nie wiem, czy fakt, że Małgosia ostatnio dłużej śpi zawdzięczamy nowej pościeli, materacowi, czy zaciemniającej rolecie na oknie dachowym, którą to zarządził zamontować córeczce tata. Wybrał roletę zaciemniająca dedykowaną do naszych okien Fakro. Po montażu (który trwał kilka minut), powiedział, że gdybym tam gdzieś w internecie opinie pisała, to mam napisać, że takie montowanie to on lubi i ze jakość genialna. Tak, więc piszę…Zamawiana tutaj (klik).

Wózek: Turkusowa Pracownia

Regał na książki kameleon, ten sam od lat z Bambooko, gdyby nie wisiał na wytapetowanej ścianie z pewnością wymieniłabym szufladki na te z wygrawerowanym (przez Cut it now) rysunkiem (i tu niespodzianka, również Kasi SG!) . Mamy je w nawet w domu, służą jako pojemnik na regale, w szafie a nawet w kuchni.

zawieszka: Emako

Materiałowa girlanda na oknie, to pomysł na szybką ozdobę okna, czy ściany w dziecięcym pokoju. Ta w drobne, sielskie kwiatuszki marki MeriMeri spodobała mi od razu.

zeszyty: Dekornik
Drewniana skrzynia: Wooden Story

Trzydrzwiowa szafa mieści cała garderobę Małgosi. Jest w niej drążek na wieszaki, 7 półek i 2 szuflady. W związku z tym, że przerosła ona moje wyobrażenie o pojemności, zarówno komoda, jak i szuflady regału mogą skrywać zabawki. To cały sekret porządku w tym pokoju. Mnóstwo szuflad, liczne pudełka, kuferki i ulubiony worek Play&Go.

Najśmieszniejsze w całej tej metamorfozie jest to, że miałam mocne postanowienie, że to nie będzie pokoik pastelowy. Owszem bazą miały być białe meble, ale równoważyć je miało mnóstwo naturalnego drewna, sklejki, wikliny, a nawet retro skarbów wyszperanych na Olx. No cóż, nie jest prosto uciec od przeznaczenia widocznie, kiedy serce ciągnie to przedmiotów w subtelnych kolorach.

Najważniejsze jest jednak to, że pokój idealne odwzorowuje charakter jego małej właścicielki, która go uwielbia, oraz, że pozwala zachować porządek, a w szufladach jest jeszcze mnóstwo miejsca…

Udanych wiosennych porządków oraz małych i dużych zmian w Waszych wnętrzach…

Serdeczności

Krajanka ze szparagami, ziemniakami i boczkiem z patelni

Aga Sz. PRZEPISY, Strona glowna banner, wytrawne 0 Comments

krajanka ze szparagami, szparagi z patelni, szybkie danie ze szparagami

Ten sposób serwowania szparagów, polegający na pocięciu ich w kawałki i podduszeniu w towarzystwie ziemniaczków, cebuli i boczku, podpatrzyłam u Ani z bloga Strawberry from Poland zmieniając nieco ilości i proporcje składników. Danie jest proste i szybkie w przygotowaniu, a efekt bardzo smaczny. Ania dodatkowo serwuje do niego sadzone jajka i uważam, że to świetny pomysł, a wręcz wskazany, w sytuacji, gdy rezygnujemy z dodatku boczku.

Składniki:

(na widoczną na zdjęciu patelnię)

  • ok. 10-12 ziemniaków
  • 50 dag boczku
  • pęczek zielonych szparagów
  • 1 duża cebula

Boczek pokroić słupki i podsmażyć na chrupko na patelni. Jeśli ma choć trochę tłuszczu, nie trzeba dodawać dodatkowego, ten z niego się wytopi i mięso się usmaży, jeśli jest bardzo chudy można dodać kawałek klarowanego masła lub łyżkę, dwie oleju.

W tym czasie ziemniaki obrać i pokroić w niedużą kostkę.

Podsmażony na chrupko boczek przełożyć na talerz, a na tej samej patelni podsmażać przed ok. 15 minut ziemniaki, mieszając od czasu do czasu. Mają się zezłocić z każdej strony, ale pozostać al dente, czyli półtwarde.

Szparagi umyć, pozbawić zdrewniałych końcówek i pokroić na ok. 3 cm kawałki.

Cebulę obrać, posiekać w piórka.

Po kwadransie dorzucić do ziemniaków cebulę i całość ponownie podsmażyć przez kolejne 2-3 minuty.

Następnie dodać przygotowany boczek i szparagi, posolić, popieprzyć i dusić pod przykryciem do momentu, aż szparagi zmiękną (w zależności od ich grubości 6-8 min.). Jeśli tłuszczu jest mało, warto raz, czy dwa ostrożnie przemieszać.

Można serwować od razu, ale odgrzane smakuje równie dobrze.

krajanka ze szparagami, szparagi z patelni, szybkie danie ze szparagami
krajanka ze szparagami, szparagi z patelni, szybkie danie ze szparagami
krajanka ze szparagami, szparagi z patelni, szybkie danie ze szparagami

Smacznego!

Słodkie i zdrowe sny, czyli jak wybrać najlepszy materac do spania dla dziecka.

Aga Sz. DZIECI, NASZ DOM, RECENZJE, sprzęty, Strona glowna banner 0 Comments

Magniflex, materace Magniflex

W kwestii naszych domowych, wnętrzarskich zmian, tematem numer jednej jest obecnie pokój Małgosi. Już niebawem, w osobnym poście pokażę Wam, co w nim zmieniliśmy i jak obecnie wygląda. Ponieważ zmiany te wiązały się również ze zmianą mebli, w tym łóżka, konieczny był także wybór nowego materaca. Temat wydał mi się na tyle ważny, że zagłębiłam się w niego nieco bardziej i dziś postaram się w pigułce przekazać co jest istotne w kwestii doboru materaca dla przedszkolaka, czy dziecka w wieku szkolnym.

Dzięki uprzejmości marki Magniflex, największego włoskiego producenta materacy obecnego w 100 krajach, odwiedziłam też z dziećmi w Katowicach showroom tej marki. Nie wyobrażam sobie bowiem wyboru materaca bez jego wcześniejszych testów (bitwy na poduszki, jak się okazało, nie wyłączając…)

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Materac to taka rzecz, którą często bagatelizujemy. Kupujemy piękne łóżka, dbamy o śliczną pościel, ozdobne poduszki, nad łóżkami w pokojach dzieci wieszamy modne, lniane baldachimy, a materac traktujemy jako konieczny dodatek, przy wyborze którego, jedynym wyznacznikiem okazują się być jego wielkość, cena i twardość.

Przesypiamy 1/3 swojego życia, a w okresie niemowlęcym, dziecięcym w pozycji leżącej spędzamy go znacznie więcej niż kiedykolwiek później. To właśnie w tym czasie, ciało człowieka rośnie i potrzebuje odpowiedniego, ortopedycznego podparcia, by organizm mógł się zdrowo rozwijać.

Magniflex, materace Magniflex

To, że materac dla każdego powinien być twardy, nie jest prawdą. Bardzo twardy, niczym deska materac uniemożliwia wygodne ułożenie się i uciska kręgosłup, mięśnie i nerwy. Dobry materac powinien stanowić dla całego ciała solidną podporę, pozytywnie wpływać na zdrowy rozwój szkieletowo- kostny, ale jednocześnie komfortowo dopasować się do kształtu ciała, nie odkształcać się. Taki materac umożliwi regenerację dziecięcego ciała, bez względu na pozycję w jakiej dziecko zasypia i jak często zmienia ją podczas snu. Ale nie może być zbyt miękki. Specjaliści mówią, że dla dzieci zaleca się twardsze materace, aby właśnie dawały mocne podparcie dla prostego naturalnego kształtowania się sylwetki. Im człowiek starszy to zaleca się średnie i miękkie materace, aby dawały ulgę zmęczonemu ciału i układowi kostnemu, nie powodowały ucisku.

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Wybierając materac dla dziecka napotkamy wiele ich typów: lateksowy, kokosowy, gryczany, sprężynowy, piankowy. Po przestudiowaniu wzdłuż i wszerz internetu, rozmowach ze specjalistami i (niestety) własnych doświadczeniach, wyszło mi na to, że najlepszym wyborem będzie materac piankowy, wykonany ze specjalistycznych opatentowanych pianek m.in. wysokoelastycznej i termoplastycznej, tzw. z pamięcią kształtu. Pianki to najlepsze rozwiązanie dające różne rodzaje komfortu i twardości.

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Absolutnym priorytetem dla mnie (Małgosia, jest alergiczką, a na liście jej alergenów znajdują się roztocza) było to, by materac dla niej był higieniczny i antyalergiczny. Na sama myśl o tym, że w materacu z gryką czy sprężynowym może gromadzić się pleśń (a podobno nawet robaki!), robi mi się słabo.

Możliwość zdejmowanego pokrowca, wykonanego z dobrego, przepuszczającego powietrze materiału, była czynnikiem, który również bardzo mocno uwarunkował nasz wybór.

Dobra wiadomość jest natomiast taka, że dziecko nie potrzebuje wypasionego materaca z podziałem na strefy twardości, albo z pilotem, który to nie ukrywając, podczas testowania był niekwestionowanym hitem i zapewne marzeniem niejednego mola książkowego…

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Firma Magniflex to pochodząca z Toskanii marka z 60-letnią tradycją, która swoją jakością, estetyką wykonania, wzornictwem oraz dbaniem o środowisko naturalne, zyskała sobie sympatię i zaufanie Włochów, stając się czołowym producentem materacy w tym kraju. Jako miłośniczka Italii, nie ukrywam, że już sama nazwa niektórych kolekcji, tj. Dolce Vita czy Toscana, sprawiła, że zapragnęłam zapoznać się z ich ofertą bliżej…

Magniflex, materace Magniflex

Spośród szerokiej oferty firmy, po uwzględnieniu wagi Małgosi, perspektywy, że materac będzie jej dzielnie służył przez nawet kolejne 10 lat, a także tego, że jest alergiczką, wybór padł na model z kolekcji Vitale, a dokładnie materac Vitale Rilassante. To certyfikowany medycznie materac z pianki wysokoelastycznej i termoelastycznej w pokrowcu antybakteryjnym i antyalergicznym z włóknami srebra (idealny dla alergików).

Cudowny w dotyku, prawdę mówiąc, pod tym względem Małgosia wybrała go sobie sama.

Warto wspomnieć, że materace tej marki można zamówić na dowolny wymiar, nie ma tu ograniczeń. O ile łóżko Małgosi, będzie w klasycznym rozmiarze 90x 200 cm, to już materac do szuflady ma tylko 190 cm długości, co już nie jest w Polsce standardem. Przedłużona do ośmiu lat gwarancja na wybrany przez nas materac, daje mi też poczucie spokoju.

Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex
Magniflex, materace Magniflex

Listę sklepów, w których znajdziecie materace Magniflex jest tutaj (klik) .

Jeśli stoicie przed wyborem materaca dla dziecka, to bez względu na to jaką markę materaca wybierzecie, nie bagatelizujcie kwestii o których napisałam. Ten, często niewidoczny na pierwszy rzut oka element pokoju dziecka, okazuje się być jednym z najważniejszych dla jego zdrowia.

Słodkich snów…

Babeczki z marcepanem

Aga Sz. babeczki & muffinki, PRZEPISY, Strona glowna banner, Wielkanoc 0 Comments

Motywem przewodnim naszych tegorocznych ,wielkanocnych babeczek został marcepan, który uwielbiamy całą rodziną, zgodnie wszyscy. Masa marcepanowa ukryta jest w ich wnętrzu, nadaje im delikatnej, migdałowej słodyczy, a wykorzystana również do pokrycia wierzchu babeczek, służy jako ich dekoracja. Babeczki są proste w wykonaniu, pyszne w smaku, a za sprawą odpowiedniego ich przystrojenia (u mnie zestaw marki Meri Meri ) również urocze.

Składniki:

(wszystkie składniki w temp. pokojowej)

  • 120 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 120 g masła
  • 100 g cukru
  • 50 g masy marcepanowej
  • 2 jajka
  • 2 łyżki mleka

Masę marcepanową rozdrobnić w palcach na okruszki.

Wszystkie składniki oprócz mleka umieścić w misie miksera i zmiksować.

Dodać mleko i ponownie zmiksować, aż do uzyskania gładkiego ciasta.

Ciasto przełożyć do foremek. Miękkie papilotki umieścić w formie do muffinek, sztywne wystarczy poustawiać na blaszce do pieczenia.

Piec w temp. 180 st. C przez ok. 20 min. (aż się zarumienią, a wbity w nie patyczek będzie po wyciągnięciu suchy).

Odstawić do ostygnięcia

Do ozdoby:

  • 50 g masy marcepanowej
  • 2 łyżki cukru pudru

Masę marcepanową rozwałkować (podsypując uprzednio deseczkę na której będziemy ją wałkować i wałek cukrem pudrem, zapobiegnie to przyklejaniu się masy do nich), na grubość kilku milimetrów. Wykrawać z masy wybrane kształty, najlepiej kwiatuszki, serduszka itp.

Przygotowane ozdoby delikatnie, od spodu zwilżyć za pomocą pędzelka wodą i przykleić na wierzch wystudzonych babeczek.

Ozdobić według uznania wiosennymi topperami.

Kochani, pogodnych, a w tym roku przede wszystkim zdrowych Świąt Wielkiej Nocy

Pozdrawiam wiosennie

#zostańwdomu (i konkurs)

Aga Sz. kobiecym okiem, KSIĄŻKI, książki, NASZ DOM, RECENZJE, Strona glowna banner 0 Comments

Znudzenie, zmęczenie, obawa, niepewność, monotonią, rozgoryczenie, bezsilność. Myślę, że każdy z nas, po miesiącu pobytu w domu i narzuconych przez państwo ograniczeniach, w tej palecie odczuć, odnajdzie swoje własne. Kwarantanna- najważniejsze zadanie, jakie postawił przed nami, jako społeczeństwem los, od kiedy pamiętam.

Ile ludzi, tyle pomysłów na jej spędzenie. Internet kipi od pomysłów na to jak powinniśmy ten czas wykorzystać. Być może rzeczywiście można w tym czasie rozpocząć naukę jogi, medytacji o świecie, zaliczyć kurs języka włoskiego on line i wysmuklić uda z Ania Lewandowską. Przeczytać stos zaległych książek, nauczyć się szyć na maszynie i uporać się z tysiącami zdjęć na dysku, by w końcu zamówić, te niezamówione od lat paru fotoalbumy. Można, ale na szczęście nie trzeba. Równie dobrze, można po prostu spróbować we względnym spokoju, przebrnąć przez ten czas, ogarnąć nauczanie domowe dzieci (co samo w sobie jest momentami wyczynem, rodzice dzieci w wieku szkolnym z pewnością to potwierdzą). Ważne, żeby ten czas upłynął nam w zgodzie z samymi sobą, a jeśli ograniczy się to do zrobienia porządku w szafie i obejrzenia kilku seriali na Netflixie, to przecież tez będzie dobrze. Wedle uznania, dajmy z siebie tylko tyle, na ile mamy ochoty i sił, bez podwyższania poprzeczki, bo kwarantanna to nie zawody w byciu lepszą wersja samych siebie.

Początkowo żartowałam, że tak naprawdę, to ja przecież jestem na dobrowolnej kwarantannie od ponad pięciu lat, czyli odkąd wybraliśmy życie na wsi. Szczęśliwie nie odczuwam więc jakoś szczególnie, niedogodności związanych z nieustannym pobytem w domu, zamkniętymi centrami handlowymi czy kawiarniami. Jest mi oczywiście ogromnie przykro z powodu tragedii pracodawców i pracowników, których ten problem boleśnie dotkną, ale rozpatrując to wyłącznie w kategorii osobistych niedogodności, to zdecydowanie bardziej kłopotliwy jest dla mnie zakaz wstępu do lasu, który mamy tuż za domem i brak możliwości spotkań z rodziną i znajomymi. Jeszcze bardziej natomiast doceniamy ogródek, który biorąc pod uwagę temperament i ruchliwość naszych dzieci jest w zaistniałej sytuacji prawdziwym zbawieniem.

Nie wiem jak Wy, ale ja znaczącą część czasu spędzam w kuchni. Odnoszę nawet wrażenie, że moim dzieciom wydaje się, że co czterdzieści pięć minut jest przerwa i trzeba coś do zjeść. Te ich apetyty przyznam w dobie oszczędzania zasobów spożywczych, trochę mnie początkowo przerażała. Teraz w zależności od chęci, czasem w środku tygodnia jadamy, pracochłonny, ,,niedzielny” obiad ( z lampką białego wina, żeby było trochę jak w restauracji), a czasem gotowe, kupione gnocchi z pieczonymi warzywami.

Kiedy pięć lat temu przeprowadziliśmy się na wieś kupiłam książkę Jeffrey’a Hamelmana ,,Chleb” i dopiero kwarantanna zmobilizowała mnie, by przygotować zakwas. Wygląda więc na to, że to właśnie w tym czasie, powstanie mój pierwszy, prawdziwy domowy chleb.

Tradycyjnie już, zamówiłam też nasiona łąki kwietnej, bo wiem, że jej zasadzenie, to jeden z najfajniejszych pomysłów, jaki co roku realizujemy w ogrodzie. Niech chociaż pszczoły i motyle, nie odczują niedogodności związanych z wirusem. No i te polne bukiety, na stole pod dębem latem.

Wybrałam też miejsce na hortensje i nowe róże w ogrodzie…

Na polu czytelniczym, wielkich sukcesów nie odnotowałam, póki co przeczytałam tylko ,,Miłość z czasach zarazy” Gabriela Marqueza, której tytuł wydał mi się najbardziej adekwatny do sytuacji. Nie wiem czy to piękny język noblisty, czy starość, ale zauważyłam, że każde nadrobione, zaległe literackie dzieło, cieszy mnie bardziej niż książkowa nowość.

Jako, że koronawirus skutecznie przekreślił zarówno nasz rodzinny, kwietniowy wyjazd do Holandii, jak i czerwcowe wakacje na Lazurowe Wybrzeżu, niczym światełko we mgle jawi nam się już tylko Lizbona jesienią. Kierując swoje myśli, ku rzeczom dobrych, pełni nadziei, przygotowujemy z Robertem teoretycznie do tej podróży…

Poza tym nudy. Robert pomalował dzielnie osiemset pięćdziesiąt metrów kwadratowych ścian (farbę kupiliśmy szczęśliwie przez pandemią). Ja wyszorowałam natomiast fugi w płytkach podłogowych szczoteczką, przypominając sobie tym samym, że wcale nie mają koloru gorzkiej czekolady, a cappuccino. W szafce z przyprawami zwyczajowo mam porządek, ale kwarantanna sprawiła, że ułożyłam je alfabetycznie. Polecam ten patent. Bardzo ułatwia gotowanie.

Pełną parą zabrałam się też za rewolucje w pokoju Małgosi. Na wyborze najładniejszych mebli i dodatków, upłynęło mi kilka dobrych wieczorów. Efekty niebawem pokażę na blogu.

Ciekawa jestem, jak Wy odnajdujecie się w tej nowej, nietypowej rzeczywistości. Korzystając z okazji, chciałam Was także zaprosić do konkursu organizowanego przez dystrybutora win Portada , którego zadanie polega właśnie na pokazaniu, jak Wy spędzacie czas w swoim domu. Na Facebooku marki znajdziecie szczegóły (klik).

Powodzenia w konkursie, siły, zdrowia na co dzień.

Trzymajcie się ciepło i bezpiecznie!

Gnocchi z pieczonymi warzywami

Aga Sz. PRZEPISY, Strona glowna banner, wytrawne 0 Comments

pieczone gnocci z warzywami

Co tu dużo pisać, nawet jak jeśli początkowo my: mamy, żony, boginie domowego ogniska, przebywające z cała rodzinną na kwarantannie, w pierwszych dniach wyobrażałyśmy sobie, że pełne wewnętrznej radości i spełnienia, odtąd każdego dnia będziemy z uśmiechem na twarzy w fartuszku lepić dzieciom pierożki z jagodami odnalezionymi w czeluściach zamrażalnika i przygotowywać do nich domową śmietanę, to podejrzewam, że w okolicy trzeciego tygodnia, ambicje nieco zelżały i są dni, kiedy nie tylko mnie wdzięcznością napełnia widok w lodówce czegoś, co umożliwi skrócenie do minimum czasu przy kuchennym blacie. Ja tak entuzjastycznie zareagowałam ostatnio na na paczkę gotowych gnocci.

Zamiast je ugotować lub usmażyć, upiekłam je w piekarniku, w towarzystwie warzyw, jakie akurat w lodówce były i powstał zaskakująco smaczny posiłek. Jeśli dodatkowo macie kawałek parmezanu, ozdobicie danie gałązką tymianku, to gwarantuje, nikt się nie zorientuję, ze to obiad z gatunku ,,sorry, nie chciało mi się dziś gotować” 😉

Polecam…

Składniki:

  • 600 g świeżych gnocchi (moje kupiłam w Lidlu)
  • 1 bakłażan
  • 1 cukinia
  • 1 cebula
  • 5 dużych pieczarek
  • kilka ząbków czosnku
  • kilka łyżek oliwy z oliwek
  • 3 łyżki masła
  • sól, pieprz, kilka szczypt papryki wędzonej, tymianku, albo innych ulubionych ziół i przypraw.
  • kilka łyżek tartego Parmezanu lub Grana Padano

Cukinie bakłażana i główki pieczarek umyć, pokroić na kawałki. Cebulę obrać, przekroić na ósemki, czosnek obrać. Całość przełożyć na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę. Polać oliwą z oliwek, wymieszać i piec przez 15 min. w piekarniku nagrzanym na 190°C. Po tym czasie dosypać do warzyw gnocchi, przemieszać całość, na górę, w kilku miejscach położyć odrobinę kawałki masła (lub polać jeszcze kilkoma łyżkami oliwy), piec kolejny kwadrans.

Gotowe danie, po przełożeniu do miseczek posypać tartym Parmezanem lub Grana Padano.

Warzywa użyte przeze mnie to tylko sugestia, po prostu takie akurat miałam w szufladzie lodówki. Jeśli nie macie pieczarek, albo nie lubicie czosnku, to je pomińcie. Dobrym pomysłem natomiast, będzie z pewnością dodanie pomidorów.

