Gry dla dzieci na czas kwarantanny

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, Strona glowna banner 0 Comments

Jednym z kluczowych sposobów, by przetrwać kwarantannę domową z dziećmi bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym, jest plan dnia i kreatywność rodziców. Te dwie rzeczy, mają szansę zaowocować tym, że dzieci nie będą leżeć przed telewizorem do południa i marudzić, że muszą odrobić przesłane przez nauczyciela zadania. Plan dnia to godzinowy podział na posiłki, czas wolny, naukę, zabawę, pomoc w domu czy wyjście do ogródka. Nadaje mam wrażenie rytmu i ułatwia organizacja, zmusza do mobilizacji, nawet jeśli w praktyce jest dość elastyczny.

Ubolewam, ale nie jestem mamą, skłonną przygotowywać domowy piasek kinetyczny, nie mam w sobie również werwy i kreatywności, by tworzyć kolaże z makaronów. No sorry. Nigdy też nie byłam fanką tabletów, a że nasz zakończył swój żywot w sylwestrowa noc, lądując z rąk Antka prosto na płytki podłogowe w salonie przyjaciół, to ku chwale mojego ulubionego hashtagu #dzieciństwobezprądu, w dużym stopniu ratują (dzieci przed nudą, mnie przed załamaniem nerwowym) w ostatnich tygodniach gry planszowe i karciane. Swoją drogą, to chyba najlepszy znany mi sposób, by dzieci się wyciszyły i uruchomiły swoje szare komórki, a wszystko podczas fajnej zabawy.

Pokażę dziś te gry, w które w tym ostatnim czasie dzieci sięgają najczęściej i najchętniej.

Rummikub (klik)

Rummikub
rummikub

Rummikub przypomina karciana grę w Remika, z tą różnica, że zamiast kart, mamy tu cegiełki z cyferkami i stojaczki, na których uczestnicy mogą je sobie wygodnie wykładać.

Celem zabawy jest zgromadzenia a następnie wyłożenie na środek ciągu tych samych liczby, ale w różnych kolorach, albo liczby (min. 3 szt.) występujących kolejno po sobie, np. 5, 6, 7. Kolejny uczestnik, wykłada swoje cegiełki albo uzupełniają brakujące fragmenty do już wyłożonych, a jeśli nie jest w stanie cegiełkami, które ma wykonać żadnego ruchu, dobiera sobie jedną.

Pozornie łatwa gra staje się emocjonująca i wymaga spostrzegawczości oraz logicznego myślenia w momencie nastania manipulacji. Kiedy kilku graczy wyłoży swoje płytki należy rozpocząć kombinacje przestawiania kostek na planszy. Rozdzielanie i przesuwanie kostek stwarza nowe, unikalne układy na planszy, do których należy się dopasować. Każdy z graczy ma narzucony reżim czasowy, który przyspiesza tempo gry i nie pozwala na długie zastanawianie się.

Za wszystko są oczywiście przyznawane punkty, nie mniej ponieważ w grę tą gra nawet nasza najmłodsza, sześcioletnia Małgosia, u nas po prostu chodzi o to, by pozbyć się wszystkich cegiełek.

Gra uczy spostrzegawczości, logicznego myślenia, najmłodszych oswaja z kolejności cyfr. Przyjemna gra, partyjka trwa ok 15 min. i obywa się bez najmniejszych kłótni, co rodzice z pewnością docenią…

Uno (klik)

uno, gra uno
gra Uno
uno gra
uno
Uno spiele, uno gra, uno Matel
Uno matel

Uno to bestsellerowa gra karciana, w dopasowanie kolorów i cyfr, od ponad 40 lat cieszy i bawi nowe pokolenia graczy. I choć znana moim dzieciom od dawna ( grali w nią w szkole i u kolegów), to trafiła do nas dopiero niedawno (choć eksploatowana jest tak, że pudełko nie nadawało się do pokazania, co w sumie tylko dobrze o niej świadczy.

Cel gry jest prosty, chodzi o to by gracze jak najszybciej pozbyli się wszystkich swoich kart, dopasowując je do karty, która w danej chwili znajduje się na utworzonym stosiku. Karty funkcyjne wprowadzają do gry zamieszanie i dostarczają śmiechu i emocji oraz pomagają pokonać przeciwników. Kiedy w ręku zostaje tylko jedna karta, gracz musi krzyknąć ,,Uno!”, choć nie jest to jeszcze wcale gwarancję, że wygra daną rozgrywkę, może się zdarzyć, że długo jeszcze będzie ciągnął wiele kart,zanim znajdzie tą, która będzie mógł wyrzucić na stosik.

Dzieci grają w nią chętnie, a i dla rodziców jest to miłe spędzenie czasu. nasza sześciolatka radzi sobie z nią już świetnie, więc od tego wieku rekomenduję.

Sekretny kod (klik)

Sekretny kod (Quercetti)
Sekretny kod (Quercetti)
Sekretny kod (Quercetti)
Sekretny kod (Quercetti)

Sekretny kod to z kolei strategiczna gra dla dwóch lub większej liczby graczy, której celem jest złamanie kodu.

Pierwszy z graczy, tzw. kodujący ma za zadanie utworzyć za pomocą kolorowych koralików jak najbardziej zaawansowany kod, który ukryty jest za osłonką uniemożliwiającą zobaczenie go przeciwnikowi. Drugi (lub pozostali, jeśli graczy jest więcej) próbuje go złamać, wbijając w tablicę ciągi kolorów, które typuje jako prawidłowe. Osoba kodująca, za pomocą małych białych koralików, daje osobie łamiącej znać, czy kolor który wytypował znajduje się w kodzie a za pomocą czarnego koralika informuje, że znajduje się on również w wybranym przez odkodowującego miejscu. Wskazówki te oraz użycie sprawnego myślenia doprowadzają do odgadnięcia kodu i wygranej.

Gra ma możliwość wyboru jednego z dwóch stopni trudności, kod można utworzyć z czterech lub pięciu kolorów.

Ze swojej strony chciałam dodać rzecz, o której producent nie wspomina, a jest genialna dla młodszych dzieci, mianowicie po ściągnięciu nakładki do kodowania, mamy do dyspozycji białą planszę, na której dzieci mogą za pomocą kolorowych ,,grzybków” tworzyć mozaiki. Tego rodzaju zabawki, producent ma nawet w swojej ofercie, ale tu mamy ją niejako bonusowo.

Gra rekomendowana od 7 roku życia, ale z funkcji mozaiki mogą skorzystać dzieci po 3 roku życia.

Cortex (klik)

cortex, gra cortex

Cortex -gra, która jest hit wśród dzieci trochę starszych. Prawdziwy roller coaster dla mózgu. Pamięć, refleksu i logiczne myślenie, dostaną tu niezły wycisk. Zadaniem graczy (od 2 do 6 osób) jest jak najszybsze znalezienie odpowiedzi na dane zadanie, ukryte pod kolejna karta. Każde z zadań ćwiczy inną część ludzkiego mózgu. Są karty na których trzeba znaleźć wyjścia z labiryntów, dopasować brakujący puzzel, odkryć parę identycznych obrazków, wytypować pasujący element kostki Rubica, albo za pomocą wyłącznie dotyku, bazując na fakturze, rozszyfrować obrazek mchu czy drewna.

Jeśli znacie grę Dooble, to Cortex jest w mojej ocenie, taką jego utrudnioną, rozszerzoną wersją. Gra idealna dla naszej Mai (12 lat), póki co ogrywa ona Antka (8 lat), ale mnie również. Honor dorosłych w domu ratuje tata, który jest jedynym godnym jej przeciwnikiem.

Mam nadzieję, że w tym szybkim przeglądzie gier, znalazła się jakaś, która Was zainteresowała.

Wszystkie z opisanych gier, dostępne są w sklepie internetowym Merlin.pl

Bedzie nam bardzo miło, jeśli w komentarzu napiszecie w jakie gry Wy lubicie grać. Zapowiada się, że jeszcze trochę na tej kwarantannie wszyscy pobędziemy, więc z radością poznamy Wasze typy.

Dużo zdrowia, spokoju ducha i cierpliwości.

Trzymajcie się ciepło…

,,Polka przy garach”

Aga Sz. kobiecym okiem, książek, KSIĄŻKI, RECENZJE, Strona glowna banner 1 Comment

Dawno nie pisałam tu o kulinarnej książce, bo też w ostatnim czasie nie ukazało się nic, co wywarłoby na mnie jakieś szczególne wrażenie. Nawet jeśli trafiała w moje ręce książka, która oczarowała mnie zdjęciami czy pięknym wydaniem, to w praktyce okazywało się, że skorzystałam z jednego, czy dwóch przepisów w niej zawartych i jedyną wartość jaką obecnie stanowi, to ta wizualna na półce, a to przecież to nie powód, by poświęcać im czas i uwagę.

Zdecydowanie inaczej było jednak z książką ,,Polka przy garach”, o której dziś napiszę. Ta z impetem wskoczyła na moje prywatne podium ukochanych książek kulinarnych i do dziś grzeje sobie tam miejsce w najlepsze, daremnie póki co, wypatrując konkurencji. Pochłonęła mnie totalnie i bez reszty. Oczarowała wydaniem, zdjęciami, szatą graficzną, tekstami no i co najistotniejsze- przepisami (których wykorzystałam już kilkanaście!). Dała inspirującego, kopa w sytuacjach kulinarnego znudzenia rolą gotującej mamy. Niejednokrotnie stała się źródłem inspiracji, kiedy to podane w niej przepisy przerabiałam według swojego pomysłu. Dzięki niej pytanie ,,co dziś na obiad” przestało na mnie działać jak płachta na byka.

Korzystając z przepisów w niej zawartych nie trzeba wybierać między gotowaniem szybkim a zdrowym, potrawami nudnym a prostym do przyrządzenia, bo ekspresowych oraz tych niewymagających wkładu pracy receptur jest w niej od groma.

Autorką ,,Polki przy garach” jest Agnieszkę Burska – Wojtkuńska, znana z pewnością części z Was jako Mrs. Polka Dot. Osobiście, zaglądam na bloga Agnieszki od paru dobrych lat i w mojej ocenie Aga to jedno z najlepszych, lifestylowych piór polskiej blogosfery. Inteligencja, połączona z genialnym, lekkim piórem z nutą dobrego humoru, a jak trzeba to i dawką zdrowego sarkazmu. Skarbnica inspiracji wnętrzarskich (w szczególności miłośnicy skandynawskiego designu będę tu usatysfakcjonowani), kosmetycznych, modowych i kulinarnych. Agencje reklamowe i magazyny kobiece powinny gorzko opłakiwać fakt, że Aga wybrała drogę pełnoetatowej blogerki, bo na moje oko, taki coopywriter to skarb, ale ale do brzegu…

Książka ,,Polka przy garach” jest naprawdę gruba, pięknie i solidnie wydana, a w środku wygląda tak:

Kluski szpinakowe (przed ugotowaniem)

,,Polka przy garach"

Gratin z cukinii i ziemniaków (przed i po upieczeniu)

Książka zawiera całe mnóstwo pomysłów na ekspresowe, zdrowe śniadania i obiady do przygotowania w tygodniu, kiedy nie każdy ma czas na gotowanie i takie idealne na leniwe weekendy, kiedy to mamy czas, by uruchomić patelnie czy gofrownicę. Znajdziecie w niej pomysły na pyszne, pożywne sałatki, kotlety na bazie kasz, jednogarnkowe, ,,samorobiące się” posiłki i przekąski, które zaserwować możemy, kiedy mamy gości.

Niezwykle wartościowy jest też obszerny wstęp do książki, który zawiera m.in. sporo praktycznych porad dotyczących codziennego gotowania, wskazówek, co warto zawsze w spiżarni mieć oraz świetny tekst na temat żywienia dzieci (Aga, podpisuję się pod każdym zdaniem, myślę i obserwuję dokładnie to samo!)

