#zostańwdomu (i konkurs)

Aga Sz. kobiecym okiem, KSIĄŻKI, książki, NASZ DOM, RECENZJE, Strona glowna banner 0 Comments

Znudzenie, zmęczenie, obawa, niepewność, monotonią, rozgoryczenie, bezsilność. Myślę, że każdy z nas, po miesiącu pobytu w domu i narzuconych przez państwo ograniczeniach, w tej palecie odczuć, odnajdzie swoje własne. Kwarantanna- najważniejsze zadanie, jakie postawił przed nami, jako społeczeństwem los, od kiedy pamiętam.

Ile ludzi, tyle pomysłów na jej spędzenie. Internet kipi od pomysłów na to jak powinniśmy ten czas wykorzystać. Być może rzeczywiście można w tym czasie rozpocząć naukę jogi, medytacji o świecie, zaliczyć kurs języka włoskiego on line i wysmuklić uda z Ania Lewandowską. Przeczytać stos zaległych książek, nauczyć się szyć na maszynie i uporać się z tysiącami zdjęć na dysku, by w końcu zamówić, te niezamówione od lat paru fotoalbumy. Można, ale na szczęście nie trzeba. Równie dobrze, można po prostu spróbować we względnym spokoju, przebrnąć przez ten czas, ogarnąć nauczanie domowe dzieci (co samo w sobie jest momentami wyczynem, rodzice dzieci w wieku szkolnym z pewnością to potwierdzą). Ważne, żeby ten czas upłynął nam w zgodzie z samymi sobą, a jeśli ograniczy się to do zrobienia porządku w szafie i obejrzenia kilku seriali na Netflixie, to przecież tez będzie dobrze. Wedle uznania, dajmy z siebie tylko tyle, na ile mamy ochoty i sił, bez podwyższania poprzeczki, bo kwarantanna to nie zawody w byciu lepszą wersja samych siebie.

Początkowo żartowałam, że tak naprawdę, to ja przecież jestem na dobrowolnej kwarantannie od ponad pięciu lat, czyli odkąd wybraliśmy życie na wsi. Szczęśliwie nie odczuwam więc jakoś szczególnie, niedogodności związanych z nieustannym pobytem w domu, zamkniętymi centrami handlowymi czy kawiarniami. Jest mi oczywiście ogromnie przykro z powodu tragedii pracodawców i pracowników, których ten problem boleśnie dotkną, ale rozpatrując to wyłącznie w kategorii osobistych niedogodności, to zdecydowanie bardziej kłopotliwy jest dla mnie zakaz wstępu do lasu, który mamy tuż za domem i brak możliwości spotkań z rodziną i znajomymi. Jeszcze bardziej natomiast doceniamy ogródek, który biorąc pod uwagę temperament i ruchliwość naszych dzieci jest w zaistniałej sytuacji prawdziwym zbawieniem.

Nie wiem jak Wy, ale ja znaczącą część czasu spędzam w kuchni. Odnoszę nawet wrażenie, że moim dzieciom wydaje się, że co czterdzieści pięć minut jest przerwa i trzeba coś do zjeść. Te ich apetyty przyznam w dobie oszczędzania zasobów spożywczych, trochę mnie początkowo przerażała. Teraz w zależności od chęci, czasem w środku tygodnia jadamy, pracochłonny, ,,niedzielny” obiad ( z lampką białego wina, żeby było trochę jak w restauracji), a czasem gotowe, kupione gnocchi z pieczonymi warzywami.

Kiedy pięć lat temu przeprowadziliśmy się na wieś kupiłam książkę Jeffrey’a Hamelmana ,,Chleb” i dopiero kwarantanna zmobilizowała mnie, by przygotować zakwas. Wygląda więc na to, że to właśnie w tym czasie, powstanie mój pierwszy, prawdziwy domowy chleb.

Tradycyjnie już, zamówiłam też nasiona łąki kwietnej, bo wiem, że jej zasadzenie, to jeden z najfajniejszych pomysłów, jaki co roku realizujemy w ogrodzie. Niech chociaż pszczoły i motyle, nie odczują niedogodności związanych z wirusem. No i te polne bukiety, na stole pod dębem latem.

Wybrałam też miejsce na hortensje i nowe róże w ogrodzie…

Na polu czytelniczym, wielkich sukcesów nie odnotowałam, póki co przeczytałam tylko ,,Miłość z czasach zarazy” Gabriela Marqueza, której tytuł wydał mi się najbardziej adekwatny do sytuacji. Nie wiem czy to piękny język noblisty, czy starość, ale zauważyłam, że każde nadrobione, zaległe literackie dzieło, cieszy mnie bardziej niż książkowa nowość.

Jako, że koronawirus skutecznie przekreślił zarówno nasz rodzinny, kwietniowy wyjazd do Holandii, jak i czerwcowe wakacje na Lazurowe Wybrzeżu, niczym światełko we mgle jawi nam się już tylko Lizbona jesienią. Kierując swoje myśli, ku rzeczom dobrych, pełni nadziei, przygotowujemy z Robertem teoretycznie do tej podróży…

Poza tym nudy. Robert pomalował dzielnie osiemset pięćdziesiąt metrów kwadratowych ścian (farbę kupiliśmy szczęśliwie przez pandemią). Ja wyszorowałam natomiast fugi w płytkach podłogowych szczoteczką, przypominając sobie tym samym, że wcale nie mają koloru gorzkiej czekolady, a cappuccino. W szafce z przyprawami zwyczajowo mam porządek, ale kwarantanna sprawiła, że ułożyłam je alfabetycznie. Polecam ten patent. Bardzo ułatwia gotowanie.

Pełną parą zabrałam się też za rewolucje w pokoju Małgosi. Na wyborze najładniejszych mebli i dodatków, upłynęło mi kilka dobrych wieczorów. Efekty niebawem pokażę na blogu.

Ciekawa jestem, jak Wy odnajdujecie się w tej nowej, nietypowej rzeczywistości. Korzystając z okazji, chciałam Was także zaprosić do konkursu organizowanego przez dystrybutora win Portada , którego zadanie polega właśnie na pokazaniu, jak Wy spędzacie czas w swoim domu. Na Facebooku marki znajdziecie szczegóły (klik).

Powodzenia w konkursie, siły, zdrowia na co dzień.

Trzymajcie się ciepło i bezpiecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *