Kolacja w ciemności

Aga Sz. PODRÓŻE, RECENZJE, Strona glowna banner 0 Comments

wyjątkowy prezent, kolacja w ciemności, dine in the dark

Kilka tygodni temu, świętowaliśmy z Robertem trzynastą Rocznicę Ślubu. Ponieważ bardzo chciałam pospacerować po warszawskich Łazienkach, a mąż odwiedzić Stare Miasto, zgodnie padło na Warszawę. Kiedy mieliśmy już zarezerwowany hotel i zaczęliśmy myśleć o tym, jakie restauracje będziemy chcieli w stolicy odwiedzić, przypomniało mi się, że posiadam voucher na ,,Kolację w Ciemności”, którą jakiś czas temu sprezentował mi Wyjątkowy Prezent . Tak się dobrze złożyło, że akurat tym czasie, w Warszawie taka kolacja się odbywa. Żartowaliśmy trochę, że po tych kilkunastu latach, to już człowiek patrzeć na siebie nie może, więc taka kolacja w ciemności jest dobrą opcją…

wyjątkowy prezent, kolacja w ciemności, bonpirce, dine in the dark

W Warszawie w organizacji kolacji w ciemności specjalizuje się węgierska restauracja Borpince, która mieści się na ul. Zgoda 1. Serwowane menu jest tajemnica, bowiem cała zabawa polega na odgadnięciu po kolacji, co nam zaserwowano, ale jest możliwość wyboru wersji mięsnej, rybnej i wegetariańskiej. W wersji Vip, do posiłku dodatkowo podawane jest wino i deser.

Kolacja miała formę eventu, na sali było kilkanaście osób, a pan, który go prowadził, swoim poczuciem humoru sprawił, że wszyscy świetnie się bawili. Kiedy padło pytanie dlaczego na kolacje w ciemności przyszliśmy, to oprócz żartów z sali typu ,,bo dziś centra handlowe zamknięte”, ,,bo mi żona kazała” padło też to najważniejsze, ,, by przybliżyć sobie sytuację osób niewidomych”.

Pierwsza na świecie restauracja w ciemności ,,Blind Co” powstała w 1999 roku w Zurychu, a zamysł jej powstania zrodził się po tym, gdy zaproszeni na kolację przez niewidomego pastora Jorge’a Spielmann’a goście, w geście solidarności z gospodarzem na czas posiłku zawiązali sobie na oczach opaski.

Gdy pozbawieni zostajemy jednego ze zmysłów, inne automatycznie się wyostrzają, by pomóc nam funkcjonować i kolacja w ciemności dobitnie nam to udowodniła. Kiedy nie widzisz kompletnie nic, w określeniu menu jest Ci w stanie pomóc dotyk, smak, węch. Słuch z kolei uruchamiał wyobraźnie jeśli chodzi o rozstawienie stolików na sali, jej wygląd, wysokość. Konsumpcja kolejnych dań, przepleciona była z zabawami/zagadkami, które dotyczyły kwestii zmysłów zapachu i dotyku.

Przykładowa zaserwowana potrawa wyglądała tak:

Z każdą minutą w ciemności, człowiek oswaja się z miejscem sytuacją, potrafi zlokalizować talerz czy kieliszek. Nie mniej sztućce są pod czas kolacji raczej mało potrzebne, co okazuje się już w pierwszych minutach, kiedy bezskutecznie usiłujemy nabić coś na widelec.

Kolacja w ciemności była dla nas ciekawym doświadczeniem, a serwowane dania nam bardzo nam smakowały. Kilku smaków nie byłam w stanie odróżnić (np. cukinii od bakłażana). Co ciekawe mój mózg ani kubki smakowe nie były również w stanie stwierdzić, że deser czekoladowym polany był polewą z wiśni. Nigdzie, nawet latem w Toskanii, pomidor nie smakował mi tak, jak tamtego wieczoru.

Jeśli lubicie smacznie zjeść, jesteście otwarci na nowe doznania, chcielibyście przybliżyć sobie sytuacje osób niewidomych, zobaczyć jak działają Wasze zmysły w takiej nietypowej sytuacji lub zwyczajnie chcielibyście spędzić niezapomniany wieczór, to kolacja w ciemności jest czymś, co mogę polecić. To również świetny pomysł na oryginalny prezent. Na przykład z okazji Rocznicy Ślubu właśnie…

wyjątkowy prezent, kolacja w ciemności

Więcej o kolacji, dostępnych lokalizacjach, terminach i rodzajach voucherów przeczytacie na stronie

Wyjątkowy prezent

Polecam & pozdrawiam

kolacja w ciemności

Brzoskwinie zapiekane pod owsianą kruszonką z Amaretto

Aga Sz. desery, PRZEPISY, Strona glowna banner 1 Comment

Soczyste brzoskwinie, zapieczone pod warstwą słodkich, skąpanych w maśle i brązowym cukrze płatków owsianych z dodatkiem chrupiących ciasteczek Amaretti, a wszystko to skropione Amaretto. Myślę, ze to niezły deser na zakończenie wakacji. A jeśli podacie to cudo z gałką lodów waniliowych i kieliszkiem Prosecco będzie jeszcze piękniej…

Składniki:

  • 6 dużych brzoskwiń
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • 120 g miękkiego masła (plus trochę do wysmarowania foremki)
  • 100 mąki pszennej
  • 120 g płatków owsianych zwykłych
  • 50 g ciasteczek Amaretti (twardych)
  • 80 g brązowego cukru
  • 1 łyżka likieru Amaretto *

Naczynie do zapiekania wysmarować masłem.

Brzoskwinie umyć, przepołowić, usunąć pestki i pokroić na kawałki, np. ósemki.

Wyłożyć nimi dno przygotowanego wcześniej naczynia, a następnie przesiać na nie mąkę ziemniaczaną.

Ciasteczka Amaretti pokruszyć, dodać wszystkie, całość skropić Amaretto i całość połączyć ze sobą palcami, tworząc rodzaj kruszonki.

Kruszonkę wyłożyć równomiernie na brzoskwiniach.

Piec przez ok. 30 min. w temp. 180 stopni C., aż kruszonka się zezłoci.

Deser podawać na ciepło, dobrze wówczas smakuje i wytworniej wygląda) w towarzystwie lodów waniliowych. Smaczny również na zimno np. na śniadanie z dodatkiem jogurtu.

* Alkohol z Amaretto, wyparuje pod wypływem temperatury, ale jeśli ktoś chce deser podać dzieciom i ma obiekcje, to oczywiście można ten składnik pominąć.

Smacznego!

Biszkoptowe ciasto z owocami (jeżynami)

Aga Sz. ciasta, ciasta z owocami, PRZEPISY, Strona glowna banner 1 Comment

Z całym szacunkiem dla wszystkich eleganckich, pracochłonnych, warstwowych ciast, które na warstwie biszkoptu dzierżą krem, mus , galaretkę, owoce i oczywiście listek melisy na ozdobę i wyglądają jakby były krojone za pomocą lasera, ja zawsze wybiorę proste, sielskie, domowe ciasto, które można zjeść nie korzystając ze srebrnego widelczyka. Ciasta te poznacie po tym, że najlepiej smakują na świeżym powietrzu, a dzieciom po ich zjedzeniu, trzeba strzepać z nosa cukier puder…

Dziś przepis na klasyczne ciasto biszkoptowe z owocami. U mnie z dużymi, ogrodowymi jeżynami, ale użyjcie takich na jakie macie ochotę.

Składniki:

  • 125 g mąki pszennej
  • 125 g cukru (najlepiej drobnego lub pudru)
  • 125 g masła
  • 4 duże jajka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1-2 łyżki cukru pudru do oprószenia ciasta przed podaniem

Spód okrągłej foremki o przekroju ok. 22-24 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Najwygodniej arkusz zamknąć klamrą tortownicy, tak by pokrył spód foremki, a jego nadmiar został poza foremką, a następnie niepotrzebną część zewnętrzna oderwać. Boki posmarować masłem i obsypać bułka tartą. Oczywiście jeśli, nie mamy papieru do pieczenia, można tak samo postąpić ze spodem.

Masło roztopić w garnuszku, zdjąć z ognia i ostudzić.

Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, pod koniec ubijania dosypując połowę podanej ilości cukru.

Żółtka ubić z resztą cukry do białości, a następnie powoli dolewać masło, ciągle miksując.

Do żółtek dodać kilka łyżek ubitej piany i delikatnie wymieszać.

Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i całość przesiać do masy z żółtek. Wymieszać, tak by mąką dokładnie połączyła się z masą.

Na koniec dodać resztę ubitych białek i całość, (ostrożnie by białka nie opadły) wmieszać w ciasto.

Przelać masę do przygotowanej wcześniej formy, na górze poukładać wybrane owoce (nie za gęsto, tak by były między nimi przerwy) i piec w nagrzanym do 175 stopni C. przez ok. 40- 45 min.

Po upieczeniu, przed wyciągnięciem z formy odstawić na chwilę do ostygnięcia. Przed podaniem warto oprószyć cukrem pudrem

Miłego popołudnia z ciastem biszkoptowym z owocami w roli głównej…

Wyspa Murano

Aga Sz. PODRÓŻE, Strona glowna banner 0 Comments

Murano, to niewielka wyspa położona na Lagunie Weneckiej. Przypomina Wenecję, choć jest od niej znacznie mniejsza, skromniejsza i mniej atrakcyjna pod względem turystycznym, szczególnie jeśli chodzi o zabytki. Murano słynie z produkcji kolorowego szkła, które znane jest na całym świecie. Co ciekawe, pierwotnie szkło w tym rejonie produkowano w Wenecji, ale pod pretekstem zagrożenia pożarami, przeniesiono produkcję właśnie na wyspę Murano. Tak naprawdę chodziło o to, by móc skuteczniej kontrolować pracowników hut (którzy pod groźbą kary mieli zakaz opuszczania Republiki Weneckiej, ale i przywileje związane z tym zawodem), by ci nie zdradzili sposobu produkcji szkła. Dziś dawny rygor oczywiście już nie istnieje, za to nadal odwiedzić można Muzeum szkła (Muzeum Palazzo Giustinian) i kupić szklaną pamiątkę.

MURANO

Bardzo przyjemna wyspa, idealna na spędzenie popołudnia.