Nie przypominam sobie żebym w swoim zbiorze książek kulinarnych (a mam ich lekko licząc ponad sto), miała drugą taką z której przepisów skorzystałabym tyle razy co z tej. Serio.

Nigella Lawson napisała kiedyś ,,Czasami ludzie przepraszają mnie, że proszą o autograf nie na nowej kupionej książce, a na swoim własnym, zaplamionym egzemplarzu. Wierzcie mi, nie ma potrzeby za to przepraszać. Książki kucharskie, które z czasem, staną się zachlapane i pomazane, to jedyne książki, które mam ochotę pisać.” Aga, jeśli kiedyś dasz się namówić na spotkanie autorskie, to nastaw się na podpisywanie mocno nadwyrężonych egzemplarzy…

Bardzo Ci ,,Polki przy garach”, gratuluję. Kawał świetnej roboty!

A Wam kochani polecam, bardzo, bardzo, bardzo!!!

Książkę można ją zamówić tutaj: (klik)

Przy jej zakupie dostaniecie w gratisie e-booka ,,Polka przy garach. 40 przepisów na jesień”, a w super promocji jest teraz ,,Polka przy garach” w wersji e-book.

ps. Nie znamy się z autorka osobiście, wpis nie jest postem w żaden sposób sponsorowanym. Książkę kupiłam sobie sama, co myślę, powinno tylko dodatkowo utwierdzić Was w słuszności jej posiadania...

Tort Rocher

Aga Sz. PRZEPISY, Strona glowna banner, torty 0 Comments

Tort na bazie puszystego, kakaowego biszkoptu, nasączonego likierem orzechowym ( np. Frangelo byłby idealny) lub po prostu mocną kawą. Krem stanowi kombinacja śmietany kremówki, mascarpone i nutelli, a całość wzbogacona jest o chrupiące, prażone orzechy laskowe. Czekoladki Ferrero Rocher wieńczą dzieło, pamiętajcie jednak, by na każdy kawałek tortu przypadła jedna ich sztuka. Tort prosty w wykonaniu, idealnie sprawdzi się jako tort urodzinowy dla dorosłej osoby. Jeden z tych tortów, które smakują każdemu. Wbrew pozorom nie jest bardzo słodki!

Biszkopt:

( szklanka o pojemności 250 ml )

  • 5 jajek
  • 3/4 szklanki cukru (najlepiej drobnego)
  • 2/3 szklanki mąki pszennej tortowej
  • 1/3 szklanki kakao

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Mąkę i kakao przesiać przez sitko, wymieszać.

Białka oddzielić od żółtek, a następnie ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodawać stopniowo cukier, ciągle miksując.

Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając na niskich obrotach.

Mąkę wymieszać z kakao, przesiać je do masy jajecznej i wymieszać za pomocą szpatułki , ostrożnie, tak by białka nie opadły.

Dno tortownicy o średnicy ok. 23 cm cm wyłożyć papierem do pieczenia. Boków tortownicy nie smarujemy! Delikatnie przelać ciasto do formy, wyrównać.

Piec w temperaturze 160 – 170ºC przez około 35 – 40 minut lub do tzw. suchego patyczka.

Gorące ciasto wyjąć z piekarnika i niezwłocznie (w formie) upuścić z wysokości kolan na podłogę (warto zabezpieczyć ją deską/ręcznikiem. Wystudzić, a następnie przekroić na 3 blaty.

Po przestudzeniu, objechać dookoła ciasta nożem, wyciągnąć z formy, przekroić, tak by powstały 3 blaty.

Krem:

  • mały słoiczek Nutelli (230 g)
  • 200 g mascarpone
  • 500 g śmietany kremówki (schłodzonej)
  • 100- 150 g orzechów laskowych

Śmietanę i mascarpone ubić na puszysty krem. Stopniowo, po łyżce dodawać nutellę.

Krem może wydawać się ciut za płynny, spokojnie nutella, która jest w składzie, w lodówce stwardnieje i usztywni całość.

Do nasączenia:

  • kilka łyżek likieru orzechowego, kawowego, lub mała filiżanka mocnej kawy

Do ozdoby:

  • czekoladki Ferrero Rocher (w ilości odpowiadającej ilości kawałków, na jaki chcemy tort pokroić, u mnie 12 szt.)

Orzechy wysypać na suchą patelnie i prażyć przez kilka minut, a następnie przełożyć do szmatki, owinąć i pocierać nimi jeden o drugi, by w ten sposób pozbyć się brązowych łupinek.

Tak przygotowane orzechy laskowe posiekać.

Pierwszy blat (najlepiej ten, który wydaje się najgrubszy), nasączyć kilkoma łyżeczkami kawy/likieru. Nałożyć na niego 5 pełnych łyżek kremu, posypać dwoma łyżkami siekanych orzechów, przykryć kolejnym blatem i czynność powtórzyć. Na ostatni blat nałożyć resztę kremu, i rozsmarować nim również boki wypieku.

Tort obsypać resztą posiekanych orzechów i ozdobić czekoladkami Ferrero Rocher.

Gotowy tort przechowywać w lodówce.

Sprytnym patentem, by nie wybrudzić patery obsypując boki orzeszkami, jest pocięcie z pergaminu prostokątów (np. ok, 10 cm x 5 cm) i wetknięcie ich pod blat ciasta, dookoła. Kiedy skończymy tort ozdabiać, wystarczy wysunąć te kawałki i mamy czystą paterę/ tortownicę, a nie musimy siłować się z papierem rozłożonym pod całą podstawą tortu.

Migdałowe ciasteczka z lukrowanymi łabędziami

Aga Sz. ciasteczka, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

łabędziowe ciasteczka, ciasteczka łabędzie, swan cookies, łabędziowe przyjęcie, przyjęcie z łabędziami

Maślane ciasteczka to smakołyk, po które małe raczki na kinderbalach sięgają, z tego co zdążyłam niejednokrotnie zauważyć, wyjątkowo chętnie. A piekąc je w domu, oprócz pewności, co do jakości użytych składników, zyskujemy także bonus w postaci wewnętrznej satysfakcji i rzecz bezcenną jaka jest radości dzieci, że to specjalnie dla nich mama zrobiła takie cuda (nawet, jeśli tak jak w moim przypadku, ciasteczka dalekie są one od cukierniczego ideału…).

Do łabędzi pasowała mi migdałowa nuta, stąd dodatek migdałowej mąki i esencji.

Zakładając, że foremkę w kształcie serca, osoby piekące pierniczki, czy ciasteczka posiadają, omija nas także poszukiwanie foremki w kształcie łabędzia, którego, umówmy się nie użyjemy już potem nigdy więcej. Potrzebna nam będzie jedynie tylka z dość drobnym otworem (nr. 2,3), woreczek cukierniczy i jadalne flamastry (te, natomiast, przydadzą się jeszcze nie raz z pewnością)

Składniki:

Ciasteczka migdałowe:

  • 170 g miękkiego masła
  • 160 g drobnego cukru
  • 2 duże jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu migdałowego (ewentualnie kilka kropel olejku migdałowego)
  • 300 g mąki pszennej (plus zapas do podsypania)
  • 100 g mąki migdałowej (czyli mielonych migdałów)
  • szczypta soli

Nie używałam do nich proszku do pieczenia, ale nic nie szkodzi na przeszkodzie, by go dodać (1 łyżeczkę).

Masło zmiksować z cukrem na puszystą masę, dodać jajka i ekstrakt, wymieszać.

W drugiej misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i solą.

Wsypać suche składniki do maślano- jajecznej masy, łącząc wszystkie składniki, na wolnych obrotach miksera.

Jeśli ciasto będzie zbyt lepkie by je rozwałkować, dosypać trochę mąki.

Ciasto podzielić na dwie części, z każdej uformować dysk, owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na min. godzinę.

Po tym czasie wyjąc 1 część ciasta, posypać stolnicę i wałek odrobiną mąki, rozwałkować ciasto na grubość ok pół cm.

Wycinać za pomocą w foremek do ciasteczek (które każdorazowo dobrze jest zanurzyć w mące) i układać je w odstępach na blachach uprzednio wyłożonych pergaminem

Piec na termoobiegu, w temperaturze 175 stopniach C. przez 8-12 min. w zależności wielkości ciasteczek (i piekarnika), do momentu aż delikatnie zezłocą się na brzegach.

Po upieczeniu przełożyć na metalową kratkę do całkowitego ostygnięcia.

Lukier:

  • białko jaja kurzego
  • 1-2 szklanki cukru pudru
  • kilka kropel soku z cytryny

Białko na wolnych obrotach ubić do białości, dosypywać stopniowo cukier puder. Jego ilość zależna będzie od wielkości białka, wilgotności cukru, ale z pewnością, szklanka okaże się minimum. Lukier powinien być idealne gładki, bez grudek i na tyle płynny, by dało się go wycisnąć przez tylkę, tak by dobrze się nim pracowało, a narysowane nim kontury się nie rozlewały się na boki.

Gdyby okazało się, że jest zbyt lejący, wystarczy dodać, miksując łyżkę czy dwie cukru pudru, gdybyście z kolei przesadzili z ilością cukru pudru, i lukier był za gęsty dodajecie ciut więcej soku z cytryny (a jeśli i to za mało, raz jeszcze ubijcie białko i dodajcie jego część do lukru).

Lukier przełożyć do woreczka cukierniczego, zakończonego metalową tylko z nr. 2 lub 3. Obrysować kontury łabędzi, odstawić do przeschnięcia (min. 15 min.) reszta lukru wypełnić jego środek. Nie trzeba tego robic dokładnie wystarczy nałożyć dość gęsto esy-floresy, a potem za pomocą np. wykałaczki, całym jej bokiem rozprowadzić lukier aż do obrysowanych brzegów. Sprawa jest tu prosta, gdyż nie zależy nam by lukier był idealnie gładki, wszelkie jego nierówności fajnie imitują upierzenia naszych białych bohaterów.

Jeśli (tak jak było u mnie) okaże się, że rysując kontury zrobiliście zbyt grube, okrągłe dziobki, na tym etapie (gdy lukier nie zasechł), spokojnie ,,wyrzeźbicie” ich pożądany kształt, usuwając nadmiar lukru czubkiem wykałaczki.

Po kilu godzinach, a najlepiej następnego dnia, gdy lukier całkiem wyschnie, za pomocą czarnego, jadalnego flamastra, rysujemy oczy, a złotą jadalną farbką (u mnie flamaster z pędzelkiem) końcówki dziobków.

Linki do sklepu, w którym zamówiłam flamastry i tylki, znajdziecie na dole postu z ciasteczkami jednorożcowymi (klik).

łabędziowe ciasteczka, ciasteczka łabędzie, swan cookies, łabędziowe przyjęcie, przyjęcie z łabędziami
łabędziowe ciasteczka, ciasteczka łabędzie, swan cookies, łabędziowe przyjęcie, przyjęcie z łabędziami

Więcej pomysłów na zorganizowanie łabędziowego przyjęcia przyjęcia znajdziecie w tym poście (klik)

Miłych chwil na zabawie z lukrem i udanego przyjęcia…

Serdeczności

Tort bezowy z lemon curd

Aga Sz. bezowe, PRZEPISY, torty, Wielkanoc 2 Comments

tort bezowy z lemon curd, lemon curd Pavlova

Nie znam osoby, która nie lubi tortu bezowego. Znam za to wielu, którzy potrafili by zjeść cały. Ten tort powstał na potrzeby łabędziowego przyjęcia mojej córeczki Małgosi. Godnie zastąpił planowany przez chwilę tort z szyją łabędzią z masy cukrowej, okryty piórami z białej czekolady. Wbite w niego ozdobne toppery, zaoszczędziły mi jak sądzę dwie godziny pracy…

Biorą pod uwagę kolorystkę przyjęcia, lekkość dekoracji i klimatu jaki nasuwają łabedzie, jako owocowy dodatek do bezy wybrałam cytryny, a dokładniej lemon curd, czyli słodko-kwaśny, aksamitny, kremowy krem na bazie cytryn, żółtek i masła. Pyszny! Nie tylko zresztą do tortu.