I naprawdę, nie miejcie wyrzutów sumienia, że nie zrobiłyście domowych gnocchi. Ja nie mam! Nie zawsze można być przed południem włoską mammą i jednocześnie praktykować domowe nauczanie dzieci.

Smacznego!

Gry dla dzieci na czas kwarantanny

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, Strona glowna banner 0 Comments

Jednym z kluczowych sposobów, by przetrwać kwarantannę domową z dziećmi bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym, jest plan dnia i kreatywność rodziców. Te dwie rzeczy, mają szansę zaowocować tym, że dzieci nie będą leżeć przed telewizorem do południa i marudzić, że muszą odrobić przesłane przez nauczyciela zadania. Plan dnia to godzinowy podział na posiłki, czas wolny, naukę, zabawę, pomoc w domu czy wyjście do ogródka. Nadaje mam wrażenie rytmu i ułatwia organizacja, zmusza do mobilizacji, nawet jeśli w praktyce jest dość elastyczny.

Ubolewam, ale nie jestem mamą, skłonną przygotowywać domowy piasek kinetyczny, nie mam w sobie również werwy i kreatywności, by tworzyć kolaże z makaronów. No sorry. Nigdy też nie byłam fanką tabletów, a że nasz zakończył swój żywot w sylwestrowa noc, lądując z rąk Antka prosto na płytki podłogowe w salonie przyjaciół, to ku chwale mojego ulubionego hashtagu #dzieciństwobezprądu, w dużym stopniu ratują (dzieci przed nudą, mnie przed załamaniem nerwowym) w ostatnich tygodniach gry planszowe i karciane. Swoją drogą, to chyba najlepszy znany mi sposób, by dzieci się wyciszyły i uruchomiły swoje szare komórki, a wszystko podczas fajnej zabawy.

Pokażę dziś te gry, w które w tym ostatnim czasie dzieci sięgają najczęściej i najchętniej.

Rummikub (klik)

Rummikub
rummikub

Rummikub przypomina karciana grę w Remika, z tą różnica, że zamiast kart, mamy tu cegiełki z cyferkami i stojaczki, na których uczestnicy mogą je sobie wygodnie wykładać.

Celem zabawy jest zgromadzenia a następnie wyłożenie na środek ciągu tych samych liczby, ale w różnych kolorach, albo liczby (min. 3 szt.) występujących kolejno po sobie, np. 5, 6, 7. Kolejny uczestnik, wykłada swoje cegiełki albo uzupełniają brakujące fragmenty do już wyłożonych, a jeśli nie jest w stanie cegiełkami, które ma wykonać żadnego ruchu, dobiera sobie jedną.

Pozornie łatwa gra staje się emocjonująca i wymaga spostrzegawczości oraz logicznego myślenia w momencie nastania manipulacji. Kiedy kilku graczy wyłoży swoje płytki należy rozpocząć kombinacje przestawiania kostek na planszy. Rozdzielanie i przesuwanie kostek stwarza nowe, unikalne układy na planszy, do których należy się dopasować. Każdy z graczy ma narzucony reżim czasowy, który przyspiesza tempo gry i nie pozwala na długie zastanawianie się.

Za wszystko są oczywiście przyznawane punkty, nie mniej ponieważ w grę tą gra nawet nasza najmłodsza, sześcioletnia Małgosia, u nas po prostu chodzi o to, by pozbyć się wszystkich cegiełek.

Gra uczy spostrzegawczości, logicznego myślenia, najmłodszych oswaja z kolejności cyfr. Przyjemna gra, partyjka trwa ok 15 min. i obywa się bez najmniejszych kłótni, co rodzice z pewnością docenią…

Uno (klik)

uno, gra uno
gra Uno
uno gra
uno
Uno spiele, uno gra, uno Matel
Uno matel

Uno to bestsellerowa gra karciana, w dopasowanie kolorów i cyfr, od ponad 40 lat cieszy i bawi nowe pokolenia graczy. I choć znana moim dzieciom od dawna ( grali w nią w szkole i u kolegów), to trafiła do nas dopiero niedawno (choć eksploatowana jest tak, że pudełko nie nadawało się do pokazania, co w sumie tylko dobrze o niej świadczy.

Cel gry jest prosty, chodzi o to by gracze jak najszybciej pozbyli się wszystkich swoich kart, dopasowując je do karty, która w danej chwili znajduje się na utworzonym stosiku. Karty funkcyjne wprowadzają do gry zamieszanie i dostarczają śmiechu i emocji oraz pomagają pokonać przeciwników. Kiedy w ręku zostaje tylko jedna karta, gracz musi krzyknąć ,,Uno!”, choć nie jest to jeszcze wcale gwarancję, że wygra daną rozgrywkę, może się zdarzyć, że długo jeszcze będzie ciągnął wiele kart,zanim znajdzie tą, która będzie mógł wyrzucić na stosik.

Dzieci grają w nią chętnie, a i dla rodziców jest to miłe spędzenie czasu. nasza sześciolatka radzi sobie z nią już świetnie, więc od tego wieku rekomenduję.

Sekretny kod (klik)

Sekretny kod (Quercetti)
Sekretny kod (Quercetti)
Sekretny kod (Quercetti)
Sekretny kod (Quercetti)

Sekretny kod to z kolei strategiczna gra dla dwóch lub większej liczby graczy, której celem jest złamanie kodu.

Pierwszy z graczy, tzw. kodujący ma za zadanie utworzyć za pomocą kolorowych koralików jak najbardziej zaawansowany kod, który ukryty jest za osłonką uniemożliwiającą zobaczenie go przeciwnikowi. Drugi (lub pozostali, jeśli graczy jest więcej) próbuje go złamać, wbijając w tablicę ciągi kolorów, które typuje jako prawidłowe. Osoba kodująca, za pomocą małych białych koralików, daje osobie łamiącej znać, czy kolor który wytypował znajduje się w kodzie a za pomocą czarnego koralika informuje, że znajduje się on również w wybranym przez odkodowującego miejscu. Wskazówki te oraz użycie sprawnego myślenia doprowadzają do odgadnięcia kodu i wygranej.

Gra ma możliwość wyboru jednego z dwóch stopni trudności, kod można utworzyć z czterech lub pięciu kolorów.

Ze swojej strony chciałam dodać rzecz, o której producent nie wspomina, a jest genialna dla młodszych dzieci, mianowicie po ściągnięciu nakładki do kodowania, mamy do dyspozycji białą planszę, na której dzieci mogą za pomocą kolorowych ,,grzybków” tworzyć mozaiki. Tego rodzaju zabawki, producent ma nawet w swojej ofercie, ale tu mamy ją niejako bonusowo.

Gra rekomendowana od 7 roku życia, ale z funkcji mozaiki mogą skorzystać dzieci po 3 roku życia.

Cortex (klik)

cortex, gra cortex

Cortex -gra, która jest hit wśród dzieci trochę starszych. Prawdziwy roller coaster dla mózgu. Pamięć, refleksu i logiczne myślenie, dostaną tu niezły wycisk. Zadaniem graczy (od 2 do 6 osób) jest jak najszybsze znalezienie odpowiedzi na dane zadanie, ukryte pod kolejna karta. Każde z zadań ćwiczy inną część ludzkiego mózgu. Są karty na których trzeba znaleźć wyjścia z labiryntów, dopasować brakujący puzzel, odkryć parę identycznych obrazków, wytypować pasujący element kostki Rubica, albo za pomocą wyłącznie dotyku, bazując na fakturze, rozszyfrować obrazek mchu czy drewna.

Jeśli znacie grę Dooble, to Cortex jest w mojej ocenie, taką jego utrudnioną, rozszerzoną wersją. Gra idealna dla naszej Mai (12 lat), póki co ogrywa ona Antka (8 lat), ale mnie również. Honor dorosłych w domu ratuje tata, który jest jedynym godnym jej przeciwnikiem.

Mam nadzieję, że w tym szybkim przeglądzie gier, znalazła się jakaś, która Was zainteresowała.

Wszystkie z opisanych gier, dostępne są w sklepie internetowym Merlin.pl

Bedzie nam bardzo miło, jeśli w komentarzu napiszecie w jakie gry Wy lubicie grać. Zapowiada się, że jeszcze trochę na tej kwarantannie wszyscy pobędziemy, więc z radością poznamy Wasze typy.

Dużo zdrowia, spokoju ducha i cierpliwości.

Trzymajcie się ciepło…

,,Polka przy garach”

Aga Sz. kobiecym okiem, książek, KSIĄŻKI, RECENZJE, Strona glowna banner 1 Comment

Dawno nie pisałam tu o kulinarnej książce, bo też w ostatnim czasie nie ukazało się nic, co wywarłoby na mnie jakieś szczególne wrażenie. Nawet jeśli trafiała w moje ręce książka, która oczarowała mnie zdjęciami czy pięknym wydaniem, to w praktyce okazywało się, że skorzystałam z jednego, czy dwóch przepisów w niej zawartych i jedyną wartość jaką obecnie stanowi, to ta wizualna na półce, a to przecież to nie powód, by poświęcać im czas i uwagę.

Zdecydowanie inaczej było jednak z książką ,,Polka przy garach”, o której dziś napiszę. Ta z impetem wskoczyła na moje prywatne podium ukochanych książek kulinarnych i do dziś grzeje sobie tam miejsce w najlepsze, daremnie póki co, wypatrując konkurencji. Pochłonęła mnie totalnie i bez reszty. Oczarowała wydaniem, zdjęciami, szatą graficzną, tekstami no i co najistotniejsze- przepisami (których wykorzystałam już kilkanaście!). Dała inspirującego, kopa w sytuacjach kulinarnego znudzenia rolą gotującej mamy. Niejednokrotnie stała się źródłem inspiracji, kiedy to podane w niej przepisy przerabiałam według swojego pomysłu. Dzięki niej pytanie ,,co dziś na obiad” przestało na mnie działać jak płachta na byka.

Korzystając z przepisów w niej zawartych nie trzeba wybierać między gotowaniem szybkim a zdrowym, potrawami nudnym a prostym do przyrządzenia, bo ekspresowych oraz tych niewymagających wkładu pracy receptur jest w niej od groma.

Autorką ,,Polki przy garach” jest Agnieszkę Burska – Wojtkuńska, znana z pewnością części z Was jako Mrs. Polka Dot. Osobiście, zaglądam na bloga Agnieszki od paru dobrych lat i w mojej ocenie Aga to jedno z najlepszych, lifestylowych piór polskiej blogosfery. Inteligencja, połączona z genialnym, lekkim piórem z nutą dobrego humoru, a jak trzeba to i dawką zdrowego sarkazmu. Skarbnica inspiracji wnętrzarskich (w szczególności miłośnicy skandynawskiego designu będę tu usatysfakcjonowani), kosmetycznych, modowych i kulinarnych. Agencje reklamowe i magazyny kobiece powinny gorzko opłakiwać fakt, że Aga wybrała drogę pełnoetatowej blogerki, bo na moje oko, taki coopywriter to skarb, ale ale do brzegu…

Książka ,,Polka przy garach” jest naprawdę gruba, pięknie i solidnie wydana, a w środku wygląda tak:

Kluski szpinakowe (przed ugotowaniem)

,,Polka przy garach"

Gratin z cukinii i ziemniaków (przed i po upieczeniu)

Książka zawiera całe mnóstwo pomysłów na ekspresowe, zdrowe śniadania i obiady do przygotowania w tygodniu, kiedy nie każdy ma czas na gotowanie i takie idealne na leniwe weekendy, kiedy to mamy czas, by uruchomić patelnie czy gofrownicę. Znajdziecie w niej pomysły na pyszne, pożywne sałatki, kotlety na bazie kasz, jednogarnkowe, ,,samorobiące się” posiłki i przekąski, które zaserwować możemy, kiedy mamy gości.