Poniżej znajdziecie odnośniki do postu o Wenecji i wyspie Burano.

ze słonecznymi pozdrowieniami

Wyspa Burano

Aga Sz. PODRÓŻE, Strona glowna banner 0 Comments

Buongiorno! Zapraszam dziś na spacer po wyspie Burano. Ta mniejsza sąsiadka Wenecji, absolutnie przecudna, czarująca kolorami i nagrzanymi od słońca kolorowymi elewacjami domów. Domów, których elewacje właściciele podobno muszą malować co pół roku, ale bez zgodny urzędu nie mogą zmienić ich koloru. Legenda głosi, że Burano jest tak kolorowe, ponieważ dawnej gospodynie, czekające na swoich mężów, którzy wypływali w morze, malowały swoje domy na różne kolory, by ci wracający z połowów (w różnym stanie trzeźwości) mogli swój dom łatwo odnaleźć…

Wyspa ta swego czasu, bardzo słynęła z tworzenia ręcznych koronek. Obecnie w dobie napływu wszechobecnej chińszczyzny oraz pracochłonności tworzenia tych oryginalnych, ręcznych, sztuka ta zamiera, choć muzeum koronkarstwa i ulica z tego rodzaju wyrobami nadal na wyspie są.

burano, burano wyspa, burano island
Burano, wyspa Burano, Burano island

Torebka Małgosi: Meri Meri (klik)

Wyspa, nie posiada zabytków, które ,,koniecznie trzeba zobaczyć”. Oczywiście jest kilka miejsc, które warto zobaczyć, ale nie sa tak obowiązkowym punktem jak np. Plac św. marka w Wenecji. Zatem bez pośpiechu, spacerując uliczkami można łapać klimat tego wyjątkowo kolorowego miejsca. Na zwiedzanie Burano wystarczą dwie godziny, a dojedziecie tam tramwajem wodnym (koszt 10E dla osoby dorosłej, 20E kosztuje jednodniowy bilet na przejazd do Wenecji, Burano i Murano. Z transportu miejskiego dzieci do lat 4 korzystają bezpłatnie, starsze mają zniżki.

O ile Wenecja mnie jakoś specjalnie mnie nie oczarowała (a dałam jej szansę dwukrotnie), to na Burano i Murano wróciła bym z przyjemnością. Koniecznie, będąc w okolicy wybierzcie się tam. Na pewno nie będziecie żałować…

pozdrawiam kolorowo…

Nasze campingowe hity

Aga Sz. PODRÓŻE, RECENZJE, sprzęty, Strona glowna banner 0 Comments

Nie odkryję tu Ameryki pisząc, że aby pobyt na campingu przebiegł komfortowo, kluczowe jest przemyślane pakowanie. Nie myślę tu tylko o ubraniach, bo to oczywiste, ale o rzeczach dodatkowych. I choć wyposażenie mobile home’ów Eurocamp, z których korzystamy, nie przestają mnie zadziwiać (są tam nawet kawiarki, praski do czosnku i korkociągi), to jednak myślę, że każdy ma jakieś swoich campingowych ulubieńców, których zabiera dodatkowo ze sobą.

Dziś napiszę o naszych trzech, tegorocznych campingowych hitach , które pobyt nam umiliły, ułatwiły, słowem sprawdziły nam się na medal podczas oganiania tej wakacyjnej domkowo- tarasowej codzienność i z pewnością zabierzemy je ze sobą także za rok.

LotusGrill

Kilka dni przed naszym wyjazdem na wakacje otrzymałam od marki LotusGrill, do przetestowania ich kultowy bezdymny grill. I choć pakując samochód na urlop zawsze mamy deficyt miejsca, to tak nas ten sprzęt zaintrygował, że postanowiliśmy go jakoś upchnąć i zabrać ze sobą, co ułatwił chroniący go, poręczny, ułatwiający przenoszenie pokrowiec.

Samo określenie ,,grill bezdymny” brzmiało dla mnie przyznam trochę jak science fiction, ale okazało się, że on naprawdę tak działa. W tradycyjnym grillu, dymienie powoduje tłuszcz spływający na żar, tu tłuszcze spływają do metalowej misy (którą można myć w zmywarce) i nie ma kontaktu z ogniem, więc grill nie dymi. W rozpaleniu i cyrkulacji powietrza pomaga umieszczony we wnętrzu urządzenia wiatraczek (na baterię ,,paluszki”, które są w zestawie i wystarczają na cały sezon). Urządzenie nie nagrzewa się z zewnątrz grilla można go zatem w każdej chwili z łatwością przenieść.

Grille LotusGrill są ekologiczne, bezdymne i ekonomiczne w użyciu (200 g węgla wystarczy na 90 min. grillowania), występują w trzech rozmiarach i wielu kolorach, można je wzbogacić o dodatkowe akcesoria czy płyty (u nas dobrze sprawdziła się ta do pizzy, która jak widać na zdjęciach radzi sobie dobrze również z burgerami). Myślę, że to rzecz absolutnie fantastyczna dla osób, które chciałby grilować na balkonie. Na jednym z campingów (Ca’Savio, czego nie doczytaliśmy rezerwując go), był zakaz grillowania, a z tego grilla mogliśmy korzystaliśmy jednak swobodnie.

LotusGrill to produkt niemiecki, solidny. Widziałam już tańsze odpowiedniki takich grilli, ale jeśli chcemy żeby nam służył na lata, to stawiałabym na produkt oryginalny. Nasze serca podbił, bankowo będziemy go zabierać na kolejne nasze campingowe wyprawy.

Jeśli ktoś podziela mój entuzjazm na temat tego sprzętu, albo słyszał o nim wcześniej i planuje zakup to tutaj, dzięki uprzejmości marki znajdzie kod rabatowy na dowolny model z oferty :

(kod zniżkowy na LotusGrill)

Preparaty na komary Chicco

Co jak co, ale preparaty na komary jadąc na camping trzeba mieć i przekonaliśmy się o tym już nie raz. Jako mama i miłośniczka produktów naturalnych, zwracam uwagę na to co trafia na skórę mojej rodziny. Dotyczy to zarówno codziennych kosmetyków jak i preparatów specjalistycznych tj.preparaty na komary.

Naprawdę nie potrzeba chemii, by skutecznie zniechęcić do siebie komary, natura świetnie sobie z nimi radzi. Gama preparatów Chicco, przeznaczona dla dzieci już od 2 miesiąca życia, jest bardzo szeroka. Obejmuje ona kosmetyki typowo odstraszające komary tj. klasyczny krem, spray , wygodne, nasączane chusteczki, zapachowe klipsy do torby, wózka czy ubrania, a nawet nasączone olejkami bransoletki, która gwarantuję spodobają się dziewczynkom. Jest także roll-on po ukąszeniu (kiedy pisze ten tekst, dwójka z moich dzieci zdążyła do mnie przybiec z z ogródka z prośba bym im go dała…). Kosmetyki z tej serii zawierają olejek melisy i olej andiroba. Oprócz działania zniechęcającego komary, mają także działania odświeżające i nawilżające. Nie zawierają alkoholu, barwników, parabenów ani fenoksyetanolu. Seria posiada w ofercie także urządzenia na baterie i do prądu emitujące ultradźwięki, które są uciążliwe dla komarów, zupełnie niesłyszalne i nieszkodliwe dla ludzi. Na nas (a właściwie włoskie komary) działa, więc polecam.

Więcej o tej serii przeczytacie na stronie Chicco

Dania Babci Zosi

Mój mąż zawsze się ze mnie śmieje, że wybierając camping, dużą rolę odgrywa dla mnie obecności w najbliższej okolicy Lidla. Jest to może zabawne, ale ja naprawdę mając ten sklep w pobliżu, jestem spokojna, że szybko zrobię zakupy i kupię wszystko by nakarmić rodzinę. Rok temu do tego Lidla w okolicy dodać należy, że nie ruszam się bez zupek ,,Babci Zosi”. Te zupy to jest hit! Musiała je wymyślić zapracowana mama, albo osoba jeżdżąca na kempingi właśnie. W ciągu 20 min. mamy smaczna, zdrową zupę. Będąc na kempingu, często nastawiam ją zaraz po śniadaniu, kiedy zbieramy się na basen lub plażę, a po powrocie, kiedy wszyscy są głodni, raz dwa ja podgrzewam. W wersji ,,ambitnej” robię do nich grzanki na patelni. Jeśli planujemy dłuższe plażowanie, przelewam ją dzieciom do termosików i zabieramy ze sobą. Żadnej chemii, konserwantów, suszone warzywa zamknięta w zgrabnych pudełeczkach. Smaczne, zdrowe, pożywne, sycące, banalne w przygotowaniu. Wybór jest bardzo szeroki nam najbardziej smakuje krupnik, zupa soczewicowa, z ciecierzycą i grochowa.

Znajdziecie je w Lidlu, a pełną ofertę tutaj: (klik)

termos skip hop nietoperz

A jakie rzeczy, Wy umieścilibyście na swojej campingowej liście ulubieńców? Podzielcie się proszę w komentarzu swoimi typami.

Samych udanych pobytów, bez komarów i wysiłku z gotowaniem 😉

Muffiny z jeżynami

Aga Sz. babeczki & muffinki, PRZEPISY 2 Comments

muffiny z jeżynami, muffinki z jeżynami

Sierpień hojnie obsypał leśne krzewy jeżyn owocami. Zbieramy je dzielnie, nie zważając na podrapane od kolców nogi, bo wypieki z tymi owocami, wynagradzają te niedogodności z nawiązką. Kto zagląda na mój Instagram wie, że sporo dzieci w ostatnim czasie odwiedziło nasz dom, więc te muffinki z jeżynami piekłam najczęściej. Bo i na wycieczkę wygodnie spakować i w dziecięcej rączce zmieścić. Puchate, ładnie odrywają się od papilotek, w sam raz słodkie. Tak kochani smakuje sierpień w lesie…

Składniki:

(na 10-12 tradycyjnej wielkości muffinek)

  • 180 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 150 g cukru (u mnie 100 g białego + 50 g kokosowego)
  • kilka garści jeżyn
  • 60 g masła
  • 1 jajko
  • 200 mleka

Wsypać mąkę, proszek do pieczenia, sól wymieszać.

Jeżyny przebrać, umyć, osuszyć i wsypać do mąki, delikatnie wymieszać.

Masło roztopić i ostudzić.

W drugiej miseczce wymieszać cukier z jajkiem, mlekiem i masłem.

Wlać powstałą mieszaninę do miseczki z mąką i szybko, niedbale wymieszać, tylko tak, by składniki obu miseczek się połączyły.

Papierowe foremki umieścić w formie do muffinek napełnić do 2⁄3 wysokości ciastem.

Muffinki piec w temperaturze 200°C, przez ok. 20 min. (wbity w ciasto patyczek powinien być po wyciągnięciu suchy)

Wyjąć z piekarnika, poczekać aż trochę przestygną i podawać.

muffiny z jeżynami, muffinki z jeżynami
muffiny z jeżynami, muffinki z jeżynami

Smacznego!

Ca’Savio camping

Aga Sz. DZIECI, PODRÓŻE, Strona glowna banner 2 Comments

Ca'Savio camping

Drugim campingiem, który odwiedziliśmy podczas tegorocznych wakacji był camping Ca’Savio we Włoszech. Znajduje się on w miejscowości Cavallino- Treporti, nad Adriatykiem. Jest to obiekt trzygwiazdkowy i z tego co zauważyłam, bardzo lubiany i licznie odwiedzany przez Polaków.