Składniki:

Bezowe blaty:

  • 6 dużych białek
  • szczypta soli
  • 300 g drobnego cukru
  • łyżka mąki ziemniaczanej (lub kukurydzianej)
  • soku z cytryny

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Dwie blachy do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia, odrysować na nich (np. od talerzyka, spodu tortownicy) dwa 20 cm okręgi. Jeśli macie duży piekarnik ( i blachę, na której zmieszczą się bezy obok siebie to wystarczy jedna blacha oczywiście).

Białka ubić w metalowej lub szklanej misie (plastik odpada, serio), ze szczyptą soli, na sztywną pianę.

Stopniowo dosypywać, po łyżce cukier, cały czas ubijając, aż do uzyskania sztywnej, błyszczącej piany.

Dodać soku z cytryny i ponownie całość zmiksować.

Przesiać mąkę mąkę i delikatnie, za pomocą szpatułki, wmieszać ją do masy.

Całość wyłożyć po równo na odrysowane na papierze okręgi, wyrównać.

Wstawić do nagrzanego do 180ºC piekarnika.

Po 5 minutach zmniejszyć temperaturę do 120ºC i piec przez godzinę i kwadrans.

Gotowe bezy powinny być zarumienione, suche i chrupkie z zewnątrz, ale zachować miękki środek.

Po wyłączeniu piekarnika, uchylić odrobinę jego drzwiczki i zostawić do wystygnięcia na kilka godzin, a najlepiej całą noc.

Lemon curd

  • 2 duże jajka
  • 2 żółtka
  • 160 g drobnego cukru
  • 80 g masła
  • 2 cytryny (najlepiej ekologiczne, niewoskowane)

Cytryny wyszorować szczoteczką, jeśli nie są bio, to także wyparzyć, a następnie zetrzeć z nich (na drobnych oczkach) skórkę, a potem wycisnąć sok.

W rondelku roztrzepać jajka, żółtka i cukier (ręczną trzepaczka uda się to bez problemu), tak, by całość się połączyła. Najbezpieczniejsza metodą przygotowania lemon curd jest przygotowanie tego kremu na parze. W tym celu w garnku umieszczamy trochę wody, stawiamy na nim rondelek (woda z garnka nie może go dotykać) i w ten sposób podgrzewamy krem.

Do ciepłej masy dodać masło, sok i skórki z cytryny. Mieszać, aż krem się zagotuje i zgęstnieje. Odstawić do ostudzenia.

Na wierzch i do przełożenia potrzebne będzie także:

  • 300-400 ml śmietany kremówki.

Schłodzoną śmietanę ubić na sztywno. Połowę jej ilości

Blat, który upiekł nam się większy, solidniejszy, wybrać jako podstawę tortu. Nałożyć na niego i delikatnie rozsmarować połowę kremu lemon curd, a następnie pokryć go połową ubitej śmietany.

Przykryć drugim bezowym blatem i czynności powtórzyć.

Opcjonalnie można górę posypać podprażonymi płatkami migdałów

tort bezowy z lemon curd, lemon curd Pavlova

Więcej pomysłów na łabędziowe przyjęcie znajdziecie tutaj (klik).

Toppery , świeczki i balon: Partymika

Aż Wam zazdroszczę, jeśli zdecydowaliście się ją upiec…

Serdeczności

Łabędziowe urodziny (swan party)

Aga Sz. DZIECI, przyjęcia, Strona glowna banner 3 Comments

swan party, przyjęcie łabędziowe, urodziny łabędziowe, urodziny dla dziewczynki, urodziny tematyczne

Biel, złoto i piórka fruwające po całym domu, to znak, że łabędzie stały się motywem przewodnim szóstych urodzin Małgosi.

Temat bardzo wdzięczny, szczególnie dla dziewczynek, ale ze względu na swój urok, lekkość i niewinność, cudownie sprawdzi na chrzcinach czy baby shower.

Nieodłącznie kojarzącą się z łabędziami bieli, połączyłam z klasycznym odcieniem złota, choć nie ukrywam, kusiło mnie też modne ostanio bardzo różowe złoto.

Nie przedłużając, tradycyjnie zapraszam na fotorelację, a pod zdjęciami zostawię dokładny opis wykorzystanych produktów, przepisy, linki, słowem wszystko co może Wam się przydać, jeśli planujecie przyjęcie w takim właśnie klimacie…

swan party, przyjęcie łabędziowe, urodziny łabędziowe, urodziny dla dziewczynki, urodziny tematyczne
swan party, przyjęcie łabędziowe, urodziny łabędziowe, urodziny dla dziewczynki, urodziny tematyczne,ciasteczka łabędzie
swan party, przyjęcie łabędziowe, urodziny łabędziowe, urodziny dla dziewczynki, urodziny tematyczne, kostium łabędzia

Plakat z łabędziem Mysi Ogonek

łabędziowe przyjęcie, swan party

Naturalna świeca sojowa Spiritual yoga marki Ily line , subtelne drzewo sandałowe i wanilia, zapach stworzony na tego typu przyjęcie. Polecam też tą o nazwie Sponge cake. Bajka…

Kiedy usłyszałam od Małgosi, że marzy by jej szóste urodziny były łabędziowe, oczami wyobraźni zobaczyłam łabędzie szyje z masy cukrowej, stertę rondelków do mycia po roztopionej białej czekoladzie, z której powstaną pióra, do ozdoby boku tortu i rzędy babeczek precyzyjnie ozdobione białymi ptakami i koronkami. I wiecie nie twierdzę, że to nie było do zrobienia w warunkach domowych. Było. Nie bałam się tego wyzwania, tylko myślę, że często urodziny dzieci, to przerost formy nad treścią. Że czasem mniej znaczy więcej. Że w prawdziwym życiu tort i babeczki, kiedy na stole są też inne słodkości to dla dzieci za dużo i prawda jest taka, że potem dojadamy je przez kolejne dni. Jasne, w moim przypadku, to też pomysły dla Was, przepisy, które możecie sobie wykorzystać. Przepraszam więc tych, którzy na te łabędzie szyje z masy cukrowej liczyli, ale tym razem, urodziny te będą bardziej pomysłem na to, jak z tego tematu wybrnąć, nie zajeżdżając mamy po nocach, ale jednocześnie nie tracąc możliwości, jakie nam impreza w tym stylu daje.

Małgosia ułatwiła mi sprawę i zdjęła resztki wyrzutów,które nie ukrywam gdzieś tam się we mnie tliły, mówiąc ,,a torcik to ja bym bardzo mamusiu chciała taki bezowy ze śmietaną”. Nie wiem jak Wam, ale mi beza pasuje do łabędzi idealnie. Przecież klasyczna beza Pavlovej powstała na cześć primabaleriny o tym nazwisku, a stąd już tylko krok do ,,Jeziora łabędziego” prawda?

Tak więc tort, to nic innego, jak dwa bezowe blaty, pokryte obłędnie cytrynowym, domowym kremem lemon curd i bitą śmietaną (przepis wkrótce).

Na słodkim, ,,łabędziowym” stole pojawiły się także:

  • migdałowe, maślane ciasteczka. Darowałam sobie tym razem zamawiania foremki w kształcie łabędzia (notabene wybór w polskich sklepach internetowych marny w tym temacie), wykorzystałam foremkę w kształcie serca i za pomocą lukru, i jadalnych pisaków, narysowałam je sama. Szału nie ma, ale powtarzam sobie jak mantrę, że jestem przecież tylko mamą a nie cukiernikiem…
  • zamiast babeczek, mini biszkopciki a także drobne beziki i pastelowe pianki marshmallow, prażynki (niestety te najczęściej z olejem palmowym, ale w Lidlu znajdziecie chrupki ryżowo-zbożowe, które wyglądają bardzo podobnie).
  • Do picia sugeruję domową lemoniadę, wodę z cytryną, u nas woda z syropem z mięty (dziękujemy ciociu Gosiu, prosimy o przepis!)

W planach było także kręcenie waty cukrowej, ale w ferworze zabawy, zupełnie o tym zapomniałam…

Wszystkie imprezowe dodatki pochodzą, jak zawsze ze sklepu Partymika.pl

1.Girlanda w piórka (jej pojedyncze elementy wykorzystałam jak ozdoba na stole) (klik)

2. Papierowe słomki (klik)

3. Złote i białe perłowe balony (klik)

4. Toppery na tort (klik)

5. Długie, złote, brokatowe świeczki (klik)

6. Papierowe foremki do babeczki (klik)

7. Papierowe talerzyki łabędzie (klik)

8. Papierowe kubki w złote piórka pasują idealne (klik), ja wykorzystałam plastikowe buteleczki (klik), do których dokleiłam białe piórka i wycięte z papieru łabędzie (w tej sprawie, też pomoże Monika Partymika)

9. Świeczki w kształcie łabędzi i złotych serc (klik)

10. Foliowy balon w kształcie cyfry (klik)

11. Girlanda papierowa (u nas przyklejona taśmą dwustronną do brzegu komody, na której znajdował się słodki stół (klik)

12. Foliowy balon łabędź (klik)

13. Papierowe serwetki z motywem łabędzi (klik)

poduszka łabędź

Mięciutką poduszkę w kształcie łabędzia , znalazłam dla Małgosi w sklepie Emako.pl . Były tam też śliczne, tematyczne skarbonki…(klik) Myślę, że to świetne pomysły na prezent

meri meri kostium łabędzia, swan party, urodziny łabędziowe, przyjęcie łabędziowe
meri meri kostium łabędzia

No i hit, strój solenizantki, kostium łabędzia. Och i ach to za mało by go opisać, ukochanej marki Meri Meri. Pięknie wykonany, subtelny, z gumeczkami na końcach peleryny, by dziecko podnosząc ręce mogło ,,rozwinąć skrzydła” jak prawdziwy ptak.

białe, skórzane papcie dla dzieci, eko tuptusie

I jeszcze papcie Małgosi to Eko tuptusie , ręcznie szyte, skórzane, śliczne i najwygodniejsze na świecie, do przedszkola, po domku i jak widać również na imprezy. Kochamy od dawna…

I jeszcze, może Wam ułatwię zadanie, jeśli szukacie kolorowanek do wydruku. Koleżanki Małgosi, mogłyby całą imprezę kolorować i ozdabiać kryształkami, brokatami obrazki.

Wykorzystałam do druku te kolorowanki: (klik) i (klik)

To by było, chyba na tyle.

Do zobaczenia na kolejnej imprezie…

pozdrawiam najserdeczniej…

Sernik waniliowo-pomarańczowy z purée żurawinowym

Aga Sz. Boże Narodzenie, ciasta, ciasta z owocami, PRZEPISY, serniki, Strona glowna banner 2 Comments

Sernik, który królował na naszym tegorocznym, bożonarodzeniowym stole. Idealnie równy, aksamitny. Umiarkowana słodycz sernika o świąteczno-zimowej waniliowo-pomarańczowej nucie, przełamana została w nim słodko-cierpkim żurawinowym akcentem. Całość podana na owsiano- orzechowym spodzie. Jego kolor, a szczególnie ozdoba w postaci świeżej żurawiny i gałązek świeżego rozmarynu, sprawiają, że jest wręcz stworzy do upieczenia zimą.

Jeden z pyszniejszych serników na blogu. Bardzo polecam.

Składniki na spód:

  • 120 g ciastek zbożowych, pełnoziarnistych lub owsianych
  • 40 g orzechów włoskich lub pekan
  • 30 g masła, roztopionego

Ciastka, orzechy i masło wrzucić do malaksera i zmiksować do otrzymania masy ciasteczkowej o konsystencji mokrego piasku.

Jeśli natomiast orzechy mamy zmielone, wystarczy ciastka w woreczku rozgnieść za pomocą np. tłuczka i wymieszać całość z masłem.

Dno tortownicy o średnicy 23-24 cm., wyłożyć papierem do pieczenia.