Niezwykle wartościowy jest też obszerny wstęp do książki, który zawiera m.in. sporo praktycznych porad dotyczących codziennego gotowania, wskazówek, co warto zawsze w spiżarni mieć oraz świetny tekst na temat żywienia dzieci (Aga, podpisuję się pod każdym zdaniem, myślę i obserwuję dokładnie to samo!)

Nie przypominam sobie żebym w swoim zbiorze książek kulinarnych (a mam ich lekko licząc ponad sto), miała drugą taką z której przepisów skorzystałabym tyle razy co z tej. Serio.

Nigella Lawson napisała kiedyś ,,Czasami ludzie przepraszają mnie, że proszą o autograf nie na nowej kupionej książce, a na swoim własnym, zaplamionym egzemplarzu. Wierzcie mi, nie ma potrzeby za to przepraszać. Książki kucharskie, które z czasem, staną się zachlapane i pomazane, to jedyne książki, które mam ochotę pisać.” Aga, jeśli kiedyś dasz się namówić na spotkanie autorskie, to nastaw się na podpisywanie mocno nadwyrężonych egzemplarzy…

Bardzo Ci ,,Polki przy garach”, gratuluję. Kawał świetnej roboty!

A Wam kochani polecam, bardzo, bardzo, bardzo!!!

Książkę można ją zamówić tutaj: (klik)

Przy jej zakupie dostaniecie w gratisie e-booka ,,Polka przy garach. 40 przepisów na jesień”, a w super promocji jest teraz ,,Polka przy garach” w wersji e-book.

ps. Nie znamy się z autorka osobiście, wpis nie jest postem w żaden sposób sponsorowanym. Książkę kupiłam sobie sama, co myślę, powinno tylko dodatkowo utwierdzić Was w słuszności jej posiadania...

Tort Rocher

Aga Sz. PRZEPISY, Strona glowna banner, torty 0 Comments

Tort na bazie puszystego, kakaowego biszkoptu, nasączonego likierem orzechowym ( np. Frangelo byłby idealny) lub po prostu mocną kawą. Krem stanowi kombinacja śmietany kremówki, mascarpone i nutelli, a całość wzbogacona jest o chrupiące, prażone orzechy laskowe. Czekoladki Ferrero Rocher wieńczą dzieło, pamiętajcie jednak, by na każdy kawałek tortu przypadła jedna ich sztuka. Tort prosty w wykonaniu, idealnie sprawdzi się jako tort urodzinowy dla dorosłej osoby. Jeden z tych tortów, które smakują każdemu. Wbrew pozorom nie jest bardzo słodki!

Biszkopt:

( szklanka o pojemności 250 ml )

  • 5 jajek
  • 3/4 szklanki cukru (najlepiej drobnego)
  • 2/3 szklanki mąki pszennej tortowej
  • 1/3 szklanki kakao

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Mąkę i kakao przesiać przez sitko, wymieszać.

Białka oddzielić od żółtek, a następnie ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodawać stopniowo cukier, ciągle miksując.

Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając na niskich obrotach.

Mąkę wymieszać z kakao, przesiać je do masy jajecznej i wymieszać za pomocą szpatułki , ostrożnie, tak by białka nie opadły.

Dno tortownicy o średnicy ok. 23 cm cm wyłożyć papierem do pieczenia. Boków tortownicy nie smarujemy! Delikatnie przelać ciasto do formy, wyrównać.

Piec w temperaturze 160 – 170ºC przez około 35 – 40 minut lub do tzw. suchego patyczka.

Gorące ciasto wyjąć z piekarnika i niezwłocznie (w formie) upuścić z wysokości kolan na podłogę (warto zabezpieczyć ją deską/ręcznikiem. Wystudzić, a następnie przekroić na 3 blaty.

Po przestudzeniu, objechać dookoła ciasta nożem, wyciągnąć z formy, przekroić, tak by powstały 3 blaty.

Krem:

  • mały słoiczek Nutelli (230 g)
  • 200 g mascarpone
  • 500 g śmietany kremówki (schłodzonej)
  • 100- 150 g orzechów laskowych

Śmietanę i mascarpone ubić na puszysty krem. Stopniowo, po łyżce dodawać nutellę.

Krem może wydawać się ciut za płynny, spokojnie nutella, która jest w składzie, w lodówce stwardnieje i usztywni całość.

Do nasączenia:

  • kilka łyżek likieru orzechowego, kawowego, lub mała filiżanka mocnej kawy

Do ozdoby:

  • czekoladki Ferrero Rocher (w ilości odpowiadającej ilości kawałków, na jaki chcemy tort pokroić, u mnie 12 szt.)

Orzechy wysypać na suchą patelnie i prażyć przez kilka minut, a następnie przełożyć do szmatki, owinąć i pocierać nimi jeden o drugi, by w ten sposób pozbyć się brązowych łupinek.

Tak przygotowane orzechy laskowe posiekać.

Pierwszy blat (najlepiej ten, który wydaje się najgrubszy), nasączyć kilkoma łyżeczkami kawy/likieru. Nałożyć na niego 5 pełnych łyżek kremu, posypać dwoma łyżkami siekanych orzechów, przykryć kolejnym blatem i czynność powtórzyć. Na ostatni blat nałożyć resztę kremu, i rozsmarować nim również boki wypieku.

Tort obsypać resztą posiekanych orzechów i ozdobić czekoladkami Ferrero Rocher.

Gotowy tort przechowywać w lodówce.

Sprytnym patentem, by nie wybrudzić patery obsypując boki orzeszkami, jest pocięcie z pergaminu prostokątów (np. ok, 10 cm x 5 cm) i wetknięcie ich pod blat ciasta, dookoła. Kiedy skończymy tort ozdabiać, wystarczy wysunąć te kawałki i mamy czystą paterę/ tortownicę, a nie musimy siłować się z papierem rozłożonym pod całą podstawą tortu.

Migdałowe ciasteczka z lukrowanymi łabędziami

Aga Sz. ciasteczka, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

łabędziowe ciasteczka, ciasteczka łabędzie, swan cookies, łabędziowe przyjęcie, przyjęcie z łabędziami

Maślane ciasteczka to smakołyk, po które małe raczki na kinderbalach sięgają, z tego co zdążyłam niejednokrotnie zauważyć, wyjątkowo chętnie. A piekąc je w domu, oprócz pewności, co do jakości użytych składników, zyskujemy także bonus w postaci wewnętrznej satysfakcji i rzecz bezcenną jaka jest radości dzieci, że to specjalnie dla nich mama zrobiła takie cuda (nawet, jeśli tak jak w moim przypadku, ciasteczka dalekie są one od cukierniczego ideału…).

Do łabędzi pasowała mi migdałowa nuta, stąd dodatek migdałowej mąki i esencji.

Zakładając, że foremkę w kształcie serca, osoby piekące pierniczki, czy ciasteczka posiadają, omija nas także poszukiwanie foremki w kształcie łabędzia, którego, umówmy się nie użyjemy już potem nigdy więcej. Potrzebna nam będzie jedynie tylka z dość drobnym otworem (nr. 2,3), woreczek cukierniczy i jadalne flamastry (te, natomiast, przydadzą się jeszcze nie raz z pewnością)

Składniki:

Ciasteczka migdałowe:

  • 170 g miękkiego masła
  • 160 g drobnego cukru
  • 2 duże jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu migdałowego (ewentualnie kilka kropel olejku migdałowego)
  • 300 g mąki pszennej (plus zapas do podsypania)
  • 100 g mąki migdałowej (czyli mielonych migdałów)
  • szczypta soli

Nie używałam do nich proszku do pieczenia, ale nic nie szkodzi na przeszkodzie, by go dodać (1 łyżeczkę).

Masło zmiksować z cukrem na puszystą masę, dodać jajka i ekstrakt, wymieszać.

W drugiej misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i solą.

Wsypać suche składniki do maślano- jajecznej masy, łącząc wszystkie składniki, na wolnych obrotach miksera.

Jeśli ciasto będzie zbyt lepkie by je rozwałkować, dosypać trochę mąki.

Ciasto podzielić na dwie części, z każdej uformować dysk, owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na min. godzinę.

Po tym czasie wyjąc 1 część ciasta, posypać stolnicę i wałek odrobiną mąki, rozwałkować ciasto na grubość ok pół cm.

Wycinać za pomocą w foremek do ciasteczek (które każdorazowo dobrze jest zanurzyć w mące) i układać je w odstępach na blachach uprzednio wyłożonych pergaminem

Piec na termoobiegu, w temperaturze 175 stopniach C. przez 8-12 min. w zależności wielkości ciasteczek (i piekarnika), do momentu aż delikatnie zezłocą się na brzegach.

Po upieczeniu przełożyć na metalową kratkę do całkowitego ostygnięcia.

Lukier:

  • białko jaja kurzego
  • 1-2 szklanki cukru pudru
  • kilka kropel soku z cytryny

Białko na wolnych obrotach ubić do białości, dosypywać stopniowo cukier puder. Jego ilość zależna będzie od wielkości białka, wilgotności cukru, ale z pewnością, szklanka okaże się minimum. Lukier powinien być idealne gładki, bez grudek i na tyle płynny, by dało się go wycisnąć przez tylkę, tak by dobrze się nim pracowało, a narysowane nim kontury się nie rozlewały się na boki.

Gdyby okazało się, że jest zbyt lejący, wystarczy dodać, miksując łyżkę czy dwie cukru pudru, gdybyście z kolei przesadzili z ilością cukru pudru, i lukier był za gęsty dodajecie ciut więcej soku z cytryny (a jeśli i to za mało, raz jeszcze ubijcie białko i dodajcie jego część do lukru).

Lukier przełożyć do woreczka cukierniczego, zakończonego metalową tylko z nr. 2 lub 3. Obrysować kontury łabędzi, odstawić do przeschnięcia (min. 15 min.) reszta lukru wypełnić jego środek. Nie trzeba tego robic dokładnie wystarczy nałożyć dość gęsto esy-floresy, a potem za pomocą np. wykałaczki, całym jej bokiem rozprowadzić lukier aż do obrysowanych brzegów. Sprawa jest tu prosta, gdyż nie zależy nam by lukier był idealnie gładki, wszelkie jego nierówności fajnie imitują upierzenia naszych białych bohaterów.

Jeśli (tak jak było u mnie) okaże się, że rysując kontury zrobiliście zbyt grube, okrągłe dziobki, na tym etapie (gdy lukier nie zasechł), spokojnie ,,wyrzeźbicie” ich pożądany kształt, usuwając nadmiar lukru czubkiem wykałaczki.

Po kilu godzinach, a najlepiej następnego dnia, gdy lukier całkiem wyschnie, za pomocą czarnego, jadalnego flamastra, rysujemy oczy, a złotą jadalną farbką (u mnie flamaster z pędzelkiem) końcówki dziobków.