Ca'Savio camping
Ca'Savio camping

Na jego obszarze mieści się 1500 stanowisk, co sprawia, że zaliczyłabym go do średniej wielkości campingów. Nie jest ogromny (jak Marina do Venezia, Zaton czy La Baume), ale nienazwałabym go też malutkim i kameralnym.

Jeśli chodzi o zakwaterowanie, to tradycyjnie korzystaliśmy z biura Eurocamp Polska , które na tym campingu posiada sporo swoich domków, wszystkie umiejscowione w piniowym lasku. Mieszkaliśmy w nowiutkim (rocznym) mobile home typu Azure. Wygodny, bardzo dobrze wyposażony, czyściutki, z zadaszonym tarasem i klimatyzacją (tu uwaga, niestety płatną 10E dziennie).

Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp

Na terenie obiektu znajdziemy dwa, oddalone od siebie miejsca z basenami. Oba z bezpłatnymi leżakami (w drugiej połowie czerwca, nie było problemu z ich dostępnością, choć wiadomo zasada, kto pierwszy ten lepszy obowiązuje).

Pierwszy kompleks basenów, bliżej wjazdu na parking, scen animacyjnych i restauracji (ale dalej od domków, tj. spacerem ok. 10 min.) składa się kilku basenów, zjeżdżalni i pirackiego statku dla maluszków.

Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp

Leżaków, jest dużo, ale spora jest powierzchnia trawnika, na której z pewnością znajdzie się miejsce, by rozłożyć koc piknikowy. Dużym plusem jest to, że znajdziemy tu także sporo cienia.

Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp

Drugi z terenów basenowych , znajduje się w bliskiej odległości od domków i składa się z basenu dla maluszków ze statkiem i większego, do pływania.

Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp
Ca'Savio camping eurocamp

Zjeżdżalnie i plastikowe atrakcje wodne dla dzieci są w bardzo dobrym stanie, czyste, niezniszczone, nie mniej należy pamiętać, że jest to camping trzygwiazdkowy i uczciwie stwierdzam, że nie czułam się tam tak ,,luksusowo” jak na wspomnianym Zatonie, La Baume, czy znajdującej się nieopodal Marinie do Venezia.

Na Ca’Savio świętowaliśmy też ósme urodziny Antka…

Gdyby ktoś również obchodził tam urodziny, to donoszę, że świeczki ze włoskim ,,sto lat” kupiłam w sklepie na przeciwko Euro Spar 😉 Resztę imprezowym dodatków zamówiłam jeszcze w Polsce w Partymika.

Ca'Savio camping eurocamp

Na wyposażeniu każdego włoskiego mobil home’u jest oczywiście kawiarka…

Zaryzykuję stwierdzenie, że największym atutem (nie licząc zakwaterowanie w mobil home Azure) campingu Ca’Savio jest bezpośredni, dostęp do morza i szerokiej, piaszczystej, czystej, bardzo ładnej plaży, na którą wejście znajduje się w niedalekiej odległości od domków.

Ca'Savio camping eurocamp

Worek plażowy jest marki Play&Go, wersja outdoor.

Silikonowe wiaderko (można je zwinąć w rulon!), łopatki i foremki Funkit World.

Integracja sąsiadów, szczególnie tych najmłodszych, posługujących się często różnymi językami, to jeden z uroków wakacji na campingu…

Ach ci mężczyźni… 😉

Z informacji praktycznych może jeszcze to, że zaledwie kilometr dzieli camping od centrum miasteczka Cavallino- Treporti, do którego można wybrać się na spacer, lody czy kolację.

Z kolei kilka kilometrów od Ca’Savio znajduja się dwa dyskonty spożywcze (m.in. Euro Spar), trochę dalej jest do Lidl. Ceny porównywalne są z tymi w polskich sklepach, a często nawet niższe.

Na terenie campingu znajdziecie oczywiście także sklep spożywczy, plac zabaw, restauracje, pralnie (cykl prania to 4 euro), animacje dla dzieci, które odbywają się zarówno w ciągu dnia jak i wieczorem na scenie.

Z istotnych informacji, jeszcze taka, że na campingu Ca’Savio obowiązuje zakaz grilowania, tak więc nie ma na wyposażeniu grilla. Mieliśmy szczęście, bo nie wiedząc o tym, zabraliśmy ze sobą naszego bezdymnego grilla LotusGrill, którego (z racji faktu, że nie dymi, używać można). Zniżka na jego zakup, gdyby ktoś był zainteresowany nadal obowiązuje (KLIK).

Po obiedzie sjesta, a potem lody! No bo bez gelato, wakacje we Włoszech nie miałyby przecież sensu…

Reasumując, camping Ca’savio to dobry, niedrogi camping, polecany dla rodzin z małymi dziećmi. Świetna plaża, dużo frajdy dla najmłodszych na basenach, kilka minut samochodem do portu skąd odpływają promy do Wenecji, Burano i Murano (niebawem post z tych miejsc), to jego główne zalety. W moim odczuciu to co oferuje jest adekwatne do jego (dobrej w porównaniu z sąsiadujących z Ca’savio campingami) ceny.

Poznaliśmy rodzinę, która mimo, iż zna inne campingi, Ca’Savio odwiedziła w tym roku po raz ósmy, na wyraźne życzenie dzieci, a to chyba też dość istotna rekomendacja…

Do zobaczenia na kolejnym campingu…

(już niedługo…)

La Millou wakacyjnie

Aga Sz. DZIECI, moda, PODRÓŻE, Strona glowna banner 1 Comment

Sporą część naszych wakacyjnych walizek wypełniłam produktami La Millou i w związku z tym, załapały się one na mnóstwo zdjęć. Nie wszystko uda mi się pokazać w postach z relacjami z wakacji, a, że bardzo chciałabym je na blogu przedstawić, dedykuję im dzisiejszy post.

Opowiem m.in. o bambusowych otulaczach, które podbiły nasze serca, o opaskach, które okazały się być hitem, poduszkach kurkach, mniejszych siostrach kultowych poduszek, mini plecaku, który nieoczekiwanie stał się torbą na aparat, torbie plażowej, która mieści wszystko i jeszcze zostaje miejsce i saszetce, którą zwinęła mi Maja.

Bambusowe otulacze. Dużo o nich dobrego słyszałam, jednak dopiero w ubiegłym roku, kiedy zobaczyłam, jak świetnie się sprawdzają kuzynom moich dzieci na wakacjach, poczułam potrzebę i sens ich posiadania.

Mięciutkie, delikatne, uszyte w kilku wymiarach, prostokątne i okrągłe. Uszyte z włókna bambusowego, które są 3 x A :antybakteryjne, antygrzybiczne i antyalergiczne. Wolne od pestycydów i zanieczyszczeń, absorbują o 60% więcej wody niż zwykła bawełna. Tkanina ta w 30% sama się sterylizuje, dając poczucie świeżości. Neutralizuje nieprzyjemne zapachy, pochłaniając je i oddając je dopiero przy praniu w wodzie. W pełni biodegradowalne, zalecane dla skóry z atopowym zapaleniem skóry.

Genialne jako owijak dla niemowląt, kocyk i ochrona przed słońcem w upalne dni (dzięki właściwościom termoregulacji, tkanina bambusowa utrzymuje temperaturę niższą o 2 stopnie Celsjusza od otoczenia, nie dopuszczając do przegrzania).

Nam służyły podczas podróży samochodem, jako ręczniki na basenie i plaży, narzutka na strój, kiedy po plażowaniu wracaliśmy do domu. W torbie plażowej ważą tyle co nic i nie zajmują miejsca, a sprawdzają w roli ręcznika rewelacyjnie. Jeśli ktoś pyta mnie ,,co kupić w prezencie na babyshower/w prezencie dla noworodka?”, bez wahania odpowiadam- otulacz La Millou.

Maja wybrała nową kolekcję PEONY, która powstała przy współpracy z Małgorzatą Rozenek-Majdan, Gosia WILD BLOSSOM (którą, czego nie ukrywam kocham i ja), a Antek jak na leśnego chłopca przystało wzór FOREST.

Opaski, zarówno te bambusowe, jak i tradycyjne bawełniane, to nasz wakacyjny ,,must have” i rewelacja w jednym. Dzieci, które uwielbiają szaleństwa w basenie w pełnym słońcu, muszą mieć coś na głowie. Wiadomo. W przypadku dzieci starszych, które dodatkowo korzystają ze zjeżdżalni, czapki z daszkiem nie zdają egzaminu. Spadają, a kiedy są mokre, są mało komfortowe w użyciu. Opaski La Millou szybką schną, a nawet mokre nie przeszkadzają w zabawie. Maja mieści się jeszcze w rozmiar ,,dla przedszkolaka”, choć są także wersje dla mam (z której zresztą również nagminnie korzystałam).

opaska La Millou unicorn

Kapelusz Małej Damy– jeśli już przy nakryciach głowy jesteśmy, to ten kapelusz z pewnością doda elegancji i ochroni przed słońcem małe dziewczynki (do 6 roku życia myślę, bo główka Małgosi, która skończyła 5 lat, mieści się w nich bez problemu). Duży wybór wzorów, świetny materiał i efektowna kokarda z tyłu…

Mini plecak/ torebka Dolce Vita– mniejszy brat, klasycznego plecaka Dolce Vita (można je zresztą kupić w zestawie), z możliwością zaczepienia go na wózku. Z założenia powstał jako uzupełnienie tradycyjnego plecaka, do wykorzystania wtedy, gdy mama potrzebuje tylko kilku najbardziej podręcznych rzeczy typu telefon, klucze, pieluszka, mokre chusteczki, butelka (na tą w środku znajdziecie dedykowany ochraniacz termoizolacyjny, by utrzymać ciepło mleka czy herbatki). My również wykorzystywaliśmy go by przenosić w nim wakacyjny, wycieczkowy niezbędnik, ale przede wszystkim wykorzystałam go do noszenia aparatu. Tak więc donoszę, że z powodzeniem mieści on dużą, ciężką lustrzankę ze sporym obiektywem.

Sprawdził się świetnie, jako plecak dziecięcy, a jeśli przepniemy inaczej pasek, powstanie mała, zgrabna torebka.

Całe życie stroniłam od koloru zielonego, a potem zobaczyłam ten plecak i przepadłam. No bo jak nie kochać wzoru WILD BLOSSOM w tym wydaniu…

Shooper bag– torba plażowa (z która na dzień dzisiejszy paraduje robiąc zakupy w Lidlu 😉 baaardzo pojemna, lekka no i z tych robiących wrażenie. U nas we wzorze PEONY.