Na dno wysypać masę z ciasteczek, dokładnie, równo rozprowadzic je po dnie dociskając. Podpiec w temperaturze 175ºC przez około 10-12 min. lub do zarumienienia. Wyjąć, lekko przestudzić przez czas przygotowania masy serowej.

Formę dwukrotnie owinąć szczelnie z zewnątrz folią aluminiową – sernik będzie pieczony w kąpieli wodnej*

Składniki na masę serową:

  • 600 g twarogu tłustego lub półtłustego zmielonego trzykrotnie
  • 300 g kwaśnej śmietany 18%
  • 200 g drobnego cukru do wypieków
  • 4 duże jajka
  • 1 żółtko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • świeżo otarta skórka z 1 pomarańczy (umytej ekologicznej, lub sparzonej i wyszorowanej zwykłej)
  • 3 łyżki mąki pszennej

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

W misie miksera umieścić wszystkie składniki. Miksować do połączenia składników, możliwie krótko, by niepotrzebnie nie napowietrzać masy (sernik, który podczas miksowania nabierze powietrza, urośnie, ale potem równie szybko opadnie). Idealny sernik pieczony w kąpieli wodnej jest płaski.

Masę serową przelać na ciasteczkowy spód i piec w kąpieli wodnej* w temperaturze 160ºC przez około 50 – 60 minut. Cała powierzchnia sernika powinna być wypieczona i ścięta przy dotyku.

Wyjąć z piekarnika, wystudzić.

Żurawinowe puree:

  • 300 g świeżej (lub mrożonej) żurawiny
  • 100 g cukru
  • otarta skórka z 1 pomarańczy (ekologicznej

Wszystkie składniki umieścić w garnuszku. Wymieszać, zagotować, a następnie gotować kilka minut, aż wszystkie żurawiny popękają i otrzymamy masę przypominająca dżem.

Zdjąć z palnika, przetrzeć przez sitko, przestudzić.

Puree żurawinowe rozsmarować równą warstwa na schłodzonym serniku.

Ozdobić świeżymi owocami żurawiny i np. jak u mnie rozmarynem.

* Sernik pieczemy w kąpieli wodnej. Polega to na tym, że szczelnie zamkniętą, owiniętą dodatkowo dwukrotnie z zewnątrz folią aluminiową formę z sernikiem, wkładamy do większej formy lub naczynia żaroodpornego, do którego nalewamy do połowy wysokości foremki z sernikiem gorącej wody. Niejednokrotnie piekłam tego rodzaju serniki również w ten sposób, że piętro niżej pod sernik wsuwałam blachę (tą, która jest w zestawie z piekarnikiem, możliwie głęboką) wypełnioną wrzątkiem i tez wychodziły super. Sernik pieczony w towarzystwie pary wodnej ze względu na towarzysząca procesowi wysoką wilgotność piecze się równo, nie pęka a po upieczeniu zachowuje idealnie kremową konsystencję.

Smacznego!

Przepis pochodzi z (cudownej!) książki Doroty Świątkowskiej ,,Moje wypieki na 4 pory roku”. Zmniejszyłam jedynie ilość cukru w masie serowej, a sugerowane orzechy pecan zamieniłam na laskowe.

Pościelowe opowieści o lalkach

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, NASZ DOM, Strona glowna banner 0 Comments

Pamiętam doskonale swoją ukochana lalkę z dzieciństwa. Kupiona w NRD, swoją wielkością i mimiką twarzy imitowała noworodka. Miała nawet zaklejony pępuszek. Ukochane zabawki, to jedne z tych przedmiotów, które zapamiętujemy na całe życie.

O ile starsza moja starsza córka Maja nigdy nie była specjalnie ,,lalkowa”, to mam wrażenie, że jej młodsza siostra przejęła sympatię do lalek w zdwojonej sile. Tym bardziej nam miło, że po raz kolejny, zostałyśmy zaproszone przez markę Artyk, producenta Lalki Natalki, by poznać ich nowości i sprawdzić, które z nich podobają się Małgosi najbardziej.

Część z Was, pewnie pamięta, że w ubiegłym roku, piekłyśmy ciasteczka z Lalką Natalią mała kuchareczką (klik) .

Sesja, która powstała na potrzeby tego wpisu, jest mi bliska, również dlatego, że Małgosi, w testowaniu lalek pomagała moja mała siostrzenica Zuzia. Moją siostrę i mnie dzieli aż 11 lat różnicy wieku, właściwie nigdy nie bawiłyśmy się razem lalkami. W momencie, kiedy ona była w wieku naszych córek obecnie, ja byłam nastolatką i lalki co najwyżej jej kupowałam. Z racji tego, że Magda urodziła Zuzię w wieku 24 lat, a ja Małgosię 33, nasze córeczki mają szczęście razem dorastać i wspólnie się bawić, a jak dobrze się dogadują to widać na zdjęciach…

Śpiący bobas ma pastelowo-różowe ubranko, zdejmowaną czapeczkę, smoczek i buteleczkę. Po naciśnięciu na brzuszek laleczka (bardzo realistycznie) gaworzy. Po przyłożeniu jej do ust smoczka zaczyna go ssać, a kiedy podamy jej buteleczkę, usłyszymy odgłos picia mleczka. Po zjedzeniu zostanie ukołysaniu, zamyka oczka i zasypia.

Lalka idealna jako pierwsza interaktywna lalka dla dziecka. Posiada funkcje wzbudzające u dziecka opiekuńczość i empatię, ale nie przytłacza ich ilością. Jej atutem jest miękkość, sprawdzi się do zasypiania, a także stosunkowo niewielki rozmiar, bez trudu zmieścimy ją w plecaku do przedszkola, weekend u babci czy wakacje.

Jeśli natomiast szukacie lalki, znacznie bardziej zaawansowanej, to polecamy lalkę Natalia Mądra Przyjaciółka. Wymawia ona i śpiewa aż 30 różnych zdań/piosenek i posiada 10 sensorów, umiejscowionych na brzuszku, rączkach, buzi, oczach i stopach. Ma bardzo przyjemny głos, o optymalnej, (nieuciążliwej dla rodzica 😉 ) głośności. Ta lalka to gwarancja długiej zabawy, ale też nauki, Małgosia w ciągu pierwszej zabawy nią opanowała alfabet.

Te i wiele, wiele innych lalek znajdziecie na stronie Lalkinatalia.pl

Pościel, poduszki i lampka widoczna na zdjęciu pochodzą ze sklepu Lamps&Company, jest to kolekcja Blossom, zaprojektowana przez nasza ukochana ilustratorkę Kasię Stróżyńską Góraj.

Naklejka na ścianie to Dekornik, wzór Peony (także projektu Kasi).

Dobrego dnia Kochani!

Post powstał przy współpracy z marką Artyk

Najłatwiejsze na świecie popękane pierniczki

Aga Sz. Boże Narodzenie, ciasteczka, pierniki & pierniczki, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

Wraz z utratą zębów mlecznych, moje dzieci tracą wiarę w istnienie św. Mikołaja. Już tylko Małgosia ufa, że ciasteczka, które zostawiają na parapecie 5 grudnia wieczorem, zjada facet z biała brodą w czerwonych gaciach. I nie wnika nawet, jak mu się udaje w nocy do domu naszego dostać. Antek ostentacyjnie oświadczył, że w niego nie wierzy, ,,Wiem mamo, że to Wy”, nie mniej zapewnił, że ma w planach dalej ten dzień świętować.

Poranki mikołajowe, kiedy leżąc w łóżku mogę nasłuchiwać odgłosów domu: budzika nastawionego u Mai, tego ,,Antek wstawaj, Mikołaj”, ,,Gooosiuuu”, ,,Nie, nic nie szukaj, najpierw zejdziemy na dół zobaczyć, czy zjadł ciasteczka”. Ten odgłos wspólnego ich zbiegania na boso po schodach, to jeden z najpiękniejszych dźwięków w całym roku. A kiedy słyszę Antka, jak buszując w paczkach ze słodyczami, które ich tata przynosi z pracy ,,Maja ja chyba takiego nie mam”, pada z jej strony ,,Nie martw się Antek, dam ci moje”, choć każdego innego dnia nie przeszłoby jej to przez gardło, to wiem, że wszystko idzie we właściwym kierunku. Ten rozczulający mnie totalnie widok, kiedy przy świetle lampek siedzą całą trójką na podłodze i szczęśliwi rozmawiają, oglądając prezenty, to jest rzecz, którą chciałabym zamknąć w szczelnie w puszcze na pierniki i otworzyć po latach, kiedy mikołajkowe poranki w naszym domu wypełnią się ciszą…

Piszę te słowa, popijając kawą i rozkoszując się pierniczkami, z przepisem na które, tu dziś przybyłam. Absolutnie zbawienny dla osób, którym przed Świętami brakuje czasu, sił tudzież chęci na pieczenie klasycznych, wymagających wałkowania i wykrawania pierniczków.

Wykonanie tych jest śmiesznie proste, szybkie i nieabsorbujące. Poradzą sobie z nim nawet dzieci. Wszystko sprowadza się do wymieszania składników i ulepienia z nich kuleczek, które podczas pieczenia spłaszczą się i popękają.

Pomijając fakt, że wyglądem nie mogą konkurować ze swoimi precyzyjnie ozdobionymi lukrem kuzynkami, niczego im nie brakuje. Ba, uczciwie przyznać nawet trzeba, że są od nich smaczniejsze. Niepozorne, płaskie ciasteczka o miodowo-piernikowej nucie, które pod chrupiącym wierzchem skrywają miękkie, ciągnące się wnętrze. Trudno poprzestać na jednym, choć nie wiem czy to zaliczyć na ich plus…

Świetnie sprawdzą się jako ciasteczka zostawione Mikołajowi na parapecie. Dla mnie genialne!

Składniki:

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżeczka imbiru w proszku
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 150 g miękkiego masła
  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 1 jajko
  • 1/2 szklanki płynnego miodu

Mąkę wymieszać z sodą, proszkiem, solą, cynamonem, imbirem i przyprawą do piernika.
W drugiej misce zmiksować masło z cukrem na puszysta masę, a następnie dodać miód i jajko i jajko.
Ucierając, stopniowo dosypywać suche składniki.

Masa będzie gęsta i trochę klejąca.
Przykryć miskę i ostawić do lodówki na ok. godzinę, by masa stwardniała.

Formować z masy kulki o średniki ok. 3cm, takie wielkości orzecha włoskiego.

Kulki układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując pomiędzy nimi 5 cm odstępy.
Piec w nagrzanym do 180°C przez ok. 12 minut. , aż lekko się zarumienią. Wydłużenie czasu pieczenia może spowodować, że ciasteczka nie będą miękkie i ciągnące w środku, a to cały ich urok.
Wyjąć z piekarnika i ostudzić na blasze.

Po upieczeniu pierniczki będą miękkie, ale spokojnie, gdy ostygną, stwardnieją z łatwością je z blachy ściągniecie.

Wielu mikołajkowych wzruszeń i udanych wypieków…

Źródło przepisu: (z moimi zmianami) White Plate

,,Koszyk” Julia Rozumek

Aga Sz. DZIECI, książek, KSIĄŻKI, książki, Strona glowna banner 0 Comments

O książce ,,Koszyk” Julii Rozumek, chciałam napisać już dawno. W pierwszym odruchu jednak, mój perfekcjonizm uparcie domagał się znalezienia koszyka podobnego do tego tytułowego, by zrobić książce należyte zdjęcia, co okazało się trudnym zadaniem. Ostatnio, pisząc post o książkach na czas Adwentu mocno rozważałam, czy książki tej w nim nie umieścić, doszłam jednak do wniosku, że zasługuje ona na osobny wpis…

Choć tekst w całości nie odnosi się do Świąt Bożego Narodzenia, to opowiadanie to w dniu Wigilii się kończy. Jak wszystkie książki autorki, tak i ta niesie ze sobą chwytająca za serce dawkę życiowej mądrości, dobra, nadziei, a dla dorosłych czytelników zapewne i wspomnień, wzruszeń, więc na ten świąteczny czas jest idealną na jej lekturą.

Dziś nadążyła się wyjątkowa okazja, by ją w końcu u mnie przedstawić, gdyż Julia nakręciła filmik w świątecznym klimacie, w którym czyta jej fragmenty. Pozwolę sobie go tu, za Jej zgodą umieścić…

Książka opowiada historię koszyka. Rozpoczyna się ona w 1918 roku i wraz z nim, przez kolejnych sto lat śledzimy jego losy. Koszyk zmienia miejsca pobytu, właścicieli i pełnione funkcję, a wszystko to dzieje się z historią Polski w tle. W przystępny dla dzieci, (ale nie infantylny) sposób bajka przybliża fakty z życia naszego kraju, rzeczy charakterystyczne dla danego okresu. Jest więc wojna, zima stulecia, kolorowe lata siedemdziesiąte i bure czasy PRL.

Książki, które Julia piszę dla dzieci, mają też ogromną wartością literacką dla dorosłego czytelnika, który czerpie dużo radości z ich czytania. Treści skłaniają do zadumy oraz stanowią wspaniały punkt wyjścia do rozmów z dziećmi. Nie inaczej jest tym razem. Po raz pierwszy naszym dzieciom, książkę tą czytał im ich tata i pamiętam, że co chwilę, czytanie było przerywane, by coś dopowiedzieć, wytłumaczyć, odpowiedzieć na pojawiające się pytania, a czasem powspominać.

O ilustrację zadbała Małgosia Gibas- Grądman (znana z Las & Niebo), która wspaniale oddała na nich klimat mienionych czasów. Poniżej klika wybranych ilustracji z książki…

Myślę sobie, że jeśli babcie i dziadkowie Waszych dzieci, dopytują, co też wnukom kupić pod choinkę, to ta książka będzie najlepszym wyborem. A jeśli dane im będzie podczas Świąt wspólnie ją przeczytać, to uwierzcie mi, obdarowani będą równocześnie darczyńcy. A Wy koniecznie spójrzcie w ich oczy, kiedy przeczytają ostatnie zdanie…

Wszystkie książki Julii do nabycia tutaj: (klik), ,,Koszyk” w świątecznym zestawie tu: (klik)

Pozdrawiam Wam serdecznie i zmykam do kuchni, bo jutro Mikołaj, a my nie mamy dla niego jeszcze ciasteczek…

Świąteczne wypieki z Melissa &Doug

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, NASZ DOM, Strona glowna banner 0 Comments

drewniane kuchenne zabawki Melissa&Doug, sesja zdjęciowa z zabawkami dla dzieci

Tak naprawdę to nie wiem, która z nas Małgosia czy ja, jest większą fanką drewnianych, kuchennych zabawek. Ona potrafi całymi godzinami bawić się w swojej kuchni, mieszać, miksować, nakładać i kursować miedzy pokojami domowników, zbierając, a następnie realizując zamówienia ze swojej kawiarni, co mnie z kolei nie przestaje wzruszać i w związku z tym zapałem i nieukrywaną radością, regularnie poszerzam jej kolekcję. Tłumaczę to (sobie samej i innym), także tym, że pokażna ich kolekcja jest mi potrzebna z racji sporego prawdopodobieństwa posiadania w przyszłości dużej ilości wnuków. Będę wówczas mogła ich nimi spokojnie obdzielić. I nie jest to żart, moje dzieci są w posiadaniu ponad 80-letniego mini kredensu kuchennego swojej prababci, także mówię to bardzo poważnie…

W tym roku, na zaproszenie sklepu z zabawkami i akcesoriami dla dzieci Tublu.pl , przyjrzałyśmy się z Małgosią bliżej marce Melissa & Doug i chcemy Wam ją trochę przybliżyć.

Melissa & Doug to amerykańska marka istniejąca od ponad 25 lat. Nazwa pochodzi od imion jej założycieli. Najpierw Doug zaproponował Melissie wspólne założenie firmy, a kilka lat później małżeństwo. Dziś mają szóstkę dzieci i markę znaną na całym świecie, oferująca ponad 2000 unikatowych, wysokiej jakości zabawek i akcesoriów dla dzieci w każdym wieku.

My skupiłyśmy się dzisiaj na tych kuchennych…

drewniane kuchenne zabawki Melissa&Doug

Pierwszy i najbardziej oczywisty wybór padł na mikser. Wszak to najbardziej pożądany przedmiot każdego, nie tylko małego cukiernika.

Drewniany mikser (klik)

Bardzo ładnie wykonany, dodatkowo w komplecie posiada wyciągane z foremki ciasto (Gosia twierdzi, ze to chlebek bananowy, ale wykorzystuje go także kiedy serwuje kopytka), zamykane na rzep jajko, dwa kawałki masła, łopatkę i kartonik imitujący mąkę. Zabawka jest w optymalnym rozmiarze, zabawa nim jest wygodna. Boczne pokrętło jest ruchome, a urządzenie wprawiamy w ruch kręcąc nim od góry. Tu brawa dla producenta za to, ze mikser jest w kolorach, które nie sugerują jakoby była to zabawką tylko dla dziewczynek, bo przecież powszechnie wiadomo, że wielu mistrzów cukiernictwa to mężczyźni…

Drewniane owoce do krojenia (klik)

Zestaw siedmiu owoców z nożykiem, zapakowanych w drewnianej skrzynce z logo marki. Każda z części owoców posiada rzep, dzięki czemu można je za pomocą dołączonego nożyka kroić, a potem ponownie ze sobą sczepiać. Posiadamy już podobny zestaw innej marki, owoce w tym są jednak zdecydowanie większe, niewiele odbiegają od naturalnych rozmiarów tych owoców. Drewniana skrzynka, po zakończonej zabawie, przechowa je i ładnie wygląda. Małgosia wykorzystuje ją także jako tacę. Bardzo ładnie wykonana, solidna rzecz.

Tort urodzinowy (klik)

Apetyczny, estetyczny, kolorowy tort, którego kawałki, podobnie jak w przypadku owoców, połączone są rzepami, można zatem serwować go w całości, albo w kawałkach. Z całym mnóstwem akcesoriów tj. posypki, rozetki z kremu, truskawki w czekoladzie, którymi dziecko (także za pomocą rzepów) może wypiek dowolnie ozdabiać. W komplecie również patera i łopatka do tortu. Jako, że jest to z założenia tort urodzinowy, są oczywiście także świeczki i tu fajna sprawa, że jest ich aż sześć. To niby drobiazg, ale jestem pewna, że gdyby były cztery, pięcioletnie dziecko mogłoby się poczuć trochę zawiedzione.

Zestaw mrożonych przysmaków (klik)

Kawiarnia Małgosi serwuje również lody i tu do wyboru mamy różne smaki: na patyku, w kubeczkach i solidne porcje lodów ciasteczkach (u nas hit to te, które przypominają Oreo. Ciasteczka przyczepiane są do lodów na rzep, można je zatem wykorzystać osobno, co też Małgosia czyni bawiąc się mikserem w pieczenie.

garniki melissa&doug, zestaw naczyń, drewniane zabawkowe naczynia, czerwone garnki dla dziecu

Drewniane naczynia kuchenne (klik)

Z racji miłości do wypieków zaczęłam przedstawiać serie od miksera, ale tak naprawdę, wiadomo, że żadna kuchnia nie istniej bez garnków i patelni, a dobre naczynia do gotowania to skarb. I tu przyznam się, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam ich cenę, tj. 99 zł, pomyślałam ,,hm, no nie mało…”. I choć zakupy przez internet mają sporo zalet, to fakt, że nie możemy produktu dotknąć jest w tym przypadku dla tego produktu krzywdzący. Bo tak się składa, że garnków Gosia ma więcej niż ja, a ten zestaw jest nie dość, że jest najpiękniejszy, to też najsolidniejszy. Masywny (ale nie na tyle, by stanowił problem podczas zabawy), bardzo, bardzo porządny. Moje przekonanie graniczy z pewnością, że będą się nim bawić moje wnuki. A, że rękawica w kratkę Vichy skradła moje serce, to chyba nie muszę pisać, kto nas odwiedza, wie, że to mój absolutnie ukochany kuchenny motyw…

Udanych wypieków, także tych drewnianych…

ps. Przeglądając z Małgosią ofertę zabawek Melissa&Doug, najbardziej zaintrygowała ją drewniana pizza, na której można dowolnie komponować dodatki. Wystosowała już w tym temacie list do gwiazdki, a że jest grzeczna myślę, ze powinno się udać spełnić to marzenie…

zabawkowa, drewnana pizza, pizza melissa&doug

Wpis powstał przy współpracy ze sklepem Tublu.pl i dystrybutorem marki Melissa&Doug.

Książki dla dzieci na czas Adwentu (2)

Aga Sz. Boże Narodzenie, DZIECI, książek, książki, Strona glowna banner 0 Comments

Zima, czas oczekiwania Świąt Bożego Narodzenia, ten magiczny czas pachnący mandarynkami, gałązkami świerku, który toczy się gdzieś pomiędzy pieczeniem pierników, wielkimi porządkami, a wyjadaniem czekoladek z kalendarza adwentowego, to najpiękniejszy okres na czytanie książek dzieciom. Ciemne popołudnia, mróz za oknem, sprawiają, że mamy ochotę zaszyć się pod ciepłym kocem z kakao w ręku i zanurzać w lekturach. Mimo, iż dbamy o to, by kontakt z książkami dzieci nasze miały przez cały rok, to jednak znacznie więcej czasu na czytanie poświęcamy właśnie w okresie jesienno-zimowym. Maja woli już czytać sobie sama, ale Antek i Małgosia bardzo lubią wspólne, wieczorne czytanie w sypialni rodziców. Jak to dobrze, że Mikołaj nadal, z wdzięczności chyba za ciasteczka, które mu zostawiają, bo za grzeczność raczej nie 😉 , nadal tradycyjnie napełnia ich mikołajowe woreczki książkami…

Dziś przedstawić chciałam aż sześć książek, które podbiły moje serce. Świąteczną aurą, którą wokół siebie tworzą, przesłaniem, dobrem i mądrością, które ze sobą niosą, a często również przepięknymi wydaniami i wyjątkowymi ilustracjami.

,, Jak Winston uratował Święta”. Alex T. Smith, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Zacznę od tego, że książka jest bardzo ładnie wydana. Tłoczone na okładce połyskujące gwiazdki, sprawiają, że jest naprawdę unikatowa i już sam jej wyjątkowy wygląd jest obietnicą dobra, które ze sobą niesie.

Skierowana do młodszych czytelników, przedszkolaków, choć myślę, że ma szansę zainteresować również dzieci trochę starsze.

Książka to historia małej myszki o imieniu Winston, która postawiła sobie za punk honoru dostarczyć przed Świętami, znaleziony przypadkowo list chłopca Oliviera do Świętego Mikołaja. Po drodze spotyka ją mnóstwo przygód, poznaje nowych przyjaciół. Książka składa się z 24 i pół rozdziałów, tak by móc każdego dnia od pierwszego grudnia aż do Wigilii dawkować sobie przygody tego uroczego bohatera.

Każdy rozdział kończy się zadaniem do wykonania, znajdziemy tu np. przepis na ciasteczka, czy instrukcje wykonania szklanej kuli z brokatem. Bardzo ładna, radosna, optymistyczna książka, pełna inspiracji do zabawy z dzieckiem w czasie oczekiwania na Święta.

,,Śnieżna siostra” Maja Lunde, ilustracje Lisa Aisato, Wydawnictwo Literackie.

Odnoszę nieodparte wrażenie, iż jest to najpiękniej wydana książka, jaką mają w biblioteczce moje dzieci. Prawdziwa jej duma i ozdoba. Gruba, tłoczona okładka ze złoceniami, wysokiej jakości papier, wspaniałe, liczne ilustracje autorstwa Lisy Aisato, która w mistrzowski sposób oddała na nich klimat opowiadania i emocje bohaterów, bez wątpienia się to tego przyczyniły.

To historia, która na długo otuli Wasze serca. Opowieść o dziesięcioletnim chłopcu, którego poznajemy w bardzo smutnych okolicznościach, bowiem niebawem po śmierci starszej siostry. Rodzice jego, pogrążeni w żałobie, zatracili zupełnie ochotę na przygotowanie Świąt Bożego Narodzenie, na które chłopiec kocha i na które z utęsknieniem czeka.

Julian, bo tak ma na imię bohater książki, spotka na swojej drodze, rezolutną, rudowłosą dziewczynkę o imieniu Hedvig, która podobnie jak on uwielbia okres Bożego Narodzenie. Ich przyjaźń rozproszy smutek w życiu chłopca.

Pod podszewką magicznego, świątecznego klimatu, autorka w subtelny sposób przemyca temat trudny, rzadko w rozmowach z dziećmi poruszany, jakim jest śmierć bliskiej osoby. Przedstawia żałobę i emocję z nią związane, zarówno z punktu widzenia dorosłych jak i dziecka. Ukazuje jak bardzo strata kogoś bliskiego wpływa na zachowanie człowieka.

Książkę czyta się lekko i z dużą przyjemnością, zawarte w niej niejasności, zagadki i aura tajemniczości z pewnością zaintrygują młodego czytelnika. To ciepła opowieść o stracie, smutku, współczuciu, ale również o pięknie przyjaźni i miłości rodzinnej. Prawdziwa perła wśród książek dla dzieci.

,Boże Narodzenie z ciotka Józefiną" Michael Engler,

,,Boże Narodzenie z ciotka Józefiną” Michael Engler, ilustracje Martina Matos, wyd. Esteri.

Tegoroczna, świąteczna propozycja wydawnictwa Esteri, spodoba się szczególnie przedszkolakom. Opowiada o kochającej się, ale bardzo skromnie żyjącej rodzinie myszek. Pewnego dnia otrzymują oni list, od cioci Józefiny, słynnej, amerykańskiej artystki estradowej, która zapowiada w nim swój przyjazd do nich w odwiedziny na Święta. Rodzina wpada w popłoch, obawia się bowiem, że z racji swojego ubóstwa, nie zdołają należycie ugościć krewnej…

Pokrzepiająca, nastrojowa i wzruszająca opowieść o sile rodziny, wartościach, sile dobra i o tym co w Świętach jest najważniejsze.

Objętościowo idealna na jedno popołudnie, albo do poczytania przed snem. Rzecz na którą chciałam tu zwrócić szczególną uwagę to ilustracje. Mimo, iż doceniam klimatyczne ilustracje w książkach ,,Śnieżna siostra” czy ,,Grudniowy gość”, to te Martina Matos, są dla mnie kwintesencją piękna jakie mogą za sobą nieść ilustracje w książkach dla dzieci. Takich, które pamięta się po latach. Ich urok, plastyczność, ciepło sprawia, że z obcowanie z tą książką jest dużą wizualną przyjemnością. Myślę, że dzieciom, takie właśnie ilustracje są najbliższe, takie chcą w książkach oglądać najbardziej.

,,Opowieść wigilijna" Dickensa recenzja

,,Opowieść wigilijna” Charles Dickens, Grupa Wydawnicza Foksal

Klasyka literatury angielskiej. Po raz pierwszy książka ta została wydana 19 grudnia 1843 r. pod oryginalnym tytułem ,,A Christmas Carol“, a jej autor Charles Dickens, kompletnie nie spodziewał się sukcesu, który za sobą pociągnęła, pisząc ją, chciał tylko zarobić tyle, by spłacić karciane długi (sic). Powieść doczekała się wielu wydań, adaptacji filmowych, stała się inspiracją dla innych dzieł.

Główny bohater to niemiły, skąpy i samolubny kupiec, który całe dnie spędza w pracy pogrążony w księgach rachunkowych. Dobrych uczynków unika jak ognia i nienawidzi Bożego Narodzenia. Jednak pod wpływem niesamowitych wydarzeń, które następują w pewną wigilijną noc, jego życie całkowicie się zmienia, a on sam przechodzi wewnętrzną przemianę…

Ponadczasowa opowieść o magii świąt Bożego Narodzenia, o czynieniu dobra i o tym jak ważna jest w życiu empatia i życzliwość. Warto nabyć, jeśli zależy nam, by prócz nowości wydawniczych, nasze dzieci znały również utwory klasyczne. Moim zdaniem nie powinniśmy o nich zapominać i starać się pielęgnować w głowach dzieci ich wartość.

,,grudniowy gość" książka na czas adwentu

,,Grudniowy gość” Siri Spont, ilustracje Alexander Jansson, wyd. Zakamarki

,,Grudniowy gość” to jeszcze ,,ciepła”, tegoroczna premiera wydawnictwa Zakamarki, które w kwestii świątecznych bajek, jest absolutnym pewniakiem na rynku wydawniczym. To przecież właśnie Zakamarki wydały m.in. przecudną książkę ,,Prezent dla Cebulki”(klik), a także niezwykle klimatyczne ,,Święta dzieci w dachów”, o których pisałam tutaj (klik).

W przypadku tej lektury także mamy do czynienia z adwentowym kalendarzem literackim, skonstruowana jest tak, że przez kolejne 24 dni grudnia, czytać możemy kolejne jej rozdziały.

Wspaniała, mądra opowieść o dziewczynce Marcie, do której rodzinnego domu, z racji toczącej się w jego kraju wojnie, trafia kuzyn. Bohaterka nie jest tym faktem zachwycona, musi mu bowiem odstąpić pokój, a on na okazuje się być małomówny i nie specjalnie początkowo znajdują wspólny język. Wszystko jednak się zmienia, gdy chłopiec zabiera ją do lasu i wyjawia pewną tajemnicę. Napisana lekko, w formie pamiętnika głównej bohaterki, urocza opowieść o sile rodziny, tradycji, o tym co w życiu najważniejsze. Zawiera wątki bardzo na czasie wśród współczesnych dzieci, tj. uwielbienie do chomika i filmików na You Tube, ale pojawiają się też skandynawskie motywy leśnych troli. Bardzo ładnie wydana, z rodzaju tych w solidnych okładkach na lata…

,,Boże narodzenie w Bullerbyn" recenzja książki

,,Boże Narodzenie w Bullerbyn”, Astrid Lindgren, ilustracje Ilon Wikland, wyd. Zakamarki

Na koniec (choć kolejność książek tu przedstawionych, absolutnie nie odzwierciedla stopnia mojej sympatii nich, jest zupełnie przypadkowa), książka która jest już z nami kilka lat i zawsze czytamy ją w okresie Adwentu z dużą przyjemnością. Nie przedstawiałam jej wcześniej, ponieważ był problemu z jej dostępnością (wyczerpał się jej nakład), teraz z tego co widzę, jest do zdobycia, tak więc polecam ją Waszej uwadze.

Dzieciaki z Bullerbyn i ich przygody, tym razem te dotyczące przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. Książka, która o czym jestem przekonana, spodoba się każdemu dziecku. Przystępny język, uroczy humor Astrid Lindgren i opowiadania, które są kwintesencja sielskiego dzieciństwa na wsi. Opisana w niej codzienność w dzisiejszym świecie zasługuje zdecydowanie na hasztag #dzieciństwobezprądu. Polecam.

Kochani, wykorzystajmy te wyjątkowe, sprzyjające czytelnictwu warunki najpiękniej jak się da. I szepnijcie Mikołajom, żeby zamiast kolejnej małej kulki Lol tudzież innego plastikowego badziewia, postawił na coś, co ma wartość w pokojach dzieci największą.

Książki…

ps. Książki, od lat zamawiam w księgarni internetowej Nieprzeczytane.pl

W hamaku

Aga Sz. DZIECI, gry & zabawy, kobiecym okiem, NASZ DOM, RECENZJE, sprzęty, Strona glowna banner 0 Comments

Mówi się, że stół jest sercem domu. Miejscem spożywania rodzinnych posiłków, rozmów, gier w planszówki. I oczywiście tak właśnie jest, stół to bardzo ważny mebel w domu, który potrafi integrować, skupić w tym samym czasie członków rodziny, by wspólnie spędzać czas. Nie mniej gdy tak patrzę na parter naszego domu, to stwierdzam, że od roku ma on poważna konkurencję w postaci fotela hamakowego…

Historia pojawienia się go w naszym domu jest taka, że cała trójka dzieci uwielbia się huśtać. Na ogródku mają cztery huśtawki i w sezonie wiosna-jesień okupują je bezustannie. Dlatego, gdy w ubiegłym roku wujek Małgosi zapytał mnie, co by ją ucieszyło w prezencie urodzinowym, wiedziałam, że huśtawka, a jeszcze lepiej wiszący fotel hamakowy, prawdopodobnie ją uszczęśliwi. Nie zagłębiałam wówczas specjalnie tematu, kierując się wyłącznie wyglądem i ceną, zasugerowałam jakiś tani model z Allegro. I faktycznie radości było mnóstwo, korzystaliśmy z niego wszyscy, jednak po kilku miesiąca okazało się, że jakość tego hamaka pozostawia sporo do życzenia. To, że przecierało się siedzisko i porwały frędzle ozdobne, to jeszcze nic, problemem było jej mocowanie, zdążyło się, że dzieci zaliczyły twarde lądowanie. Ponieważ jednak sam zamysł hamaka w domu okazał się strzałem w dziesiątkę, wiedziałam, że muszę poszukać na rynku czegoś porządniejszego, bardziej trwałego, bezpiecznego i na lata.

I znalazłam. W sklepie internetowym whamaku.pl. Wszystkie hamaki, które mają w ofercie to najlepsze światowe marki hamaków tak, więc można być spokojnym o ich jakość, no i jest tam z czego wybierać…

Fotel hamakowy towarzyszy nam w ciągu całego dnia. Rano, odbywa się wyścig, które zaspane dziecko jako pierwsze zajmie tą najlepszą miejscówkę, by w niej leniwie witać dzień, oczekując śniadania. Po powrocie ze szkoły i przedszkola, huśtają się, bawią, czytają w nim, a wieczorami, przykryci kocykiem piją kakao. I prawdę mówiąc, idealnie, gdybyśmy zmieścili w salonie trzy sztuki, mimo, iż model, który mamy jest szeroki i szczęśliwie mieści dwie osoby…

To, co go wyróżnia (i odróżnia od tanich, chińskich modeli) to materiał siedziska, który nie jest zwykłym płótnem, a posiada wypełnienie, wszytą poduszkę, co sprawia, że siedzi się w nim mięciutko, bardzo wygodnie i właściwie nie potrzeba do niego dodatkowych poduszek (co w poprzednim hamaku było koniecznością). Sznurki, które wieńczą całość, plecione są ręcznie i wyglądają naprawdę solidnie. Model, który posiadamy, tj. beżowy HC- COMFY posiada także podnóżek, który przyznam początkowo uważałam za lekką przesadę, w praktyce okazał się jednak świetną rzeczą. Leżenie na hamaku, kiedy jest wyciągnięty jest jeszcze bardziej komfortowe. Małgosia natomiast opatentowała rzecz następującą, kiedy złożymy podnóżek do środka, może stanowić rodzaj kołderki dla dziecka.

Słowami czasem trudno przekazać, ile radości i frajdy sprawia jakaś rzecz, więc może zostawię tu po prostu te zdjęcia z niedzielnego popołudnia…

Gdybym miała kupić dzieciom jeden, wspólny prezent pod choinkę, to z pewnością byłby to fotel hamakowy. To również świetny pomysł na prezent składkowy od rodziny. Porządna, przydatna (choć to w naszym przypadku za małe słowo) rzecz na lata, zamiast kolejnych, plastikowych zabawek, które znudzą się po tygodniu.

Na koniec dobra informacja, w sklepie whamaku.pl do 22 listopada 2019 r. trwa promocja na hamaki marki Koala Hammock, można je kupić aż 30% taniej!

No i umówmy się, nie tylko nasze dzieci korzystają z tego hamaka, kiedy mam do południa wolna chwilę, chętnie siedzę w nim pijąc kawę, albo czytam. Robert również, z tego co widzę, ceni sobie w nim chwile po pracy (jeśli oczywiście udaje mu się do niego dopchać)…

Moc serdeczności przesyłam…

Wpis powstał przy współpracy ze sklepem whamaku.pl

Nasz drewniany domek ogrodowy

Aga Sz. NASZ DOM, sprzęty, Strona glowna banner 0 Comments

drewniany domek ogrodowy, domek ogrodowy diy

Każdego lata Robert wymyśla jakiś ogrodowy projekt, który w wolnych chwilach realizuje. Nie wiem w sumie, czy wynika to bardziej z faktycznej potrzeby, hobby czy stanowi przejaw ,,ogrodowego ADHD”. Grunt, że to lubi, Antek mu z radością asystuje no i ogródek robi się coraz ładniejszy i praktyczniejszy. Było już murowanie słupków ogrodzeniowych przed domem, powstał domek na opał ze starej cegły i grządki, a w tym sezonie pochłonął go całkowicie projekt pt. domek z drewna – miejsce do przechowywania rowerów, narzędzi ogrodniczych czy mebli ogrodowych itp.

Początkowo rozglądaliśmy się za kupnem gotowego do złożenia, drewnianego domku. Te niestety (a może stety, patrząc na ten który finalnie mamy…) nie były dostępne w rozmiarze, jaki Robert sobie wymyślił, ponadto deski, z których były wykonane były cieńsze niż te, które chciał mieć. Słowem, specjalnie nie grzeszyły one solidnością, a ich koszt znacznie przewyższał cenę materiału potrzebnego by je wykonać. Nieco lepiej jakościowo przedstawiały się domki robione w firmach, które wykonują je na zamówienie. Niestety tu pojawiał się problem z kosztem transportu (nawet kilkaset złotych) i ceny potrafiły powalić (dziś wiemy, że wyceny były nawet trzykrotnie wyższe niż to, co zapłaciliśmy za materiał). Nie ma się co dziwić, wiele godzin pracy postawienie takiego domku jednak wymaga.
Rozrysował sobie na kartce wszystko, wymierzył, zamówił drewno w lokalnym tartaku, blachodachówkę i rynny w naszym wiejskim sklepie budowlanym i poczynił co widać na załączonym obrazku.

Zawsze mnie zaskakuje, skąd on wie jak, co i ile. I taki spokój wewnętrzny czuję, bo sobie myślę, że jak na Śląsku kopalnie zamkną, inżynierów potrzebować ten przemysł nie będzie, to on spokojnie takie domki na zamówienie będzie mógł robić i jakoś przeżyjemy 😉
Nie jestem w stanie podać tu dokładnie ile, jakich desek trzeba, ale wklejam podglądowe zdjęcia z etapów budowy, może jak ktoś w temacie, to coś mu to podpowie. Śmiało pytajcie też w komentarzach, Robert chętne pomoże.

Samo postawienie domku to połowa sukcesu, z racji tego, że taki drewniany domek nieustannie narażony jest na czynniki zewnętrzne, tj. deszcz, śnieg, mróz, promienie słoneczne.

Wybraliśmy (no dobra, Robert wybrał) do tego celu dwa preparaty z oferty marki Tikkurila. Postawił na tę markę, ponieważ swego czasu malował ich farbami mój biały, kuchenny kredens i był wówczas zachwycony jakością produktów i samym efektem malowania, a także dlatego, iż wyszedł z prostego założenia, że przecież marka pochodzi z Finlandii, a Skandynawowie kochają drewniane domy, więc z pewnością znają się na rzeczy.

Jako warstwa gruntująca, przygotowująca drewno do dalszego zabezpieczenia użyliśmy Tikkurila Valtti Super Guard, impregnatu, który chroni drewno na zewnątrz, tak więc świetnie nadaje się do malowania drewnianych ram okiennych, drzwi zewnętrznych, drewnianych płotów, wiat, altan, tarasów, czy tak jak u nas – ogrodowych domków. Jego głównym zadaniem jest zabezpieczenie drewna przed czynnikami zewnętrznymi, przede wszystkim grzybami (zarówno tymi, które powodują siniznę, tymi pleśniowymi i tymi rozkładającymi drewno) oraz przed insektami (bye, bye korniki…). Atutem produktu jest też fakt, że bardzo dokładnie przenika w głąb drewna i redukuje jego chłonność, co sprawia, że oszczędzamy na ilości nawierzchniowego produktu (i to możemy zdecydowanie potwierdzić!).

Malowanie odbywało się co prawda na zewnątrz, ale ani przez chwilę robiąc zdjęcia nie czułam nieprzyjemnego zapachu. Bezpośrednio po użyciu, mokre od preparatu drewno ma satynową poświatę, ale po wyschnięciu produkt nie wpływa na jego kolor.

Jako warstwę nawierzchniową zastosowaliśmy Tikkurila Valtti Plus Complete. To szybkoschnąca lakierobejca o satynowym wykończeniu przeznaczona do malowania i zabezpieczania powierzchni drewnianych na zewnątrz pomieszczeń. Trzy różne żywice w składzie zabezpieczają drewno i chronią przed czynnikami zewnętrznymi tj. wilgoć, grzyby i promieniowanie słoneczne.

Lakierobejca bardzo dobrze się rozprowadza i wnika w strukturę drewna, nie tworząc żadnych smug. Dostępna jest zarówno w wersji bezbarwnej, jak i w ośmiu gotowych odcieniach, ale można też wybrać kolor z mieszalnika (wówczas do wyboru jest kilkadziesiąt kolorów, więc gdyby zamarzył się komuś drewniany płot w mocno sprecyzowanym odcieniu zieleni, to prawdopodobnie da się to zrobić). Wybór wersji barwionej, z racji tego, że zawiera ona pigmenty, jeszcze lepiej zabezpiecza przed niszczącym wpływem promieni słonecznych.
My zdecydowaliśmy się jednak na wersję klasyczną, bezbarwną. Nie będzie nam bowiem przeszkadzało, gdy kolor domku z racji upływu czasu ,,postarzeje się”. Niemniej, gdy zależy Wam, by kolor sosny został możliwie długo niezmieniony, to sugerowany jest w tym przypadku gotowy odcień ,,Natural Pine”.

Warto wspomnieć, że produkt bardzo szybko schnie. Dwukrotne malowanie tą lakierobejcą możliwe jest w ciągu jednego dnia, ponieważ jedna warstwa produktu potrafi wyschnąć w ciągu dwóch godzin. Produkt jest bardzo wydajny (do 18 m2/l), ma niedrażniący zapach, a po zakończeniu malowania pędzle wystarczy umyć wodą z mydłem. I nie martwcie się, jeśli zaraz po malowaniu spadnie deszcz – produkt zapewnia natychmiastową ochronę, już po godzinie od pomalowania!

I jeszcze taka nasza sugestia, dla tych którzy swój wybór chcieliby skonsultować z fachowcami. Na infolinii Tikkurila można porozmawiać z osobami, które chętnie i kompetentnie doradzą. Polecam, jeśli nie jesteście pewni, który produkt byłby dla Was najlepszy.

drewniany domek ogrodowy, sosnowy domek na ogródku

No cóż, pozostaje nam zatem pochować ogrodowe meble i rowery, a wyciągnąć grabie, bo zakończenie jesieni akcją ,,domek ogrodowy” nie oznacza przecież końca pracy w ogrodzie…

Pozdrawiam Was ciepło, życzę pięknej złotej jesieni i sukcesów przy ogrodowych projektach…

Wpis powstał przy współpracy z marką Tikkurila.

Proste, puszyste ciasto kakaowe z dodatkiem powideł

Aga Sz. ciasta, czekoladowe, PRZEPISY, Strona glowna banner 0 Comments

szybkie i tanie ciasto z  kakao i powidłami , ciasto z kakao i dżemem

Podrzucam dziś przepis na na bardzo smaczne, proste, szybkie w wykonaniu ciasto z dodatkiem kakao i powideł. Swoim wyglądem może przypominać murzynka, jest jednak od niego lżejsze (nie zawiera masła) i bardziej puszyste (za sprawą jogurtu i sody). Powidła w jego składzie można zastąpić dowolnym, ulubionym dżemem, ale myślę, że jesienią bardzo tu pasują…

Składniki:

(szklanka o pojemności 250 ml)

  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 kopiasta łyżka kakao
  • ½ szklanki oleju roślinnego
  • ¾ szklanki cukru
  • szklanka jogurtu naturalnego
  • 1 duże jajko
  • mały słoiczek powideł (ok. 200 ml)

Olej, jogurt, cukier i jajko zmiksować.

W osobnej miseczce mąkę (najlepiej przesianą), wymieszać dokładnie z kakao i sodą. Całość dodać do mieszaniny z olejem zmiksować krótko na wolnych obrotach, tak by składniki się połączyły.

Na koniec dodać powidła, i dokładnie wymieszać łyżką (lub ponownie krótka chwilę na bardzo wolnych obrotach miksera).

Prostokątną blachę ( ok. 20 x 30 cm) wyłożyć papierem do pieczenia lub wysmarować masłem i oprószyć mąką.

Przelać ciasto do formy, piec w temperaturze 180°C przez ok. 40-45 min.

Ostudzone ciasto obficie oprószyć cukrem pudrem lub pokryć polewą czekoladową.

szybkie i tanie ciasto z  kakao i powidłami , ciasto z kakao i dżemem

Smacznego!

Pozdrawiam jesiennie…

Tarta z grzybami leśnymi na kruchym spodzie

Aga Sz. PRZEPISY, Strona glowna banner, tarty, wytrawne 0 Comments

W naszych lasach, grzybowe szaleństwo trwa w najlepsze, każdy nawet najkrótszy spacer, kończymy z koszykiem (albo rękami) pełnymi grzybów. Korzystamy, bo ta tegoroczna obfitość, nie jest dla nas taka oczywista, bywały lata, że grzybów, nie było praktycznie wcale. Część mrozimy, by np. na Święta przygotować uszka do barszczu. Jednak moim ulubionym sposobem wykorzystanie grzybów leśnych są zdecydowanie tarty.

Dziś przepis na tą, którą robię najczęściej. Prosta, na klasycznym kruchym cieście, pachnąca tymiankiem, z odrobiną czosnku i gałki muszkatołowej.

Spróbujcie koniecznie!

Ciasto:

  • 250 g mąki
  • 150 g masła
  • 1 jajko
  • 1/2 łyżeczki soli

Mąkę połączyć (najwygodniej za pomocą miksera) z masłem, pokrojonym w małe kawałeczki, dodać sól i jajko i ponownie szybko zmiksować i ugnieść całość w kulę, spłaszczyć ją by utworzyła dysk, owinąć w folię spożywczą i odstawić do lodówki na 30 min.

Po tym czasie formę do tarty (u mnie okrągła o przekroju ok. 24 cm) wysmarować masłem (ja oprószam tez bułka tartą). Ciasto rozwałkować na tak, by pokryło dno i boki formy.

Z nadmiary ciasta warto wykroić foremką do ciastek np. kształty listków czy grzybków.

Wyłożone dno ponakłuwać widelcem i ponownie odstawić (razem z wyciętymi ciasteczkami) na kwadrans do schłodzenia.

Farsz:

  • ok. 500 g. grzybów leśnych (dowolne typu podgrzybki, borowiki, maślaki )
  • 4 jajka
  • 250 ml śmietany kremówki
  • cebula
  • duży ząbek czosnku
  • 2 łyżki masła
  • kawałek gałązki rozmarynu
  • szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
  • listek laurowy
  • sól, pieprz

Grzyby, przebrać, oczyścić, umyć, osuszyć i pokroić na niezbyt duże kawałki.

Cebule pokroić w kostkę i zeszklić ja na maśle. Dodać grzyby i czosnek, rozmaryn i gałkę. Podsmażyć mieszając przez ok. 5 – 7 min. Posolić i popieprzyć. Odstawić by farsz się schłodził.

W miseczce roztrzepać jajka ze śmietaną, odrobinę posolić.

Piekarnik nagrzać do 190°C .

Przygotowany spód wyłożyć folią aluminiową i wysypać na nią (w celu obciążenia, by ciasto się nie wybrzuszyło podczas pieczenia) ceramiczne kuleczki do pieczenia albo zamiennie np. groch.

Tak przygotowany spód piec przez 12 min.

Po tym czasie ostrożnie ściągnąć folię z obciążeniem i ponownie włożyć do piekarnika i piec kolejne 15 min.

Masę jajeczno-śmietanową połączyć z podsmażanymi grzybami i całość przelać na podpieczony spód.

Zmniejszyć temperaturę do 180°C i całość zapiekać przez 30 min.,

pilnując by masa się ścięła, ale brzegi za bardzo nie przypiekły.

Jeśli z nadmiaru ciasta powstały ciasteczka, to należy ułożyć je na górze farszu na ostanie 10-15 min. pieczenia.

Tartę podawać na ciepło.

Świetnie smakuje z dodatkiem mieszanki sałat z pomidorkami koktajlowymi i balsamicznym vinegretem.

Tarta z grzybami leśnymi na kruchym spodzie
Tarta z grzybami leśnymi na kruchym spodzie z tymiankiem

Smacznego i pięknych, jesiennych spacerów po lesie…

Kolacja w ciemności

Aga Sz. PODRÓŻE, RECENZJE, Strona glowna banner 0 Comments

wyjątkowy prezent, kolacja w ciemności, dine in the dark

Kilka tygodni temu, świętowaliśmy z Robertem trzynastą Rocznicę Ślubu. Ponieważ bardzo chciałam pospacerować po warszawskich Łazienkach, a mąż odwiedzić Stare Miasto, zgodnie padło na Warszawę. Kiedy mieliśmy już zarezerwowany hotel i zaczęliśmy myśleć o tym, jakie restauracje będziemy chcieli w stolicy odwiedzić, przypomniało mi się, że posiadam voucher na ,,Kolację w Ciemności”, którą jakiś czas temu sprezentował mi Wyjątkowy Prezent . Tak się dobrze złożyło, że akurat tym czasie, w Warszawie taka kolacja się odbywa. Żartowaliśmy trochę, że po tych kilkunastu latach, to już człowiek patrzeć na siebie nie może, więc taka kolacja w ciemności jest dobrą opcją…

wyjątkowy prezent, kolacja w ciemności, bonpirce, dine in the dark

W Warszawie w organizacji kolacji w ciemności specjalizuje się węgierska restauracja Borpince, która mieści się na ul. Zgoda 1. Serwowane menu jest tajemnica, bowiem cała zabawa polega na odgadnięciu po kolacji, co nam zaserwowano, ale jest możliwość wyboru wersji mięsnej, rybnej i wegetariańskiej. W wersji Vip, do posiłku dodatkowo podawane jest wino i deser.

Kolacja miała formę eventu, na sali było kilkanaście osób, a pan, który go prowadził, swoim poczuciem humoru sprawił, że wszyscy świetnie się bawili. Kiedy padło pytanie dlaczego na kolacje w ciemności przyszliśmy, to oprócz żartów z sali typu ,,bo dziś centra handlowe zamknięte”, ,,bo mi żona kazała” padło też to najważniejsze, ,, by przybliżyć sobie sytuację osób niewidomych”.

Pierwsza na świecie restauracja w ciemności ,,Blind Co” powstała w 1999 roku w Zurychu, a zamysł jej powstania zrodził się po tym, gdy zaproszeni na kolację przez niewidomego pastora Jorge’a Spielmann’a goście, w geście solidarności z gospodarzem na czas posiłku zawiązali sobie na oczach opaski.

Gdy pozbawieni zostajemy jednego ze zmysłów, inne automatycznie się wyostrzają, by pomóc nam funkcjonować i kolacja w ciemności dobitnie nam to udowodniła. Kiedy nie widzisz kompletnie nic, w określeniu menu jest Ci w stanie pomóc dotyk, smak, węch. Słuch z kolei uruchamiał wyobraźnie jeśli chodzi o rozstawienie stolików na sali, jej wygląd, wysokość. Konsumpcja kolejnych dań, przepleciona była z zabawami/zagadkami, które dotyczyły kwestii zmysłów zapachu i dotyku.

Przykładowa zaserwowana potrawa wyglądała tak:

Z każdą minutą w ciemności, człowiek oswaja się z miejscem sytuacją, potrafi zlokalizować talerz czy kieliszek. Nie mniej sztućce są pod czas kolacji raczej mało potrzebne, co okazuje się już w pierwszych minutach, kiedy bezskutecznie usiłujemy nabić coś na widelec.

Kolacja w ciemności była dla nas ciekawym doświadczeniem, a serwowane dania nam bardzo nam smakowały. Kilku smaków nie byłam w stanie odróżnić (np. cukinii od bakłażana). Co ciekawe mój mózg ani kubki smakowe nie były również w stanie stwierdzić, że deser czekoladowym polany był polewą z wiśni. Nigdzie, nawet latem w Toskanii, pomidor nie smakował mi tak, jak tamtego wieczoru.

Jeśli lubicie smacznie zjeść, jesteście otwarci na nowe doznania, chcielibyście przybliżyć sobie sytuacje osób niewidomych, zobaczyć jak działają Wasze zmysły w takiej nietypowej sytuacji lub zwyczajnie chcielibyście spędzić niezapomniany wieczór, to kolacja w ciemności jest czymś, co mogę polecić. To również świetny pomysł na oryginalny prezent. Na przykład z okazji Rocznicy Ślubu właśnie…

wyjątkowy prezent, kolacja w ciemności

Więcej o kolacji, dostępnych lokalizacjach, terminach i rodzajach voucherów przeczytacie na stronie

Wyjątkowy prezent

Polecam & pozdrawiam

kolacja w ciemności

Brzoskwinie zapiekane pod owsianą kruszonką z Amaretto

Aga Sz. desery, PRZEPISY, Strona glowna banner 1 Comment

Soczyste brzoskwinie, zapieczone pod warstwą słodkich, skąpanych w maśle i brązowym cukrze płatków owsianych z dodatkiem chrupiących ciasteczek Amaretti, a wszystko to skropione Amaretto. Myślę, ze to niezły deser na zakończenie wakacji. A jeśli podacie to cudo z gałką lodów waniliowych i kieliszkiem Prosecco będzie jeszcze piękniej…

Składniki:

  • 6 dużych brzoskwiń
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • 120 g miękkiego masła (plus trochę do wysmarowania foremki)
  • 100 mąki pszennej
  • 120 g płatków owsianych zwykłych
  • 50 g ciasteczek Amaretti (twardych)
  • 80 g brązowego cukru
  • 1 łyżka likieru Amaretto *

Naczynie do zapiekania wysmarować masłem.

Brzoskwinie umyć, przepołowić, usunąć pestki i pokroić na kawałki, np. ósemki.

Wyłożyć nimi dno przygotowanego wcześniej naczynia, a następnie przesiać na nie mąkę ziemniaczaną.

Ciasteczka Amaretti pokruszyć, dodać wszystkie, całość skropić Amaretto i całość połączyć ze sobą palcami, tworząc rodzaj kruszonki.

Kruszonkę wyłożyć równomiernie na brzoskwiniach.

Piec przez ok. 30 min. w temp. 180 stopni C., aż kruszonka się zezłoci.

Deser podawać na ciepło, dobrze wówczas smakuje i wytworniej wygląda) w towarzystwie lodów waniliowych. Smaczny również na zimno np. na śniadanie z dodatkiem jogurtu.

* Alkohol z Amaretto, wyparuje pod wypływem temperatury, ale jeśli ktoś chce deser podać dzieciom i ma obiekcje, to oczywiście można ten składnik pominąć.

Smacznego!

Biszkoptowe ciasto z owocami (jeżynami)

Aga Sz. ciasta, ciasta z owocami, PRZEPISY, Strona glowna banner 1 Comment

Z całym szacunkiem dla wszystkich eleganckich, pracochłonnych, warstwowych ciast, które na warstwie biszkoptu dzierżą krem, mus , galaretkę, owoce i oczywiście listek melisy na ozdobę i wyglądają jakby były krojone za pomocą lasera, ja zawsze wybiorę proste, sielskie, domowe ciasto, które można zjeść nie korzystając ze srebrnego widelczyka. Ciasta te poznacie po tym, że najlepiej smakują na świeżym powietrzu, a dzieciom po ich zjedzeniu, trzeba strzepać z nosa cukier puder…

Dziś przepis na klasyczne ciasto biszkoptowe z owocami. U mnie z dużymi, ogrodowymi jeżynami, ale użyjcie takich na jakie macie ochotę.

Składniki:

  • 125 g mąki pszennej
  • 125 g cukru (najlepiej drobnego lub pudru)
  • 125 g masła
  • 4 duże jajka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1-2 łyżki cukru pudru do oprószenia ciasta przed podaniem

Spód okrągłej foremki o przekroju ok. 22-24 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Najwygodniej arkusz zamknąć klamrą tortownicy, tak by pokrył spód foremki, a jego nadmiar został poza foremką, a następnie niepotrzebną część zewnętrzna oderwać. Boki posmarować masłem i obsypać bułka tartą. Oczywiście jeśli, nie mamy papieru do pieczenia, można tak samo postąpić ze spodem.

Masło roztopić w garnuszku, zdjąć z ognia i ostudzić.

Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, pod koniec ubijania dosypując połowę podanej ilości cukru.

Żółtka ubić z resztą cukry do białości, a następnie powoli dolewać masło, ciągle miksując.

Do żółtek dodać kilka łyżek ubitej piany i delikatnie wymieszać.

Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i całość przesiać do masy z żółtek. Wymieszać, tak by mąką dokładnie połączyła się z masą.

Na koniec dodać resztę ubitych białek i całość, (ostrożnie by białka nie opadły) wmieszać w ciasto.

Przelać masę do przygotowanej wcześniej formy, na górze poukładać wybrane owoce (nie za gęsto, tak by były między nimi przerwy) i piec w nagrzanym do 175 stopni C. przez ok. 40- 45 min.

Po upieczeniu, przed wyciągnięciem z formy odstawić na chwilę do ostygnięcia. Przed podaniem warto oprószyć cukrem pudrem

Miłego popołudnia z ciastem biszkoptowym z owocami w roli głównej…

Wyspa Murano

Aga Sz. PODRÓŻE, Strona glowna banner 0 Comments

Murano, to niewielka wyspa położona na Lagunie Weneckiej. Przypomina Wenecję, choć jest od niej znacznie mniejsza, skromniejsza i mniej atrakcyjna pod względem turystycznym, szczególnie jeśli chodzi o zabytki. Murano słynie z produkcji kolorowego szkła, które znane jest na całym świecie. Co ciekawe, pierwotnie szkło w tym rejonie produkowano w Wenecji, ale pod pretekstem zagrożenia pożarami, przeniesiono produkcję właśnie na wyspę Murano. Tak naprawdę chodziło o to, by móc skuteczniej kontrolować pracowników hut (którzy pod groźbą kary mieli zakaz opuszczania Republiki Weneckiej, ale i przywileje związane z tym zawodem), by ci nie zdradzili sposobu produkcji szkła. Dziś dawny rygor oczywiście już nie istnieje, za to nadal odwiedzić można Muzeum szkła (Muzeum Palazzo Giustinian) i kupić szklaną pamiątkę.

MURANO

Bardzo przyjemna wyspa, idealna na spędzenie popołudnia.

Poniżej znajdziecie odnośniki do postu o Wenecji i wyspie Burano.

ze słonecznymi pozdrowieniami