Linki do sklepu, w którym zamówiłam flamastry i tylki, znajdziecie na dole postu z ciasteczkami jednorożcowymi (klik).

łabędziowe ciasteczka, ciasteczka łabędzie, swan cookies, łabędziowe przyjęcie, przyjęcie z łabędziami
łabędziowe ciasteczka, ciasteczka łabędzie, swan cookies, łabędziowe przyjęcie, przyjęcie z łabędziami

Więcej pomysłów na zorganizowanie łabędziowego przyjęcia przyjęcia znajdziecie w tym poście (klik)

Miłych chwil na zabawie z lukrem i udanego przyjęcia…

Serdeczności

Tort bezowy z lemon curd

Aga Sz. bezowe, PRZEPISY, torty, Wielkanoc 2 Comments

tort bezowy z lemon curd, lemon curd Pavlova

Nie znam osoby, która nie lubi tortu bezowego. Znam za to wielu, którzy potrafili by zjeść cały. Ten tort powstał na potrzeby łabędziowego przyjęcia mojej córeczki Małgosi. Godnie zastąpił planowany przez chwilę tort z szyją łabędzią z masy cukrowej, okryty piórami z białej czekolady. Wbite w niego ozdobne toppery, zaoszczędziły mi jak sądzę dwie godziny pracy…

Biorą pod uwagę kolorystkę przyjęcia, lekkość dekoracji i klimatu jaki nasuwają łabedzie, jako owocowy dodatek do bezy wybrałam cytryny, a dokładniej lemon curd, czyli słodko-kwaśny, aksamitny, kremowy krem na bazie cytryn, żółtek i masła. Pyszny! Nie tylko zresztą do tortu.

Składniki:

Bezowe blaty:

  • 6 dużych białek
  • szczypta soli
  • 300 g drobnego cukru
  • łyżka mąki ziemniaczanej (lub kukurydzianej)
  • soku z cytryny

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Dwie blachy do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia, odrysować na nich (np. od talerzyka, spodu tortownicy) dwa 20 cm okręgi. Jeśli macie duży piekarnik ( i blachę, na której zmieszczą się bezy obok siebie to wystarczy jedna blacha oczywiście).

Białka ubić w metalowej lub szklanej misie (plastik odpada, serio), ze szczyptą soli, na sztywną pianę.

Stopniowo dosypywać, po łyżce cukier, cały czas ubijając, aż do uzyskania sztywnej, błyszczącej piany.

Dodać soku z cytryny i ponownie całość zmiksować.

Przesiać mąkę mąkę i delikatnie, za pomocą szpatułki, wmieszać ją do masy.

Całość wyłożyć po równo na odrysowane na papierze okręgi, wyrównać.

Wstawić do nagrzanego do 180ºC piekarnika.

Po 5 minutach zmniejszyć temperaturę do 120ºC i piec przez godzinę i kwadrans.

Gotowe bezy powinny być zarumienione, suche i chrupkie z zewnątrz, ale zachować miękki środek.

Po wyłączeniu piekarnika, uchylić odrobinę jego drzwiczki i zostawić do wystygnięcia na kilka godzin, a najlepiej całą noc.

Lemon curd

  • 2 duże jajka
  • 2 żółtka
  • 160 g drobnego cukru
  • 80 g masła
  • 2 cytryny (najlepiej ekologiczne, niewoskowane)

Cytryny wyszorować szczoteczką, jeśli nie są bio, to także wyparzyć, a następnie zetrzeć z nich (na drobnych oczkach) skórkę, a potem wycisnąć sok.

W rondelku roztrzepać jajka, żółtka i cukier (ręczną trzepaczka uda się to bez problemu), tak, by całość się połączyła. Najbezpieczniejsza metodą przygotowania lemon curd jest przygotowanie tego kremu na parze. W tym celu w garnku umieszczamy trochę wody, stawiamy na nim rondelek (woda z garnka nie może go dotykać) i w ten sposób podgrzewamy krem.

Do ciepłej masy dodać masło, sok i skórki z cytryny. Mieszać, aż krem się zagotuje i zgęstnieje. Odstawić do ostudzenia.

Na wierzch i do przełożenia potrzebne będzie także:

  • 300-400 ml śmietany kremówki.

Schłodzoną śmietanę ubić na sztywno. Połowę jej ilości

Blat, który upiekł nam się większy, solidniejszy, wybrać jako podstawę tortu. Nałożyć na niego i delikatnie rozsmarować połowę kremu lemon curd, a następnie pokryć go połową ubitej śmietany.

Przykryć drugim bezowym blatem i czynności powtórzyć.

Opcjonalnie można górę posypać podprażonymi płatkami migdałów

tort bezowy z lemon curd, lemon curd Pavlova

Więcej pomysłów na łabędziowe przyjęcie znajdziecie tutaj (klik).

Toppery , świeczki i balon: Partymika

Aż Wam zazdroszczę, jeśli zdecydowaliście się ją upiec…

Serdeczności

Łabędziowe urodziny (swan party)

Aga Sz. DZIECI, przyjęcia, Strona glowna banner 3 Comments

swan party, przyjęcie łabędziowe, urodziny łabędziowe, urodziny dla dziewczynki, urodziny tematyczne

Biel, złoto i piórka fruwające po całym domu, to znak, że łabędzie stały się motywem przewodnim szóstych urodzin Małgosi.

Temat bardzo wdzięczny, szczególnie dla dziewczynek, ale ze względu na swój urok, lekkość i niewinność, cudownie sprawdzi na chrzcinach czy baby shower.

Nieodłącznie kojarzącą się z łabędziami bieli, połączyłam z klasycznym odcieniem złota, choć nie ukrywam, kusiło mnie też modne ostanio bardzo różowe złoto.

Nie przedłużając, tradycyjnie zapraszam na fotorelację, a pod zdjęciami zostawię dokładny opis wykorzystanych produktów, przepisy, linki, słowem wszystko co może Wam się przydać, jeśli planujecie przyjęcie w takim właśnie klimacie…

swan party, przyjęcie łabędziowe, urodziny łabędziowe, urodziny dla dziewczynki, urodziny tematyczne
swan party, przyjęcie łabędziowe, urodziny łabędziowe, urodziny dla dziewczynki, urodziny tematyczne,ciasteczka łabędzie
swan party, przyjęcie łabędziowe, urodziny łabędziowe, urodziny dla dziewczynki, urodziny tematyczne, kostium łabędzia

Plakat z łabędziem Mysi Ogonek

łabędziowe przyjęcie, swan party

Naturalna świeca sojowa Spiritual yoga marki Ily line , subtelne drzewo sandałowe i wanilia, zapach stworzony na tego typu przyjęcie. Polecam też tą o nazwie Sponge cake. Bajka…

Kiedy usłyszałam od Małgosi, że marzy by jej szóste urodziny były łabędziowe, oczami wyobraźni zobaczyłam łabędzie szyje z masy cukrowej, stertę rondelków do mycia po roztopionej białej czekoladzie, z której powstaną pióra, do ozdoby boku tortu i rzędy babeczek precyzyjnie ozdobione białymi ptakami i koronkami. I wiecie nie twierdzę, że to nie było do zrobienia w warunkach domowych. Było. Nie bałam się tego wyzwania, tylko myślę, że często urodziny dzieci, to przerost formy nad treścią. Że czasem mniej znaczy więcej. Że w prawdziwym życiu tort i babeczki, kiedy na stole są też inne słodkości to dla dzieci za dużo i prawda jest taka, że potem dojadamy je przez kolejne dni. Jasne, w moim przypadku, to też pomysły dla Was, przepisy, które możecie sobie wykorzystać. Przepraszam więc tych, którzy na te łabędzie szyje z masy cukrowej liczyli, ale tym razem, urodziny te będą bardziej pomysłem na to, jak z tego tematu wybrnąć, nie zajeżdżając mamy po nocach, ale jednocześnie nie tracąc możliwości, jakie nam impreza w tym stylu daje.

Małgosia ułatwiła mi sprawę i zdjęła resztki wyrzutów,które nie ukrywam gdzieś tam się we mnie tliły, mówiąc ,,a torcik to ja bym bardzo mamusiu chciała taki bezowy ze śmietaną”. Nie wiem jak Wam, ale mi beza pasuje do łabędzi idealnie. Przecież klasyczna beza Pavlovej powstała na cześć primabaleriny o tym nazwisku, a stąd już tylko krok do ,,Jeziora łabędziego” prawda?

Tak więc tort, to nic innego, jak dwa bezowe blaty, pokryte obłędnie cytrynowym, domowym kremem lemon curd i bitą śmietaną (przepis wkrótce).

Na słodkim, ,,łabędziowym” stole pojawiły się także:

  • migdałowe, maślane ciasteczka. Darowałam sobie tym razem zamawiania foremki w kształcie łabędzia (notabene wybór w polskich sklepach internetowych marny w tym temacie), wykorzystałam foremkę w kształcie serca i za pomocą lukru, i jadalnych pisaków, narysowałam je sama. Szału nie ma, ale powtarzam sobie jak mantrę, że jestem przecież tylko mamą a nie cukiernikiem…
  • zamiast babeczek, mini biszkopciki a także drobne beziki i pastelowe pianki marshmallow, prażynki (niestety te najczęściej z olejem palmowym, ale w Lidlu znajdziecie chrupki ryżowo-zbożowe, które wyglądają bardzo podobnie).
  • Do picia sugeruję domową lemoniadę, wodę z cytryną, u nas woda z syropem z mięty (dziękujemy ciociu Gosiu, prosimy o przepis!)

W planach było także kręcenie waty cukrowej, ale w ferworze zabawy, zupełnie o tym zapomniałam…

Wszystkie imprezowe dodatki pochodzą, jak zawsze ze sklepu Partymika.pl

1.Girlanda w piórka (jej pojedyncze elementy wykorzystałam jak ozdoba na stole) (klik)

2. Papierowe słomki (klik)

3. Złote i białe perłowe balony (klik)

4. Toppery na tort (klik)

5. Długie, złote, brokatowe świeczki (klik)

6. Papierowe foremki do babeczki (klik)

7. Papierowe talerzyki łabędzie (klik)

8. Papierowe kubki w złote piórka pasują idealne (klik), ja wykorzystałam plastikowe buteleczki (klik), do których dokleiłam białe piórka i wycięte z papieru łabędzie (w tej sprawie, też pomoże Monika Partymika)

9. Świeczki w kształcie łabędzi i złotych serc (klik)

10. Foliowy balon w kształcie cyfry (klik)

11. Girlanda papierowa (u nas przyklejona taśmą dwustronną do brzegu komody, na której znajdował się słodki stół (klik)

12. Foliowy balon łabędź (klik)

13. Papierowe serwetki z motywem łabędzi (klik)

poduszka łabędź

Mięciutką poduszkę w kształcie łabędzia , znalazłam dla Małgosi w sklepie Emako.pl . Były tam też śliczne, tematyczne skarbonki…(klik) Myślę, że to świetne pomysły na prezent

meri meri kostium łabędzia, swan party, urodziny łabędziowe, przyjęcie łabędziowe
meri meri kostium łabędzia

No i hit, strój solenizantki, kostium łabędzia. Och i ach to za mało by go opisać, ukochanej marki Meri Meri. Pięknie wykonany, subtelny, z gumeczkami na końcach peleryny, by dziecko podnosząc ręce mogło ,,rozwinąć skrzydła” jak prawdziwy ptak.

białe, skórzane papcie dla dzieci, eko tuptusie

I jeszcze papcie Małgosi to Eko tuptusie , ręcznie szyte, skórzane, śliczne i najwygodniejsze na świecie, do przedszkola, po domku i jak widać również na imprezy. Kochamy od dawna…

I jeszcze, może Wam ułatwię zadanie, jeśli szukacie kolorowanek do wydruku. Koleżanki Małgosi, mogłyby całą imprezę kolorować i ozdabiać kryształkami, brokatami obrazki.