Saszetka Feeria , do której można domówić pasek w wybranym kolorze i tym samym zyskać nową torebkę, mamy już od kilku lat w poprzedniej wersji i używamy do dziś, ta na zdjęciu ( nieco bardziej prostokątna i z nowszą wersja paska) dostępna jest obecnie. Na portfel, telefon, paszporty, mały bidon, klucze czy krem z filtrem. Łatwo z niej usunąć zabrudzenia, solidnie uszyta, pięknie zapakowana na ,,dzień dobry”, idealna na prezent. Maja ją automatycznie zakosiła, więc podziwiam na niej….

Poduszkę Kura Babci Dany zna już chyba cały świat (dorobiła się skubana nawet własnego konta na Instagramie!). Na co dzień kochamy je w domu (nie tylko dzieci, my z mężem również…) w klasycznej wersji, ale żeby nie wozić tych dużych (i zrekompensować dzieciom rozłąkę z nimi, bo kto ma ukochana poduszkę, ten wie jaka to przykrość), pojechały z nami małe kurki Bebe z kolekcji Velvet. Służyły jako przytulanki oraz zastępowały zarówno w podróży, jak i na miejscu klasyczne ,,jaśki”.

Uwielbiam La Millou nie tylko za świetne gatunkowo materiały, wzory, jakość wykonania, ale też za perfekcjonizm. Za lniane woreczki z logo, w które pakują nawet swoje drobne rzeczy z oferty, za materiałowe przywieszki serduszka doczepiane do nich. Za grafikę na papierowych metkach, przejrzystość internetowego sklepu, sposób prowadzenia kont społecznościowych i dobór ambasadorów. Za poczucie ,,dopieszczenia” mnie, kiedy otwieram paczki z zamówieniami…

La Millou, to z pewnością marka, która warto zapamiętać.

Z całego serca polecam

Zaton Holiday Resort

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, PODRÓŻE, Strona glowna banner 2 Comments

Pierwszą cześć naszych tegorocznych wakacji spędziliśmy w Chorwacji. Trzeci rok z rzędu korzystając z oferty biura Eurocamp Polska. Tym razem padło na Dalmację i przepiękny camping Zaton Holiday Resort.

Kiedy tylko camping Zaton pojawił się po raz pierwszy w ofercie Eurocamp, na facebookowych grupach miłośników campingów, ci którzy go znali, rozpływali się w zachwytach nad nim. Nam, choć szybko zdecydowaliśmy na wakacyjny pobyt w tym miejscu, udało się dokonać rezerwacji już tylko na pięć dni. Pamiętajcie więc, że miejsca na topowych campingach należy rezerwować nawet rok wcześniej (co nie jest owiane ryzykiem, ponieważ należność za wynajęcie, reguluje się krótko przed wyjazdem, a i wtedy można się od ewentualnej rezygnacji ubezpieczyć).

Zaton Holiday Resort to rozległy, mieszczący ponad 1600 stanowisk, pięciogwiazdkowy obiekt, który podbił nasze serca od momentu przekroczenia jego bram. Wydawało mi się, że skoro odwiedziliśmy już campingi Marina di Venezia i La Baume na Lazurowym wybrzeżu, to w kwestii campingów, poprzeczki nie da się już podnieść wyżej. Zaton można śmiało do tych pozostałych jeśli chodzi o jakość i atrakcje porównać.

Baseny i atrakcje wodne dla dzieci, które jeśli nie przebiły (jak twierdzą moje dzieci), to szły łeb w łeb z tymi na wymienionych wcześniej campingach. Spektakularne jeśli chodzi o ich obszerność, mnogość zabaw jaką oferowały i czystość.

Choć ogólnodostępne łaźnie, z których korzystają głównie osoby przyjeżdżające pod namiot, nie leżą pewne w obrębie zainteresowań osób mieszkających w mobil home, to tak ładne łazienki, widziałam tylko w hotelach sieci Hilton. Serio. Jeśli będziecie na tym campingu, polecam z czystej ciekawości wstąpić tam by umyć ręce. Młodzież określiłaby je z pewnością wyrazem ,,sztos”, a ja choć przyzwyczajona do ładnych wnętrz kręciłam w nich telefonem filmik, w obawie, że nikt mi nie uwierzy, że tak może być na campingu…

Kolejnym powodem, dla którego Zaton Holiday Resort tak bardzo nas oczarował było zakwaterowanie. Mieszkaliśmy w trzysypialnianym, klimatyzowanym mobile home ,,Azure”, który w hierarchii, powierzchni, jakości i funkcjonalności znajduje się wyżej niż dotychczas znane nam wersje Esprit i Vista. Nie dla każdego te kwestie są kluczowe, my nigdy nie narzekaliśmy mieszkając w tych pozostałych, to jednak jest nas piątka, a do wygód jest się łatwo przyzwyczaić i z pewnością będziemy odtąd celować w campingi, dające możliwość zakwaterowania w domkach Azure (a nie ukrywam, że ochota jest także na Avant i Aspect, które posiadają już np. zmywarkę, czy ręczniki).

Baseny i plaża znajdują się niestety w sporej odległości od domków campingowych (ok. 15-20 min spacerem) i pewnie można by to zaliczyć na minus, ale od rana, co godzinę skorzystać można z bezpłatnego pociągu, który podwozi do obu tych miejsc, więc nie jest tak źle. Nam te spacery sprawiły przyjemność, no może raz tylko narzekał tata, kiedy Małgosia zapomniała kółka ratunkowego i musiał po nie wracać…

Bardzo obszerny kompleks basenowy, nie byłam w stanie zliczyć atrakcji wodnych i chyba nawet, mimo szczerych chęci nie ogarnęłam ich wszystkich aparatem.

Czystość, czystość i jeszcze raz czystość. Wszystko nowe, zadbane, sporo zieleni (ciągle, na bieżąco dosadzanej), system nawadniania, który wyręczał pracowników obiektu, by zieleń utrzymać.

Z istotnych informacji jeszcze może to, że na basenach nie ma szans na skrawek cienia, więc jeśli jesteśmy z małym dzieckiem, planujemy dłuższy pobyt na basenach, lub zwyczajnie słońce lubimy ale w umiarze, to konieczne będzie wypożyczenie parasola (20 kun, tyle samo kosztuje leżak). Wypożyczenie nie jest oczywiście obligatoryjne, my udając się na basen np. tylko na godzinę, z powodzeniem korzystaliśmy z maty plażowej, nie mniej leżaki i parasol to bardzo wygodna sprawa, więc warto planując wakacyjny budżet pamiętać i o tym wydatku.

Bidony Drink box, sprawdziły nam się świetnie, w podróży i na basenach. Bardzo solidne, trwałe nieprzeciekające. Dostępne w sklepie Tublu.pl

Wszystkie opaski na głowach dzieci (a nawet mojej) i otulacze bambusowe (hit!) oraz plażowa torba to La Millou

Uwaga techniczna również taka, że na baseny nie warto zabierać dużych, dmuchanych zabawek, jest zakaz ich używania. Dozwolone są jedynie kółka dla maluszków i dmuchane rękawki.

Tuż obok basenów, znajduje się plaża. Co na Chorwację nietypowe-piaszczysta. Lagunowe, łagodne, płytkie zejście do morza i tu również możliwość wynajęcia parasoli, leżaków. Na wodzie ogromne dmuchane atrakcje, które z pewnością spodobają się starszym dzieciom oraz możliwość, uprawiania wielu sportów wodnych.

Na terenie obiektu znajduje się oczywiście sklep spożywczy samoobsługowy, a drugi na tyłach campingu, tuż za jego bramami. Ceny są niestety wyższe niż w Polsce, ale nie ma tragedii. Jest oczywiście pasaż sklepików z pamiątkami, dmuchanymi zabawkami itp., trzy restauracje, lodziarnie.

Na uwagę zasługuje klub zabaw dla dzieci Zatonino, gdzie pod okiem sympatycznych, uśmiechniętych, zaangażowanych animatorów dzieci miło spędzają czas ( dzięki czemu rodzice mają szanse poczytać przy basenie książkę…)

Na terenie obiektu znajdują się też karuzele, trampoliny i autka na akumulator, z których za dodatkową opłatą można skorzystać.

Na wyposażeniu każdego domku jest grill (w przypadku Zatonu były to gazowe grille z płaską płytą), ale my zabraliśmy ze sobą bezdymnego grilla LotusGrill, który sprawdził się genialnie i z pewnością będę o nim jeszcze więcej na blogu pisała, a jeśli słyszeliście już o takim grillu i planujecie jego zakup, to zapraszam tutaj mam dla Was niespodziankę: (klik)

Dzieci podróżowały w fotelikach Chicco Fold&Go, a więcej o nich poczytajcie w tym poście (klik)

Podsumowując, bardzo gorąco polecamy Zaton Holiday Resort jako miejsce na spędzenie wakacji z dziećmi, a Eurocamp Polska jako organizatora pobytu na nim. Mój mąż nie lubi wracać do tych samych wakacyjnych miejsc, twierdząc że jest jeszcze tyle innych, wartych zobaczenia, nie mniej nie ukrywam, że jeśli wrócimy kiedyś na Chorwację, będę go o choć kilka dni w tym miejscu namawiała…

Więcej zdjęć i filmiki, możecie zobaczyć też na moim koncie na Instagramie Ciasteczkolandia (są w zapisanych relacjach w kółeczkach, pod opisem profilu)

Udanych wakacyjnych wojaży i dużo słońca

Chicco Fold&Go i-Size

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, PODRÓŻE, RECENZJE, sprzęty, Strona glowna banner 0 Comments

chicco Fold&gi I-size

Ktoś kiedyś tak ładnie powiedział, że ,,każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku”. Jako rodzic mogłabym tą myśl sparafrazować i powiedzieć, że każdy wakacyjny wyjazd z dzieckiem zaczyna się od zapięcia fotelika samochodowego…

chicco fold&go

Podczas tegorocznych wakacji, moje dzieci pokonały w fotelikach Chicco Fold&Go prawie 3000 km, kierując się więc swoimi spostrzeżeniami, przybliżę Wam dziś ten model.

Zacznijmy od tego, że aby podróż samochodem z dzieckiem przebiegła dobrze, najistotniejsze są dwie rzeczy: bezpieczeństwo i wygoda. Tylko wówczas, gdy te dwie podstawowe kwestie zostaną zapewnione, zarówno rodzicom, jak i małym pasażerom podróż ma szansę upłynąć miło.

chicco fold&go
chicco fold&go
chicco fold&go

Szukałam fotelika solidnego, bezpiecznego, marki, która cieszy się dobrą opinią, takiego, który ,,rośnie” razem z dzieckiem. Wybór padł na nowość marki Chicco model Fold&Go i-Size.

chicco fold&go

Kwestia bezpieczeństwa, zawsze była dla nas ważna, nie mniej pamiętam, że ucieszył mnie fakt, iż najstarsza córka Maja mogła już (zgodnie z prawem) podróżować korzystając z fotelika-podstawki. I pewnie w tego rodzaju fotelikach złego, jeśli chcemy np. podwieźć starsze dziecko do pobliskiej szkoły, ale już dłuższej podróży, gdzie w grę wchodzi sen, nie jest to rozwiązanie komfortowe. Byłam tego świadkiem podczas naszego ubiegłorocznego wyjazdu, gdy głowa zasypiającego dziecka rozpaczliwie szukała podparcia, którego taki rodzaj fotelika nie zapewniał. Dziś wiem, że to, że dany fotelik mieści dziecko o wzroście nawet 150 cm nie powinno być jest dziecka przykrym obowiązkiem, a przywilejem.

chicco fold&go
chicco fold&go i-size
chicco fold&go
chicco fold&go

I choć na wieść o tym, że cała trójka pojedzie w fotelikach z oparciem, Maja z typowym dla jedenastolatki fochem stwierdziła ,,zapomnijcie, że ja będę siedziała w jakimś foteliku z oparciem, jak jakieś małe dziecko”, to kiedy jednak foteliki zamontowane i usiadła na tym przeznaczonym dla niej, zamilkła na chwilę, po czym stwierdziła ,,no nawet fajny ten fotelik”.

chicco fold&go
chicco fold&go

Mamy możliwość regulacji zarówno wysokości fotelika, jak i jego szerokości w obrębie ramion, a regulacja obu tych rzeczy jest od siebie niezależna. Można zatem wielkość i szerokość fotelika dopasować indywidualnie i precyzyjnie dla każdego dziecka. Wykonany jest z naprawdę wysokiej jakość materiałów, bardzo solidny.

Fotelik ten jest homologowany zgodnie ze standardem i-Size (ECE R129) do przewożenia samochodem dzieci o wzroście między 100 a 150 cm, a że sprawdzają się te założenia w praktyce widać na zdjęciach z całą trójką dzieci (mają od 110-145 cm).

Dostępne są w trzech kolorach tapicerki: czarnym (jak nasze), ale również w wersji szarej i czerwonej.

Z rzeczy technicznych warto wspomnieć o ich zaskakująco prostym, intuicyjnym, szybkim montażu i regulacjach ustawieniach, o których pisałam wyżej. Jestem osobą delikatnie mówiąc niezbyt lotną w montażu czegokolwiek, to fotelik zaskoczył mnie tym, że od razu poradziłam sobie z tym by go zamontować (na isofixie, ale montaż możliwy jest także bez niego), a następnie w mig udało mi się go złożyć, by pokazać Wam jak wygląda złożeniu…

chicco fold&go
chicco fold&go

Fotelik jest niezwykle kompaktowy, w prosty i zgrabny sposób można go jednym ruchem złożyć i wygodnie przenieść. Świetnie sprawdzi się więc, gdy używamy go w różnych samochodach, czy po odwiezieniu dziecka do dziadków, mamy potrzebę przywiezienia na tylnym siedzeniu szafki z Ikei.

I rzecz być może drugoplanowa jaką jest wygląd, stylistyka fotelika samochodowego. Moim zdaniem Fold&Go i-Size jest najładniejszym ze wszystkich modeli oferowanych przez markę. Ktoś w tym temacie zrobił kawał dobrej roboty.

Zainteresowanym polecam też obejrzeć filmik z recenzją Pani Gadżet, wspomina ona i pokazuje z bliska prowadnice pasów, jaką w tym modelu zastosowano, oraz amortyzującą ochronę na pasy która znajduje się w komplecie z fotelikiem.

I gdyby jeszcze tylko Chicco opatentowało, coś na wzór dwóch desek z dźwiękoszczelnej dykty, które można by zamontować miedzy fotelikami, żeby dzieci się podczas podróży się nie widziały i nie kłóciły, byłoby idealnie…

Żartuje, wszyscy wiemy, że przecież bez nieustannych wygłupów, wyjazdy wakacyjne z dziećmi nie miały by swojego uroku.

Szerokiej drogi Kochani, aby każdy Wasz wyjazd kończył się szczęśliwym powrotem do domu…

Limonkowo-maślane ciasteczka lamy

Aga Sz. ciasteczka, PRZEPISY, Strona glowna banner 2 Comments

Małe, urocze, maślane ciasteczka z nutą limonki, które z pewnością ucieszą każdego fana lam. Idealnie sprawdzą się na ,,lama party”. Wersja ambitna zakładałaby zapewne użycie trzech, czy czterech kolorów lukru, ale zapewniam, że dzieci ucieszy nawet taka wersja jak moja. Nieidealne, nierówna, taka wiecie od zapracowanej mamy.

Ciasteczka można spokojnie upiec kilka dni wcześniej i przechowywać w szczelnym pojemniku, co przy natłoku pracy przed imprezą, jest zbawienne…

Składniki:

  • 170 g miękkiego masła
  • 170 g drobnego cukru
  • 2 duże jajka
  • skórka z 1 limonki (ekologicznej lub sparzonej i umytej)
  • 400 g lub więcej mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki soli

Utrzeć masło z cukrem na puszystą masę, dodać jajka i skórę z limonki, wymieszać.

W drugiej misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i solą.

Wsypać suche składniki do maślano- jajecznej masy, łącząc wszystkie składniki, delikatnym lecz pewnym ruchem. Jeśli ciasto będzie zbyt lepkie by je rozwałkować, dosypać trochę mąki, ale pamiętając, że jeśli przedobrzymy, będzie twarde.

Ciasto podzielić na dwie części, z każdej uformować dysk, owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na min. godzinę.

Po tym czasie wyjąc pierwszą część ciasta, posypać delikatnie mąką (ja obtaczam zawsze wałek mąką zamiast ciasta) rozwałkować ją na grubość ok. pół cm. (delikatnie posypanej mąką) stolnicy.

Wycinać za pomocą w foremek do ciasteczek (które każdorazowo dobrze jest zanurzyć w mące) i układać je w odstępach na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce.

Piec w 175ºC przez 8- 12 min. w zależności wielkości ciasteczek ( , do momentu aż delikatnie zezłocą się na brzegach. Po upieczeniu przełożyć na metalową kratkę do całkowitego ostygnięcia, a następnie ozdabiać lukrem .

ciasteczka lamy , lama cookies

Do zabarwienia lukru, który nałożyłam korzystając z tylek Wilton o nr. 1 i 2, użyłam barwników w pudrze Scrap cooking (see blue, oraz blush pink zmieszany z pastel yellow), a także czarnego, jadalnego pisaka tej samej marki.

Słodkie pozdrowienia

Babeczki kaktusy

Aga Sz. babeczki & muffinki, PRZEPISY, Strona glowna banner 5 Comments

babeczki kaktusy, cactus cupcake

Babeczki wyglądające ( mam przynajmniej taką nadzieję) jak kaktusy powstały na potrzeby słodkiego stołu na imprezę w stylu ,,lama party”. Zdaje sobie sprawę, iż prawdopodobnie wyglądają na pracochłonne i trudne do wykonania, spieszę więc zdementować obie te rzeczy. Jeśli tylko mamy odpowiedni krem i końcówki, ozdabianie nie zajmie Wam więcej niż pół godziny. Serio. Nie potrzebny jest też talent manualny (przynajmniej ja takiego za grosz nie posiadam…). To co pieczemy?

Składniki babeczek:

Na 10-12 szt. babeczek

  • 125 g mąki pszennej (najlepiej tortowej)
  • 110 g cukru (najlepiej drobnego)
  • 125 g miękkiego masła
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • łyżeczka (lub więcej) startej skórki limonki (ekologicznej lub sparzonej i umytej)
  • łyżka soku z limonki

W misie miksera umieścić mąkę, proszek do pieczenia i sól, wymieszać.

Dodać resztę składników (oprócz soku)  i zmiksować.

Dodać sok z limonki i ponownie zmiksować, aż do uzyskania gładkiego ciasta.

Ciasto przełożyć do foremek. Miękkie papilotki umieścić w formie do muffinek, sztywne wystarczy poustawiać na blaszce do pieczenia.

Może się wydawać, że ciasta jest za mało, ale ono urośnie i taka ilość jest dobra.

Piec w temp. 180 st. C przez ok. 20 min.

Krem maślano-limonkowy:

Kremu będzie trochę za dużo, ja wolę mieć, dla komfortu pracy więcej

  • 200 g miękkiego masła
  • 1,5 szklanki cukru pudru
  • 1-2 łyżki soku z limonki
  • zielony barwnik spożywczy
  • żywe, lub cukrowe kwiatuszki do ozdoby

Masło (w temperaturze pokojowej, to bardzo ważne!) i cukier puder miksować na wysokich obrotach przez kilka minut, aż krem będzie biały i puszysty.

Dodać sok z limonki i całość ponownie zmiksować.

Dodawać stopniowo barwnik, aż do uzyskania pożądanego koloru. Jeśli nie używacie barwnika naturalnego, to myślę, ze nie ma co przesadzać z intensywnością zieleni.

Krem powinien być gładki i nie za gęsty. Gdyby był za gęsty dodać odrobinę mleka lub soku z limonki , jeśli wydawać się będzie zbyt rzadki, schłodzić przez kwadrans w lodówce.

Gotowy krem przełożyć do woreczka zakończonego metalową końcówką. Rodzaj użytej tylki jest tu oczywiście kluczowy. Aby uzyskać kaktusa jak na pierwszym zdjęciu, który stoi obok patery, potrzebna będzie tylka typu otwarta gwiazdka (np Wilton nr. 16). Tworzymy wówczas kilkucentymetrowe pociągnięcia od środka na zewnątrz, wyciskając kolejne ,,liście” coraz wyżej.

Pozostałe kaktusy powstały poprzez wyciśnięcie kremu przez dużą tylkę z okrągłym otworem zakończonym drobnymi ząbkami (np. Wilton nr.195). Jeśli krem będziemy wyciskać dłużej w jednym miejscy kaktus będzie przypominał kulę, jeśli wyciskając wykonamy ruch do góry, będzie bardziej pociągły, wyższy.

Kolce na kaktusie, wykonałam lukrem, który został mi z ciasteczek. Do ich nałożenia przyda się z kolei tylka nr.2 . Najlepiej nakładać je na schłodzone wcześniej babeczki.

Kwiatki, którymi ozdobiłam babeczki pochodzą z ogrodowego krzewu, ale można je pominąć, użyć kupionych cukrowych lub zachować część kremu bez barwnika i drobną tylką (ta 16 będzie ok.) coś samemu stworzyć

Zachęcam do eksperymentowania. U mnie sprawdziły się te dwie tylki, ale może wy odkryjecie inne. Koniecznie dajcie wówczas znać w komentarzu.

babeczki kaktusy

Miłej zabawy przy ozdabianiu…



lama party, urodziny z motywem przewodnim lama

Lama party (przyjęcie urodzinowe z motywem lamy)

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, NASZ DOM, przyjęcia, Strona glowna banner 0 Comments

lama party, urodziny z motywem przewodnim lama

Jako motyw przewodni swoich jedenastych urodzin Maja wymarzyła sobię lamę. Zwierzątko chyba na topie, bo gdy się na tematowi przyjrzałam, to okazało się, że mnóstwo jej wszędzie, od bluzek, przez piórniki, po mydło w płynie.

Ustaliłyśmy wygląd tortu, kolorystykę przyjęcia i mama zabrała się do pracy…

Na słodkim stole znalazł się tort lama, limonkowe babeczki kaktusy, maślane ciasteczka lamy, woda z cytryna i limonką, kolorowe pianki marshmallow, pudrowe cukierki, waflowe rurki., lody ,,kaktusy” itp.

Przepis na limonkowe babeczki kaktusy

Przepis na limonkowo- maślane ciasteczka lamy

Talerzyki, serwetki, kubeczki, girlanda z lamami, papilotki na babeczki i balony : Partymika

Kiedyś robiąc zamówienie w Partymika sama dobierałam każdy kolor balonu, każdy wzór na papierowej rurce i talerzyku, chciałam mieć kontrolę nad każdym szczegółem. Teraz, po kilku wspólnych imprezach organizowanych z Moniką, rzucam jej po prostu temat ,,Lama party, 8 osób, kolorowo, ale subtelnie, możliwie bez ciemnego różu” , a ona podsyła mi propozycje, które są trafione w punkt. Patrzcie te małe balony-cyferki, gdyby nie Monika, ja bym na nie nie wpadła. Mało tego, ja przeoczyłam w sklepie ten wielki, foliowy balon z lamą, który sprawił Mai najwięcej radości, także naprawdę warto, przed złożeniem zamówienia zapytać Monikę o jej pomysły.

Maja była pod takim wrażeniem tortu na urodzinach jednorożcowych młodszej siostry, że aby było sprawiedliwie, jej tortem również zajęła się cukiernia Blikle . Słodka lama skrywała w sobie kakaowy biszkopt przełożony dwoma rodzajami lekkich kremów: śmietankowo-jogurtowym i truskawkowym. Bardzo nam smakował, ładnie się kroił no i wystarczyło go na cały weekend imprezowania, a nawet (ku mej radości) do poniedziałkowej kawy…

Tort zamówić można przez stronę Torty.pl i odebrać w kilku większych miastach w Polsce.

Lampki cottonaballs i tiulowe pompony jak to dobrze, że dawno temu zamówiłam po kilka kolorów różnych kulek i pomponów, przydają się teraz na prawie każdej imprezie.

Książka,,11 zanim 12″ Lisy Greenwald, podobno idealna na 11 urodziny. Maja przeczytała już pół i uznała, że mam ją tu koniecznie pokazać, co zatem czynię…(klik)

Lanczówka lama Skip Hop na drugie śniadanie, wycieczkę albo do przechowywania drobiazgów w pokoju. Pięknie wykonana i urocza. Termoizolowane wnętrze (można wrzucić wkład chłodzący i dowieść bez szwanku do domu lody z Lidla…) i mała kieszonka na drobiazgi w środku. Mamy ich kilka i bardzo lubimy.

Tatuaż Meri Meri jako dowód na to, że detale są ważne…

Piórnik i zeszyt znajdziecie w sklepach Tedi

Termos Skip Hop lama jak widać przydaje się nie tylko po to, aby zachować ciepło, zupki, makaronu czy owsianki w szkole i w podróży…

Słodkie pozdrowienia, do zobaczenia na kolejnej imprezie 😉


MOKOSH COSMETICS

Mokosh cosmetics

Aga Sz. kosmetyki, RECENZJE, Strona glowna banner 0 Comments

Mokosz to starosłowiańska bogini ziemi, wilgoci, urodzaju i płodności, która w pradawnych wierzeniach opiekowała się plonami i kobietami. MOKOSH właśnie od jej imienia zaczerpną nazwę tworząc naturalne kosmetyki, o których (z dużą przyjemnością) dziś opowiem…
Zacznę może od rozwiania wątpliwości, czy blogerka kulinarna może mieć wiedzę o kosmetykach. Spieszę więc donieść, że podczas studiów, pracowałam w jednej z tych ekskluzywnych drogerii w centrach handlowych. Tej z białym napisem na czarnym tle. Miałam dostęp, a w wręcz pracowniczy obowiązek być na bieżąco ze składami kremów, ich działaniem. Mnóstwo z nich przetestowałam. Odbyłam wiele szkoleń. Znamy (ja i moja skóra) kremy za 300, ale i za 2000 zł, a branża kosmetyczna nie jest mi obca. Obroniłam także prace magisterską, która dotyczyła promocji sprzedaży kosmetyków, zatem naprawdę co nie co w temacie kosmetyków wiem.
MOKOSH znam od dawna i cenię za całokształt. Nie tylko za świetne, skuteczne kosmetyki, piękne opakowania i to, ze po odpakowaniu paczki w pokoju pachnie przez dwa dni niebiańsko olejkami, ale też za to, że marka nie idzie na skróty, nie szuka tanich zamienników, dba o skład kosmetyków i szanuję naturę.
Historia powstania marki jest taka: pewnego dnia, dwie Anie (Anna Didiuk- kosmetolog i jej bratowa Anna Rutkowska-Didiuk, która miała dość pracy w korporacji), doszły do wniosku, że na rynku polskim brakuje dobrej jakości kosmetyków naturalnych i postanowiły to zmienić. Dziś, kiedy odbierają najbardziej prestiżowe nagrody i są polecane w np. brytyjskim Voque można śmiało powiedzieć, że ich konsekwencja, determinacja i ciężka praca została nagrodzona.
Producent kosmetyków naturalnych korzysta ze wszystkiego co daje nam natura. W kosmetyki MOKOSH nie znajdziecie szkodliwych substancji, SLS-ów, PEG-ów, parabenów, pochodnych ropy naftowej, tj. wazelina, parafina, czy silikony. Marka, co dla mnie ma duże znaczenie, dba także o środowisko. Kosmetyki pakowane są w bezpieczne opakowania ( słoiki są szklane, opakowania tekturowe), można je zatem poddawać recyklingowi. Żaden z kosmetyków MOKOSH, podobnie zresztą jak surowce użyte do ich wytworzenia, nie są testowane na zwierzętach. Większość produktów marki to kosmetyki wegańskie z certyfikatem „V” nadawanym przez fundację Viva.

Pora na mój ranking pięciu ulubieńców marki MOKOSH:

Wygładzający krem do twarzy Figa

Krem to podstawowy kosmetyk na półce w łazience, więc od niego zacznę. Produkt ten o bardzo subtelnym, nienarzucającym się zapachu figi, jeśli chodzi o działanie jest takim uniwersalnym żołnierzem. Jego skład to naturalne oleje i ekstrakty, dzięki, którym nasza skóra jest nawilżona, zregenerowana i odżywiona. Lekka konsystencja, łatwo się rozprowadza, w mojej ocenie skóra po jego zastosowaniu jest gładsza i ,,wyciszona”. Zawiera olej z baobabu, który działa przeciwzapalnie i regenerująco, olej arganowy o działaniu nawilżającym i odmładzającym oraz olej jojoba, który zmiękcza skórę i dba o odbudowę jej płaszcza hydrolipidowego. Naturalne ekstrakty z figi, lnu, bawełny plus kompleks AQUAXYL™ z naturalnym ksylitolem nawilżają, rozświetlają i odżywia skórę, chroniąc ją przed wolnymi rodnikami. Warto dodać, że krem jest kosmetykiem wegańskim. Bardzo przyjemny, naturalny krem na co dzień.

Brązujący balsam do ciała i twarzy Pomarańcza z cynamonem

Balsam ten to jeden z hitowych produktów marki. Obsypany nagrodami, uwielbiany przez użytkowniczki marki MOKOSH, mnie również zauroczył. Oprócz swojego podstawowego działania, jakim jest nadanie skórze opalenizny, bez konieczności eksploatacji na promienie słoneczne, działa również pielęgnacyjne i jak wszystkie produkty do ciała polskiego producenta bajecznie pachnie… Zapach cynamonu jest subtelny, ciepły aromat słodkich cytrusów jest tu zdecydowanie bardziej dominujący. Piękny! Balsam stosować można na twarz i na całe ciało (szczególnie, że słoiczek jest spory, ma aż 180 ml.) Nie bójcie się, w niczym nie przypomina klasycznego, napchanego chemią samoopalacza.
Olejki z baobabu, słonecznika i marchewki oraz innowacyjny składnik pochodzenia naturalnego „MelanoBronze” z ekstraktu niepokalanka pospolitego, który zwiększa naturalną pigmentację skóry poprzez stymulację produkcji melaniny w melanocytach to główne składniki tego balsamu. Efekt opalenizny widoczny jest według ulotki po kilku godzinach, nie mniej ja mam wrażenie widzę go zaraz po użyciu…

mokosc balsam brązujący z pomarańcza i cynamonem

Olej z pestek malin

olej z pestemk malin

Kto choć trochę interesuje się kosmetykami naturalnymi wie, że to jeden z najbardziej uniwersalnych kosmetyków naturalnych. Tłoczony na zimno, pełen bogatych, nienasyconych kwasów tłuszczowych nawilża, odżywia i uelastycznia skórę. Jako silnym antyoksydant chroni skórę przed fotostarzeniem i co ciekawe, jest wysokim, naturalnym filtrem przeciwsłonecznym! Przyspiesza także regenerację i gojenie skóry, uszczelnia barierę lipidową, pomaga więc przy problemie z atopią. Olej wzmacnia także włosy i paznokcie.

Hipoalergiczny olej jojoba dla dzieci i niemowląt

mokosh olejek jojoba

Cała trójka moich dzieci boryka się od urodzenia z atopowym zapaleniem skóry i bardzo pilnuję tego czym się myją i smarują. W ofercie MOKOSH są dwa hipoalergiczne olejki dla dzieci od pierwszego dnia życia jojoba i arganowy. Jojoba ma działanie odżywcze, nie tylko nawilżające, więc to on jako pierwszy trafił o naszej łazienki, a olej arganowy, w wersji miniaturowej pojedzie z nami na wakacje.
Jeśli jesteście rodzicami i nie zagłębiliście jeszcze tematu oliwek dla dzieci oferowanych przez rynek drogeryjny, zróbcie to jak najszybciej. Smutny fakt jest taki, że zdecydowana większość powszechnie dostępnych, drogeryjnych kosmetyków, zawiera w swoim składzie pochodną ropy naftowej! I nawet jeśli produkt posiada znaczek z pozytywną opinią znanego instytutu, to wiedzieć musicie, że nie wynika to wcale z tego, że producent ma tak doskonały kosmetyk (czy, co jeszcze bardziej przerażające produkt spożywczy), a z tego, że dany producent za to zapłacił. Olejek z jojoby to 100% naturalny produkt, który powinien też zainteresować przyszłe mamy, ponieważ przy codziennych masażach okrężnymi ruchami jest niezastąpiony w walce z rozstępami

Krem pod oczy z Zieloną herbata

Produkt występuje w dwóch pojemnościach 15 ml i 30 ml i oprócz wyciągu z zielonej herbaty zawiera także algi, kofeinę i kilka olejków. Jego działanie skupia się na likwidacji cieni i opuchnięć, ale działania również pielęgnacyjnie i przeciwstarzeniowo. Posiada lekką, przyjemną w użyciu formułę.

Specjalistyczny balsam antycellulitowy MOKOSH icon Wanilia z Tymiankiem

To moja prywatna ,,mokoshowa” miłość. Kupując kosmetyk nieco droższy, mamy często, co potwierdzają psycholodzy, tzw. dysonans pozakupowy, czy uczucie obawy, niepewności czy dany zakup był dobrym pomysłem, słuszną inwestycja. Pragnę Was z tego miejsca zapewnić, że jak tylko odkręcicie słoiczek z tym balsamem zjawisko dysonansu zniknie w ułamku sekundy. Ja przez długi czas byłam w głębokim szoku/euforii po jego użyciu. Piękny, naturalny, apetyczny zapach, idealna konsystencja, lekkiego kremu no i ten design słoiczka. Magia przez duże M. Balsam ten sprawdził się u mnie bardzo dobrze. Jest wydajny. Skład, który oprócz walki z problemem cellulitu, poprawieniem jędrności, dba także o zdrowie nóg, poprawiając ich krążenie…Dla mnie hit!

Balsam można kupić oddzielnie, choć ja polecam zestaw ze szczotką (w komplecie kosztują mniej niż te da produkty osobno). Szczotkę (wykonana jest z włókna agawy i drewna bukowego, w mojej cenie niezniszczalna) używam już od roku, mam taki wieczorny rytuał, po kąpieli/prysznicu masuję ją na sucho nogi, szczególnie obszar ud i biodra, co poprawia ukrwienie i efekt jest na prawdę. Można jej używać także na mokro (jest wówczas delikatniejsza). Rzecz warta uwagi, skuteczna i mam wrażenie wieczna, niezniszczalna. Naprawdę można tą szczotkę pokochać. A jeśli szczęśliwie problemu cellulitu nie macie, to produkt występuje także (i pachnie dokładnie tak samo) w postaci balsamu do ciała.

Zestawy podróżnicze: występują w kilku wariantach zarówno do pielęgnacji twarzy jak i ciała

Ponieważ okres wakacji, urlopów przed nami, wspomnę też o zestawach MOKOSH. Ja zamówiłam swój trochę, by mieć miniaturową wersje swoich ulubieńców w podróży, a trochę, czego nie ukrywam z powodu cichego zachwytu nad prostą, lnianą kosmetyczką, którą zestawy posiadają… Taka opcja podróżna jest też dobrym sposobem, by poznać te kosmetyki, bez konieczności kupowania od razu pełnowymiarowych i co za tym idzie droższych produktów (po które nie mniej, uwierzcie i tak wrócicie…).

Usłyszałam ostatnio pewne zdaniem zdanie, dotyczące kosmetyków i brzmiało ono mniej więcej ,,Smarować się możemy się tym, co ewentualnie moglibyśmy zjeść”. Myślę, że jest to dobry drogowskaz na drodze do zdrowej, naturalnej pielęgnacji.

A markę MOKOSH z ręką na sercu polecam…


chlebek bananowy sophie dahl banana bread

Chlebek bananowy Sophie Dahl (orkiszowy)

Aga Sz. ciasta, ciasta z owocami, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

chlebek bananowy Sophie Dahl (orkiszowy)

Przepis na ten prosty, aromatyczny chlebek z bananami pochodzi z książki Sophie Dahl ,, Apetyczna panna Dahl”, która notabene pełna jest takich kojących, sielskich przepisów

Mimo, iż ciasto to nie zawiera dodatków popularnych w bananowych chlebkach, tj. jak orzechy, czy gorzka czekolada, jest w tej swe prostocie absolutnie wspaniały. W ostatnim czasie, to mój ulubiony sposób na utylizację miękkich, ciemniejących bananów. Mąka orkiszowa, ma oczywiście trochę inny posmak niż zwykła pszenna, ale w towarzystwie bananów, różnica ta nie będzie przeszkadzała nawet tradycjonalistom.

Idealny na drugie śniadanie, piknik, wycieczkę rowerową czy długie, zimowe popołudnie pod kocem…

Foremka: keksówka 20 cm

Temp. pieczenia: 180°C grzałka góra- dół lub 160°C termoobieg

Składniki:

  • 75 g miękkiego masła
  • 4 dojrzałe banany
  • 200 g (szklanka) cukru trzcinowego (użyłam 3/4 szklanki)
  • 1 duże, rozkłócone jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (opcjonalnie)
  • 170 g mąki orkiszowej (albo zwykłej pszennej)
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • szczypta soli

Banany przełożyć do większej miseczki i rozgnieść. Zmiksować je z masłem, cukrem, jajkiem i ekstraktem waniliowym.

Dodać sodę i sól, a na końcu ostrożnie wmieszać mąkę.

Foremkę wyłożyć papierem do pieczenia lub wysmarować masłem, przełożyć do niej ciasto i piec przez godzinę w temp. 180°C (lub 160°C w termoobiegu)

Po upieczeniu teoretycznie należałoby odstawić je do ostygnięcia, choć nie łudziłabym się, że to się uda…

Smacznego!

sernik z solonym karmelem na czekoladowym spodzie

Sernik z solonym karmelem na czekoladowym spodzie

Aga Sz. Boże Narodzenie, PRZEPISY, serniki, Strona glowna banner, Wielkanoc 0 Comments

Sernik, który gościł u nas podczas tegorocznej Wielkanocy (choć równie dobry będzie na wszelkie inne okazje). Oryginalny, wykwintny, przełamujący sernikową nudę. Kremowy sernik z nutą wanilii, na intensywnie czekoladowym spodzie polany obficie gęstym, słodkim, lepkim karmelem przełamanym solą. Jest coś błogiego i niebanalnego w połączeniu smaku słodkiego ze słonym, co uszczęśliwia nasze kubki smakowe. Przygotujcie go koniecznie!

Spód:

  • 150 g ciasteczek kakaowych
  • 60 g masła
  • 60 g gorzkiej czekolady

Masło i czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej (lub tradycyjnie w rondelku na małym gazie).

Ciasteczka zmiksować w malakserze lub umieścić w foliowym woreczku i uderzając tłuczkiem, rozdrobnić je na pył.

Przelać płynną czekoladę z masłem do okruchów ciasteczek i dobrze całość wymieszać.

Spód tortownicy o średnicy ok. 25 cm wyłożyć papierem do pieczenia, boki wysmarować masłem. Przełożyć do niej powstałą masę i wylepić nią spód ugniatając. Odstawić do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

Masa serowa:

(składniki powinny być w temperaturze pokojowej)

  • 1 kg białego, tłustego, mielonego sera (twarogowo- sernikowego)
  • 200 g cukru (najlepiej drobnego)
  • 5 dużych jajek (lub 6 mniejszych)
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej (lub skrobi kukurydzianej)
  • 3 łyżki mleka
  • łyżeczka ekstraktu waniliowego

Ser miksować przez kilka minut na (wolnych obrotach!) z cukrem, mąką i ekstraktem waniliowym.

Stopniowo dodawać po jednym jajku, miksując przed dodaniem kolejnego.

Dodać mleko i miksować jeszcze krótką chwilę.

Przelać masę serową na przygotowany wcześniej spód.

Piec w piekarniku nagrzanym do 180 przez 15 min., po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 130°C i piec jeszcze 1,5 godziny (albo dłużej, sernik musi być ścięty).

Upieczony sernik zostawić w piekarniku aż do ostygnięcia (może być na cała noc).

Takie pieczenie zagwarantuje nam, że sernik nie opadnie i nie popęka.

Solony karmel:

(najlepiej przygotować go w dniu w którym będziemy polewać sernik, a już koniecznie polać nim sernik przed podaniem, w przeciwnym razie ciasto go wpije i warstwa solonego karmelu nie będzie widoczna)

Z poniższych składników otrzymamy dzbanuszek na mleko karmelu, wykonanie go z połowy składników również wystarczy a cienkie pokrycie ciasta, nie mniej uwierzcie dzieci i wy sami będziecie sobie wdzięczni, że zrobiliście z poniższych ilości..

  • 100 g cukru
  • 50 g masła
  • 100 ml śmietany kremówki (30-36% tłuszczu)
  • dwie szczypty soli (najlepiej gruboziarnistej z młynka)

Na czystą, sucha patelnie wsypać cukier i podgrzewać go na małym ogniu bez mieszania. Cukier musi się rozpuścić i zbrązowieć (ale nie spalić!)

Do rozpuszczonego cukru dodać masło i mieszać, do uzyskania gładkiej konsystencji. Dodać śmietanę i intensywnie mieszać, aż masa będzie gładka i jednolita. (nie mniej moim zdaniem pojedyncze chrupiące karmelowe grudni, to też nic złego). Posolić, przemieszać i przelać do dzbanuszka.

Polać sernik tuż przed podaniem.

Słodko-słonych uniesień Wam życzę…

książki na wiosnę dla przedszkolaka

Książki na wiosnę dla przedszkolaka

Aga Sz. DZIECI, książek, KSIĄŻKI, książki, RECENZJE, Strona glowna banner 0 Comments

książki na wiosnę dla przedszkolaka

W oczekiwaniu na wiosnę, która zdecyduje się w końcu obdarować nas ciepłymi promykami słońca i uszczęśliwić zielenią na gałązkach drzew, przejrzałam biblioteczkę Małgosi, by przedstawić nasze ulubione książki, idealne do czytania o tej porze roku…

,,Wiosna na ulicy Czereśniowej” wyd. Dwie Siotry, Rotraut Susanne Berner (KLIK)

To pierwsza z serii książek o mieszkańcach ulicy Czereśniowej, której chyba nie trzeba specjalnie przedstawiać, większość rodziców przedszkolaków zapewne je zna. Książka dużego formatu, z twardymi kartkami, ślicznie ilustrowana, ale bez tekstu. Cały jej urok polega na tym, by wraz z dzieckiem szukać na jej stronach wybranych mieszkańców (przedstawionych jednym zdaniem z tyłu książki). Można śledzić jak wygląda ich dzień, samemu, w dowolny sposób opowiadać ich historię. Książka trenuje spostrzegawczość, pobudza wyobraźnię, pokazuje zjawiska przyrody i zwyczaje związane z daną porą roku. Niekwestionowany hit i gwarancja wielu spędzonych z nią godzin.

,,Wiosna Toli” wyd. Zielona Sowa, Anna Włodarkiewicz, ilustracje Ola Krzanowska (KLIK)

Jedna z czterech książeczek z serii o Toli, to pełne ciepła opowiadania o dziewczynce, która niecierpliwie czeka na wiosnę. Towarzyszymy małej bohaterce, gdy pomaga pani w sklepie z warzywami, podczas jej wycieczki rowerowej z tatą, gdy pracuje z dziadkami w ogródku, a nawet świętujemy z nią jej czwarte urodziny. Sporo czytania, ładne ilustracje, przystępny dla małego czytelnika język.

,,Jabłonka Eli” wyd. Zakamarki, Catarina Kruusval (KLIK)

Książka bardzo lubiana przez moje młodsze dzieci. Opowiada o codzienności Eli i jej kolegi Olka, która w dużej mierze toczy się w ogródku dziewczynki, w cieniu starej jabłoni, która zmienia się wraz z porami roku, nieustannie dostarczając mieszkańcom dobrych rzeczy: cienia, schronienia, owoców i dobrej zabawy. Niestety pewnego dnia drzewko łamie się pod naporem wichury… Pod ciepłą opowieścią o drzewie kryje się przesłanie o życiowych wartościach i stracie. Książka uświadamia małemu czytelnikowi, że spotykają nas w życiu czasem rzeczy przykre, z którymi trudno nam się pogodzić. Traktuje o sile rodziny i wartości przyrody w życiu dziecka. Uczy dzielenia się i napawa nadzieją, że nawet smutne wydarzenia mogą mieć swój dobry koniec. Warto ją mieć w biblioteczce.

,,Wiosna w Bullerbyn” wyd. Zakamarki, Astrid Lindgren, ilustracja Ilon Wikland (KLIK)

Opowiadanie to można nabyć jako oddzielną książkę, my posiadamy je jako jedno z trzech w wersji ,,Bullerbyn. Trzy opowiadania”, które widzicie na zdjęciu powyżej (i które również serdecznie polecam). Książka, opowiada o wiośnie w Bullerbyn. Dowiadujemy się z niej jak Lisa, Lasse, Bosse, Olle, Britta i Anna spędzają tę porę roku na swojej wsi. W co się bawią, kim opiekują, jakie spotykają ich przygody i kłopoty. Piękny, sielski obraz dzieciństwa na wsi, kontaktu z naturą i dziecięcej przyjaźni. Książka odpowiednia dla dzieci w sporym przedziale wiekowym (u nas to 5 do 11 lat).

,,Śpij króliczku”, wyd. Dwie Siostry, autor Jörg Mühle (KLIK)

Jedna z kilku książeczek z serii, prosta w przekazie, z twardymi stronami, idealna do czytania przed snem. Na kolejnych stronach mały czytelnik pomaga króliczkowi położyć się do snu. Klaszcze w ręce, by przebrać go w piżamkę, drapie go za uszkiem, głaszcze po plecach, przykrywa, daje całusa, a nawet gasi światło. Z obserwacji wiem, że dzieci uwielbiają książeczki wymagające ich zaangażowania. Sto razy fajniejsza sprawa niż gra na tablecie (która zresztą w mojej ocenie wieczorami powinna być prawnie zabroniona). Świetna już od pierwszego roku życia.

,,Lotta. Trzy opowiadania” wyd. Zakamarki, Astrid Lindgren, ilustracje Ilon Wikland (KLIK)

Moja córeczka Małgosia podobnie jak główna bohaterka opowiadań Lotta ma pięć lat, jest posiadaczka dwójki rodzeństwa i czerwonego rowerka i pewnie dlatego utożsamia się z nią i bardzo ją lubi. Aż dwa z trzech opowiadań z tej książki jest tematycznie związana z wiosną i Wielkanocą. Jeśli znacie i lubicie książkę ,,Peter i Lena”, cenicie poczucie humoru Astrid Lindgren, albo po prostu gustujecie w rezolutnych, charyzmatycznych bohaterach, to z pewnością, opowiadania o małej Lottcie przypadną Wam do gustu.

,,Króliczek Piotruś i inne historyjki” wyd. Olesiejuk, Beatrix Potter (KLIK)

Beatrix Potter i jej twórczości można by poświęcić cały post, póki co napisze tylko, że urodziła się ona w epoce wiktoriańskiej i choć jej dzieciństwo było raczej samotne, to pielęgnowała w tym czasie dwie swoje pasje: sztukę i przyrodę. Obie te rzeczy znalazły odzwierciedlenie w książkach, które jako dorosła kobieta napisała i narysowała dla dzieci. Pięknie ilustrowane, z mnóstwem sympatycznych, skorych do psot bohaterów, od ponad stu lat zachwycają kolejne pokolenia czytelników. I nic w tym dziwnego, są urocze!

Wszystkie z powyższych tytułów znajdziecie w sklepie

Smyk (KLIK)

Miłej lektury i pięknej wiosny…

ciasteczka owsiane pieguski

Owsiane ciasteczka pieguski z czekoladą (wegańskie, bezglutenowe)

Aga Sz. bezglutenowe, ciasteczka, fit, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

ciasteczka owsiane pieguski

Pyszne, zdrowe, ekspresowe, bezglutenowe (a jeśli użyjemy wegańskiej czekolady również wegańskie) ciasteczka, bardzo lubiane przez dzieci. Ich przygotowanie i upieczenie nie zajmie wam więcej niż 20 min. Sprawdzą się zatem świetnie, gdy nie mamy czasu/ochoty na pieczenie, a dzieci domagają się domowych ciastek, albo gdy odbieramy wiadomość, że niezapowiedziani wcześniej goście są w drodze do nas… Dla mnie idealne!

Składniki:

Na ok. 15 szt.

(szklanka o pojemności 250 ml)

  • 1 i ¾ szklanki mąki owsianej *
  • 3/4 szklanki cukru trzcinowego (kokosowy też będzie super)
  • 1 łyżka mielonego siemienia lnianego
  • szczypta sody oczyszczonej
  • ¼ szklanki mleka roślinnego (u mnie ryżowe)
  • 1/3 szklanki oleju rzepakowego
  • ½ szklanki gorzkiej czekolady (pokrojonej w drobną kosteczkę lub gotowych dropsów, a jeśli ciasteczka mają być wegańskie należy użyć czekolady wegańskiej)
  • szczypta soli

* jeśli nie mamy mąki owsianej, możemy ją uzyskać miksując w młynku do kawy lub rozdrabniaczu zwykłe płatki owsiane

Mąkę owsiana wymieszać z sodą i szczyptą soli.

W drugiej misce połącz ze sobą siemię lniane z mlekiem.

Dodaj do nich olej, cukier i dokładnie mieszaj przez minutę. Przelej całość do miski z suchymi składnikami, dodaj czekoladowe dropsy (kilkanaście warto odłożyć, by powtykać je w uformowane ciasteczka przed samym pieczeniem).

Blachy wyłóż papierem do pieczenia i wykładaj na nie łyżką porcje ciasta, zachowując 2 cm odstępy.

Piecz w temperaturze 180 ° C przez ok. 12 min.

Wyjmij z piekarnika, wystudź.

ciasteczka owsiane pieguski

Niewiele jest moim zdaniem na świecie rzeczy tak uroczych jak domowe ciasteczka…

Źródło przepisu: ,,Fit słodkości” Kinga Paruzel z moimi drobnymi zmianami

Nigella Lawson ,,Przy moim stole. Świętowanie codzienności" recenzja

Nigella Lawson ,,Przy moim stole”

Aga Sz. książek, KSIĄŻKI, RECENZJE, Strona glowna banner 0 Comments

Nigella Lawson ,,Przy moim stole. Świętowanie codzienności" recenzja

Ponad trzy lata Nigella kazała nam czekać na swoją najnowszą książkę. ,,Przy moim stole. Świętowanie codzienności” ukazała się, jako dziewiąta z kolei książka tej autorki w Polsce, tradycyjnie nakładem wydawnictwa Filo i (także tradycyjnie) zdobyła moje serce.

,,Gdy wprowadziłam się do mojego pierwszego domu, najpierw kupiłam stół. Nie tylko po to, by przy nim jeść, ale by wokół niego toczyło się nasze życie (…)
Kształtują nas wspomnienia, a ja najlepiej pamiętam jedzenie, które ugotowałam, i ludzi, którym je podałam, a także to czym mnie częstowano przy innych stołach: i tym z czasów dzieciństwa pokrytym błękitnym laminatem, i tym, wokół którego teraz toczy się nasze życie”. Nigella Lawson

Nigella Lawson ,,Przy moim stole. Świętowanie codzienności".

Kłaniam się nisko pomysłom na dania zaproponowane w książce, choć proste i niewyszukane (a może właśnie dlatego), człowiek ma ochotę wziąć książkę pod pachę i pędzić do kuchni, by je natychmiast przygotować.

Oprócz świetnych przepisów, bardzo dobrych, choć stylistycznie wręcz ascetycznych fotografii, których autorem jest Jonathan Lovekin, Nigella zachwyca, jak zwykle lekkim piórem. Uwielbiam jej błyskotliwe, nie rzadko zabawne wstępy do przepisów, pełne cennych rady, wskazówek tudzież historii danego przepisu. Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która czyta jej książki kulinarne, jak najlepszą powieść przed snem…

W pierwszej kolejności pokażę przepisy na słodkości, bo ta część książki (celowo piszę część, bo książka rozdziałów, co jest nowością u tej autorki, nie ma).

Oprócz przepisów na słodkości, które widzicie powyżej, znajdziecie w niej jeszcze m.in. przepisy na Sernik z białą czekoladą, bezę różaną z pieprzem, truskawkami i marakują,pudding toffee, śliwki z syropem klonowym i jogurtem cynamonowym, deser lodowy z marakują i krem kokosowo-karmelowy, lody truflowe, ratunkowe brownie,ciasto pistacjowe z gruszkami i różą, babka z kminem, biszkopt z kardamonem, pomarańczą i cream fraiche, bezglutenowe ciasto cytrusowe,tort kokosowy, ciasteczka czekoladowe z pestkami dyni itp. Nie wiem jak Wy, ale ja trafiłam do nieba…

Jeśli chodzi o przepisy na wytrawne potrawy, to również znajdziecie tu całe mnóstwo genialnych, prostych,szybkich w wykonaniu, oryginalnych przepisów… Kurczak w potrawce z marsalą, kasztanami i tymiankiem, sałatka z buraków i koziego sera z dressingiem z marakui oraz czosnkowe pieczone ziemniaki z oregano i fetą stoją na szczycie mojej listy do zrobienia…

,,Przy moim stole” na dzień dzisiejszy jest w moim prywatnym top 10 książek kulinarnych.

Pozostałe książki Nigelli wydane w Polsce możecie podejrzeć na stronie wydawnictwa Filo tutaj: klik

Bardzo polecam…