Wykorzystałam do druku te kolorowanki: (klik) i (klik)

To by było, chyba na tyle.

Do zobaczenia na kolejnej imprezie…

pozdrawiam najserdeczniej…

Sernik waniliowo-pomarańczowy z purée żurawinowym

Aga Sz. Boże Narodzenie, ciasta, ciasta z owocami, PRZEPISY, serniki, Strona glowna banner 2 Comments

Sernik, który królował na naszym tegorocznym, bożonarodzeniowym stole. Idealnie równy, aksamitny. Umiarkowana słodycz sernika o świąteczno-zimowej waniliowo-pomarańczowej nucie, przełamana została w nim słodko-cierpkim żurawinowym akcentem. Całość podana na owsiano- orzechowym spodzie. Jego kolor, a szczególnie ozdoba w postaci świeżej żurawiny i gałązek świeżego rozmarynu, sprawiają, że jest wręcz stworzy do upieczenia zimą.

Jeden z pyszniejszych serników na blogu. Bardzo polecam.

Składniki na spód:

  • 120 g ciastek zbożowych, pełnoziarnistych lub owsianych
  • 40 g orzechów włoskich lub pekan
  • 30 g masła, roztopionego

Ciastka, orzechy i masło wrzucić do malaksera i zmiksować do otrzymania masy ciasteczkowej o konsystencji mokrego piasku.

Jeśli natomiast orzechy mamy zmielone, wystarczy ciastka w woreczku rozgnieść za pomocą np. tłuczka i wymieszać całość z masłem.

Dno tortownicy o średnicy 23-24 cm., wyłożyć papierem do pieczenia.

Na dno wysypać masę z ciasteczek, dokładnie, równo rozprowadzic je po dnie dociskając. Podpiec w temperaturze 175ºC przez około 10-12 min. lub do zarumienienia. Wyjąć, lekko przestudzić przez czas przygotowania masy serowej.

Formę dwukrotnie owinąć szczelnie z zewnątrz folią aluminiową – sernik będzie pieczony w kąpieli wodnej*

Składniki na masę serową:

  • 600 g twarogu tłustego lub półtłustego zmielonego trzykrotnie
  • 300 g kwaśnej śmietany 18%
  • 200 g drobnego cukru do wypieków
  • 4 duże jajka
  • 1 żółtko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • świeżo otarta skórka z 1 pomarańczy (umytej ekologicznej, lub sparzonej i wyszorowanej zwykłej)
  • 3 łyżki mąki pszennej

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

W misie miksera umieścić wszystkie składniki. Miksować do połączenia składników, możliwie krótko, by niepotrzebnie nie napowietrzać masy (sernik, który podczas miksowania nabierze powietrza, urośnie, ale potem równie szybko opadnie). Idealny sernik pieczony w kąpieli wodnej jest płaski.

Masę serową przelać na ciasteczkowy spód i piec w kąpieli wodnej* w temperaturze 160ºC przez około 50 – 60 minut. Cała powierzchnia sernika powinna być wypieczona i ścięta przy dotyku.

Wyjąć z piekarnika, wystudzić.

Żurawinowe puree:

  • 300 g świeżej (lub mrożonej) żurawiny
  • 100 g cukru
  • otarta skórka z 1 pomarańczy (ekologicznej

Wszystkie składniki umieścić w garnuszku. Wymieszać, zagotować, a następnie gotować kilka minut, aż wszystkie żurawiny popękają i otrzymamy masę przypominająca dżem.

Zdjąć z palnika, przetrzeć przez sitko, przestudzić.

Puree żurawinowe rozsmarować równą warstwa na schłodzonym serniku.

Ozdobić świeżymi owocami żurawiny i np. jak u mnie rozmarynem.

* Sernik pieczemy w kąpieli wodnej. Polega to na tym, że szczelnie zamkniętą, owiniętą dodatkowo dwukrotnie z zewnątrz folią aluminiową formę z sernikiem, wkładamy do większej formy lub naczynia żaroodpornego, do którego nalewamy do połowy wysokości foremki z sernikiem gorącej wody. Niejednokrotnie piekłam tego rodzaju serniki również w ten sposób, że piętro niżej pod sernik wsuwałam blachę (tą, która jest w zestawie z piekarnikiem, możliwie głęboką) wypełnioną wrzątkiem i tez wychodziły super. Sernik pieczony w towarzystwie pary wodnej ze względu na towarzysząca procesowi wysoką wilgotność piecze się równo, nie pęka a po upieczeniu zachowuje idealnie kremową konsystencję.

Smacznego!

Przepis pochodzi z (cudownej!) książki Doroty Świątkowskiej ,,Moje wypieki na 4 pory roku”. Zmniejszyłam jedynie ilość cukru w masie serowej, a sugerowane orzechy pecan zamieniłam na laskowe.

Pościelowe opowieści o lalkach

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, NASZ DOM, Strona glowna banner 0 Comments

Pamiętam doskonale swoją ukochana lalkę z dzieciństwa. Kupiona w NRD, swoją wielkością i mimiką twarzy imitowała noworodka. Miała nawet zaklejony pępuszek. Ukochane zabawki, to jedne z tych przedmiotów, które zapamiętujemy na całe życie.

O ile starsza moja starsza córka Maja nigdy nie była specjalnie ,,lalkowa”, to mam wrażenie, że jej młodsza siostra przejęła sympatię do lalek w zdwojonej sile. Tym bardziej nam miło, że po raz kolejny, zostałyśmy zaproszone przez markę Artyk, producenta Lalki Natalki, by poznać ich nowości i sprawdzić, które z nich podobają się Małgosi najbardziej.

Część z Was, pewnie pamięta, że w ubiegłym roku, piekłyśmy ciasteczka z Lalką Natalią mała kuchareczką (klik) .

Sesja, która powstała na potrzeby tego wpisu, jest mi bliska, również dlatego, że Małgosi, w testowaniu lalek pomagała moja mała siostrzenica Zuzia. Moją siostrę i mnie dzieli aż 11 lat różnicy wieku, właściwie nigdy nie bawiłyśmy się razem lalkami. W momencie, kiedy ona była w wieku naszych córek obecnie, ja byłam nastolatką i lalki co najwyżej jej kupowałam. Z racji tego, że Magda urodziła Zuzię w wieku 24 lat, a ja Małgosię 33, nasze córeczki mają szczęście razem dorastać i wspólnie się bawić, a jak dobrze się dogadują to widać na zdjęciach…

Śpiący bobas ma pastelowo-różowe ubranko, zdejmowaną czapeczkę, smoczek i buteleczkę. Po naciśnięciu na brzuszek laleczka (bardzo realistycznie) gaworzy. Po przyłożeniu jej do ust smoczka zaczyna go ssać, a kiedy podamy jej buteleczkę, usłyszymy odgłos picia mleczka. Po zjedzeniu zostanie ukołysaniu, zamyka oczka i zasypia.

Lalka idealna jako pierwsza interaktywna lalka dla dziecka. Posiada funkcje wzbudzające u dziecka opiekuńczość i empatię, ale nie przytłacza ich ilością. Jej atutem jest miękkość, sprawdzi się do zasypiania, a także stosunkowo niewielki rozmiar, bez trudu zmieścimy ją w plecaku do przedszkola, weekend u babci czy wakacje.

Jeśli natomiast szukacie lalki, znacznie bardziej zaawansowanej, to polecamy lalkę Natalia Mądra Przyjaciółka. Wymawia ona i śpiewa aż 30 różnych zdań/piosenek i posiada 10 sensorów, umiejscowionych na brzuszku, rączkach, buzi, oczach i stopach. Ma bardzo przyjemny głos, o optymalnej, (nieuciążliwej dla rodzica 😉 ) głośności. Ta lalka to gwarancja długiej zabawy, ale też nauki, Małgosia w ciągu pierwszej zabawy nią opanowała alfabet.

Te i wiele, wiele innych lalek znajdziecie na stronie Lalkinatalia.pl

Pościel, poduszki i lampka widoczna na zdjęciu pochodzą ze sklepu Lamps&Company, jest to kolekcja Blossom, zaprojektowana przez nasza ukochana ilustratorkę Kasię Stróżyńską Góraj.

Naklejka na ścianie to Dekornik, wzór Peony (także projektu Kasi).

Dobrego dnia Kochani!

Post powstał przy współpracy z marką Artyk

Najłatwiejsze na świecie popękane pierniczki

Aga Sz. Boże Narodzenie, ciasteczka, pierniki & pierniczki, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

Wraz z utratą zębów mlecznych, moje dzieci tracą wiarę w istnienie św. Mikołaja. Już tylko Małgosia ufa, że ciasteczka, które zostawiają na parapecie 5 grudnia wieczorem, zjada facet z biała brodą w czerwonych gaciach. I nie wnika nawet, jak mu się udaje w nocy do domu naszego dostać. Antek ostentacyjnie oświadczył, że w niego nie wierzy, ,,Wiem mamo, że to Wy”, nie mniej zapewnił, że ma w planach dalej ten dzień świętować.

Poranki mikołajowe, kiedy leżąc w łóżku mogę nasłuchiwać odgłosów domu: budzika nastawionego u Mai, tego ,,Antek wstawaj, Mikołaj”, ,,Gooosiuuu”, ,,Nie, nic nie szukaj, najpierw zejdziemy na dół zobaczyć, czy zjadł ciasteczka”. Ten odgłos wspólnego ich zbiegania na boso po schodach, to jeden z najpiękniejszych dźwięków w całym roku. A kiedy słyszę Antka, jak buszując w paczkach ze słodyczami, które ich tata przynosi z pracy ,,Maja ja chyba takiego nie mam”, pada z jej strony ,,Nie martw się Antek, dam ci moje”, choć każdego innego dnia nie przeszłoby jej to przez gardło, to wiem, że wszystko idzie we właściwym kierunku. Ten rozczulający mnie totalnie widok, kiedy przy świetle lampek siedzą całą trójką na podłodze i szczęśliwi rozmawiają, oglądając prezenty, to jest rzecz, którą chciałabym zamknąć w szczelnie w puszcze na pierniki i otworzyć po latach, kiedy mikołajkowe poranki w naszym domu wypełnią się ciszą…

Piszę te słowa, popijając kawą i rozkoszując się pierniczkami, z przepisem na które, tu dziś przybyłam. Absolutnie zbawienny dla osób, którym przed Świętami brakuje czasu, sił tudzież chęci na pieczenie klasycznych, wymagających wałkowania i wykrawania pierniczków.

Wykonanie tych jest śmiesznie proste, szybkie i nieabsorbujące. Poradzą sobie z nim nawet dzieci. Wszystko sprowadza się do wymieszania składników i ulepienia z nich kuleczek, które podczas pieczenia spłaszczą się i popękają.

Pomijając fakt, że wyglądem nie mogą konkurować ze swoimi precyzyjnie ozdobionymi lukrem kuzynkami, niczego im nie brakuje. Ba, uczciwie przyznać nawet trzeba, że są od nich smaczniejsze. Niepozorne, płaskie ciasteczka o miodowo-piernikowej nucie, które pod chrupiącym wierzchem skrywają miękkie, ciągnące się wnętrze. Trudno poprzestać na jednym, choć nie wiem czy to zaliczyć na ich plus…

Świetnie sprawdzą się jako ciasteczka zostawione Mikołajowi na parapecie. Dla mnie genialne!

Składniki:

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżeczka imbiru w proszku
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 150 g miękkiego masła
  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 1 jajko
  • 1/2 szklanki płynnego miodu

Mąkę wymieszać z sodą, proszkiem, solą, cynamonem, imbirem i przyprawą do piernika.
W drugiej misce zmiksować masło z cukrem na puszysta masę, a następnie dodać miód i jajko i jajko.
Ucierając, stopniowo dosypywać suche składniki.

Masa będzie gęsta i trochę klejąca.
Przykryć miskę i ostawić do lodówki na ok. godzinę, by masa stwardniała.

Formować z masy kulki o średniki ok. 3cm, takie wielkości orzecha włoskiego.

Kulki układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując pomiędzy nimi 5 cm odstępy.
Piec w nagrzanym do 180°C przez ok. 12 minut. , aż lekko się zarumienią. Wydłużenie czasu pieczenia może spowodować, że ciasteczka nie będą miękkie i ciągnące w środku, a to cały ich urok.
Wyjąć z piekarnika i ostudzić na blasze.

Po upieczeniu pierniczki będą miękkie, ale spokojnie, gdy ostygną, stwardnieją z łatwością je z blachy ściągniecie.

Wielu mikołajkowych wzruszeń i udanych wypieków…

Źródło przepisu: (z moimi zmianami) White Plate

,,Koszyk” Julia Rozumek

Aga Sz. DZIECI, książek, KSIĄŻKI, książki, Strona glowna banner 0 Comments

O książce ,,Koszyk” Julii Rozumek, chciałam napisać już dawno. W pierwszym odruchu jednak, mój perfekcjonizm uparcie domagał się znalezienia koszyka podobnego do tego tytułowego, by zrobić książce należyte zdjęcia, co okazało się trudnym zadaniem. Ostatnio, pisząc post o książkach na czas Adwentu mocno rozważałam, czy książki tej w nim nie umieścić, doszłam jednak do wniosku, że zasługuje ona na osobny wpis…

Choć tekst w całości nie odnosi się do Świąt Bożego Narodzenia, to opowiadanie to w dniu Wigilii się kończy. Jak wszystkie książki autorki, tak i ta niesie ze sobą chwytająca za serce dawkę życiowej mądrości, dobra, nadziei, a dla dorosłych czytelników zapewne i wspomnień, wzruszeń, więc na ten świąteczny czas jest idealną na jej lekturą.

Dziś nadążyła się wyjątkowa okazja, by ją w końcu u mnie przedstawić, gdyż Julia nakręciła filmik w świątecznym klimacie, w którym czyta jej fragmenty. Pozwolę sobie go tu, za Jej zgodą umieścić…

Książka opowiada historię koszyka. Rozpoczyna się ona w 1918 roku i wraz z nim, przez kolejnych sto lat śledzimy jego losy. Koszyk zmienia miejsca pobytu, właścicieli i pełnione funkcję, a wszystko to dzieje się z historią Polski w tle. W przystępny dla dzieci, (ale nie infantylny) sposób bajka przybliża fakty z życia naszego kraju, rzeczy charakterystyczne dla danego okresu. Jest więc wojna, zima stulecia, kolorowe lata siedemdziesiąte i bure czasy PRL.

Książki, które Julia piszę dla dzieci, mają też ogromną wartością literacką dla dorosłego czytelnika, który czerpie dużo radości z ich czytania. Treści skłaniają do zadumy oraz stanowią wspaniały punkt wyjścia do rozmów z dziećmi. Nie inaczej jest tym razem. Po raz pierwszy naszym dzieciom, książkę tą czytał im ich tata i pamiętam, że co chwilę, czytanie było przerywane, by coś dopowiedzieć, wytłumaczyć, odpowiedzieć na pojawiające się pytania, a czasem powspominać.

O ilustrację zadbała Małgosia Gibas- Grądman (znana z Las & Niebo), która wspaniale oddała na nich klimat mienionych czasów. Poniżej klika wybranych ilustracji z książki…

Myślę sobie, że jeśli babcie i dziadkowie Waszych dzieci, dopytują, co też wnukom kupić pod choinkę, to ta książka będzie najlepszym wyborem. A jeśli dane im będzie podczas Świąt wspólnie ją przeczytać, to uwierzcie mi, obdarowani będą równocześnie darczyńcy. A Wy koniecznie spójrzcie w ich oczy, kiedy przeczytają ostatnie zdanie…

Wszystkie książki Julii do nabycia tutaj: (klik), ,,Koszyk” w świątecznym zestawie tu: (klik)

Pozdrawiam Wam serdecznie i zmykam do kuchni, bo jutro Mikołaj, a my nie mamy dla niego jeszcze ciasteczek…

Świąteczne wypieki z Melissa &Doug

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, NASZ DOM, Strona glowna banner 0 Comments

drewniane kuchenne zabawki Melissa&Doug, sesja zdjęciowa z zabawkami dla dzieci

Tak naprawdę to nie wiem, która z nas Małgosia czy ja, jest większą fanką drewnianych, kuchennych zabawek. Ona potrafi całymi godzinami bawić się w swojej kuchni, mieszać, miksować, nakładać i kursować miedzy pokojami domowników, zbierając, a następnie realizując zamówienia ze swojej kawiarni, co mnie z kolei nie przestaje wzruszać i w związku z tym zapałem i nieukrywaną radością, regularnie poszerzam jej kolekcję. Tłumaczę to (sobie samej i innym), także tym, że pokażna ich kolekcja jest mi potrzebna z racji sporego prawdopodobieństwa posiadania w przyszłości dużej ilości wnuków. Będę wówczas mogła ich nimi spokojnie obdzielić. I nie jest to żart, moje dzieci są w posiadaniu ponad 80-letniego mini kredensu kuchennego swojej prababci, także mówię to bardzo poważnie…

W tym roku, na zaproszenie sklepu z zabawkami i akcesoriami dla dzieci Tublu.pl , przyjrzałyśmy się z Małgosią bliżej marce Melissa & Doug i chcemy Wam ją trochę przybliżyć.

Melissa & Doug to amerykańska marka istniejąca od ponad 25 lat. Nazwa pochodzi od imion jej założycieli. Najpierw Doug zaproponował Melissie wspólne założenie firmy, a kilka lat później małżeństwo. Dziś mają szóstkę dzieci i markę znaną na całym świecie, oferująca ponad 2000 unikatowych, wysokiej jakości zabawek i akcesoriów dla dzieci w każdym wieku.

My skupiłyśmy się dzisiaj na tych kuchennych…

drewniane kuchenne zabawki Melissa&Doug

Pierwszy i najbardziej oczywisty wybór padł na mikser. Wszak to najbardziej pożądany przedmiot każdego, nie tylko małego cukiernika.

Drewniany mikser (klik)

Bardzo ładnie wykonany, dodatkowo w komplecie posiada wyciągane z foremki ciasto (Gosia twierdzi, ze to chlebek bananowy, ale wykorzystuje go także kiedy serwuje kopytka), zamykane na rzep jajko, dwa kawałki masła, łopatkę i kartonik imitujący mąkę. Zabawka jest w optymalnym rozmiarze, zabawa nim jest wygodna. Boczne pokrętło jest ruchome, a urządzenie wprawiamy w ruch kręcąc nim od góry. Tu brawa dla producenta za to, ze mikser jest w kolorach, które nie sugerują jakoby była to zabawką tylko dla dziewczynek, bo przecież powszechnie wiadomo, że wielu mistrzów cukiernictwa to mężczyźni…

Drewniane owoce do krojenia (klik)

Zestaw siedmiu owoców z nożykiem, zapakowanych w drewnianej skrzynce z logo marki. Każda z części owoców posiada rzep, dzięki czemu można je za pomocą dołączonego nożyka kroić, a potem ponownie ze sobą sczepiać. Posiadamy już podobny zestaw innej marki, owoce w tym są jednak zdecydowanie większe, niewiele odbiegają od naturalnych rozmiarów tych owoców. Drewniana skrzynka, po zakończonej zabawie, przechowa je i ładnie wygląda. Małgosia wykorzystuje ją także jako tacę. Bardzo ładnie wykonana, solidna rzecz.

Tort urodzinowy (klik)

Apetyczny, estetyczny, kolorowy tort, którego kawałki, podobnie jak w przypadku owoców, połączone są rzepami, można zatem serwować go w całości, albo w kawałkach. Z całym mnóstwem akcesoriów tj. posypki, rozetki z kremu, truskawki w czekoladzie, którymi dziecko (także za pomocą rzepów) może wypiek dowolnie ozdabiać. W komplecie również patera i łopatka do tortu. Jako, że jest to z założenia tort urodzinowy, są oczywiście także świeczki i tu fajna sprawa, że jest ich aż sześć. To niby drobiazg, ale jestem pewna, że gdyby były cztery, pięcioletnie dziecko mogłoby się poczuć trochę zawiedzione.

Zestaw mrożonych przysmaków (klik)

Kawiarnia Małgosi serwuje również lody i tu do wyboru mamy różne smaki: na patyku, w kubeczkach i solidne porcje lodów ciasteczkach (u nas hit to te, które przypominają Oreo. Ciasteczka przyczepiane są do lodów na rzep, można je zatem wykorzystać osobno, co też Małgosia czyni bawiąc się mikserem w pieczenie.

garniki melissa&doug, zestaw naczyń, drewniane zabawkowe naczynia, czerwone garnki dla dziecu

Drewniane naczynia kuchenne (klik)

Z racji miłości do wypieków zaczęłam przedstawiać serie od miksera, ale tak naprawdę, wiadomo, że żadna kuchnia nie istniej bez garnków i patelni, a dobre naczynia do gotowania to skarb. I tu przyznam się, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam ich cenę, tj. 99 zł, pomyślałam ,,hm, no nie mało…”. I choć zakupy przez internet mają sporo zalet, to fakt, że nie możemy produktu dotknąć jest w tym przypadku dla tego produktu krzywdzący. Bo tak się składa, że garnków Gosia ma więcej niż ja, a ten zestaw jest nie dość, że jest najpiękniejszy, to też najsolidniejszy. Masywny (ale nie na tyle, by stanowił problem podczas zabawy), bardzo, bardzo porządny. Moje przekonanie graniczy z pewnością, że będą się nim bawić moje wnuki. A, że rękawica w kratkę Vichy skradła moje serce, to chyba nie muszę pisać, kto nas odwiedza, wie, że to mój absolutnie ukochany kuchenny motyw…

Udanych wypieków, także tych drewnianych…

ps. Przeglądając z Małgosią ofertę zabawek Melissa&Doug, najbardziej zaintrygowała ją drewniana pizza, na której można dowolnie komponować dodatki. Wystosowała już w tym temacie list do gwiazdki, a że jest grzeczna myślę, ze powinno się udać spełnić to marzenie…

zabawkowa, drewnana pizza, pizza melissa&doug

Wpis powstał przy współpracy ze sklepem Tublu.pl i dystrybutorem marki Melissa&Doug.

Książki dla dzieci na czas Adwentu (2)

Aga Sz. Boże Narodzenie, DZIECI, książek, książki, Strona glowna banner 0 Comments

Zima, czas oczekiwania Świąt Bożego Narodzenia, ten magiczny czas pachnący mandarynkami, gałązkami świerku, który toczy się gdzieś pomiędzy pieczeniem pierników, wielkimi porządkami, a wyjadaniem czekoladek z kalendarza adwentowego, to najpiękniejszy okres na czytanie książek dzieciom. Ciemne popołudnia, mróz za oknem, sprawiają, że mamy ochotę zaszyć się pod ciepłym kocem z kakao w ręku i zanurzać w lekturach. Mimo, iż dbamy o to, by kontakt z książkami dzieci nasze miały przez cały rok, to jednak znacznie więcej czasu na czytanie poświęcamy właśnie w okresie jesienno-zimowym. Maja woli już czytać sobie sama, ale Antek i Małgosia bardzo lubią wspólne, wieczorne czytanie w sypialni rodziców. Jak to dobrze, że Mikołaj nadal, z wdzięczności chyba za ciasteczka, które mu zostawiają, bo za grzeczność raczej nie 😉 , nadal tradycyjnie napełnia ich mikołajowe woreczki książkami…

Dziś przedstawić chciałam aż sześć książek, które podbiły moje serce. Świąteczną aurą, którą wokół siebie tworzą, przesłaniem, dobrem i mądrością, które ze sobą niosą, a często również przepięknymi wydaniami i wyjątkowymi ilustracjami.

,, Jak Winston uratował Święta”. Alex T. Smith, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Zacznę od tego, że książka jest bardzo ładnie wydana. Tłoczone na okładce połyskujące gwiazdki, sprawiają, że jest naprawdę unikatowa i już sam jej wyjątkowy wygląd jest obietnicą dobra, które ze sobą niesie.

Skierowana do młodszych czytelników, przedszkolaków, choć myślę, że ma szansę zainteresować również dzieci trochę starsze.

Książka to historia małej myszki o imieniu Winston, która postawiła sobie za punk honoru dostarczyć przed Świętami, znaleziony przypadkowo list chłopca Oliviera do Świętego Mikołaja. Po drodze spotyka ją mnóstwo przygód, poznaje nowych przyjaciół. Książka składa się z 24 i pół rozdziałów, tak by móc każdego dnia od pierwszego grudnia aż do Wigilii dawkować sobie przygody tego uroczego bohatera.

Każdy rozdział kończy się zadaniem do wykonania, znajdziemy tu np. przepis na ciasteczka, czy instrukcje wykonania szklanej kuli z brokatem. Bardzo ładna, radosna, optymistyczna książka, pełna inspiracji do zabawy z dzieckiem w czasie oczekiwania na Święta.

,,Śnieżna siostra” Maja Lunde, ilustracje Lisa Aisato, Wydawnictwo Literackie.

Odnoszę nieodparte wrażenie, iż jest to najpiękniej wydana książka, jaką mają w biblioteczce moje dzieci. Prawdziwa jej duma i ozdoba. Gruba, tłoczona okładka ze złoceniami, wysokiej jakości papier, wspaniałe, liczne ilustracje autorstwa Lisy Aisato, która w mistrzowski sposób oddała na nich klimat opowiadania i emocje bohaterów, bez wątpienia się to tego przyczyniły.

To historia, która na długo otuli Wasze serca. Opowieść o dziesięcioletnim chłopcu, którego poznajemy w bardzo smutnych okolicznościach, bowiem niebawem po śmierci starszej siostry. Rodzice jego, pogrążeni w żałobie, zatracili zupełnie ochotę na przygotowanie Świąt Bożego Narodzenie, na które chłopiec kocha i na które z utęsknieniem czeka.

Julian, bo tak ma na imię bohater książki, spotka na swojej drodze, rezolutną, rudowłosą dziewczynkę o imieniu Hedvig, która podobnie jak on uwielbia okres Bożego Narodzenie. Ich przyjaźń rozproszy smutek w życiu chłopca.

Pod podszewką magicznego, świątecznego klimatu, autorka w subtelny sposób przemyca temat trudny, rzadko w rozmowach z dziećmi poruszany, jakim jest śmierć bliskiej osoby. Przedstawia żałobę i emocję z nią związane, zarówno z punktu widzenia dorosłych jak i dziecka. Ukazuje jak bardzo strata kogoś bliskiego wpływa na zachowanie człowieka.

Książkę czyta się lekko i z dużą przyjemnością, zawarte w niej niejasności, zagadki i aura tajemniczości z pewnością zaintrygują młodego czytelnika. To ciepła opowieść o stracie, smutku, współczuciu, ale również o pięknie przyjaźni i miłości rodzinnej. Prawdziwa perła wśród książek dla dzieci.

,Boże Narodzenie z ciotka Józefiną" Michael Engler,

,,Boże Narodzenie z ciotka Józefiną” Michael Engler, ilustracje Martina Matos, wyd. Esteri.

Tegoroczna, świąteczna propozycja wydawnictwa Esteri, spodoba się szczególnie przedszkolakom. Opowiada o kochającej się, ale bardzo skromnie żyjącej rodzinie myszek. Pewnego dnia otrzymują oni list, od cioci Józefiny, słynnej, amerykańskiej artystki estradowej, która zapowiada w nim swój przyjazd do nich w odwiedziny na Święta. Rodzina wpada w popłoch, obawia się bowiem, że z racji swojego ubóstwa, nie zdołają należycie ugościć krewnej…

Pokrzepiająca, nastrojowa i wzruszająca opowieść o sile rodziny, wartościach, sile dobra i o tym co w Świętach jest najważniejsze.

Objętościowo idealna na jedno popołudnie, albo do poczytania przed snem. Rzecz na którą chciałam tu zwrócić szczególną uwagę to ilustracje. Mimo, iż doceniam klimatyczne ilustracje w książkach ,,Śnieżna siostra” czy ,,Grudniowy gość”, to te Martina Matos, są dla mnie kwintesencją piękna jakie mogą za sobą nieść ilustracje w książkach dla dzieci. Takich, które pamięta się po latach. Ich urok, plastyczność, ciepło sprawia, że z obcowanie z tą książką jest dużą wizualną przyjemnością. Myślę, że dzieciom, takie właśnie ilustracje są najbliższe, takie chcą w książkach oglądać najbardziej.

,,Opowieść wigilijna" Dickensa recenzja

,,Opowieść wigilijna” Charles Dickens, Grupa Wydawnicza Foksal

Klasyka literatury angielskiej. Po raz pierwszy książka ta została wydana 19 grudnia 1843 r. pod oryginalnym tytułem ,,A Christmas Carol“, a jej autor Charles Dickens, kompletnie nie spodziewał się sukcesu, który za sobą pociągnęła, pisząc ją, chciał tylko zarobić tyle, by spłacić karciane długi (sic). Powieść doczekała się wielu wydań, adaptacji filmowych, stała się inspiracją dla innych dzieł.

Główny bohater to niemiły, skąpy i samolubny kupiec, który całe dnie spędza w pracy pogrążony w księgach rachunkowych. Dobrych uczynków unika jak ognia i nienawidzi Bożego Narodzenia. Jednak pod wpływem niesamowitych wydarzeń, które następują w pewną wigilijną noc, jego życie całkowicie się zmienia, a on sam przechodzi wewnętrzną przemianę…

Ponadczasowa opowieść o magii świąt Bożego Narodzenia, o czynieniu dobra i o tym jak ważna jest w życiu empatia i życzliwość. Warto nabyć, jeśli zależy nam, by prócz nowości wydawniczych, nasze dzieci znały również utwory klasyczne. Moim zdaniem nie powinniśmy o nich zapominać i starać się pielęgnować w głowach dzieci ich wartość.

,,grudniowy gość" książka na czas adwentu

,,Grudniowy gość” Siri Spont, ilustracje Alexander Jansson, wyd. Zakamarki

,,Grudniowy gość” to jeszcze ,,ciepła”, tegoroczna premiera wydawnictwa Zakamarki, które w kwestii świątecznych bajek, jest absolutnym pewniakiem na rynku wydawniczym. To przecież właśnie Zakamarki wydały m.in. przecudną książkę ,,Prezent dla Cebulki”(klik), a także niezwykle klimatyczne ,,Święta dzieci w dachów”, o których pisałam tutaj (klik).

W przypadku tej lektury także mamy do czynienia z adwentowym kalendarzem literackim, skonstruowana jest tak, że przez kolejne 24 dni grudnia, czytać możemy kolejne jej rozdziały.

Wspaniała, mądra opowieść o dziewczynce Marcie, do której rodzinnego domu, z racji toczącej się w jego kraju wojnie, trafia kuzyn. Bohaterka nie jest tym faktem zachwycona, musi mu bowiem odstąpić pokój, a on na okazuje się być małomówny i nie specjalnie początkowo znajdują wspólny język. Wszystko jednak się zmienia, gdy chłopiec zabiera ją do lasu i wyjawia pewną tajemnicę. Napisana lekko, w formie pamiętnika głównej bohaterki, urocza opowieść o sile rodziny, tradycji, o tym co w życiu najważniejsze. Zawiera wątki bardzo na czasie wśród współczesnych dzieci, tj. uwielbienie do chomika i filmików na You Tube, ale pojawiają się też skandynawskie motywy leśnych troli. Bardzo ładnie wydana, z rodzaju tych w solidnych okładkach na lata…

,,Boże narodzenie w Bullerbyn" recenzja książki

,,Boże Narodzenie w Bullerbyn”, Astrid Lindgren, ilustracje Ilon Wikland, wyd. Zakamarki

Na koniec (choć kolejność książek tu przedstawionych, absolutnie nie odzwierciedla stopnia mojej sympatii nich, jest zupełnie przypadkowa), książka która jest już z nami kilka lat i zawsze czytamy ją w okresie Adwentu z dużą przyjemnością. Nie przedstawiałam jej wcześniej, ponieważ był problemu z jej dostępnością (wyczerpał się jej nakład), teraz z tego co widzę, jest do zdobycia, tak więc polecam ją Waszej uwadze.

Dzieciaki z Bullerbyn i ich przygody, tym razem te dotyczące przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. Książka, która o czym jestem przekonana, spodoba się każdemu dziecku. Przystępny język, uroczy humor Astrid Lindgren i opowiadania, które są kwintesencja sielskiego dzieciństwa na wsi. Opisana w niej codzienność w dzisiejszym świecie zasługuje zdecydowanie na hasztag #dzieciństwobezprądu. Polecam.

Kochani, wykorzystajmy te wyjątkowe, sprzyjające czytelnictwu warunki najpiękniej jak się da. I szepnijcie Mikołajom, żeby zamiast kolejnej małej kulki Lol tudzież innego plastikowego badziewia, postawił na coś, co ma wartość w pokojach dzieci największą.

Książki…

ps. Książki, od lat zamawiam w księgarni internetowej Nieprzeczytane.pl